niedziela, 7 stycznia 2018

Po błotach Puszczy Noteckiej

Trzech króli, nic innego jak ruszać w busz. Tym razem naszym celem było dojechanie autem na pole biwakowe nad jeziorem Barlin w Puszczy Noteckiej, biwakowanie i obozowanie oraz kręcenie materiału do kilku filmów na YT.
Całkiem szybko i sprawnie docieramy prawie nad samo jezioro i pierwsze kłopoty. Duże kałuże, nie dość, że długie i szerokie jak droga to jeszcze dość głębokie, ale na szczęście ludzie wyrobili objazdy. Pierwsze kilka poszło bez problemu, ale jedna wymagała objazdu przez las. Tak, osobówką przez las, po jagodzinach i mchu, ale dało radę. Jeszcze kilka potyczek z błotem i docieramy już naprawdę blisko celu, ale potężna głęboka na jakieś 20-30 cm błotnista breja nas zatrzymała, próbowaliśmy lasem, ale zakończyło się to zakopaniem w mchu.


Niewiele mając już do poczynienia, postanawiamy wrócić i poszukać innego dojazdu. Jedziemy i jedziemy i kolejne kałuże, a dojazdu nie ma. Postanawiamy wydostać się za wszelką cenę z tego cholernego bagniska i dotrzeć do cywilizacji. Kilka kałuż było trzeba brać lasem, jadąc kilkaset metrów przez las i buchtowisko dzików, a jedna błotnista przeprawa prawie nas na drzewo zarzuciła. Zadowoleni, że dotarliśmy do drogi polnej, która latem jest naprawdę fajna, dostaliśmy zimny prysznic. Droga nieprzejezdna i to nie tylko dla osobówki, ale i dla terenówki. Tylko traktor mógłby tam przejechać. Postanawiam poszukać objazdu. Z początku zapowiada się spoko, sucho, twardo, momentami trochę wody, nie jest źle, ale po chwili pojawiły się doły z wodą, kolejne kałuże i strumyki. Nie mając wyjścia wróciłem do auta w wodzie po kolana i wielce wku..., zresztą chyba nic w tym dziwnego. Docieram do Tatki i Ani, mówię jak jest i postanawiamy udać się w pierwszą lepszą przecinkę. Najpierw idę sprawdzić czy da radę. Dupa, kilkaset metrów i koniec drogi. Kolejna przecinka całkiem spoko, ale znów bagnisko rodem z Biebrzy, ale patrzę idzie taka całkiem spoko droga przez młodnik i to jeszcze w +/- dobrym kierunku. Wysiadam z auta, idę na rekonesans, metry mijają, zamieniają się w setki i jest spoko, błota sporo, ale chociaż płytko. Docieram do domów, letniaki, więc ludzi brak, ale dojazd do domu musi być i jest, droga piękna, twarda, ubita szutrówka, ale cholera za zamkniętą bramą!!! Załamany i już naprawdę mega wkur... szukam, kombinuję, i jest przecinka biegnąca do pola, mała mulda, kupa trawy, elektryczny pastuch, łąka, jeszcze raz elektryczny pastuch i sukces droga. Dzwonię do Ani i mówię jedźcie! W końcu po 20 km walki z terenem wlatujemy na cudnie twardą drogę.


Przemoczony, nieco uspokojony, ale dalej wpieniony czekam na nich. I już po wszystkim. Bagna już nie uświadczymy, ruszamy na inny kemping i tam się rozbijamy. Warunki mocno pokrzyżowały nam plany, no ale co zrobić, zdjęć sporo nie ma, bo nie było chęci ani okazji robić, była ciągła walka o wydostanie się z lasu. Biwak przebiegł przyjemnie, nocka koło 0*C i syty brzuch dały odetchnąć po stresującym dniu. Następnego dnia pobudka, śniadanie i wracamy do Poznania, tym razem na szczęście już bez przygód.

A już niedługo filmik ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz