wtorek, 26 września 2017

Namiot Fjord Nansen Tromvik II

Namiot, nasz dom, kuchnia, salon, sypialnia, warsztat itd. Jak znaleźć namiot idealny? Taki, by był komfortowy, wygodny, bezpieczny i co tam jeszcze trzeba. Ciężko tak od razu trafić na ten jedyny, trzeba przerobić dziesiątki namiotów. My od jakiegoś czasu mamy przyjemność używania namiotu Tromvik II, który przekazał nam Fjord Nansen na wyprawę Z NURTEM WISŁY.


Namiot, który nas zaskakiwał nie raz, używany już kilkadziesiąt noclegów, nie tylko na wypadzie rowerowym, ale i w górach, więc możemy co nieco o nim powiedzieć. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że to cholernie drogi namiot, bo dwuosobowy kosztuje aż 1500 zł, ale biorąc pod uwagę, że to nasz dom, a domy kosztują w setkach tysięcy, to nie jest najgorzej ;)

Specyfika Tromvika jest wręcz cudowna, niska waga, bo dwuosobowy to niecałe 2 kg, przy wielkich wymiarach, gdyż sypialnia jest przestronna jak namioty Kadafiego. Wymiary: 205 cm długi -pozwala mi się wyciągnąć (mam 190 cm), szeroki na 120 cm pozwala wygodnie spać w 2 osoby z całym bagażem w środku. Wysokość 100 cm pozwala wygodnie operować w środku. Należy wspomnieć, że kształt jaki ma Tromvik sprawia, że na całości jest dość wysoki, nie ma stromych spadków, dzięki czemu w bazie czy na biwaku w razie niepogody wygodnie można w środku żyć, czytać, naprawiać coś czy nawet grać w karty. W razie potrzeby na siedząco komfortowo zmieszczą się 4 osoby, a z 6 na sardynkę. Przy codziennym użytkowaniu nie czujemy się jak w jakiejś klitce.


Konstrukcja Tromvika to klasyczny stelaż wewnętrzny z narzucanym tropikiem, ale dzięki zastosowaniu dodatkowej taśmy lub małym kombinacjom bez niej można rozstawić najpierw tropik, a później sypialnie. Jest to cholernie wygodne podczas rozbijania obozu w deszczu. Opcja dla minimalistów można też ustawić sam tropik, dzięki czemu waga namiotu schodzi bardzo. I mamy coś jak samonośny tarp ;) W takim ustawieniu namiot może być nawet czatownią. Siadamy pod daszkiem, otwieramy nieco wejścia, statywy, obiektywy i działamy. Dzięki samonośnej sypialni możemy jej używać jako moskitiery w upalnych warunkach lub jako odseparowania się od warunków zewnętrznych, śpiąc w wiatach czy obskurnych miejscach. W jednym namiocie mamy i samonośną sypialnie i samonośny tropik.


Fjord Nansen Tromvik to niezwykle przestronny namiot, dodatkowo na komfort użytkowania wpływają dwa przedsionki i dwa wejścia. Dodatkowe rzeczy można trzymać w przedsionku, a jak ktoś w nocy musi iść siku to bezproblemowo wyjdzie, nie budząc drugiej osoby. Przedsionek jest na tyle duży, że przy odpowiedniej wprawie można w nim bezpiecznie gotować - ale trzeba uważać, bo moment nieuwagi i 1500 zł pójdzie z dymem.

W sypialni mamy do dyspozycji płaskie kieszenie, które pozwalają najważniejsze rzeczy trzymać w ładzie, np. telefon, zegarek, tablet, czołówka, książka itd. zawsze są na miejscu i to w bezpiecznym miejscu. Dodatkowo na suficie mamy oczka, przez które można przeciągnąć linkę i powiesić np. skarpety do wietrzenia lub pranie czy lampkę biwakową (możecie zobaczyć to w filmie od 11 minuty https://www.youtube.com/watch?v=SQjdB-fA3VE)


Co z wytrzymałością? No jest delikatny, fakt, mocniejszy niż się spodziewaliśmy, materiał prześwituje, nam się tylko lekko naciągnął materiał sypialni, ale żadna dziura nie powstała (nie wpuściliśmy do środka psa - pies + tromvik = dziura na dziurze, przynajmniej nasz pies). Tarcie gałęzi świerkowych podczas wiatru wytrzymał bezproblemowo, tak samo kilka noclegów w burzy i w ulewie, łącznie z rzeką pod spodem, więc wodoodporny jest. To dzięki zastosowaniu najlepszych materiałów, tropik jest sylikonowany, wszelkie szwy starannie podklejone. Naprawdę nie trzeba obawiać się deszczu.
Co ciekawe, namiot jest bardziej mokry po ładnej nocy z rosą o poranku niż po całonocnej ulewie. Jest to kwestia wentylacji, która jak na ultralajta i tak nie jest zła, ale to po prostu mankament takich konstrukcji i kształtów. Coś za coś. Na szczęście wystarczy otworzyć namiot podczas porannego ogarniania albo powiesić tropik na rowerach i w kilkanaście minut mamy suchy dom.


Niestety po kilku nocach pękł jeden segment stelaża, trochę lipa przy takiej cenie. Materiał to duraluminium, mocny, ale jednak pękł, więc srebrna taśma weszła do działania i załatwiła sprawę. Sam stelaż przypomina trochę antenę radiową, ale nie sprawdzaliśmy jak odbiera fale - stawiam, że radio maryja odebrałby na luzie ;)

Podłoga, jak na ultralajtowy namiot, jest mocna, ale jeśli nie chce wam się wyjmować wszelkich patyczków, gałązek, kamyczków itd. przed rozbiciem, warto rozłożyć dodatkową płachtę, np. grubszy koc NRC. Ochroni przed przebiciem, a dodatkowo zwiększa komfort termiczny.


Kolor tropiku i sypialni sprawia, że namiot jest jasny (w gwieździstą noc widać w środku prawie wszystko) oraz nie nagrzewa się aż tak bardzo, stojąc w słońcu. A w razie potrzeby regulacji termiki otwieramy drzwi u góry i już jest lepiej ;)

Ciekawą sprawą jest, że namiot ma jedynie dwa odciągi, podejrzewam, że przy silnym wietrze może być słabo. My na razie mieliśmy burze, ulewy, wiatr i wytrzymywał wszystko bez problemu, ale na huraganie myślę, że może się położyć - jak nadarzy się okazja, to sprawdzimy ;) Z pewnością mało odciągów ułatwia chodzenie po ciemku dookoła namiotu, mniej linek równa się mniej potknięć ;)

Żeby nie było zbyt kolorowo są też mankamenty. Pierwszym z nich jest zwijanie namiotu. Ogólnie rozbicie namiotu zajmuje moment. Z początku trochę dłużej, gdyż trzeba ogarnąć ten stelaż, ale szybko się to opanowuje. Problem jest ze zwinięciem, gdyż tropik po zdjęciu ze stelaża jest dużą płachtą materiału, do tego bardzo lekką płachtą, więc już sami zapewne się domyślacie co się dzieje jak zawieje ;) Trochę bryzy i pompuje się cały jak spadochron, ale po tygodniu zwijania dzień w dzień i napompowany da się opanować. To nie wada, ale momentami śmieszna przypadłość Tromvika. Wadą, pomijając pęknięty stelaż, są śledzie, które otrzymujemy w zestawie. Pozornie fajne, srebrne, lekkie o trójkątnym przekroju dobrze trzymają i łatwo wchodzą w ziemię. Problemem jest ich haczyk, miejsce, gdzie wkładamy taśmy i odciągi, jest bardzo ostre przez co po 2 nocach zauważyliśmy przetarcia na materiale, więc od razu je wymieniliśmy na inne aluminiowe szpilki, z tego co pamiętam kilka z tych oryginalnych zgięło się lub pękło przy pierwszym wbijaniu w ziemie. Poza przecieraniem materiału problematyczne też było wyjmowanie ich, kaleczyły ręce, trzeba było używać multitoola lub noża. Przy tej cenie w zestawie powinny być bardziej dopracowane śledzie.


Podsumowując, Tromvik od Fjorda Nansena to naprawdę fajny namiot, wielki, lekki, idealny na trekkingi, spływy, wyprawy rowerowe itd. Owszem drogi, ale cena wychodzi z racji użytych materiałów. Czy polecamy? Tak, może cena troszku przegięta, zwłaszcza na polskie realia, ale w swojej kategorii robi robotę.

2 komentarze:

  1. Dla mnie osobiście namioty ze stelażem wewnętrznym odpadają na wstępie i nie ważne jakie inne zalety posiadają. Polecam tej samej firmy Lima II.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,

    Namiot Tromvik to świetna sprawa bo jak na swoją wagę i rozmiar po złożeniu jest naprawdę przestrzenny. Jednak tak jak mówisz, jest jeden minus - cena. Choć uważam, że eksploatowany z głową posłuży przez długie lata.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń