środa, 17 października 2018

Okulary rowerowe Arctica

Zanim wróciliśmy z pedałowania wzdłuż wybrzeża w domu już czekały nowe okulary rowerowe od firmy Arctica, a dokładniej 3 różne modele. Jeden wziąłem ja, drugi Ania, a trzeci Tatko. Jak przystało na okulary od tej firmy świetnie chroniły i chronią nasze oczy przed złowrogim słońcem ;)

Sprawdźmy jak spisywały się poszczególne modele.

Zacznijmy od okularów ultracycling S-270a. Bardzo przyjemny i lekki model do użytku podczas rowerowych eskapad. Jednak, jak się spodziewałem po wcześniejszych doświadczeniach z Arcticą, fajnie sprawdzają się podczas innych aktywności.

Okulary świetnie trzymają się głowy, dobrze chronią oczy przed słońcem, nawet tym atakującym z boku, są mocno zabudowane.  Wygodne zauszniki nigdzie nie uwierają, a giętkie końcówki pozwalają dobrze dopasować okulary do głowy tak, by nie spadały. Poza rowerowymi eskapadami S-270a fajnie sprawdzą się podczas jazdy samochodem, nie ograniczają widoczności. Jedynym ich mankamentem jest to, że nie są czarne, tylko taki szaro-brązowy świat robią, a ja zdecydowanie wolę typowo czarne, zwłaszcza podczas prowadzenia auta.
Przy trekkingu również robią robotę.

Komfort użytkowania jest naprawdę wysoki niezależnie od aktywności, co do wyglądu się nie wypowiadam, gdyż to kwestia sporna, mi osobiście za specjalnie się nie podobają ;)
Ważnym elementem jest wytrzymałość. Jak na razie nie ma ani rys, ani pęknięć, nigdy u mnie lekko nie miały i nie mają. Spadały, siadałem na nich, leżały w plecaku itd., trzymają się całkiem nieźle.

Na uwagę przy tym modelu zasługuje polaryzacja, dzięki której oglądany świat jest dużo wyraźniejszy. Kategoria ściemniania 3 pozwala ze spokojem prowadzić pojazdy.

Czy polecam? Owszem na rower i inne aktywności, jak i na co dzień.


Model Foki to Premium S-254b.

Tak samo jak moje przeznaczone są na rower i właśnie tu sprawdzają się najlepiej. Wygodnie trzymają się na twarzy, przyjemnie ściemniają, dzięki czemu słońce nie razi nawet podczas jazdy. Duże szkła dobrze zabezpieczają oczy przed pyłem, świetnie sprawdzają się podczas działania w terenie, gdzie kurz, piasek i kamyki to rzecz powszednia. Podczas użytku codziennego czy spacerowego też wypadają całkiem fajnie, w ogóle ich nie czuć i można nawet zapomnieć, że jest się w okularach, ale jednak designem sprawiają, że są typowo rowerowe/sportowe. Tak samo jak moje posiadają polaryzację i kategorię ściemniania 3.

Co do wytrzymałości, nie połamały się, ale minimalnie porysowały się szkła.

Największym ich plusem jest całkiem dobre widzenie bez okularów korekcyjnych, aż zaskakujące!




Ostatni model S-285 jest najmniej zabudowany, ale najfajniejszy pod względem koloru widzianego świata (bo czarne). Idealnie spisują się podczas jazdy na rowerze oraz podczas prowadzenia auta. Polaryzacja i kategoria ściemniania 3.
Tatko poleca.


wtorek, 9 października 2018

Courier bag - Helikon-tex z predathor.pl

Świetny produkt i świetny sklep! Warto! I w zasadzie nie trzeba by więcej pisać, żeby przekonać do zakupu ;)
Torba jest u nas od kilku miesięcy, ale przeszła już wiele. Przyszła dosłownie przed wyjazdem na wybrzeże. Ponieważ nawet z nazwy związana jest z rowerem, stwierdziłam: czemu nie!? Pierwsze wrażenie? Biorę jednak plecak. Po całodziennym biciu się z myślami podjęłam decyzję, że to będzie dobry test i najwyżej będę żałować...


Torba przede wszystkim miała być do pracy. Mimo wersji medium (large jest ogromna) jest pojemna, a jak wiadomo nauczyciel taśta ze sobą tyle, że szwy w torbach pękają albo się nie mieści. Jej wielkość zdecydowała o moim wyborze, no i miejsce na laptopa. Ze swoim raźniej, swój jest ładny i... działa ;) ale w tym miejscu nastąpiło BANG! W opisach torby nie ma info, jaki lapek wejdzie. 15? Zapomnijcie. W mniejszej wersji max 13. Nie ukrywam, że ostro się wkurzyłam, bo przeznaczenie torby straciło sens. Dlatego została zabrana na sprawdzian rowerowy.


Szeroki pas można przepinać, przez pierwszy dzień jazdy strasznie mi ta jego szerokość i sztywność doskwierała. Jestem dość wąska w ramionach, pasek jest po prostu za szeroki. Był ból... Na szczęście pod wpływem ciężaru uleżał się i dopasował, szerokość przestała przeszkadzać. O pasku biodrowym nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ ściągnięty na maxa i tak wisi i powiewa :P dla mnie w tej torbie nie istnieje wsparcie paskiem biodrowym. Mimo zaciągania na maxa (czasem się luzowało) torba jest minimalnie za długa przy jeździe rowerem. Przy noszeniu normalnym super, ideolo, ale na rowerze musiałam jechać, mając ją trochę z boku, z tyłu dociskała torbę podsiodłową i błotnik do koła (pomijam, że odwłok nie powinien tak opadać). Przez to ściurała mi ubranka... To jest jej wada, obciera mocno ubrania, po kilku dniach kilka par wygląda jakbym czołgała się po asfalcie dookoła świata. Helikonie - czekam na mocne spodenki i koszulkę. Oddaj, co zepsułeś :(



Torba wygląda mega i nie ma co z tym dyskutować. Kolor adaptive green przypomina mi kostkę z czasów liceum, w połączeniu z coyotem - miodzio. Kieszenie przemyślane. Płaska na plecach, duża w środku z przegródką na lapka (poprawka: na netbooka), wydzielone 2 kieszonki ze ściągaczem, które zmieszczą wielkość puszki czy małej/wąskiej butelki, oraz kieszeń siatkowa, dodatkowo osobna na zewnątrz komory głównej. W środku można jeszcze bardziej poukładać sobie graty organizerem, ja uważam to za zbędne. Na zewnątrz, po bokach są kieszenie na butelki, niestety również małe, tłumaczę to sobie miejskim przeznaczeniem torby. Na klapie dodatkowa kieszeń, która nie raz doprowadziła mnie prawie do zawału, że coś zgubiłam, a w niej po prostu tak się jakoś wszystko przesuwa, że przy otwieraniu, kiedy torba gdzieś leży sporo rzeczy przesuwa się ponad zamek, ale wszystko jest w niej pod ręką, nawet w trakcie jazdy.

Zabawna sprawa. Torby rowerowe mi przeciekły i w ogóle nie mówmy o tym, ale wszystko pływało i nie miałam suchej nitki przez te kilka dni. A courier bag, którego klapa po bokach zostawiała szpary (tak, komora główna nie ma zamka, tylko klapa) nie! Serio. Całą elektronikę w 10-dniowej ulewie trzymałam w przegródce na laptopa w torbie, do której powinien wlewać się deszcz, ponieważ się nie wlewał i jako jedyna nie ciekła. Gdzie tu logika? Zaznaczam, że torba nie jest wodoodporna ;) Namakała, ale nie ciekła, w środku LEKKO wilgoci złapał tylko papier toaletowy! :D

Mimo braku zamka, o zawartość nie ma co się bać. Klapa jest na rzep (mocny skubany! czasem musiałam naprawdę użyć siły, żeby otworzyć torbę), a dodatkowo na równie mocne klamry, na których połamałam sobie paznokcie ;)




Podsumowując, wersja medium dla kobiet bardzo spoko, ale musi się dopasować, no i przy drobnej budowie można uznać, że nie ma paska biodrowego, a ramiona mogą czasem troszkę boleć przez szerokość pasa nośnego, po przyzwyczajeniu nie ma tego problemu i leży bardzo wygodnie. Nie obciera skóry, co ważne. Za to obciera ubrania :P Ma idealną pojemność do wielu aktywności, w tej kwestii jest naprawdę uniwersalna. Jeździłam rowerem na krótkie wypady, na kilkudniowym zamiast plecaka też się świetnie sprawdziła, z plecakiem można się upocić, a w przypadku torby plecy wolne, łaziłam z psem na miejskie spacery, do lasu... Pod sporym obciążeniem nosi się zaskakująco dobrze. Jedyną przykrość sprawia mi niemożność przenoszenia w niej laptopa.



Polecam.
Foka z buszu.

wtorek, 2 października 2018

Zlot Poza Cywilizacją. Spotkanie w klasycznym stylu.

Zlot Poza Cywilizacją. Spotkanie w klasycznym stylu to zdecydowanie jeden z ciekawszych i najlepszych zlotów na jakich mieliśmy okazję się zjawić. Piątek, zaraz po pracy ostatnie ogarnięcia i ruszamy do Makowa pod Skierniewice, do Miejskiej Kniei, gdzie od soboty zaczynał się zlot przepełniony ciekawymi rozmowami i warsztatami.  Nieco po 2 w nocy, kiedy docieramy przy ognisku zostały już tylko niedobitki ;) Rozmowa z chłopakami z WSS i Mr. Wilsonem przeciągnęła się do 4 nad ranem. Nurkujemy w śpiworach na słomie w stodole, bo rano trzeba wstać.

Od rana zaraz po pysznej jajecznicy rozpoczęły się zajęcia. Na pierwszy rzut poszły warsztaty z tkania, ciekawy pokaz technik i sposobów tkania w naprawdę starym stylu.  Dowiedzieliśmy się miedzy innymi, że zrobienie koszuli zajęło by minimum 1,5 miesiąca! I doszliśmy do wniosku, że lepiej upolować jakiegoś jelenia czy niedźwiedzia oskórować i od razu mamy kurtkę albo spodnie ;)



Po tkaniu czas na rozmowy i obiad, po którym mieliśmy swoje 5 minut. Prowadziliśmy zajęcia z fotografii outdoorowej i przyrodniczej, powiedzieliśmy coś o sprzęcie, o patentach na lepsze zdjęcia czy też na budżetowe rozwiązania ułatwiające życie fotografa ;)



Po spacerze mały popas, odpoczynek i przygotowanie kolacji. Po niej przyszedł czas na niezwykle ciekawą prezentację z wyprawy dookoła Polski. 2 kumpli przeszło Polskę dookoła, najbliżej jak było możliwe granicy! Zajęło im to niecałe 4 miesiące, setki super miejsc i przygód, taki pokaz zdjęć to idealna opcja na zakończenie dnia, to oficjalne zakończenie. Po nim zaczęła się część nieoficjalna, czyli pogawędki  o survivalu, sprzęcie, życiu itd.


Tatko razem z częścią towarzystwa spał w stodole, część spała w szałasach, a ja postanowiłem powisieć w hamaku. Fakt, że było zimno i zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej, ale jak się bawić, to się bawić, i przynajmniej nikt nie chrapie ;)
Po godzinie się obudziłem i stwierdziłem, że nie ma bata schodzę na ziemię i kładę się przy ognisku. Problemem był brak karimaty, ale rozwiązałem go przy pomocy euro palety, serio taka kupa desek jest całkiem wygodnym łóżkiem, chociaż nieco twardym i dziurawym. Wyrko na równi z paleniskiem, bez wychodzenia ze śpiwora można było dokładać drewno, ciepełko wpływało do śpiwora, a płomyczki wesoło tańczyły całą noc. Nocka bardzo miła, mimo że w letnim śpiworze przy +/- 0 stopni.


Około 11 zaczęły się zajęcia z zielarstwa prowadzone przez Kasię Mikulską, bardzo ciekawy spacer i nowa wiedza + zadrapania po przedzieraniu się przez krzaczory :P



Po dzikich roślinach przyszedł czas na obiad i zajęcia z niecenia ognia. Oczywiście nikt inny jak sam Mr. Wilson nie mógł prowadzić tych warsztatów. Najlepszy ekspert od ognia, jakiego znam pokazywał nam knyfy i metody rozpalania ogniska. Pod koniec zajęć musieliśmy się już zwijać i ruszać do domu, ale i tak sporo się dowiedzieliśmy i mamy nadzieję, że dzięki nam też się troszkę czegoś nowego nauczyliście i dowiedzieliście ;)