poniedziałek, 26 marca 2018

Budżetowe maskowanie dla fotografa/obserwatora przyrody

Każdy, kto fotografuje lub obserwuje przyrodę wie, że maskałat lub czatownia to świetna opcja, by podejść bliżej czy też nie być zauważonym przez zwierzęta.

Niestety profesjonalne stroje maskujące są dość drogie, komplet ze średniej półki (spodnie + kurtka wypełnione farszem) to wydatek minimum 300/400 zł. A takie naprawdę wypasy to nieraz około tysiąca złotych. Co więcej, u nas na rynku wielkiego wyboru dobrych maskałatów nie ma, chociaż nie powiem, w katalogu Helikona na ten rok widziałem ciekawy okaz ;) 

Przenośne czatownie też do tanich nie należą, a przede wszystkim do lekkich. Oczywiście można zrobić czatownię stacjonarną z patyków, traw, kilku desek itd., ale już nie jest mobilna.

Czy da się skombinować tani strój krzaka? Taki, który sprawdzi się zarówno przy fotografii, jak i obserwacji przyrody? Owszem, da się, i to niewielkim kosztem. Potrzebne będą następujące rzeczy:
Szal snajperski lub szal mamy, babci, żony, dziewczyny itd. w naturalnym kolorze z oczkami. Można też wykorzystać siatkę na ryby z gęstymi oczkami.
Farsz, czyli nitki, sznurki, kawałki materiału w kolorach naturalnych, które wpleciemy w szal.

Koszt szala z demobilu to około 30 zł, jakieś chińskie szale od 30 do 60 zł. Szal z odzysku 0 zł, ewentualnym kosztem może być kłótnia z właścicielką. Farsz natomiast, jeśli kupimy zestaw kilku kolorów np. Helikona - od 40 do 60 zł. Taniej wyjdzie zafarbować worki jutowe i wydobyć z nich włókna lub zafarbować inne podobne sznurki, koszt będzie dużo mniejszy, ale czasu spędzimy nad tym sporo.

Idzie tanio zrobić całkiem fajnie działający maskałat. Stworzenie czegoś takiego zajmuje sporo czasu, najlepiej wieczorem przed snem usiąść i sobie popleść.
Należy pamiętać, by wplatać nitki jak najgęściej, mieszając barwy, i tak powstaje gęsto tkany szal, który rozmazuje sylwetkę i pozwala zamienić się w krzak.

Oto jak nasz budżetowy maskałat sprawdza się w terenie.


By można było z takim szalo-maskałatem sprawnie się poruszać warto wyposażyć się w trok (najlepiej taki elastyczny na hełm), którym wygodnie zamontujemy pelerynkę niewidkę i będziemy mogli na luzie skradać się bez obawy, że szal spadnie i nagle staniemy się widoczni.


Na koniec dwa uzupełnienia zestawu. Pokrowiec maskujący na plecak. Z racji, że plecaki fotograficzne są często jaskrawe, a ich oryginalne pokrowce przeciwdeszczowe praktycznie w 99% są oczojebne, to maskowanie w dowolnym kamo jest wręcz niezbędne. Cena takiego maskowania w DDPM na plecak np. Manfrotto Offroad 30L to +/- 20 zł.


Kolejnym bajerem, który często ułatwia maskowanie jest nazywany przeze mnie czapkokrzak. Siatka maskująca na hełm - kiedyś za 3 zł dorwana z demobilu LWP - i tak samo jak w przypadku szala poprzeplatana szmatkami, sznurkami, farszem itd. Zakładamy to na kapelusz i już sylwetka jest mocno rozmazana.


Taki zestaw nie rujnuje portfela, a jednocześnie pozwala stać się niewidzialnym i uchwycić w kadrze naszych dzikich mniejszych, a czasem większych ;) braci.

środa, 21 marca 2018

Foto trekking na koniec zimy z PuszczySyny

Wolny weekend, ostatni weekend zimy... Tym razem postawiliśmy na Puszczę Notecką, a dokładniej trekking z nastawieniem na fotografowanie przyrody.
Sobota rano stawiamy się w Sierakowie. Z Rafałem z PuszczySyny startujemy w puszczę.  Przechodzimy koło znanej Stadniny Ogierów w Sierakowie, przekraczamy Wartę i praktycznie od razu mamy okazję podglądać dwie sójki nawzajem podkradające sobie orzeszka. Sesja foto i ruszamy dalej, by po kilku kilometrach wędrówki asfaltem odbić w las.


Z początku przemieszczamy się leśnym duktem, mamy okazję podejrzeć małe stadko saren. Po chwili schodzimy z gruntowej drogi w las. Maszerujemy w akompaniamencie najróżniejszego ptactwa, począwszy od sikorek, przez kosy, a skończywszy na mysikróliku - podziwiamy tych małych śpiewaków.


Wędrujemy dalej wzdłuż jeziora, podziwiamy piękne widoki na Czaple Wyspy i mamy przyjemność obserwować piękny taniec bielików, zaloty tych ptaków są doprawdy niesamowite, tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć ;) A namiastka tego... w filmie, który czeka na zmontowanie ;)


Kilkanaście metrów dalej natykamy się na olbrzymi okaz czarciej miotły, jest to specyficzna forma, pojawiająca się na drzewach i krzewach zainfekowanych przez różne pasożyty, jak np. grzyb Melampsorella caryophyllacearum.


Pokonujemy kolejne kilometry, przedzieramy się przez krzaki, małe bagienka, które mimo niskiej temperatury są niemałą przeszkodą - bez zamoczenia i gleby się nie obyło :P Docieramy do pola biwakowego nad jeziorem Barlin, gdzie planowo mieliśmy zakończyć wędrówkę tego dnia.


Mimo zapowiadanych mrozów w nocy, postanowiłem przekimać się w nowym hamaku Campair. Prognozowana temperatura odczuwalna to -18*C, mogło tak być, bo o 4 rano termometr pokazywał -10*C przy gruncie. A o 5.40 w hamaku miałem -5*C.
Jednak zanim wślizgnęliśmy się do śpiworów siedzieliśmy, a właściwie staliśmy długo przy ognisku, gadaliśmy o wszystkim i o niczym, podziwialiśmy gwiazdy i grzaliśmy kości przed mroźną nocką...


...nie rozpieszczała ciepełkiem, na szczęście otul ze swagmanrolla dał radę i rano wstałem względnie wyspany.
Tego dnia już nie stawiamy na wędrówkę przez las, a najszybszą drogę, więc ruszamy szeroką, porządną szutrową drogą w stronę Sierakowa. Widzimy sarny, myszołowy, sikory i wiele innych ciekawych zwierzaków. Ponadto towarzyszy nam super pogoda. Humory też dopisywały, więc nawet się nie zorientowaliśmy jak szybko dotarliśmy do auta.

 




środa, 14 marca 2018

Ładownica Helikon-tex E&E

Każdy z nas lubi mieć łatwy dostęp do najpotrzebniejszych rzeczy, a do tego niezbędny jest porządek w przestrzeni ładunkowej. Potrzebne są przegródki, kieszenie itd., czyli... kieszeń E&E Helikon-tex.

Powstała na bazie modyfikacji ładownicy brytyjskich oddziałów specjalnych. Dlatego świetnie sprawdza się w zastosowaniach militarnych jak ASG itd. Ale dzięki pewnym modyfikacjom bardzo dobrze spełnia zadanie ładownicy survivalowej czy bushcraftowej, która pomieści niezbędny szpej, manierkę, kubek, kuchenkę, zapas jedzenia na marsz i wiele innych szpargałów.

Co istotne, na tylnej ściance zamontowano specjalną kieszonkę, w której wygodnie możemy przenosić nóż, piłę lub inne przedmioty o podobnym kształcie. E&E można montować do plecaka, pasa itd. za pomocą systemu MOLLE/PALS.
Na froncie i bokach mamy taśmy w wyżej wspomnianym standardzie, dzięki czemu z łatwością możemy dotroczyć jakieś przedmioty lub doczepić np. kompasówkę, jak widać na poprzednim zdjęciu.


Ładownica składa się z głównej komory, w którą wejdzie na luzie manierka lub spora racja żywnościowa, oraz wąskiej przegródki idealnej na mapę, mały atlas ptaków czy kuchenkę survivalową. Na bocznych ścianach mamy do dyspozycji po kieszonce idealnie nadającej się do przenoszenia sporka, małego noża, okularów itd.
Klapa, mimo że jest zapinana jedynie klipsem, trzyma pewnie i nie ma ryzyka, żeby coś nam wypadło. Sam klips możemy odpinać i zapinać jedną ręką, co podczas marszu jest bardzo wygodne.



Dwie kieszenie E&E miałem zamontowane na torbie Foxtrot mk2 podczas długodystansowego marszu. A w nich zapas jedzenia w postaci musów, chałw, czekolad itd., kuchenkę survivalową, rozpiskę trasy, mapę i kilka innych przydatnych przedmiotów, które dobrze mieć pod ręką. Łączna ich pojemność wynosiła 4l, i jako zasobniki na żywienie sprawdziły się wyśmienicie, nie musiałem się zatrzymywać, by coś wyjąć i zjeść. Jednocześnie nie ciążyły ani nie przeszkadzały podczas wędrówki.

Opinie o jakości wykonania w Helikonie są podzielone, jednak my nigdy nie mieliśmy przykrych doświadczeń z tą marką, i tu też jakość jest naprawdę na przyzwoitym poziomie. Mocne materiały, staranne szwy i przemyślana konstrukcja sprawiają, że 120 zł za taką torbę jest ceną do przyjęcia. Nie tylko jako dodatkowa kieszeń do torby czy plecaka lub ładownica na pasie taktycznym czy Foxtrocie, ale E&E przyjemnie sprawdza się też jako niezależna torba montowana na pasku.


To czym E&E zainteresować może przyrodników to, że bardzo fajnie sprawdza się jako pokrowiec na lornetkę wraz z akcesoriami oraz np. mały przewodnik po ptakach, mapę, kompas, klucz do oznaczania gatunków i co tam jeszcze potrzebujemy ;)



Czy warto? Według mnie ładownica E&E jest naprawdę warta ceny. Przemyślany projekt z linii Bushcraft, dobre materiały, super wykonanie i naprawdę uniwersalne zastosowanie. Warto rozważyć zakup tej kieszeni. Oczywiście można powiedzieć kup pan torbę od maski p-gaz, pobaw się i masz prawie to samo. I owszem, lubisz się bawić - baw się ;) Ale jeśli nie lubisz lub nie umiesz szyć, to kup E&E i ciesz się przygodą na szlaku ;)


poniedziałek, 12 marca 2018

UWAGA!!! KONKURS!!!

Do zgarnięcia jest podpałka Dragon Power. Wystarczy wziąć udział  w naszym konkursie na facebooku ;)

Link do konkursu TU



























środa, 7 marca 2018

Danieli tropienie, czyli niedzielna przygoda.

Daniele według niektórych głupie zwierzaki, jednak my je lubimy. Może nie darzymy takimi uczuciami jak jelenie, łosie i inne podobne, mimo to z chęcią je fotografujemy i bawimy się z nimi w podchody.

Wolny dzień to w naszym przypadku praktycznie zawsze atak do lasu. Tak samo zaczyna się ta opowieść ;) 
Ruszamy z rana do Puszczy Zielonki, idziemy, wędrujemy, pokonujemy kolejne kilometry, a tu nic, "pusty" las. Dochodzimy do naszej magicznej części lasu, zupełnie innej, pełnej zwierząt, z innym klimatem, dzikszej - w skrócie niezwykłej. Widzimy jak daniele przebiegają za krzakami i znikają. Nie marnując chwili ruszamy ich śladem. Przedzieramy się przez niski sosnowy zagajnik, aż docieramy do mikro polanki z pięknym majestatycznym bukiem. Skradamy się, aż docieramy do połamanego lasu, poprzecinanego skutymi lodem strumyczkami. A tu kilka danieli szamie jakieś roślinki.

Więc wielki podchód czas zacząć. Skradam się, uważnie stawiam każdy krok. Co kilka kroków przystaję, by nie spłoszyć zwierzaków. Wykorzystuję drzewa do ukrycia, dzięki czemu udaje mi się podejść daniele dosłownie na 8 metrów.

Jako zasłonę wykorzystuję wykrot i pstrykam zdjęcia, jedno za drugim, słychać miarowe cykanie lustra.


Po pięknej sesji daniele poszły nieśpiesznie w tylko sobie znanym kierunku, a my ruszyliśmy w przeciwną stronę, by po kilkunastu metrach zobaczyć jelenie. Ale to już osobna historia...