czwartek, 6 czerwca 2019

piątek, 31 maja 2019

Helikon-tex Numbat od predathor.pl

Każdy chyba miał taką sytuację, że nagle czegoś potrzebował, czegoś, co ukryte było gdzieś w plecaku. Nawet jeśli było wrzucone do kaptura, to i tak trzeba zdjąć plecak. Co zrobić, by mieć wszystkie niezbędne rzeczy pod ręką? Wystarczy sięgnąć po coś, co na naszym rynku nie jest popularne, ale na zachodzie już tak, czyli kieszeń, torbę noszoną na specjalnych szelkach na klatce piersiowej. Na szczęście kilka firm na naszym rynku je ma, a jednym z fajniejszych, jeśli nie najfajniejszym rozwiązaniem jest chest od Helikona z serii Bushcraft. Numbat to idealny sposób do przenoszenia najpotrzebniejszych rzeczy podczas każdej działalności outdoorowej. Sprawdza się wyjątkowo dobrze podczas marszu z plecakiem, spacerów na lekko, długodystansowych czy nawet nordic walking. Jedynie z rowerem jest średnio.



Numbat to naprawdę rozbudowana torba, pomieści zarówno sprzęt survivalowy, jak kuchenka na patyki, nóż, kompas, zestaw do niecenia ognia, rękawiczki robocze itd., ale i gdy potrzeba, zmieścimy w nim inne rzeczy. Ja często poza kompasem, nożem i krzesiwem oraz zapalniczką noszę  dwie latarki, dodatkowe światło do fotografowania, organizer fotograficzny z bateriami, kartami itd., lornetkę i jeszcze kilka innych dupereli. Jak widać zmieści naprawdę sporo. Do tego we wnętrzu jest przegroda na mapę, wystarczy odpiąć zamek i od razu widzimy gdzie dalej mamy wędrować.


Całe wnętrze jest podzielone na kieszonki, co pozwala na wygodne rozlokowanie różnych rzeczy, do dyspozycji mamy wspomniany już mapnik i sporą kieszeń na zamek.
Natomiast na zewnątrz są dwie rozciągliwe kieszonki, które np. idealnie mieszczą kompas i GPS, dzięki czemu nie musimy nawet odpinać zamka, tylko łatwo i szybko dobędziemy przyrządy nawigacyjne. Dodatkowo na froncie są wycięte laserowo punkty montażowe w standardzie molle/pals, dzięki którym możemy zabezpieczyć kompas linką zaczepioną do nich lub zamontować coś dodatkowego. Takie same punkty mamy od spodu Numbata. Jest też puszczona gumka ze stoperem, możemy zamontować grube rękawice, lekką wiatrówkę czy też lekki statyw.


Dodatkowo jako opcje podczepienia czegoś lekkiego mamy taśmy podszyte z boku, gdzie idealnie można zahaczyć karabińczyk i podwiesić np. rękawice taktyczne czy pokrowiec z kamerą (co widać na powyższym zdjęciu).

Sam system nośny sprawdza się całkiem nieźle, chociaż po całym dniu czuć nieco kark, no ale ja nosząc lornetkę i kilka innych przyrodniczych dupereli, mocno to dociążam. System składa się z siatkowego panela z trokami przypinanymi klamrami do Numbata. Łatwa regulacja, szybkość zakładania i zdejmowania też spoko. Część torby przylegająca do klatki piersiowej jest wykończona miękką pianką obszytą materiałem tak, jak szelki w plecakach turystycznych, co zapewnia dość dobre odprowadzanie wilgoci i przede wszystkim miękkie i komfortowe noszenie - oczywiście latem człowiek się zagotuje, no ale to specyfika tego typu toreb.


Komfort noszenia i użytkowania jest bardzo dobry, gdy dobrze sobie wyregulujemy paski i nie przeciążymy Numbata. Jakość wykonania jest też świetna, zamki dobrze pracują, materiały naprawdę mocne, nie ma się do czego dowalić. Co więcej Numbat nie jest wodoodporny, nawet nie ma zamków bryzgoszczelnych, a podczas pięciogodzinnej wędrówki w trakcie deszczu namókł, ale wilgoć była tylko z brzegu, więc jest naprawdę nieźle, jedynie przy samym zamku głównym był nieco wilgotny materiał, ale wszystkie rzeczy w środku były suchutkie.



Sam Numbat to jednak za mało na większość wyjść, więc z reguły łączymy go z plecakiem i co wtedy z komfortem? Żaden problem, paski od torby w ogóle nie kolidują z szelkami plecaka, więc można nosić ją komfortowo z każdej wielkość plecakiem, czy to trekkingowym, czy militarnym.
Numbat tworzy bardzo fajny zestaw razem z Foxtrotem też Helikona. Cały zestaw możecie kupić np. w predathor.pl. W takiej konfiguracji mamy wolne plecy, dzięki czemu się nie zapocimy, a przestrzeni na bagaż też będzie tyle, że w zupełności starczy na całodniowy wypad z bujaniem w hamaku itd. ;)

Jak widzicie Numbat jest naprawdę świetnym rozwiązaniem zarówno do turystyki, wypadów bushcraftowych, tropienia zwierząt i wielu innych aktywności, gdzie warto mieć nieco szpeju zawsze pod ręką. Pojemny, mocny, wygodny, czego chcieć więcej ;) 



poniedziałek, 20 maja 2019

Biebrzańska wiosna a może zima, czy jednak jesień?

Swego czasu zrobiliśmy sobie z tatkiem dłuższy weekend i na 3 dni ruszyliśmy do Biebrzy. Jednego z najpiękniejszych i najdzikszych zakątków naszego kraju. Ach, jak ja lubię ten dziki wschód, szkoda, że z Poznania mamy tak daleko.


Piątek minął nam w większości w drodze. Pogoda zapowiadała się świetnie, niestety po przekroczeniu Wisły zaczęła się psuć. Chmury, wiatry itd. Pierwszym punktem na naszej trasie był bunkier i pomnik kapitana Raginisa i Stanisława Brykalskiego, którzy dzielnie bronili polskiej ziemi na odcinku Wizny. Wiało tam tak mocno, że ciężko było ustać, a o utrzymaniu aparatu nie było mowy.


Dalej ruszyliśmy Carską Drogą w poszukiwaniu jakichś łosi. Biebrza nie obrodziła i poza sarną i żurawiami tego dnia na Carskiej nic nam się nie pokazało. Ruszyliśmy dalej i nieopodal miejscowości Kulig rozbiliśmy się na nockę. Bardzo urokliwe miejsce z wiatą. Pogoda była mało łaskawa i na przemian padało, wiało, wiało i padało, momentami się uspokajało. Tak też zdążyliśmy i zmoknąć, i się wysuszyć przy ognisku.


Noc minęła całkiem znośnie, było dość zimno, wiało tak, że bałem się, iż zaraz tarpa mi porwie, ale dawał radę dzielnie. Poranek był iście bajeczny, mroźny, ale słoneczny i obfitujący w piękne widoki.


W takiej sympatycznej aurze podjechaliśmy pod samą leśniczówkę i weszliśmy do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Kiedy wysiedliśmy z auta zaczęły nachodzić chmury i aura się zrobiła mało przyjemna, ale przynajmniej nie padało. Kupiliśmy bilety i ruszyliśmy na szlak. Łącznie tego dnia przeszliśmy nieco ponad 20 km. Po drodze przechodząc po zarywających się pod nami kładkach, spotkaliśmy sarny, żurawie, łosia daleko w zagajniku i jenota, który zasługuje na osobną opowieść. Był tak zajęty swoimi sprawami, że mogliśmy go fotografować i obserwować przez dłuższy czas. Widok niezwykle sympatyczny i przyjemny.


Kiedy wędrowaliśmy tak po parku narodowym, pogoda momentami się naprawdę poprawiała, ale im bliżej byliśmy auta tym była gorsza. Kawałek od auta jak nas ulewa złapała! Ściana deszczu, stwierdziliśmy, że wracamy na to samo miejsce, w którym biwakowaliśmy i tam się rozstawimy, wiata jest, źle nie będzie. No ale huragan i deszcz były takie, że pod wiatą padało niewiele mniej niż obok niej :P Więc postanowiliśmy najgorsze przesiedzieć w aucie. Po ponad godzinie nieco się uspokoiło i dało radę już zjeść coś pod wiatą i rozbić obóz.
Nasyceni poszliśmy spać, ja pod tarpem, a tatko do auta, bo stwierdził, że nie będzie się bawił w rozbijanie itd. Wieczorem nawet gwiazdy się pojawiły, więc już się pozytywnie nastroiłem, ale szybko się to zmieniło, wiało i padało wszystko, śnieg, grad, deszcz i tak całą noc na zmianę. W pionie i w poziomie :P


Ranek był znów nie najgorszy, po śniadaniu spakowaliśmy się i ruszyliśmy z powrotem na Carską Drogę, ale nieco okrężną trasą. Po drodze znów złapał nas deszcz i śnieg. Szału w kadrach nie było. Po drodze kilka sarenek nam zapozowało, lepsze to niż nic.