piątek, 9 listopada 2018

Izery z Po prostu outdoor

Jedni idą na groby, inni zbierają cukierki, jeszcze inni odprawiają dziady, a ja razem z Czarkiem z Po Prostu Outdoor ruszyliśmy na szlak. Korzystając z możliwości 3-dniowej łazęgi wybraliśmy się w Izery.
Wyjazd w nocy pkp i już z rana meldujemy się w Szklarskiej Porębie. Szybkie ogarniecie się i ruszamy. Piękna jesienna pogoda, słońce, nie za ciepło ani nie za zimno, idealne warunki do wędrówki. Do tego dziesiątki barw umilają nam mozolne podejście pod Wysoki Kamień. Tam mały odpoczynek na podziwianie widoków i nieco zdjęć.


Ruszamy dalej i pokonujemy kolejne kilometry, na szlaku dość sporo poprzewracanych drzew, więc Czarek przechodził na kuckach, a ja z racji wielkiego i sztywnego plecaka na ramie szedłem na czterech, a momentami to nawet bardziej się czołgałem czy pełzałem. Docieramy do kopalni Stanisław, którą szybko przechodzimy i wędrujemy dalej niebieskim szlakiem, a po kilku dobrych kilometrach docieramy do naszego ulubionego miejsca na biwak. Niestety pokazaliśmy to miejsce kilku osobom, te powiedziały kilku kolejnym i zamiast jednego czy 2 miejsc po ogniskach jest tego coraz więcej, do tego śmieci, papierki, wykarczowana polanka, zdegradowana ściółka, przykry widok. Nie każdy wyznaje zasadę, by nie było widać śladów po naszej bytności. Rozbijamy obozowisko, Czarek w namiocie, ja pod bashą i przystępujemy do gotowania i innych czynności obozowych.




Nocka minęła przyjemnie, lekki chłodny wiaterek, piękne niebo - chociaż jak na Izery, to i tak słabe.  Pierwsze co robimy, to rozpalamy ognisko, robimy śniadanie, zwijamy obóz, ruszamy wzdłuż rzeki i docieramy do szlaku.


Nasz kolejny cel to schronisko Chatka Górzystów i naleśniki słynne na całą Polskę. Niestety kuchnia ich nie serwowała tego dnia, więc zadowoliłem się jabłecznikiem i piwem, Czarek podobnie, ale zamiast piwa wybrał herbatkę ;)
Po odpoczynku powędrowaliśmy żółtym szlakiem przez liczne piękne miejsca by zlądować w lesie nieopodal Wysokiego Kamienia na drugą noc.

 

Zrezygnowaliśmy z ogniska, by nie niszczyć ściółki i ograniczyliśmy się do kuchenki gazowej. Na kolację mieliśmy barszcz ukraiński serwowany przez szefa kuchni Po prostu outdoor. Do tego herbata z masłem i mogliśmy śmiało iść spać.


Od 22 do 8 rano padało cały czas, pogoda z pięknej jesieni zrobiła się typową polską jesienią. Mokro, ponuro, chłodno. Noc minęła i tak dość dobrze, chociaż mi było zdecydowanie za ciepło. Poranne śniadanko pod tarpem i ruszamy do cywilizacji na pociąg. Mgły nie dały nam podziwiać widoków, ale stwarzały piękną aurę. Wszystko ma swoje plusy i minusy, trzeba dostrzegać te pozytywy i cieszyć się z tego, co mamy, a nie moglibyśmy mieć ;)


Po kilku godzinach zeszliśmy do Szklarskiej Poręby. Wizyta w sklepie po prowiant na drogę powrotną, kupujemy bilety i czekamy na pociąg, dyndając w Foreście do FLYHAMAK ;)



PS
Polecam zajrzeć na profil Czarka ;)
PO PROSTU OUTDOOR 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz