sobota, 12 października 2019

Fjord Nansen - Tolga 90

Są takie wyjazdy, kiedy zamiast plecaka lepiej wziąć torbę, ale nie byle jaką, a mocną i wygodą. Taką, która nie tylko pomieści nasz dobytek, ale da się też wygodnie nosić, troczyć do różnego rodzaju środków transportu, taką, która wytrzyma brutalne traktowanie na lotnisku i latanie po bagażniku podczas jazdy bezdrożami. I taką właśnie torbą jest Tolga Fjorda Nansena.

























Największym plusem Tolgi jest to, że wykorzystano do jej produkcji prawdziwą cordurę, dzięki czemu mamy gwarancję wytrzymałości, a w ręce czuć, że torba nie rozleci się przy pierwszej okazji.  Zastosowano też mocny zamek YKK, co również potwierdza wysoką wytrzymałość - nigdy YKK mnie nie zawiódł. Zastosowane materiały mega pozytywnie zaskakują i nieco dziwią, gdyż większość produktów Fjorda jest z bliżej nieokreślonego cienkiego materiału, który nie budzi zaufania. Widać, że do Tolgi się przyłożyli. Poza zastosowanymi materiałami wykonanie też jest na wysokim poziomie. Mocne szwy i wyjątkowo brak wystających nitek. Naprawdę jest konkret. Torba po użytku ciągłym przez 2 tygodnie, wkładaniu i wyjmowaniu z niej rzeczy, fruwaniu po aucie, ponad 2 tyś kilometrów, przeżyła dwa loty i wygląda jak nowa. Nieco się jedynie przybrudziła.

Dla większego komfortu użytkowania zastosowano w niej zewnętrzne troki kompresyjne, dzięki czemu można ją zmniejszyć, jeśli zajdzie taka potrzeba, jedną zewnętrzną kieszeń w sam raz na jakieś pierdoły, mapę, kąpielówki itd. Wygodne uchwyty na końcach, szpejarki po bokach, które umożliwią dotroczenie dodatkowego szpeju lub przytroczenie samej Tolgi do foteli w aucie, by nie latała albo innego środka transportu. By można było ją wygodnie przenosić zastosowano szerokie wygodne szelki, które umożliwiają przenoszenie torby jak plecaka. Nie jest to szczyt komfortu, ale wygodniej niż na ramieniu ;)


Producent chwali się szerokim otworem. Nie wiem co rozumie przez szeroki, ale w Toldze z pewnością nie ma szerokiego wejścia. Wypchana domyka się z oporem. Niby niewielki problem, ale powiększenie wchodu o kilka centymetrów znacznie poprawiłoby komfort pakowania i zmniejszyło naprężenia na zamku.
Gdy już wejdziemy do środka ukazuje nam się zamykana na zamek kieszeń siatkowa umieszczona na klapie. Fajnie nadaje się do przewożenia płaskich rzeczy, my głównie ładujemy w nią liofilizaty i inne płaskie porcje jedzenia. Sama torba jest jedną wielką komorą, która dzięki prostokątnemu kształtowi ładnie daje się wypakować i jest naprawdę pojemna. Po bokach są szerokie niezamykane siatkowe kieszenie, w sam raz na buty czy inne podobne rzeczy.


Widać wyraźnie inspiracje sławnymi torbami wyprawowymi North Face. Podobny krój, żeby nie powiedzieć praktycznie bliźniaczy, jedyna znacząca różnica to fakt, że Tolga jest z materiału cieknącego. Spora wada o tyle, że uniemożliwia przewożenie torby na dachu auta bez obawy o przemoczenie rzeczy lub wymusza pakowanie wszystkiego w dodatkowe worki w celu ochrony przed wodą. Mały minus, ale i zaleta, że szpej nie kisi się w gumie, a sama torba waży nieco mniej. Jak to mówi klasyk są plusy dodatnie i plusy ujemne.



Według nas Tolga to produkt godny uwagi, dobre wykonanie i materiały, do tego produkt polski, cena może nieco wysoka, bo niewiele mniej od wspomnianego TNF. My z pewnością jeszcze nie jeden trip z nią odbędziemy ;)

Tolga dostępna jest w 3 rozmiarach 40l/60l/90l i jednym wariancie kolorystycznym.

1 komentarz: