środa, 14 lutego 2018

Kuchnia survivalowa bez ekwipunku.

Gotowanie w terenie!
Mamy w Buszmeństwie taką niepisaną regułę, ja gotuję w domu, Konrad w terenie. Jakoś tak wychodzi. Ale nie jestem pewna czy nie zacznę czasami dla przyjemności przejmować przygotowania posiłku w lesie... Za sprawą dwóch poradniko-przepiśników Kasi i Artura (Szkoła Rzemiosła Survivalowego) wydanych przez Pascala w ramach serii survivalowej.



Kasia i Artur mają ogromną wiedzę, i nie mówię tego dlatego, że to nasi znajomi! Żyją w zgodzie z lasem, odtwarzają życie prymitywne, pierwotne, prowadzą warsztaty przetrwania itd. Patrząc na przydrożny trawnik, Kasia widzi więcej niż przeciętny człowiek ;) Artur od wielu lat zajmuje się archeologią doświadczalną. To chyba wystarczy, żeby zaufać im, sięgając po pozycje przybliżające pierwotne techniki kulinarne.



Sami autorzy zaznaczają, że prowadzą czytelnika od technik najprostszych do zaawansowanych. W części pierwszej zawarte są metody kuchcenia w ogniu i żarze, za pomocą kamieni i w dole ziemnym. Dodatkowo opisane są pierwotne metody niecenia ognia. Faktycznie są to techniki łatwe i ogólnodostępne. Wszystkie przystępnie opisane, opatrzone kilkoma przepisami. Na początku przeszkadzał mi brak konkretnych proporcji, przyzwyczajenie. Po przestawieniu myślenia na brak miarki, przygotowanie posiłku na oko nie stanowi problemu. Przepisy są ciekawe, brzmią smacznie i będą przez nas sprawdzane na wypadach. Niektóre mają ten mankament, że przygotowanie ich trwa bardzo długo - dłużej niż nasze przebywanie w buszu ;) Są też nastawione na pobyt stacjonarny, a my zazwyczaj mocno się przemieszczamy. Niemniej sporą część postanowiłam wykorzystać (nad chipsami z pasikoników i kebabem z chrząszcza się zastanowię...). Coś mnie jednak wśród tych przepisów męczyło, ilość podpłomyków. Natomiast mocnym plusem są pomocne tabelki o właściwościach gatunków drewna i wykorzystaniu dzikich roślin jadalnych fajnie systematyzujące informacje.
Druga część jest bardziej zaawansowana i ciekawsza na wieczorne pochłanianie wiedzy. O kuchceniu w glinie i wędzeniu. Rozpisane informacje o rozpoznawaniu, rodzajach, poszukiwaniu i przygotowaniu gliny i posiłków z jej pomocą wciągają. Takie kuchcenie daje więcej możliwości (będę w lesie robić pizzę z pieca :D). To samo w przypadku zawartych opisów różnych wędzarni. Rozdziałem kończącym tę część są kolejne techniki ogniowe, a przed nimi ściąga czym zastąpić targanie ze sobą worków mąki. Według mnie ta część wypada ciekawiej od poprzedniej, jednocześnie będąc dla nas mniej użyteczną. Więcej pracy przy gotowaniu, budowanie pieca czy wędzarni ogranicza nas przestrzennie. Najczęściej dużo łazimy, z punktu A do B. Ale książka zainspirowała mnie do częstszego uskutecznienia życia obozowego stacjonarnie. Oczywiście jak poprzednio na końcu są zdjęcia oraz dodatek w postaci tabeli o wykorzystaniu dzikich roślin jadalnych.



Obie części są w formacie kieszonkowym, bez problemu można je zawsze gdzieś wcisnąć i zabrać ze sobą. Po to zostały wydane. Mają dołączone dodatki, rzemień do wykorzystania przy łuku ogniowym i mała tytka z niezastąpioną solą. Fajny pomysł na gift do książki :) Ciekawostką, która coraz częściej pojawia się w publikacjach jest wykorzystanie aplikacji skanującej, odwołującej do filmów uzupełniających treść. Szkoda, że aplikacja czasami nie działa. Tylna okładka jest linijką calową i centymetrową, wbrew pozorom miarka w terenie może się przydać.

Nie byłabym sobą, gdybym nie doczepiła się do korekty ;) Błędy są. Nie jest to ilość ogromna, ale są. Dla normalnego człowieka pewnie niezauważalne ;) Pozycje jak najbardziej leśnym ludkom polecam mieć i używać!


Foka z buszu.

1 komentarz: