poniedziałek, 18 września 2017

MaxCom MS456 - shitfon

Taki już jest współczesny świat, że bez telefonu ciężko żyć, ale też powszechnie wiadomo, że nasze turystyczne działania nie sprzyjają długiemu życiu urządzeń elektronicznych. Dlatego poszukujemy rozwiązań pozwalających cieszyć się aktywnie spędzonym czasem, bez stresu, że coś skasujemy.
Przed wyprawą Z Nurtem Wisły zaopatrzyłem się w telefon MaxCom model MS456. Jest mocny jak skała i na tym kończą się jego zalety. Ja naprawdę nie jestem wymagającym użytkownikiem, tyle coby internet działał, aparat był, można było zadzwonić i odebrać rozmowę. Do tego chciałem wodoodporności, by się nie martwić czy telefon jeszcze działa czy już trup. Nazwa czy logo kompletnie mi wiszą. MS456 faktycznie przez pierwsze kilka dni działał prawidłowo - poza nawigacją, która nigdy nie zaskoczyła. Zacznijmy od jego mocnej strony wytrzymałość.




MaxCom MS456 to naprawdę solidnie zrobiony kawał "telefonu". Fakt, że brzydki jak noc, ale to najmniej ważne. Kopałem, rzucałem, topiłem, leżał też kilka godzin w kałuży i błocie. Żadna z tych sytuacji mu nie zaszkodziła. Wbijałem i wyciągałem nim śledzie od namiotu i fakt wyłączył się, ale odpalił i powiedzmy, że "działał" prawidłowo.Upadki na asfalt, beton, kamienie, błoto itd. też mu niestraszne. Po naprawdę brutalnym traktowaniu powstał jedynie mały odprysk na jednej krawędzi, który nie wpływa jakkolwiek na użyteczność telefonu. Wszelkie uszczelki trzymają bardzo dobrze.
Telefon jest cholernie mocny i faktycznie wodoodporny. Jedyna jego słabość to szkło, które po tygodniu NOSZENIA w kieszeni (nie testowania, nie tarcia itd.) było porysowane jakby zostało przeszlifowane papierem ściernym - a tego nie robiłem :P


Na wytrzymałości zalety się kończą. Przez około 3 tygodnie używania wszystko działało, a później zaczęło się sypać. MS456 potrafił sam zadzwonić, włączyć internet, wysłać eska. Rozumiem jednorazowy przypadek, ale tak się działo często, a z czasem coraz częściej, praktycznie przy każdym użyciu. Podczas jednej rozmowy, zadzwonił, włączył internet i grę i się nie zawiesił! Za co wielki szacun, że procesor mu to uciągnął.
Ponadto dużym problemem w przypadku takiego outdoorowego telefonu jest niedziałająca nawigacja. Przez kilka miesięcy użytkowania ani razu GPS nie złapał satelity.

W outdoorze ważną sprawą jest aparat umożliwiający uwiecznienie przygód.W MS456 działa, ale jakość jest poniżej krytyki. 5 mpx to bardzo mało, więc zdjęcia są mdłe i kiepskie. Aparat przedni to tylko 2 mpx, więc o nim możemy zapomnieć już na starcie. Kamera działa pod wodą, ale aparat już w momencie zanurzenia nie działa. Dlaczego? Nie wiem.

Bateria ma 2600 mAh, więc szału nie robi, też nie jest źle, ale co z tego, skoro telefon nie trzyma jednakowo prądu. Potrafi wytrzymać 5 dni, ale potrafi też rozładować się w ciągu 2 dni albo i szybciej, co jest mało zadowalające, bo nigdy nie wiadomo kiedy nam padnie. Ładowany jest niby standardowo z micro USB, niestety obudowa jest tak specyficzna, że typowy kabel nie pasuje (wtyczka jest za krótka, trzeba zastrugać plastik, by się zmieściła) i musi być oryginalny, który po miesiącu zaczął szwankować i już nie zawsze prawidłowo ładował telefon - aktualnie wtyczka się rozpadła.

Rozmowa podczas marszu, i to wcale nie na wietrze, jest niemożliwa. Głośnik łapie sam szum. A jak zawieje to już armagedon i padaka.

Telefon owszem jako młotek mocny, ale co z tego, jeśli nie spełnia swojej podstawowej funkcji. I to jeszcze za cenę 660 zł! Nie przeszkadza mi, że to noname i jakiś chinol bez znaczka, ale sorry taka cena za telefon, który tak naprawdę poza wytrzymałością nie zapewnia nic, to jest przegięcie!
Zwłaszcza, że też wytrzymałego, ale i super wykonanego Xcovera od Samsunga kupi się za jakieś 200 zł więcej. Przykro mi to stwierdzić, ale nie polecam, a naprawdę wydawał się fajny po wyjęciu z pudełka...

wtorek, 12 września 2017

Daniele i brzydka pogoda

Wolne czyli czas w las, a że pada to chęci nie ma ale, iść trzeba. To już uzależnienie. Jedziemy, wędrujemy, raz pada, raz coś słonko przebija nie jest źle.Po paru kilometrach marszu wchodzimy na ambonę i czekamy. Nie no godzina i nic, pogoda lipna, ni ma sensu siedzieć. A jednak........ mimo złej pogody takie towarzystwo mieliśmy.














Jaki z tego morał? Że nie ma złej pogody na wyjście w las ;)


poniedziałek, 4 września 2017

Małe weekendowe pedałowanie

Pierwszy weekend września to super okazja do pedałowania w świat i testowania nowych ustawień roweru i nowych rozwiązań biwakowo-turystycznych. Więc razem z tatkiem załadowaliśmy nasze rumaki i ruszyliśmy w trasę. Niestety Ania się podziębiła i nie mogła jechać :(

Trasa lajtowa, bo zaledwie ok. 140 km na dwa dni: (sobota) Poznań - Oborniki - Obrzycko - Leśniczówka Daniele i w las, ok. 90 km  (niedziela) Brączewo - Sycyn - Popówko - Lulin - Nieczajna - Kiekrz - Poznań ok. 50 km
Taki wypad pozwolił sprawdzić nową kierownicę (dużo lepiej się prezentuje) oraz centralnie zamontowane rogi, które umożliwiają wygodną jazdę i aerodynamiczną postawę. Do tego przyzwyczaić tyłek do nowego siodełka i sztycy bez amortyzacji - dupa boli, ale chociaż lżejszy rumak i wyższa pozycja :P Dystans, który pokonaliśmy jest w sam raz na jednodniowy wyjazd na lekko, trasa mieszana, większość asfalt, ale i szuter czy dukty leśne się trafiły, które z racji sporych opadów były bardzo błotniste, momentami po ośki w błocie - tak, trekkingowe rowery dają radę w takim terenie! Z potrzeby przetestowania nowego systemu podśpiworowego, czyli  samopompy 3/4 z decathlonu i dmuchanej podusi, podzieliliśmy trasę na 2 dni. Tak jak kierownica okazała się strzałem w dziesiątkę, dużo wygodniej i szybciej można łykać kolejne kilometry, tak też (jak na pierwszą nockę) mata sprawdziła się wyśmienicie, komfort spania wielki, miękko i ciepło, tylko trzeba pamiętać, by coś pod nogi podłożyć ;) Poduszka nieco mniej komfortowa, ale to kwestia dopasowania twardości itd.

Po drodze mijaliśmy sporo pięknych miejsc, widoków na Wartę, zwierząt, no i przede wszystkim wielkopolskich wsi. Nocka niestety była mało przyjemna, bo duszna jak diabli i pełna robactwa, no ale co zrobić, chociaż pierwsze jelenie w tym roku słychać było :) Cały sprzęt się sprawdził, kolejne pomysły na modyfikacje są, a poniżej macie nieco kadrów z naszego pedałowania ;)