sobota, 22 grudnia 2018

Jedzenie karpia - tradycja czy fikcja?

Dawno nic przyrodniczego nie pisałem, a święta się zbliżają, to zróbmy takie małe kombo świąteczno-przyrodnicze. Mało kto wyobraża sobie wigilijny stół bez tej ryby. O tym czy jest smaczna, czy nie rozprawiać nie będziemy, ale z pewnością część z Was jej nie lubi, a część wręcz przeciwnie, inni zjedzą kawałek, bo taka tradycja, ale czy na pewno?

Otóż nie do końca, fakt, że od kilkudziesięciu lat w mediach, na stołach, w sklepach króluje karp. Karp  przyrządzany na miliony sposobów wdarł się tak w naszą kulturę, jak Mikołaj wymyślony przez coca-cole.
Znalezione obrazy dla zapytania karp

Ryba, która wszystkim kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia jest dla naszej przyrody gatunkiem obcym, zawleczonym do Polski między XII a XIII w. przez Cystersów, którzy to właśnie na polskich ziemiach założyli pierwsze jego hodowle. Chyba każdy słyszał o Miliczu. Pomijając fakt, że w celu hodowli zniszczono lokalne środowisko, to jednak z drugiej strony powstały stawy, gdzie życie jest bujne i niezwykle ciekawe zarówno dla obserwatorów przyrody, jak i fotografów czy zwykłych turystów. Do lat 50. na wigilijnych stołach karp nie był widywany. Jedli go głównie Żydzi.



Mimo że karp był hodowany w Polsce już dawno, nie był uznawany za rybę świąteczna. Hodowano go i jedzono jako zwykły posiłek, bez jakichś specjalnych okazji. Oczywiście podczas Wigilii też trafiał na stół, ale zdecydowanie rzadziej niż np. śledź czy inne gatunki. Na wigilijne stoły w ilościach masowych zaczął trafiać w okresie powojennym, gdy były problemy ze zdobyciem czegokolwiek. PRL był ciekawym i nieraz kolorowym okresem, ale o przepych na stołach nie było tak łatwo. A o ryby było niezwykle trudno. Dlatego w okresie głębokiej komuny popularny stał się karp. Można powiedzieć, że komuna sprawiła nam tradycję karpia na święta, tak jak imperialiści czerwonego starszego pana, który przez komin przynosi prezenty ;)
A czemu akurat postawiono na karpia? Otóż ilość innych ciekawych gatunków była zbyt mała, by zaspokoić zapotrzebowanie, ponadto część ryb była po prostu nieosiągalna, a karp łatwy w hodowli, szybko rośnie, od lat związany z naszymi wodami, to też padło na niego. Do tego stopnia, że praktycznie wszystkie państwowe stawy zostały nim zarybione. Co więcej, partia wymyśliła hasło: KARP NA KAŻDYM WIGILIJNYM STOLE W POLSCE, gdyż zapewnić obywatelom rybę na stole raz w roku było zdecydowanie łatwiej niż na co dzień. Ludzie cieszyli się i z karpia, który przez wielu jest uznawany za rybę niesmaczną (zresztą sam zaliczam się do tej grupy), ale parafrazując na bezrybiu i karp smaczny. Problemy z dostępem do innych ryb i propaganda sprawiły, że karp się przyjął na dobre i dziś, mimo iż wybór gatunków jest naprawdę spory i tak większość Polaków nie wyobraża sobie świąt bez tej ryby. Śmiało można powiedzieć, że za czasów młodości naszych dziadków nie było tradycji jedzenia karpia w święta, ale czy jak od przeszło 40 lat karp gości na stołach, to nie mamy już do czynienia z tradycją?

Wesołych Świąt wszystkim i bogatego gwiazdora!







środa, 12 grudnia 2018

Helikon-tex EDC Insert Large

W życiu czasem przydaje się ład i skład, zwłaszcza przy szpeju noszonym na co dzień docenia się uporządkowanie go. Gdy potrzebujemy czegoś nagle, to nie ma czasu szukać w przepastnym plecaku czy torbie.

Z pomocą przychodzi nam EDC Insert od Helikona. Organizer, który pomieści wszystko, co nam w codziennym życiu potrzebne, latarkę, multitoolla, małą apteczkę, jakieś źródło ognia i co tam jeszcze mamy w EDC.
Tak samo świetnie się sprawdza jako organizer survivalowo-bushcraftowy. Zmieścimy w nim nóż, ostrzałkę, składany kubek, latarkę, jakiś notes, kuchenkę survivalową, krzesiwo, zapalniczkę itd., nawet krytyczną rację żywnościową, czyli mały zestaw survivalowy, w którym wszystko jest poukładane i na miejscu, dzięki czemu wszystko w krytycznej sytuacji mamy od razu pod ręką.




W zabezpieczeniu, zestawie EDC czy survivalowym musi być porządek, bo tu nie ma przelewek. W  EDC Insert dzięki wewnętrznym gumkom oraz kieszonce wszystko pięknie siedzi na miejscu.

Organizer jest zamykany na zamek YKK, dzięki czemu nawet luźno wrzucone przedmioty są zabezpieczone przed zgubieniem. Ja osobiście inserta używam na kilka sposobów. W plecakach trekkingowych, jak np. mój ukochany OSPREY AETHER czy Helikon SUMMIT, wrzucam go luzem do kieszeni w kapturze lub przy plecach, nie muszę szukać latarki pośród innych rzeczy tylko szybko otwieram organizer i wyjmuję latarkę czy co tam mi potrzebne. Fakt, podnosi to wagę, ale za komfort i zysk czasowy jestem w stanie te kilkadziesiąt dodatkowych gram przeżyć.


Natomiast w plecakach fotograficznych, w torbach, np. courier bag czy plecaku reinder montuję go za pomocą rzepa do panelu, zyskuję dodatkową kieszeń z organizerem. Panel w organizerze INSERT jest zabezpieczany patką z materiałem, gdy go oderwiemy czy wrzucamy do zwykłego plecaka, nigdzie nam się nie czepia, a po odchyleniu tego zabezpieczenia w moment możemy przyczepić go do  plecaków czy toreb wyposażonych w system Versatile Insert Systen.



Jakiś czas temu opisywałem nerkę FISH DRY PACK, która jest wodoodporna, ale we wnętrzu nie ma żadnych przegródek do organizacji naszych rzeczy, w niej też idealnie mieści się organizer w wersji large. Razem tworzą świetną parę na przygody nad jeziorem czy w dziczy ;)



Co do jakości wykonania, to jak to przy Helikonie zazwyczaj jest ona naprawdę świetna, dobrze zszyte mocne materiały, nie ma się co bać, że coś się rozwali. Wady żadnej nie zauważyłem, wszystko działa jak należy, nigdzie się nie zużył nadmiernie.
Warto się zaopatrzyć kiedy mamy problem z organizacją naszych bambetli w plecaku czy torbie, za nieco wygórowaną cenę otrzymujemy kawał przemyślanego i świetnie wykonanego produktu.