piątek, 11 stycznia 2019

Pogrom dzika

Pogrom dzików, internet wrze, a od 12 stycznia żaden dzik nie może czuć się bezpieczny. Dlaczego tak?
Otóż nasz wspaniały rząd (starałem się nie poruszać tematów politycznych, ale tu chodzi o przyrodę, o środowisko, o miejsce naszych przygód, więc muszę złamać te moją zasadę) wydał rozkaz (teraz tylko zalecenie) na wybicie praktycznie całej populacji dzika na terenie kraju. Z szacowanych 215 tyś ma zostać eksterminowane 200 tyś!! A to wszystko niby pod pretekstem walki z ASF.



Czemu mamy do czynienia z taką sytuacją? Otóż ministerstwo środowiska pod pozorem walki z afrykańskim pomorem świń żąda od myśliwych wybicia praktycznie wszystkich dzików żyjących w naszym kraju. Według nich dzik jest największym problemem w walce z ASF. Nie on jest największym, ale nie wymagajmy za dużo od rządzących :P Owszem, dziki są wektorem przenoszenia tego wirusa, ale gdyby nie fakt, że pierwsze zarażone prosiaki, a właściwie ich zwłoki były wyrzucane do lasu itd., to byśmy nie mieli problemu z tą chorobą. Jak dzik ma zarazić świnie z hodowli? Przecież dzik nie wchodzi do chlewni, a świnia na spacery do lasu też nie chadza. Więc skąd zarażenia? Problem polega na tym, że hodowcy/rolnicy często nie przestrzegają podstawowych zasad bezpieczeństwa i nie stosują się do zasad bioasekuracji.


Czyli co? W jakiejś chlewni są zarażone świnie, chłop pracuje przy nich, idzie do kolejnej chlewni, w której ma te same ubrania i używa tych samych narzędzi, przedmiotów, i tak się przenosi wirus.

Pasza często jest po prostu trzymana na podwórku, jakimś poletku bez nadzoru itd. Z takiej stołówki korzystają dziki i mogą zostawić ASF.

Rolnik może być myśliwym i przenosi na swoich ubraniach, na sobie, na oponach, aucie itd. wirusa, następnie przekazuje go swoim świniom w całkowicie nieświadomy sposób.

Ponadto wirusa przenoszą też inne zwierzęta, więc jeśli ktoś ma luźno biegającego psa lub wykorzystuje psa do polowania, to może on przynieść do gospodarstwa ASF, co więcej nawet kleszcze są przekaźnikami tego cholerstwa. Myśliwy przynosi tuszę po polowaniu do domu i zaraża całe swoje gospodarstwo.

Największy problem mają małe hodowle, gdyż duże, masowe przedsiębiorstwa hodowlane są zamknięte i mają szereg zabezpieczeń, dzięki którym ASF im niestraszne.


Jak walczyć z tym problemem? Na pewno nie eksterminując dziki, bo to nic dobrego nie przyniesie, o czym za chwilę. Najlepszą metodą jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa i bioasekuracji, problem zmaleje, a może i zniknie.
No dobrze, ale co to jest ta bioasekuracja?
To odseparowanie świń od środowiska zewnętrznego, czyli zamykane są gdzieś, gdzie jest pewność, że nie przyjdzie żaden wektor wirusa. Zwierzęta nie są karmione zlewkami i odpadkami, a paszą z pewnego źródła. Paszą, która nie ma szans na kontakt z dzikami. Do tego zmiana obuwia i ubrania przed wejściem do chlewni i przy wyjściu z niej. Stosowanie specjalnych mat dezynfekcyjnych w gospodarstwie. Zaprzestaniem polowania na co najmniej dwa dni przed bezpośrednim kontaktem ze świniami. Ponadto należy przestrzegać przepisów uboju tak, by były pod kontrolą weterynarza i co ważne świnie w stadzie muszą pochodzić z pewnego źródła, a nie z tanich, niepewnych hodowli, bo najprawdopodobniej właśnie tak się pojawił ASF w Polsce.

Należy zwrócić uwagę, że ten idiotyczny pomysł na walkę z ASF jest ministerstwa środowiska, a nie samych myśliwych. O ile o myśliwych można mówić różnie, można ich lubić, ale można i nienawidzić, to w przypadku pomysłu wybicia dzików większość myśliwych jest oburzona i są przeciwni, uważają za bezsensowne i nieetyczne eksterminować gatunek do tego stopnia, by strzelać do wszystkiego. Przydałaby się stanowcza postawa PZŁ, niestety silna presja ze strony rolników i polityków, różne układy i groźby powodują, że chcąc, nie chcąc, środowisko myśliwskie musi realizować odstrzał. No, chyba że jednak się postawią, ale w to wątpię :(

Jaki skutek może mieć eliminacja dzików? Bardzo niekorzystny, a to z kilku powodów. Po pierwsze wraz z odstrzałem do gleby, wody i całego środowiska trafi wiele krwi i odpadów.  Żywy dzik przenosi wirusa przez około 10 dni, a w padlinie, odpadach itp. wirus może żyć i się rozprzestrzeniać przez wiele miesięcy.

Ponadto zmniejszenie populacji polskiego dzika spowoduje, że do kraju zaczną przychodzić dziki ze wschodu, z terenów znacznie bardziej zarażonych ASF.
Gdyby tego było mało, to diametralne zmniejszenie populacji dzika spowoduje spore gradacje różnych robali, pasożytów drzew. Dziki, ryjąc w ściółce zjadają co najmniej 30% różnych złych stworzeń, dzięki czemu las jest w dobrej kondycji. Wiele lat temu, gdy populacja dzika też została zmniejszona w Puszczy Noteckiej doszło do gigantycznej gradacji pewnego owada, przez co znaczne połacie lasu zostały zniszczone. Do tego ściółka w lesie nie będzie spulchniana itd. Dzik jest jednym z ważniejszych elementów środowiska.

Warto nadmienić, że eksterminacja dzików ma zapewnić wygrane kolejne wybory, dzięki głosom wsi. Bo będą spełnione postulaty, teoretycznie sukces w walce z ASF i nikłe, a właściwie zerowe szkody w uprawach już tej wiosny. Polowania mają być prowadzone w każdym terenie, niezależnie czy to pole, czy las, czy park narodowy, dziki mają zostać wybite. Na terenie całego kraju, mimo że w Polsce zachodniej nie ma problemu z ASF. 90% kraju jest wolne od pomoru. Ale co to rządzących interesuje, tak samo co ich interesuje opinia przyrodników i naukowców, myśliwych, liczą się głosy :(


Miejmy nadzieję, że rząd się opamięta, a myśliwi będą trzymali się swoich wartości i etyki zamiast rozkazów idących z wysokich stołków.



piątek, 4 stycznia 2019

Strider Adventure Gear - nerka EDC

Nerka, pewnie większość z Was ma trzecią na pasku ;) Nerki stały się tak popularne, że ich nosicieli już nie przypisuje się do jednej, dość mało sympatycznej grupy. Nerki są wyposażeniem coraz większej liczby ludzi, jednak większość jest powiedzmy średnio ładna z naszego leśnego punktu widzenia. Bo jakoś świecące, tęczowe, w kwiatki czy ch wie w co nerki nie mówią do mnie. Na szczęście na rynku są nery stricte stworzone dla nas do noszenia EDC, na graty mniej lub bardziej przydatne. Co ważne nie jesteśmy ograniczeni tylko do produkcji seryjnych dużych firm, ale mamy też sporo mniejszych lub większych manufaktur. Jakiś czas temu na biodro trafiła nerka EDC szyta przez Strider Adventure Gear. Jak na paramilitarny model jest dość niepozorna, nie rzuca się w oczy, pozwala na skryte noszenie, co jest niezwykle przydatne podczas codziennego przemieszczania się po mieście, jazdy komunikacją miejską itd. Osobiście lubię nosić nerkę w sposób mogłoby się wydawać nieprawidłowy, bo z przodu - w komunikacji i tłoku bezpieczniej i zawsze mam ją pod ręką i nie muszę się wyginać, by coś wyjąć. Zarówno z boku, z tyłu, jak i z przodu nosi się wygodnie, a zamek zapewnia wygodny dostęp jedną ręką.
Dzięki dość płaskiemu i podłużnemu kształtowi świetnie układa się na biodrze i nie przeszkadza podczas jazdy samochodem, rowerem itd., a jest naprawdę pojemna. Na pierwszy rzut oka wydaje się mała, ale przestrzeni we wnętrzu tyle, że naprawdę zmieści się tam praktycznie każde EDC.


Środek jest bardzo przemyślany, główna komora jest przedzielona, dzięki czemu tworzy przegródkę, która pomieści praktycznie każdy telefon, nawet te największe, jednocześnie wygodnie możemy go tam wkładać i wyjmować. Pozostałe miejsce w nerce zostało zaplanowane tak, by móc wygodnie zorganizować swoje EDC. Do dyspozycji mamy kilka gumek do zabezpieczenia naszych rzeczy (świetnie trzymają dowód rejestracyjny), natomiast na drugim boku (tym od strony biodra) mamy 3 kieszenie z gumy, które idealnie pomieszczą latarkę, multitoolla, zapalniczkę itd. Wszystko mamy na miejscu, nic nie lata i nie hałasuje. Ponadto w środku zmieści się dość spory portfel i klucze, a żeby nie latały po wnętrzu jest kółko, do którego możemy je podczepić.



W celu zmniejszenia jej taktyczności nie dodano panelu velcro na froncie, z jednej strony zabieg jak najbardziej popieram, ale teraz nie mam gdzie swojej narzepki nosić :( Specyfika produktu.



Ciekawym rozwiązaniem w nerce EDC ze Strider Adventure Gear jest możliwość noszenia jej na dwa sposoby. Pierwszy - klasycznie na pasku zapinanym klamrami, co ważne klamry mamy z każdej strony, czyli Ci co noszą na lewym, jak i prawym boku będą mogli łatwo i wygodnie zakładać i zdejmować. Pasek może wydawać się za cienki, by dobrze przenosić nieraz spore obciążenie. Jak wynika z mojego doświadczenia, nie tylko przy tej nerce, pas o szerokości 25 mm w zupełności wystarczy.
Drugim sposobem na noszenie jest zrywny panel PALS, dzięki któremu możemy nerkę zamontować, do torby, plecaka, czy innego wyposażenia w standardzie PALS. Dość fajne rozwiązanie, bo każdy może nere dostosować do swoich potrzeb.
Wadą jest jedynie to, że gdy nie nosimy nerki jako ładownicy na PALSACH, musimy zdjąć ten panel, gdyż ma ostre krawędzie i często tnie po brzuchu/boku, a ciuchy są poszarpane. Spora wada w momencie, gdy mamy na sobie jakieś termo z merynosa, a nerka nam podziurawi koszulkę.

Nera dobra i w mieście, i w lesie ;)

Sama jakość jest naprawdę świetna, jeden z najlepszych produktów, z jakimi miałem do czynienia, nie odstaje od czołówki customowych produktów. Mocne materiały, staranne szwy, nigdzie nic się nie pruje i nie odstaje. Mimo wypchania trzyma fason i nie gniecie. Klamry cały czas dobrze pracują i same się nie wypinają. Gumy wewnątrz nie rozciągają się nadmiernie, więc naprawdę co do jakości i wykonania nie ma zarzutów. W sumie jedyną wadą jest ostry panel PALS. Cena jest dość wysoka, jednak w porównaniu z podobnymi firmami porównywalna. Design produktów Strider Adventure Gear mi się podoba, prosty, bez udziwnień, pakowny itd. Jednak jak już słyszałem, wielu osobom się to nie podoba.
Według mnie naprawdę warto zastanowić się nad tą opcją do noszenia edecowych gratów ;)