sobota, 8 kwietnia 2017

Suszona wołowina od The Meat Makers Polska

Każdy facet żre mięso, no dobra nie każdy, ale każdy prawdziwy facet ceni sobie nieco białka zwierzęcego w codziennej diecie. Zwłaszcza na szlaku niezwykle istotne jest kaloryczne i smaczne jedzenie. Świetnym sposobem na zaspokojenie głodu na trasie jest suszona wołowina. I tu mamy dwa wyjścia, albo robimy sami, albo kupujemy jakieś gotowe produkty. Wybór jest dość duży, jednak jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym wyjściem z tych gotowych jest wołowinka i nie tylko od The Meat Makers - Polska.


Atutem suszonego żarcia od tej polskiej firmy jest duży wybór różnych smaków i różnych gatunków mięs.
Wołowina i indyk w wielu różnych wariacjach, np. pieprz z cytryną, czosnek i miód, musztarda z miodem i wiele innych. Co ciekawe, w ofercie mają też suszone mięso ryb, nie jadłem, ale stawiam, że dość dobre powinno to być.


Co do wołowiny i indyka to każda kombinacja jaką smakowaliśmy, a było ich trochę, jest naprawdę dobra, wszystkie były smaczne, a konsumpcja tego mięska niezwykle przyjemna i dająca powera do dalszego marszu.
A chyba najlepszym smakiem jest indyk z miodem i musztardą, smak boski. Lekko ostry i zarazem lekko pikantny, no niebo w gębie, czy jak powiedziałby klasyk z Kopsnij Drina Niebo w ziemi.




Ale żeby nie było inne smaki też są naprawdę dobre, a to co łączy wszystkie mięsa z oferty The Meat Makers - Polska to struktura mięsa, nie jest za suche, ani nie jest za wilgotne, i dosłownie rozpływa się w ustach. Szczęka nam się jakoś specjalnie nie męczy podczas jedzenia, co w przypadku wielu wołowin takie oczywiste już nie jest. Tu bezproblemowo włókna się oddzielają i możemy cieszyć się smakiem, bez nadwyrężania szczęki.


Poza smakiem i innymi odczuciami sensorycznymi podczas konsumpcji żarełko to ma dość sporą zaletę w stosunku do konkurencji, a jest nią cena. Za 40g paczkę musimy dać około 14zł. Nie jest to mało, ale i nie jest najwięcej. Stosunek jakość do ceny jest naprawdę optymalny. Oczywiście taniej zrobić samemu, a przygotowanie jest sporą frajdą, jednak nie zawsze mamy możliwości, by się pobawić w suszenie i wtedy taki indyk czy wołowina od The Meat Makers to naprawdę dobra opcja.

Fakt, że paczki są dość małe, można nawet powiedzieć, że za małe. Gdyż 40g to zaledwie przekąska na szlaku, ale jako dodatek do zupy, czy też jako zagryzka podczas marszu w zupełności starczy, ale by się najeść to taniej i lepiej samemu wysuszyć. Przydałyby się opakowania tak po 100/200g - byłaby to optymalna wielkość na wypady jako przekąska i dodatek do kolacji, obiadów itd.

Dużym plusem produktów The Meat Makers jest  fakt, że są to w 100% naturalne składniki, bez jakichś chemicznych dodatków.

Wad w sumie nie ma, smaczne, dobra konsystencja, cena też całkiem całkiem, nic tylko jeść ;)
Jedyne co mnie tu dziwi - na opakowaniach podane jest by zjeść w ciągu 48 godzin od otwarcia. Suszona wołowina zazwyczaj może naprawdę długo leżeć na powietrzu i to nawet kilka miechów, a tu max 48h. Dziwne, może takie zabezpieczenie producenta w razie co. Ja po tygodniu od otwarcia jadłem i nie skończyłem na tronie, ani żadnych perypetii z tego powodu nie miałem. Więc nie przejmowałbym się zbytnio tym ostrzeżeniem na opakowaniu. Jeśli nie zjemy od razu, to możemy na kolejny weekend zostawić ;)

Tak więc można z czystym sumieniem polecić suszone mięso od The Meat Makers dostępne w sklepie BASTRUMA







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz