wtorek, 28 marca 2017

Spodnie Carhartt ripstop Cargo Work

Spodnie w buszu rzecz ważna. Raz, że chronią przed warunkami atmosferycznymi, dwa - urazami mechanicznymi, no i co ważne są pancerzem w walce z krwiożerczymi kleszczami. No i często są dopełnieniem plecaka, bo to co nam się do wora nie zmieściło upychamy po kieszeniach.
Wbrew pozorom dobranie odpowiednich spodni do leśnych łazęg nie jest takie proste, wybór mamy duży. Począwszy od wszelkich około-wojskowych produktów, demobil, ciężko mi znaleźć spodnie które spełniają moje wymagania, ale są spoko - bo tanie,  jakieś militarne produkty, tu różnie bywa z jakością, a jakość idzie w parze z wysoką ceną, ale mają dalej taką wadę, że są wojskowe, osobiście nie przepadam za ciuchami w ciapki, które sprawiają, że wyglądamy jak komandos. Nie da się ukryć, że niektóre z tej rodzinki robią robotę. Dalej mamy spodnie typowo outdoorowe i tu zawsze ja się spełniałem, super materiały, niska waga, wytrzymałość, fajny, niewojskowy wygląd, ale tu już cena jest zaporowa często. Jest jeszcze jeden rodzaj spodni - robocze, i tu o dziwo można znaleźć spodnie idealne w busz, mocne, pojemne, fajnie wyglądające, z patentami bardzo ułatwiającymi bushcraftowe działania. Mianowicie, spodnie Carhartt Ripstop Cargo Work to jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze spodnie jakie przyszło mi nosić.




Spodnie Carhartta Cargo Work, jak sama nazwa wskazuje, są niezwykle pojemne. Mamy do dyspozycji dwie kieszenie na udach zapinane na napy, bardzo pojemne. Możemy w nich na luzie zmieścić czapkę, buffa, mapę, zestaw survivalowy itd. Na wierzchu tych kieszeni mamy bardzo przemyślane dodatkowe kieszenie, płaskie oraz podłużne - świetne do przenoszenia podpałki zdobytej podczas wędrówki (np. kory brzozowej), ołówka, linijki, kompasu itd.




Poza tymi cargo w Carharttach mamy jeszcze dwie kieszenie u góry, co ciekawe na ich krawędzi mamy wzmocnienie, umożliwiające noszenie noży typu folder bez niszczenia krawędzi materiału. Oczywiście mamy też klasycznie dwie kieszenie na zadku.
Wszystkie są pojemne i naprawdę mocne, więc nie ma ryzyka, by się nam oberwały czy rozpruły.
Tak samo napy trzymają mocno i nie mają tendencji do wyrabiania się. Oczywiście przydałaby się jakaś kieszeń zapinana na zamek, na cenniejsze przedmioty, jednak spodnie są toporne, a zamek psułby ten toporny klimat ;)
Jak już jesteśmy przy ładowności, nie można zapomnieć o specjalnej pętli (pierwotnie do noszenia młotka) umieszczonej na udzie, która świetnie się sprawdza do przenoszenia siekiery podczas prac obozowych. Wygodne i bezpieczne rozwiązanie do trzymania siekiery zawsze pod ręką, gdy nie jest nam aktualnie potrzebna lub mamy akurat ręce zajęte.



Pod względem rozwiązań i ładowności to świetne spodnie do szlajania się po lesie. Dobra, ale przecież ładowność to nie wszystko, co z wytrzymałością? Tu, jak na wszelkie produkty Carhartta przystało, jest naprawdę grubo. Materiał z jakiego zostały wykonane Cargo Work to bardzo gęsta i gruba bawełna o splocie ripstop. Materiał pancerny, przedzieranie się przez krzaki, kolce, kamienie itd. nie jest mu straszne. Tak samo tarcie przez kilkanaście godzin marszu w zamarzniętej śniegowej brei nic nie zrobiły z materiałem. Dzięki dodatkowym wstawkom materiału w newralgicznych miejscach mamy dosłownie nie dość, że wytrzymałość to jeszcze komfort. No właśnie wytrzymałość materiału, do tego naprawdę świetne wykonanie, mocne i staranne szwy, a co z komfortem? Bo jednak buszmen czy turysta to nie żołnierz i nieco wygody też chce ;)




Kiedy wyjąłem je z paczki, pomyślałem: Oooooo jezusku, ale to sztywne!, ale starczyła chwilka pochodzenia, by stwierdzić, że jednak nie jest tak sztywno. W codziennym noszeniu, zarówno w warunkach miejskich, jak i leśnych są naprawdę wygodne, nigdzie nie gniotą i nie uwierają. Jedynie, gdy mamy nakolannik i klęczymy to czasem kieszeń nam się wbija w łydkę, ale to nie wina spodni, a bardziej nakolannika. Spodnie będą się sprawdzały zarówno przy trekkingu, jak i zwykłym spacerze, pływaniu kanadyjką, jeździe autem, fotografii, jak i oczywiście przy pracach robotniczych. Nie sprawdziłem ich wprawdzie podczas jazdy rowerem, ale jestem pewny, że i tu będą sprawdzały się wyśmienicie.

Spodnie mają jeszcze kilka zalet, jedną z największych jest kolor. Podobnie jak kurtka Carhartta świetnie wkomponowuje się w las, dzięki czemu doceni to każdy myśliwy, fotograf czy leśny ludek.
Kolejną zaletą jest fakt, że materiał nie łapie jakoś bardzo brudu, były ubłocone jak diabli. ale przeschło i wykruszyło się, nie zostawiając śladów lub starczyło lekko zmoczyć i nie ma problemu.





I jedna z najważniejszych rzeczy, są częściowo wodoodporne, dzięki czemu nie namakają jak głupie podczas marszu w śniegu czy deszczu, co ważne nawet jak już namokną to i tak dość szybko schną. Ten materiał nie przestanie mnie zadziwiać, mocny, wygodny, niebrudzący i jeszcze szybkoschnący. No szok. Gdy impregnacja się wytrze lub jest niewystarczająca można Carhartt Cargo Work potraktować woskiem i już mamy w pełni wodoodporne spodnie w teren.


To może wydać się wam dziwne, ale serio, te spodnie nie mają wad, przynajmniej dla mnie. Są mocne, wygodne, spełniają swoją rolę wyśmienicie, mają naprawdę fajne rozwiązania. No nic tylko nosić. Owszem, cena jest dość wysoka, bo na Carhartt Ripstop Cargo Work trza wysupłać 339 zł. Niemało, ale i nie dużo - jak na dobre spodnie w teren. Powiedziałbym, że to cena dość normalna - jak na spodnie turystyczno-bushcraftowe.

Czy warto? Owszem i to bardzo. Każdy, kto dotknie tego materiału i założy te Carhartty na dupsko zakocha się w nich od razu ;)





poniedziałek, 27 marca 2017

Buszmen na tropie śnieżycowego Jaru


Kolejny Buszmen na Tropie, tym razem tropiliśmy kwiaty w Śnieżycowym Jarze niezwykle ciekawym rezerwacie koło Murowanej Gośliny.


sobota, 25 marca 2017

Kurtka Carhartt Full Swing Candwell

Jak pewnie część z was zauważyła, od pewnego czasu współpracujemy z Carhartt Polska. A dziś przyszedł czas na recenzję kurtki Carhartt Full Swing Candwell. Test mógłbym zamknąć w kilku zdaniach, a właściwie w jednym: Ta kurtka jest genialna!!!!
Fakt, że ma pewne wady, ale o nich na koniec. Kurtka Full Swing Candwell to kawał potężnego i mocnego ciucha.


Sam Carhartt to amerykański producent odzieży roboczej z wieloletnim doświadczaniem, bardzo popularny w Stanach, natomiast w Polsce dopiero się rozwija, ale jestem pewny, że się przyjmie, niekoniecznie tylko w kręgach robotników, ale i w świecie survivalu, bushcraftu itd., bo produkty ma genialne.




Ale wracając do kurtki, testowałem ją ostro i w każdych warunkach, zarówno w codziennym używaniu w mieście, jak i w lesie, na trekkingu, czy też na urbexie.



Full Swing to kurtka typowo zimowa, ocieplina izolacyjna 3M Thinsulate 80 gram sprawia, że nie ma możliwości w niej zmarznąć. W samej koszulce i tej kurtce ze spokojem mogłem się przemieszczać po mieście, lesie itd., w temperaturach do -15*C, a zakładając koszulę czy cienką bluzę mamy kurtkę na arktyczne mrozy. Z racji tych genialnych parametrów termicznych kurtka ta dla mnie kończy swoją przydatność w okolicach zera stopni. A powyżej tej temperatury nie mam możliwości wytrzymania w tej kurtce. Po prostu zaczynam się gotować.
Tak więc jak widzicie, Carhartt Full Swing Candwell ma genialne parametry termiczne, co z pewnością doceni każdy, kto spędza, czy to hobbistycznie, czy zawodowo dużo czasu na świeżym powietrzu.

Ale termika to jedno, a ważne są też inne czynniki jak np. wytrzymałość. I tu, jak przystało na amerykańską legendę, jest bajka. Materiał z jakiego kurtka jest wykonana to połączenie bawełny typu saundstone, wzbogaconego spandexem. Ten materiał ma gramaturę aż 339g/m2!!! Dzięki czemu możemy bez obawy przedzierać się przez chaszcze, nosić drewno, cement, narzędzia itd. Przydatna jest ta wytrzymałość również podczas chodzenia po opuszczonych obiektach, gdzie często jesteśmy narażeni na ostre krawędzie, metale, szło itd.




I uwierzcie mi, nie raz i nie dwa zahaczałem się o ciernie, szkło, ostre metalowe fragmenty różnych konstrukcji itd. i nawet najmniejszego śladu nie było na materiale. No dobrze, materiał pancerny, a co z resztą? Podszewka również mocna, nie tak jak warstwa zewnętrzna, ale i tak trza by się postarać by ją zniszczyć. Wszystkie zamki to nie jakieś tam plastyki, tylko metalowe YKK - czyli znów jakość i wytrzymałość się nam ujawnia. Oczywiście, jak się możecie domyślić, wykonanie, wszelkie szwy itd. też są na najwyższym poziomie.

Carhartt to kawał mocnej i potężnej kurtki. A co z komfortem?
Tu też aż szok. Kurtka, mimo swojej wagi -  1,9kg!!, jest naprawdę wygodna, nie ciąży, bardzo dobrze się układa i trzyma na ciele.
Dzięki zastosowaniu dodatkowej powierzchni materiału na plecach, kurtka nie krępuje ruchów ramion i pleców. Tak samo zastosowanie przegubowej konstrukcji Freedom Gusset w okolicach pach, umożliwia pełen zakres ruchów rękami podczas noszenia, podciągania się itd. Również w łokciu zastosowano elastyczną i przegubową budowę, dzięki czemu, mimo grubości i pewnej sztywności materiału, nie odczuwamy dyskomfortu.
Znacznie na komfort użytkowania wpływają wygodne i pojemne kieszenie, 2 klasycznie u dołu kurtki, duże i ocieplone, dzięki czemu możemy ogrzać sobie dłonie, a i bezproblemowo zmieścimy w nich ręce w łapawicach czy innych rękawicach.  Dodatkowa kieszeń na klatce piersiowej zapinana na zamek jest również dość pojemna, mamy jeszcze jedną kieszeń we wnętrzu zapinaną na rzep, w sam raz na telefon, portfel itp.


Można powiedzieć, że to tyle jeśli chodzi o tę kurtkę, ale jest jeszcze coś. Mianowicie jej wygląd czy też może bardziej kolor. Nie dość, że wygląda super, to jeszcze świetnie maskuje człowieka w terenie trawiastym czy też lesie zimą, czy jesienią.
Zresztą sami zobaczcie jak się zlewa z krajobrazem.


Kurtka świetna na szlajanie się po krzakach, do pracy czy też do używania na co dzień w okresie zimowym.
Ale jak zawsze jakieś wady się znajdą, i tu mamy 2, no może 3, które są naprawdę błahe. Pierwsza z nich to waga, jest ciężka, więc przy większym trekkingu może być dość uciążliwa, zwłaszcza, jeśli będziemy musieli ją doczepić do plecaka.
Kolejną wadą jest niska garda, przez co, jeśli nie mamy zapiętego kaptura, potrafi nieco zawiewać po szyi.
No i ostatnia wada, zresztą może nie tyle wada, bo to złe określenie, bardziej po prostu pewna przeszkoda w nabyciu Carhartt Full Swing Candwell, mianowicie cena, bo kosztuje ona aż 789 zł. Kupa kasy, ale fakt, że za jakość się płaci, więc jeśli macie taki budżet i szukacie czegoś mocnego, wygodnego i z klimatem to ta kurtka jest w sam raz dla was ;)




czwartek, 23 marca 2017

Bushcraftowy zestaw Hultaforsa

Od jakiegoś czasu mam w kolekcji super zestaw bushcraftowy Hultaforsa z laplander.pl. Na ten zestaw składa się toporek Hultafors 0,8 kg oraz nóż Hultafors OK1 OUTDOOR. Zestaw spełnia wszelkie wymagania wędrówki, obozowania itd. Zapewnia nam przyjemną i pewną pracę oraz to, że nas nie zawiedzie w najmniej odpowiednim momencie.


