sobota, 16 marca 2019

Plecak Helikon-tex Summit od pentagon.pl

Od pół roku na większości wyjść targam swój majdan w nowym produkcie Helikona, plecaku Summit z serii Outdoor, który na testy podesłał nam sklep pentagon.pl


Plecak jak na Helikona całkiem inny. Typowy plecak trekkingowy o pojemności 40l przystosowany tak, by sprawdził się zarówno podczas trekkingu w górach, jak i na nizinach. Przynajmniej taki był plan, a jak wyszło? Całkiem nieźle, zacznijmy od materiałów. Plecak zrobiony jest z lekkiej cordury, dzięki czemu udało się zejść nieco z wagą w stosunku do innych plecaków Helikona, ale z pewnością Summit nie wpisuje się w ultralight, gdyż waży 1300g. Poza materiałem głównym w plecaku zastosowano piankowe usztywnienie, które możemy wyjąć i użyć jako siedzisko - ciężko się wyjmuje i wkłada (zwłaszcza przy wyładowanym plecaku), więc z tego nie korzystałem. Nikogo też nie zdziwi fakt, że zastosowano zamki YKK, standard przy wszelkich produktach outdoorowych.

Materiały są naprawdę mocne i mimo swojej pozornej delikatności wytrzymałe, plecak nieraz nosił ciężary (czasem nawet prawie 30 kg), do tego często ostre, kanciaste przedmioty, które dosłownie rwały się na zewnątrz, ale plecak dał radę, tak samo zamek na froncie nie poddawał się wypychaniu itd. Dodatkowo na froncie Helikon zastosował specjalną kieszeń z rozciągliwego materiału (taka elastyczna siateczka), która pomieści naprawdę sporo, np. saperkę, piłę, kamizelkę puchową i jeszcze kilka szpargałów. Nie podarła się jeszcze, więc oceniam ją pozytywnie. Z tego samego materiału zrobione są kieszonki na pasie biodrowym. Dzięki elastyczności mieszczą naprawdę dużo.  Tak samo boczne kieszenie, nawet 2 litrowe nalgenki.
By zmniejszyć wagę i odmilitarnić plecak Helikon w Summicie zastosował minimalistyczne molle (10 mm) naszyte na bokach, umożliwiają przytroczenie czegoś czy zamontowanie ładownic w standardzie molle.

Plecak pozbawiony jest klapy, zastosowano rolowane zamknięcie znane z worków kajakowych, rozwiązanie fajne, mocne i szczelne (pył nie wejdzie), ale ma swoje mankamenty, gdyż pod klapą już nic nie przytroczymy i nie wyciągniemy komina. No ale to specyfika tego modelu.



Zanim przejdziemy do wad, są jeszcze dwa ważne aspekty, system nośny i komfort użytkowania. Zacznijmy od systemu, jest to plecak Helikona, nie jakiś Osprey, Gregory czy inna hiper super trekkingowa firma, czyli nie ma co się spodziewać wymyślnego stelaża itd., ale i tak nie jest źle. Plecy to karbowana pianka - nieco przypomina karimaty Thermaresta, dobrze chroni przed kanciastymi przedmiotami wewnątrz plecaka, miękka i nawet dość dobrze odprowadza wilgoć, chociaż latem i tak człowiek bardzo się poci. Ważne jest to, że pianki zastosowane na plecach i szelkach nie ubijają się wraz z użytkowaniem, czyli cały czas mamy taki sam komfort. Szerokie szelki dobrze trzymają się na barkach, tu nie ma zastrzeżeń. Zastrzeżenia mam natomiast do pasa biodrowego, który mógłby być bardziej rozbudowany. W formie, w której jest nie do końca przy większych obciążeniach dobrze przenosi ciężar. Tak do +/- 10 kg nie ma problemu, przy większym bywa różnie. Ale z racji, że plecak pomyślany jest zgodnie z filozofią light and fast to można zrozumieć zastosowanie takiego delikatniejszego pasa.

Trzeba pamiętać, że Summit nie ma regulowanego rozmiaru systemu nośnego - jedynie możemy ściągać paski. Dlatego niższe osoby mogą mieć problem z dopasowaniem go do siebie. Najlepiej przymierzyć w sklepie, np. w pentagon.pl ;)


Sam komfort noszenia jest całkiem spoko, pod warunkiem, że nie przeładujemy plecaka, a co z komfortem używania? Dwa dostępy - od frontu i od góry sprawiają, że łatwo można się spakować. Elastyczne kieszenie powodują, że łatwo możemy rozmieścić nasz majdan, by zawsze był pod ręką.
Poza główną komorą i elastycznymi kieszeniami mamy u góry jeszcze jedną małą kieszonkę zapinaną na zamek, która idealnie nadaje się do schowania telefonu, kluczy, kompasu i innych pierdół. Komfort użytkowania oceniam dość wysoko, może nie dałbym piątki, ale czwórkę mogę śmiało dać.



Summit nie jest jednak pozbawiony wad. Ma ich kilka. Pierwszą jest brak tradycyjnych troków kompresyjnych, jedynymi trokami są krótkie, boczne na wysokości kieszonek na butelki i taki ala trok mamy z zapięcia od tej elastycznej kieszeni. Do przytroczenia lekkiej karimaty wystarczy, ale namiotu już za bardzo nie zamontujemy, zwłaszcza jakiegoś większego, gdyż troki się poluzują.  Oczywiście możemy kombinować dodatkowymi przez molle, ale nie o to chodzi w plecaku turystycznym, by kombinować.
Kolejną wadą jest brak wzmocnienia spodu. Materiał owszem jest mocny, ale wydaje mi się, że po kilku latach noszenia i stawiania na piasku, kamieniach itd. może się przetrzeć. Tak samo od spodu Helikon mógł naszyć jakieś przelotki na dodatkowe troki.
No i brak pokrowca przeciwdeszczowego. Owszem plecak jest solidnie zaimpregnowany i puszcza lekko wodę dopiero po 5 godzinach chodzenia w ulewie, ale np. zamek na froncie nie jest zabezpieczony, więc tam najprędzej pocieknie, przydałby się jakiś pokrowiec.




Czy polecam? Plecak jest całkiem fajny, zarówno pod względem wykonania, materiałów, uniwersalności, jak i designu. Cena jest też standardowa jak na tego typu produkt, więc jest to opcja godna przemyślenia.




wtorek, 12 marca 2019

Niesamowite spotkanie z jenotem.

Las, przyroda to coś co zawsze pobudza wyobraźnie i gwarantuje najróżniejsze przeżycia, ale czasem daje coś więcej. Na przykład niesamowite spotkanie z jenotem ;)


niedziela, 24 lutego 2019

Foto relacja z AntyZlotu w Puszczy Noteckiej

Właśnie wróciliśmy z lasu, gdzie na zaproszenie ekipy z Hopless outdoor team mieliśmy okazję uczestniczyć w kulturalnym AntyZlocie nic więcej nie mogę napisać, gdyż co wydarzyło się na zlocie na zlocie zostaje ;) Więc łapcie fotki ;)

PS Rolada Ustrzycka z ogniska jest genialna!!!! :D


















piątek, 15 lutego 2019

Krzesiwo FIRESPARK Helikon-tex

Ogień jak wiadomo jest jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym czynnikiem w przetrwaniu. To on pozwala ogrzać się w chłodne dni, przygotować coś do jedzenia, wysuszyć mokre ubranie, zasygnalizować pozycję czy też po prostu miło spędzić czas. Metod rozpalania ognia jest naprawdę wiele, osobiście najbardziej lubię dwie, klasycznie zapalniczką :V ale i krzesiwem. W swoim zbiorze mam różne krzesiwa od jakichś podłych chińczyków, które iskrzą tak, że benzyny nie podpalą, po jakieś bardziej wydajne topowe modele. Natomiast od kilku miesięcy używam krzesiwa, które stworzył Helikon w połączeniu z Survivaltechem. Mianowicie model FIRESPARK, czyli zaawansowane krzesiwo survivalowe, które sprosta ciężkim warunkom.



Najważniejszy w krzesiwie jest pręt. I tu mamy do czynienia z naprawdę długim i grubym, który daje bardzo dużo mocnych skoncentrowanych iskier, dzięki czemu rozpalenie ogniska nie stanowi żadnego problemu niezależnie od warunków. Co ważne nawet mokry działa dobrze i nie śniedzieje, nie zaobserwowałem na nim żadnego nalotu od wilgoci, co zdarzyło mi się przy kilku innych modelach.
Dzięki wykorzystaniu mocnego pręta i umiejętnym używaniu FIRESPARK wystarczy na wiele lat.

























Ciekawym rozwiązaniem w FIRESPARKU jest zastosowanie mocnego i aluminiowego chwytu, który ma idealne proporcje i wygodnie leży w dłoni, nawet w mokrej czy w rękawicach. Bonusem krzesiwa jest zastosowanie we wnętrzu rączki skrytki na różne rzeczy. Możemy w niej schować tabletki do odkażania wody, w przypadku używania bardziej EDCowego zmieści się kilka banknotów, ja jednak we wnętrzu przenoszę nieco podpałki (dragon power), dzięki czemu nawet gdy czegoś suchego w lesie nie znajdę, mam czym rozpalić ognisko. Nieważne co przenosimy w skrytce nie musimy się o to martwić w trakcie opadów czy nawet gdy zamoczymy krzesiwo, dzięki uszczelce woda nie ma prawa się wedrzeć do wnętrza - sprawdzałem i nie ma obawy. Jedyny minus jest taki, że niełatwo wydobyć podpałkę i trzeba sobie pomóc jakimś patyczkiem, wykałaczką czy czymś podobnym.





























Przez zakrętkę przepuszczono pętelkę z linki, którą możemy zabezpieczyć krzesiwo przed zgubieniem lub szybciej dobyć krzesiwo, np. z kieszeni.

Podsumowując, krzesiwo Helikona z serii Bushcraft jest naprawdę godne polecenia, mocne, uniwersalne, sprawdzi się zarówno w edc, jak i survivalu czy outdoorze, cenowo też wychodzi całkiem spoko. Jedynie waga to aż 50 g, czyli ultralight to nie jest, ale dzięki temu jest mocne i nie ma obawy o uszkodzenie w najmniej odpowiednim momencie.
Helikon i Survivaltech stworzyli produkt, który sprawdzi się zarówno w zastosowaniach amatorskich, jak i bardziej profesjonalnych. FIRESPARK to idealne uzupełnienie do noża survivalowego, survivalkitu czy zestawu edc. Z czystym sumieniem polecam!

Do krzesiwa nie dostajemy żadnego iskrownika, bo z założenia każdy ma przy sobie nóż, więc bezproblemowo górną krawędzią klingi lub ostrzem damy sobie radę ;)




piątek, 1 lutego 2019

Wpienione drzewa

Kilka dni temu wybrałem się do lasu mimo sporego deszczu. Momentami lało tak, że nic nie było widać, ale co tam, nawet w taką pogodę wędrówka przez knieje jest fantastyczna, zwłaszcza jak się w lesie nie było kilka tygodni. Gdy tak łykałem kolejne kilometry doszedłem do małego bagienka, a konkretniej do rozlewiska małych strumyczków, kanałów. Od dawna było tam sucho, ale ostatnie kilka dni deszczu napełniło kanały wodą, a ziemia zamieniła się w bagnisko. Na szczęście miałem kalosze, więc nie była to dla mnie żadna przeszkoda. Gdy zagłębiałem się w to środowisko, zauważyłem nieco piany na pniu olchy, idąc dalej zobaczyłem na kolejnym i na kolejnym drzewie pianę. Na niektórych było jej trochę, na innych bardzo.





Z ciekawości zacząłem szukać informacji co to takiego, bo wygląda dość intrygująco i dziwnie. Szukałem w polskich źródłach i nie za bardzo coś było, w Google różne dziwne rzeczy się pojawiały, nawet piana zlizywana z kolan księdza...

Ale przestawiając się na angielski, udało się znaleźć nieco więcej informacji. To niezwykłe zjawisko pojawia się w skutek obfitych opadów. Gdy leje naprawdę mocno, woda ściekająca po pniu zabiera ze sobą kurz, minerały (np. sole) i pyłki innych roślin, które osiadły na powierzchni kory.
Gdy tak spływa, napotykając liczne bruzdy na powierzchni pnia miesza ze sobą te różne substancje i napowietrza się, przez co możemy zaobserwować pianę, która przypomina mydło na pniu i pod nim.

Co ważne takie toczenie piany przez drzewa nie ma żadnego wpływu na ich zdrowie.

Mimo że piana nie zagraża drzewom, to czasem na pniach pojawia się z innego powodu. Jest to wtedy tak zwany strumień alkoholowy. Piana powstaje na drzewie wtedy, gdy sok drzewa fermentuje przez drobnoustroje. Grzyby i drożdże w powstałych w drewnie ranach, pęknięciach itd. fermentują, tworząc gazy i alkohol. Taka substancja wycieka z uszkodzeń i ścieka po pniu, tworząc strumień śmierdzącej fermentacją piany.

Świat przyrody zawsze zaskakiwał i zaskakiwać będzie ;)




wtorek, 22 stycznia 2019

Pierwszy biwak 2019 - mroźne Izery

Jest zima to musi być zimno. Pierwsze sensowne wolne w roku, więc postanawiamy z Anią pojechać w góry wymrozić się i zakosztować śniegu, bo na naszych nizinach śnieg to raczej gatunek z czerwonej księgi.

Przygody zaczęły się jeszcze zanim dojechaliśmy do Świeradowa, śnieżyca, lód na drodze, poślizg, jazda polną drogą na szerokość auta, po jednej stronie rzeka, po drugiej krzaki - bo trza skrótem zamiast cywilizowanym objazdem ;)


W Świeradowie odstawiamy auto na parking i ruszamy na szlak, pogoda nastraja optymistycznie, nie sypie, jest dość ciepło, ale chmury są gęste, więc na widoki nie liczymy. Ruszamy szlakiem, po chwili wychodzi słońce i pokazuje nam piękną panoramę całej okolicy. Nakarmiliśmy oczy i ruszamy dalej pod górę, brnąc po kostki w świeżym śniegu. Im wyżej, tym śniegu więcej i tym bardziej pada. Momentami tak gęsto prószyło, że ledwo widziałem Anię, a była ode mnie max 20 metrów. Zresztą sami zobaczcie.


Przecieramy dalej szlak i gdy już weszliśmy na pożądaną wysokość, pogoda zaczęła się klarować. Słońce na zmianę z chmurami i przyjemny chłodek. W takiej aurze, bez innych turystów maszerowaliśmy w stronę Chatki Górzystów.


Kawałek od schroniska spotkaliśmy ekipę EDC i razem poszliśmy na piwko. W planie było jeszcze parę kilometrów w kopnym śniegu na miejsce biwaku, ale postanowiliśmy odpuścić i poszukać czegoś bliżej,  EDC też postanowili, że spędzą noc w terenie i poszliśmy razem pobiwakować w śniegu.


Obóz rozbity, każdy coś tam sobie pichci, je, topi śnieg, czyli typowe zimowe biwakowanie, a temperatura stale spada, zrobiło się tak zimno, że wszystko metalowe w moment przymarzało!


Noc minęła naprawdę przyjemnie, mimo że temperatura z prognozowanych -8 spadła do jakichś -22*C, a ja miałem śpiwór z extremem do -15, to wyspałem się całkiem nieźle, zresztą Ania też mówiła, że noc minęła naprawdę przyjemnie. Swoją drogą powiem Wam, że tak od 0 w dół najfajniej się śpi ;)

 

Rano ruszamy jeszcze na mały spacer po hali, bo musimy jeszcze tego dnia zejść do auta. Pogoda piękna, mocne słońce sprawia, że jest naprawdę ciepło, widoki piękne i w takiej aurze pokonujemy kolejne kilometry, a koło 18 ruszamy już do domu. Było krótko, ale fajnie ;)