środa, 27 grudnia 2017

Lampka traperska

Nic nie zapewnia nam większego klimatu niż naturalne światło płomienia. Jednak nie zawsze da się doświetlać ogniskiem, chociażby w namiocie, ale już światłem świeczek można.
Więc dziś o małej przenośnej lampce, pozwalającej na bezpieczne oświetlanie i po części dogrzewanie obozowiska.


Do wykonania lampki potrzebna jest metalowa puszka z denkiem na zawiasie, może być po jakichś cukierkach lub kupiona specjalnie do tego. Niestety na naszym rynku ciężko o takie pojemniki, więc większość z nas jest skazana na pójście do sklepu ze wszystkim po 5 zł albo do innego z różnymi pierdołami. Potrzebny jest jeszcze kawałek blaszki, łuska i śrubka z nakrętką oraz mała wiertarka.

Krok pierwszy to zrobić otwór w puszce i blaszce.
Następnie łuskę (zużytą) rozczłonkowujemy tak, by pozbyć się plastiku i zostawiamy samą metalową część. Wiercimy otwór w miejscu, gdzie jest spłonka tak, by przez niego przeszła śrubka.
Przekładamy przez wszystkie otwory śrubkę i spasowawszy tak, by możliwe było płynne wysunięcie świeczki, ale też nic nie latało i nie rozpadało się.

Na śrubę nakręcamy bądź wbijamy świeczkę, dociętą do wielkości pudełka i gotowe. Płomień świecy odbity od blaszanego pudełka daje niezwykły klimat oraz jakieś światło, oczywiście nie jest to latarka, ale dla smaczku i klimatu warto poświęcić kilkanaście minut na przygotowanie lampki traperskiej. Koszt to powiedzmy: pudełko 4 zł, łuska za free z lasu albo ze strzelnicy, jakaś blaszka, śrubka koszt zero lub też kilka złotych, świeczka z 2 zł, więc max 8 zł za taki klimatyczny kaganek ;) Plus trochę roboty, ale według mnie warto, bo nie dość, że mamy lampkę, to jeszcze w razie problemów z rozpaleniem ogniska świeczka może pomóc.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz