wtorek, 6 lutego 2018

Marsz urodzinowy - relacja

Lubię spędzać urodziny aktywnie w terenie, a nie w jakimś cywilizowanym przybytku. Oczywiście torcikiem, eklerkami i innymi słodyczami nie pogardzę ;)
W tym roku wymyśliłem urodzinowy marsz. Założenie: przejdziemy ile przejdziemy, bez noclegu po prostu kilosy do przejścia, może 50, może 100, zobaczymy.




W sobotę ruszyliśmy busem do Międzychodu, tam zaczęliśmy akcję. Wędrówka miała być na lekko, więc nie obciążaliśmy się zbytnio. Zabraliśmy ze sobą jedynie jedzenie i podstawowy sprzęt jak nóż, kubek, kompas itd.
Ja spakowałem się w torbę biodrową Helikon-Tex Foxtrot mk 2 od sklepu Predathor z dwiema kieszeniami E&E, a Ania i Tatko w plecaki. 



Pierwsze kilometry pokonaliśmy po znienawidzonym asfalcie! W końcu zeszliśmy na leśne dukty i dalej wędrowaliśmy czarnym szlakiem przez Puszczę Notecką. Szlak nawet całkiem ok oznakowany, dobrze przygotowany, więc ochoczo łykaliśmy kilometry.




Pierwsze 10 km nie stwarza żadnych problemów, poszło nam sprawnie, wielkich atrakcji też nie było. Zresztą nie mieliśmy czasu podziwiać krajobrazu, bo tylko marsz, marsz, marsz! :P  Krok za krokiem się liczy, to nie jest wycieczka krajoznawcza! ;)
Na naszym szlaku pojawiły się tropy wilka, więc podekscytowani żwawo wędrowaliśmy dalej i po około 15 km odpoczęliśmy chwilkę na mchu, wciągając musiki owocowe i coś słodkiego.



Przy takich marszach nie ma co długo siedzieć i odpoczywać, bo mięśnie się rozprężą i będzie małe ała. Długa regeneracja wcale nie jest dobra ;)
Na szlaku spotykamy świeżutką nogę sarenki, jeszcze błonki, mięso itd. nie przeschło, a szpik prawie że ciepły. Kilometr, może dwa, dalej jakiś wilczek zrobił kupsko i to naprawdę wielkie, ślady łap dalej szły równo po naszej trasie, niestety po kilku kilometrach zniknęły, a my nie spotkaliśmy żadnego wilka :( 


Przeszliśmy na szlak czerwony w kierunku Wronek. Pogoda nas nie rozpieszczała, raz przyjemne słoneczko i wiosenne powietrze, czasem pochmurno i zimniej, czasem popadał deszcz, śnieg, grad, więc szału nie było, ale przynajmniej motywacja: idziesz - jest ci ciepło i schniesz, siedzisz -marzniesz.




Po 30 km zaczęło zmierzchać, szarówka, trochę mgła, opad, nie nastrajał optymizmem. Na stopach Ani pojawiły się odparzenia i spore odciski - dobór skarpety i obuwia na taki marsz - o tym innym razem ;) a ja zacząłem czuć starą kontuzję kolana. 


Już po zmroku dotarliśmy do Sierakowa, mając prawie 40 km na liczniku. Przeszliśmy przez miasteczko, by po chwili wejść na niebieski szlak i iść wzdłuż Warty. Widoków nie było, bo ciemno jak w dupsku, pogoda też nie najlepsza, bo grad dawał tak, że z połączeniem świateł z czołówek mieliśmy dosłownie stroboskop i widoczność bliską zera.



Przestało padać, minęliśmy Chatę Zbójców, kolejne opuszczone cmentarze. Słyszeliśmy walkę jakichś zwierzaków (chyba dziki weszły w paradę gęsiom na polu).
Po 42 km dotarliśmy do drogi, gdzie odebrał nas kolega ze sklepu modelarskiego DATALANDHOBBY :)


3 komentarze:

  1. Bardzo fajny pomysł na spędzenie urodzin. Ja bym też tak spędzała ale nie mam współwędrownika :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam jak sprawował się foxtrot?
    Będzie recka ?
    Pozdrawiam Michał.

    OdpowiedzUsuń