Wyżej wspomniany toporek to czysta klasa i moc sama w sobie. Mega klimatyczne narzędzie, do tego świetnie wykonane, gdyż jest on kuty ręcznie!!! I to nie w Chinach, tylko w samiuśkiej Szwecji. Wykonanie pierwsza klasa, wszystko perfekcyjnie dopasowane, wykończone, nigdzie nie ma jakichś uszczerbków, rys, pęknięć itd. Do tego zastosowanie najlepszych materiałów (głownia kuta ze stali węglowej oraz trzonek z hikory) sprawia, że praca zarówno przy rąbaniu i ścinaniu drewna jest niezwykle przyjemna i sprawna. Co ważne, dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu trzonka podczas pracy nie męczymy się zbytnio, gdyż większość siły łupiąco-tnącej idzie z wyważenia.
Waga 0,8 kg (waga samej głowicy) jest optymalna jak na siekierę obozowo-bushcraftową. Razem ze styliskiem waży około 1,2 kg, mało to nie jest, bo np. Fiskarsy są lżejsze, jednak tu ergonomia pracy, no i co najważniejsze klimat rekompensują wagę. Zresztą dzięki takiej wadze toporek Hultaja sprawdza się lepiej przy rąbaniu.





A no właśnie, jak to jest z rąbaniem? Bosko, nie ma najmniejszego problemu z rozłupywaniem, cięciem, ścinaniem itd., świetnie też się sprawdza do odłupywania gałęzi od pnia. Wchodzi w każde drewno jak w masło. Jest tak ostry, że w sytuacji podbramkowej ze spokojem możemy wykorzystywać go zamiast noża do strugania itd.
Według producenta nie powinno się uderzać obuchem, jednak ja postanowiłem, a co tam, sprawdzić co się stanie i troszku powbijałem śledzi czy kołków i powiem wam, że nie zauważyłem, by coś złego się stało z toporkiem.







Lekko ten hultaj nie miał, w sumie cały zestaw lekko nie miał i mieć nie będzie. Ostre rąbanie, i to na ziemi, nie stępiło toporka, jedynie lekko się ostrze uszczerbiło przy spotkaniu z kamieniem, no ale to nic dziwnego, starczy pilnikiem chwilkę się pobawić i będzie nówka sztuka nieśmigana ;)
W zestawie z toporkiem dostajemy fajną skórkową osłonkę na ostrze.

Toporek hultafors 0,8kg to naprawdę świetna opcja dla każdego, kto szuka dobrego narzędzia w dobrej cenie. Szwedzka jakość, solidne wykonanie, przemyślany projekt, marka z kilkusetletnią tradycją za przystępne pieniądze. W laplanderze możecie go kupić już za 140 zł!!! Czyli naprawdę dość tanio, z tego co się orientuję nie da się w tej cenie dorwać tak wysokiej jakości połączonej z bushcraftowym klimatem.
Czyli toporek hultaja jest super, mega hiper i sprawdza się w każdych warunkach, nawet brutalnego traktowania. Automatycznie staje się też podstawą tego bushcraftowego zestawu. Bo zapewne część z was też się ze mną zgodzi, że nieraz lepiej mieć toporek niż nóż. Bo toporkiem zrobimy większość tego co nożem, a już nożykiem mało tego, co zrobić można siekierą.

Jednak ja bez noża się czuję nagi, nie jest on niezbędny, ale naprawdę dziwnie mi jak jakieś ostrze nie gości w kieszeni czy na pasku. I tak też ostrzem w tym bushcraftowym zestawie jest Hultafors OK1 Outdoor.
Nóż bardzo podobny do jakże kochanych i popularnych Mor, i fakt, ten sam kraj pochodzenia, podobna budowa, jednak Mora nie ma podobnego noża w swojej ofercie, ani noża z takimi bajerami w tej cenie.


A jakie bajery może mieć taki nóż? A no zacznijmy od tych bardziej bushcraftowo-survivalowych. Klasyka jak w tego typu nożach, plastikowa pochwa, tyle że tu mamy dużą parcianą szlufkę, dzięki której można powiesić nóż na każdym pasie, od zwykłego cienkiego turystyka po szeroki skórzany pas (ze spokojem 5/6 cm przejdzie).
Pochwa OK1 Outdoor dodatkowo jest wyposażona w pętlę na krzesiwo, dzięki czemu bezproblemowo mamy cały czas źródło ognia pod ręką, w tę pętelkę można też wsadzić ołówek budowlany czy osełkę długopisową.
Sama pochwa jest bardzo mocna i ze spokojem wytrzymuje siadanie nie niej, wbijanie w ziemię itd. Co w przypadku prawdziwego ostrego tyrania jest niezwykle istotne.




Kolejnym bardzo przydatnym dla przyrodnika bajerem jest miarka nadrukowana na klindze. Dzięki tej podziałce ładnie można odmierzyć wielkość np. tropu.



Kolejną istotną sprawą dla każdego bushcraftera jest fakt, że nóż jest wykonany z wysoko węglowej stali, zabezpieczonej czarną warstwą anty refleksyjną, która również zapobiega rdzewieniu. Pokrywa jest niezwykle mocna, gdyż mimo cięcia, rąbania, batonowania, podważania itd. minimalnie się porysowała i to jedynie przy samej krawędzi tnącej.
Jak już wyżej wspominałem do pochwy OK1 można przyczepić krzesiwo, a dzięki wykończonej na ostro górnej krawędzi klingi możemy spokojnie i wygodnie używać jej jako blaszki iskrzącej do krzesiwa (dobrze to widać w Buszmen na Tropie tajemnicze Izery)



Hultaj OK1 to idealnie skrojony nóż do bushcraftu, dużo przemyślanych rozwiązań, super wykonanie, bardzo przemyślana konstrukcja, która zapewnia przyjemną i bezpieczną pracę, i co ważne jest niezwykle wygodny. Duża rękojeść z twardego porowatego tworzywa sprawia, że można nim wbijać śledzie w zmarzniętą ziemię, mocno osadzona klinga sprawia, że możemy Hultajem podważać korę, drewno, można na luzie batonować itd. I nic z takich działań typowo outdoorowo-survivalowych nie robią na nim wrażenia. Dzięki wyżej już wspominanej stali węglowej, mamy niezwykle ostre narzędzie, które praktycznie się nie tępi.


I powiem wam, że tak jak mam ponad 100 noży w swojej kolekcji, to ten Hultaj niezwykle przypadł mi do gustu. Mocny, dobrze zrobiony, i co ważne w mega spoko cenie. Bo świetny bushcraftowy nóż mamy za  niecałe 70 zł.




Tak więc jak widzicie, w Laplanderze za nieco ponad 200 zł otrzymujemy naprawdę świetny bushcraftowy zestaw, który sprosta i zadowoli nawet wymagających użytkowników.


A gdyby ktoś chciał zrobić jakieś zakupy w laplanderze to do końca marca, wpisując buszmen  w polu rabat podczas zamawiania, otrzymacie 5% na wszystkie produkty Hultaforsa.








wtorek, 21 marca 2017

Buszmen na Tropie Tajemnicze Izery

I kolejny Buszmen na Tropie, tym razem łazęga po krainie duchów, pogan, a to wszystko oprawione w ciężkie i zmienne warunki. Oczywiście klasycznie też przyroda, fotografia i outdoor ;)

Miłego seansu ;)




poniedziałek, 20 marca 2017

Fotorelacja ze Śnieżycowego Jaru

W minioną niedzielę postanowiliśmy wybrać się do niezwykle popularnego i ciekawego rezerwatu, mianowicie Śnieżycowego Jaru. Jest to rezerwat chroniący rzadką na niżu polskim Śnieżycę (taki mały kwiatek), której naturalnym środowiskiem jest południe Europy, a w Polsce występuje tylko w Karpatach i Sudetach między 500 a 1000 m n.p.m.

Więcej o nim w Buszmen na Tropie, a dziś nieco zdjęć: