środa, 7 marca 2018

Danieli tropienie, czyli niedzielna przygoda.

Daniele według niektórych głupie zwierzaki, jednak my je lubimy. Może nie darzymy takimi uczuciami jak jelenie, łosie i inne podobne, mimo to z chęcią je fotografujemy i bawimy się z nimi w podchody.

Wolny dzień to w naszym przypadku praktycznie zawsze atak do lasu. Tak samo zaczyna się ta opowieść ;) 
Ruszamy z rana do Puszczy Zielonki, idziemy, wędrujemy, pokonujemy kolejne kilometry, a tu nic, "pusty" las. Dochodzimy do naszej magicznej części lasu, zupełnie innej, pełnej zwierząt, z innym klimatem, dzikszej - w skrócie niezwykłej. Widzimy jak daniele przebiegają za krzakami i znikają. Nie marnując chwili ruszamy ich śladem. Przedzieramy się przez niski sosnowy zagajnik, aż docieramy do mikro polanki z pięknym majestatycznym bukiem. Skradamy się, aż docieramy do połamanego lasu, poprzecinanego skutymi lodem strumyczkami. A tu kilka danieli szamie jakieś roślinki.

Więc wielki podchód czas zacząć. Skradam się, uważnie stawiam każdy krok. Co kilka kroków przystaję, by nie spłoszyć zwierzaków. Wykorzystuję drzewa do ukrycia, dzięki czemu udaje mi się podejść daniele dosłownie na 8 metrów.

Jako zasłonę wykorzystuję wykrot i pstrykam zdjęcia, jedno za drugim, słychać miarowe cykanie lustra.


Po pięknej sesji daniele poszły nieśpiesznie w tylko sobie znanym kierunku, a my ruszyliśmy w przeciwną stronę, by po kilkunastu metrach zobaczyć jelenie. Ale to już osobna historia...



1 komentarz:

  1. Świetny blog i piękne zdjęcia. Cieszę się, że tutaj trafiłam!
    A co z tymi jeleniami?

    OdpowiedzUsuń