poniedziałek, 2 października 2017

Jeleni nie było, ale i tak było zajebiście - relacja.

Wrzesień, a właściwie jego końcówka to także końcówka rykowiska. W celu podejrzenia byków walczących o względy łań wybraliśmy się w Izery. Tak jak co rok o tej porze jelenie ryczą cały dzień i noc, tak tym razem cisza. Wchodzimy w góry, zdobywamy wysokość, a tu nic nie słychać, a nawet tropów mało lub całkowicie brak. Idziemy dalej, mały postój przy źródełku Adamsa - po co nieść wodę od samego początku skoro można po drodze nabrać ;) Po kilku kilometrach docieramy do Chatki Górzystów, gdzie robimy popas.


Jajeczniczka na boczku, naleśnik znany na całą Polskę i herbata z cytryną dają nam powera do dalszego działania. Kawałek wędrujemy szlakiem, by po chwili odbić w las. Dalej idziemy już na przełaj, mijamy kolejne strumienie, bagienka. Kupska jeleni są, tropy też, ale nic nie ryczy. Nawet nie czuć tego specyficznego jeleniego odoru. Normalnie o tej porze człowiek nie wie w którą stronę nasłuchiwać, takie ryki są, a tym razem kompletnie nic. Niezrażeni wędrujemy dalej, aż docieramy do planowanego miejsca biwaku. Rozwieszamy hamak od Bushmena, rozkładamy norkę, bivi i rozpalamy ognisko. Biwak na 102 ;)


A przy okazji zaczynamy świętować nadchodzące urodziny Buszfoki ;) Tortu bym nie doniósł, ale muffinki i świeczki były ;)

Siedząc do wieczora i chodząc już na lekko w okolicach obozowiska zero ryków, zero jakichkolwiek śladów na obecność jeleni. Nieco zawiedzeni, ale i tak w dobrych humorach kładziemy się spać. Ania testuje hamak, a ja z tatkiem lądujemy na glebie. W nocy jelenie się rozruszały, ale zdjęć ani ujęć byśmy w ciemnościach i tak nie zrobili :(


Rankiem wychodzimy ze śpiworów na rześkie jesienne powietrze (były ok. 2* w nocy) i ruszamy w drogę.
Przedzieramy się przez torfowiska, ale niestety poza bobkami i sporadycznymi tropami nie ma żadnych jeleni.


Docieramy do szlaku i już nim wędrujemy w stronę Świeradowa. Piękna jesienna aura towarzyszy nam przez całą trasę. Żółtym szlakiem docieramy do wiaty nad Kozim Potokiem, gdzie robimy mały popas, do zielonej budki docieramy drogą gruntową, a od niej już prosto na łeb na szyję schodzimy niebieskim do Świeradowa. Tak kończy się nasza tegoroczna weekendowa jeleniada w Izerach. Nigdy tak słabego roku w jelenie nie mieliśmy, a w Izery jeździmy od lat. Czemu taki słaby rok? Nie wiadomo. Możliwe, że polowania przepłoszyły jelenie, możliwe też, że to już po prostu koniec rykowiska albo maraton rowerowy Bieg Piastów i multum turystów sprawiły, że jelenie wstydziły się zalotów przed publiką ;)


Najważniejsze, że pogoda dopisała, a tak pięknej jesieni w Izerach to nie pamiętamy ;)

2 komentarze:

  1. Było mnóstwo rogaczy, ze dwie noce wcześniej odbierały mi sen i poczucie, że na cokolwiek mam wpływ nad tą parszywą rzeką, pośrodku parszywego lasu ;) Mój pierwszy komentarz u Ciebie, więc pozdrawiam i jednocześnie dzięki, bo sporo recenzji czy patentów już mi się przydało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Staraj się unikać wulgaryzmów. Słowo w tytule choć niestety popularne jest wulgaryzmem, pochodzi od wulgarnego określenia stosunku płciowego. Dbaj o sposób wypowiadania się, szczególnie, że jesteś autorytetem dla wielu młodych ludzi.

    OdpowiedzUsuń