środa, 28 grudnia 2016

Metro 2033 recenzja

Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę lubię czytać. I to z wielu powodów, bo czytanie poszerza horyzonty, wzbogaca słownictwo, wiedze, wyobraźnie itd., ma naprawdę wiele, ale to mega wiele pozytywów. Ale nie o tym jakie plusy ma czytanie, a o tym jak zarąbiste jest METRO 2033 jest dzisiejszy wpis.

Literatura postapo jest niezwykle bliska klimatom survivalowym, gdyż survival, czy ten w naszych czasach, czy taki po apokalipsie i to nie ważne czy ekologicznej, kulturalnej, zombie, czy też atomowej. Bo przecież w survivalu zawsze chodzi o to samo, o przetrwanie najgorszego i obojętnie, czy to jest brak wody i + 60*C, czy szczur mutant i tak musimy walczyć i nie wolno nam się poddać.

Dobra to wracając do sedna postu czyli książki Dimitria Glukhovskyego pt. METRO 2033 to świetna, wręcz obowiązkowa pozycja każdego fana gatunku, jak i każdego kto lubi dobrą lekturę, czy też każdego survivalowca. To, że jest to obowiązkowy tytuł dla fana gatunku to sprawa oczywista, seria metro, to chyba najpopularniejsza literatura traktująca o świecie po zagładzie, po jakiejś tam apokalipsie. Nawet nie wiem ile jest ksiażek z universum, ale jest ich od cholery i ciut ciut. To, że jest to, odpowiedni tytuł dla lubiących dobre książkę to chyba też nie trzeba tłumaczyć, ale już to czy jest to książka survivalowa można się sprzeczać. Bo co mutant ma wspólnego z survivalem? A wspólnego ma i to nie mało, ale o tym później ;)


METRO 2033 jest napisane naprawdę przyjemnym i lekkim językiem, bardzo fajnie się czyta, a dzięki tej lekkości, nawet gdy jesteśmy zmęczeni i padamy na pysk to z przyjemnością siadamy i czytamy , przy jednoczesnym odpoczynku. Wartka fabuła, o której za chwilę, sprawia, że nie możemy się doczekać kolejnych stron, dalszych przygód, tego co czeka nas i bohatera, czy też bohaterów w kolejnych rozdziałach. Z racji grubości (600str z haczykiem) jest za wielka by nieść w góry, czy inny teren, to dosłownie nie mogłem się doczekać powrotu by znów czytać. Tak mnie wciągnęła, że chciałem już, natychmiast, wrócić do tej złej cywilizacji.
A to już coś znaczy, jeśli książka czekająca na biurku w domu chce nas ściągnąć do domu z terenu.

Czyli jak widać, pod względem języka, lekkości pióra i wciągania to METRO 2033 jest naprawdę genialne.
Teraz co nieco o fabule. Nie będę się tu o niej wiele rozpisywał, ani nic spojlerował, tak w wielkim skrócie fabuła METRA 2033 jest naprawdę zaskakująca,  nieraz i nie dwa nas zaskakuje, wydaje nam się, co tam wydaje, pewni jesteśmy, że musi się zdarzyć to, a jakaś sytuacja całkowicie odbija w innym kierunku piłeczkę, jaką jest fabuła. Naprawdę kunszt i pomysłowość autora jest gigantyczna.
Cała akcja METRA 2033 toczy się, jak nie trudno się domyślić, w metrze, a dokładniej w moskiewskim metrze, po zagładzie nuklearnej, ludzie musieli się skryć, przed promieniowaniem, jedynym miejscem, gdzie dało się jeszcze żyć były podziemia, a co jak co ale moskiewskie metro jest bardzo rozbudowane, więc ludzie mieli się gdzie pomieścić. Poza ludźmi w metrze żyją szczury, oraz wiele dziwnych stworzeń i roślin, organizmów bliżej nie określonych, nie mówiąc już o tym co się dzieje na powierzchni, mutant goni mutanta.
I pewne czarne stwory chcą przejąć metro, atakują jedną stację, ale zagrażają całemu kompleksowi tuneli, dlatego pewien młody chłopak, o imieniu Artem, zostaje zmuszony do powędrowania na drugi koniec metra, z wiadomością, po drodze musi dorosnąć, przestać się bać, posiąść wiele umiejętności i uratować całe metro, czy mu się uda? to już sami musicie zobaczyć czytając ;)

To na sam koniec jeszcze to, dlaczego METRO 2033 jest obowiązkowe dla survivalowców.
Mianowicie jak nie trudno się domyślić, książka ta opowiada o przetrwaniu, ale nie jakiejś tam sytuacji survivalowej typu zgubienie w lesie, wypadek samochodowy itd., ale apokalipsy, pokazuje jak wygląda życie ludzi zmuszonych do egzystencji, do codziennej walki o marne egzystowanie. I to właśnie jest jeden z plusów dla survivalowców. W METRZE 2033 mamy idealnie pokazane, zachowania ludzi, lęk, strach, reakcje na różne bodźce, sytuacje itd. Czyli studium psychologi człowieka w sytuacji długofalowego narażenia na bodźce niszczące naszą psychikę.
Kolejnym sporym atutem dla survivalowców, jest pokazanie jaki ubiór jest najlepszy do działania, w wilgotnym i chłodnym terenie, kolejnym plusem jest pokazanie jaki szpej jest nam faktycznie niezbędny do takiego prymitywnego życia.
Biorąc kwestie stalkerów i mutantów możemy przełożyć do na działanie w terenie zasiedlonym przez wroga, lub też gdy chcemy uniknąć walki z niedźwiedziem, zdziczałym psem itd. Bo w końcu czym się mutant różni w zachowaniu od zwierząt? No właśnie, praktycznie niczym, więc mamy tu fajnie pokazane systemy zachowań w razie co.
Jest jeszcze wiele przykładów, które mógłbym wypisywać by przekonać survivalowców, by sięgnąć po tą lekturę, ale myślę, że już wystarczająco dużo o METRZE 2033 napisałem by zachęcić, inne patenty i zalety książki zobaczy każdy kto zdecyduje się przeczytać, a naprawdę warto ;) 



sobota, 24 grudnia 2016

Mery xmas

Wszystkiego najlepszego z okazji świąt bożego narodzenia, czy jak kto woli Szczodrych Godów ;)
Dużo przygód w dziczy, wszystkiego ostrego i żarcia wyborowego buszmeńska ekipa wam życzy ;)

Oczywiście zdrowia, szczęścia i spokoju też ;)
DARZ BUSZ ;)

piątek, 23 grudnia 2016

Buszmen pisze dla wodagorylas.pl

UWAGA UWAGA!!!! 


Ogłoszenia Buszpasterskie.


Idą święta, mimo że ich za cholerę nie czuje, to podobno idą, a już jutro mamy wigilię.
I z tej oto okazji taki mały prezent dla was.

Nawiązałem niedawno współprace z wgl.pl polegającą na serii tekstów mojego autorstwa poruszających wiele zagadnień około-outdoorowych oraz testów publikowanych na ich portalu.

I właśnie dziś ma premierę pierwszy taki wpis, a wy go macie jako prezent pod choinkę ;)

Wpis niczego nowego raczej nie odkrywa, chociaż może dla części z was, będzie inspirujący. Tak więc zapraszam do lektury pt. "CO TO BUSHCRAFT I DLACZEGO WARTO SIĘ NIM ZAINTERESOWAĆ'

 http://wodagorylas.pl/co-to-bushcraft-i-dlaczego-warto-sie-nim-zainteresowac/

 Miłego czytania ;)




 Spokojnie, będę informował jak coś nowego tam napiszę ;)

czwartek, 22 grudnia 2016

Kolejny odcinek #BUSZMENNATROPIE, tym razem opowiadamy co nieco o małych, no dobra, nie takich małych wodnych gryzoniach żyjących w Polsce. Oczywiście chodzi o bobry, na które czają się zwyrodnialce :V Poza bobrami, wątek śmierci się przewinie, no i klasycznie survival oraz fotografia.  Miłego oglądania ;)


wtorek, 20 grudnia 2016

Biwak zimowy z namiotem- co trza mieć

Idzie zima, w teorii to już ją mamy i nie da się ukryć, że jest to super okres na biwaki. A czemu? A no bo nie ma ludzi, cisza spokój, rześkie, mroźne powietrze i co chyba najważniejsze brak robactwa. Kompletne zero pająków, komarów, much itd. Ten ostatni argument zawsze trafia najbardziej do większości ludzi.
Niestety biwak zimowy ma pewne ograniczenia. Mianowicie, do jego uprawiania, trzeba się przekonać i zdać sobie sprawę, że w namiocie możemy mieć tak samo ciepło i przyjemnie jak w domu. Może nieco bardziej spartańsko, ale jak w domu. No i jak nie trudno się domyślić, zimowy biwak wymaga od nas bardziej specyficznego wyposażenia niż jakiś letni nad jeziorem. I właśnie o tym co zabrać na taki biwak jest dzisiejszy wpis.





Do zimowego biwaku potrzebujmy nieco odpowiedniego szpeju. Niestety często jest on droższy od tego letniego, czy na inne pory roku, ale da się go skompletować bez rujnowania portfela. Na szczęście wiele ze szpeju używanego zimą mamy również podczas wypadów w dzicz w inne pory roku. Dlatego ograniczę się do tego typowo zimowego, potrzebnego podczas biwaku z wykorzystaniem namiotu.


Tak więc, by zachować jako taką klarowność i przejrzystość postu podzielmy go na: nocleg-biwak / kuchnie / wędrówkę.

NOCLEG - najbardziej wymagający element zimowej turystyki, to zacznijmy od niego. Problem zimą jest taki, że jesteśmy stale narażeni na niskie temperatury, a nie wykonujemy żadnych aktywności, więc utrzymanie właściwej temperatury nie jest taką łatwą sprawą. Innym, nie małym problemem zimą jest mega długa noc. I nie dość, że zimno to człowiek nie ma co robić przez 12 godzin, bo przecież już o 16 jest ciemno jak w dupsku. Owszem, można spać i się wyspać za wszystkie czasy, ale po kilku noclegach nam się spać odechce.
Czyli, gdy wybieramy się na biwak zimowy potrzebujemy na nocleg:

  • Namiot - może być nawet zwykły marketowiec, zimą nie jest nam niezbędny w 100% wodoodporny, gdyż z zasady deszcz nie pada. Natomiast, gdy mamy wodoodporny, czytaj szczelny namiot, niezbędną sprawą jest to, by posiadał dwupowłokową konstrukcję. To znaczy osobno wodoodporny tropik oraz osobno sypialnie - znacznie zmniejsza to problem kondensacji i zamarzania wilgoci.         Natomiast, gdy ktoś ma możliwość dobrania nieco lepszego namiotu niż marketowca to dobrze, by nasz przenośny dom był wyposażony w zewnętrzny, aluminiowy stelaż, posiadał samonośną konstrukcję, był wodoodporny (zwłaszcza podłoga), miał spory przedsionek oraz przydatne, jednak nie niezbędne, zimą będą fartuchy przeciwśnieżne.
  • Ciepły śpiwór - na polskie warunki, lepiej wybrać taki z syntetycznym wypełnieniem. Puch jak namoknie robi się mało użyteczny (przestaje grzać i traci wartości kompresyjne). Termicznie powinien on być dostosowany do warunków w których przyjdzie nam spać. Ja często zimą zabieram jesienny śpiwór, gdyż mi on w zupełności wystarczy, jednak kwestia termiki jest bardzo indywidualna, więc ciężko tu coś dokładnego polecić. Ale na klasyczną polską zimę i nockę przy temperaturach około -15 stopni, no do -18, wystarczy nam np. śpiwór FN STAVANGER - temp. extrem -22, waga około 2 kg, cena około 200 zł. Czyli świetny stosunek jakości do ceny i zarazem dobra opcja na pierwszy śpiwór na zimowe szlajanie się z namiotem. Oczywiście można jeszcze taniej poszukać czegoś z demobilu, ale tu jest to znacznie cięższa opcja do noszenia - czytaj nie polecam ;) 
  • Karimata -  mata do spania zimą powinna mieć minimum 1,5 cm grubości (jednak im grubsza tym lepsza) i być z jak najbardziej gęstej pianki. Dobrą opcją są też wszelkie materace, czy samopompy - ale tu dobranie odpowiedniego wariantu na zimę jest niezwykle trudne, często ulegają one awariom i też ważą więcej niż zwykła karimata.                                                                                               W przypadku zimowego biwaku warto mieć dwie karimaty, jedną grubą, a pod spód cienką alumatę, dla jeszcze lepszej izolacji - warto też położyć kurtkę, polar, spodnie itd. pod śpiwór dla odizolowania się od podłoża.
  • Ciepła odzież - kurtka puchowa, jakieś botki puchowe, czapka, rękawice (ważne, by mieć cienkie, średnie i grube), cieplejsze spodnie do namiotu, obozu itd. - gdyż jak pisałem, zimą długo przebywamy w obozowisku, gdzie trudniej utrzymać termikę niż podczas wędrówki, czy też aktywności fizycznej.
  • Około noclegowy szpej - czołówka (zapas baterii), książka itd., co by się nie nudzić i coś widzieć.
  • Łopata śniegowa/lawinowa - do odśnieżania miejsca pod namiot i przygotowywania biwaku.
  • Szpej biwakowy - w sumie niczym się nie różni od tego na inne pory roku. Niczego odkrywczego tu nie napiszę: nóż, piła, toporek itd., według potrzeb i planowanych działań.





To tyle jeśli chodzi o minimum sprzętu, potrzebnego na zimowy nocleg. To teraz kwestia kuchni:

W zasadzie zimowa kuchnia niespecjalnie się różni od tej letniej, czy z pozostałych sezonów, jednak wymaga kilku zmian lub dodatków.
Mianowicie, potrzebna nam klasycznie kuchenka. Najlepiej wielopaliwowa, ale stawiam, że mało kto takową ma, gdyż jest bardzo droga. Natomiast bardziej popularna i dużo tańsza - gazowa wersja ma tę wadę zimą, że jest bardzo paliwożerna, z racji kiepskiego sprężania gazu w niskich temperaturach. Dlatego wybierając się na zimowy biwak należy wyposażyć się w kartusz gazu dostosowany do zimowych warunków (Optimus zielony) i zabrać o połowę więcej gazu niż na letni wypad.
Dodatkowo do pichcenia powinniśmy zabrać:
  • Podkładkę/nóżki pod kartusz.
  • Osłonę przeciwwiatrową. 
  • Kubek, garnek, sztućce itd., to co zwykle się na biwak zabiera.
  • Dobry termos (OPCJONALNIE).
  • Oczywiście też jedzenie, ale o tym chyba nie trzeba wspominać.


I ostatnim elementem na dziś jest szpej na wędrówkę. W wielkim skrócie, jeśli chodzi o ubiór to jest taki sam jak latem z tym, że musi być cieplejszy. Czyli grubszy polar, jakaś puchówka, ciepła kurtka, czapka, kilka par rękawic itd. To chyba jest jasne i oczywiste dla wszystkich, że trzeba się odpowiednio ubierać, co by dupska nie odmrozić.

Natomiast wędrując zimą do miejsca naszej destynacji w warunkach zimowych powinniśmy wyposażyć się w szpej niezbędny w danych warunkach - czyli:
  • W góry (lód) - raki, czekan
  • W śnieg - rakiety śnieżne lub narty
  • W tereny zagrożenia lawinowego tzw. święta trójca - łopata lawinowa, sonda i detektor

Mam nadzieję, że wam nieco pomogłem w przygotowaniu wypadu pod namiot zimową porą. Oczywiście nie jest to cały szpej przydatny zimą, ale na początek przygody z zimowym namiotowaniem w zupełności wystarczy.


wtorek, 13 grudnia 2016

Adam Wajrak i Tomasz Samojlik Umarły Las

Jakiś czas temu wrzucałem fotorelację ze spotkania z Adamem Wajrakiem i Tomaszem Samojlikiem dotyczącą ich wspólnego komiksu pt Umarły Las.





A dziś krótka recka tego ponad pokoleniowego dzieła, tak, tak ponad pokoleniowego, gdyż jest to coś zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych.

UMARŁY LAS to pierwszy tom - z planowanych co najmniej trzech - przygód mieszkańców lasu. Lasu, który tylko pozornie jest martwy, gdyż w rzeczywistości to on aż tętni życiem. Oczywiście nie trudno się domyślić, że jako punkt wyjścia dla tego lasu wybrano PUSZCZĘ BIAŁOWIESKĄ.
Bohaterami są ptaki zamieszkujące, las pełen uschniętych, gnijących, dla wielu brzydkich i nie przydatnych drzew.  Mamy tu Dzięcioła Czarnego, Trójpalczastego, Białogrzbietego oraz wiele innych ptaków, które do życia potrzebują właśnie takiego "martwego" lasu.
Fragment takiego lasu, został na potrzeby komiksu przedstawiony w postaci westernowego miasteczka, główny bohater Dzięcioł Trójpalczasty o imieniu Triko pełni rolę nowego szeryfa. I walczy o to by mieszkańcom żyło się dobrze i przyjemnie, oczywiście nie jest on dobrze przyjęty, jak to często bywa z kimś nowym, ale się nie poddaje.  Pomaga, walczy z przeciwnościami losu i robi wszystko by zasłużyć na szyszeczkę szeryfa.

Była by to idylliczna opowiastka gdyby nie fakt, że pewne trzy, złe szpaki chcą przejąć miasteczko i wykurzyć mieszkańców. Czy im się  to uda? - zobaczcie sami jak sięgniecie po UMARŁY LAS  ;)

Natomiast jeszcze kilka takich spostrzeżeń co do komiksu. Jak wiadomo najważniejsze w komiksie są dobre grafiki i fajne, nazwijmy je roboczo, dymki.
I tu Tomasz Samojlik popisał się swoim kunsztem rysownika, gdyż wszyscy bohaterzy są świetnie przedstawieni, sympatyczne ptaszki, całkiem podobne do tych z realnego lasu, obraz jest czytelny i przejrzysty. Bogata paleta kolorów oraz detali, sprawia, że czyta się bardzo przyjemnie. Tak samo te dymki, teksty błyskotliwe i bardzo trafne, pokazują jak wygląda życie w takim lesie, scenki przedstawiają typowe  zachowania danych gatunków.
Od strony komiksowej pełna bomba, tak samo zresztą jak w przypadku wartości merytorycznej. Poza samymi dymkami, i dobrze oddanym zachowaniom ptaków, jest jeszcze wkład Adama Wajraka, który trzymał rękę na pulsie by oddać życie lasu takie jakie jest naprawdę, oraz stworzył wstawki między rozdziałami opowiadające o różnych zachowaniach zwierząt, miejscach, itd. Jest to duży plus, zwłaszcza gdy ktoś jest głodny wiedzy na temat natury, zarówno dorosły czy dziecko znajdzie tu coś dla siebie i dowie się czegoś nowego, poza merytorycznym tekstem mamy przy każdej takiej wstawce kilka zdjęć oddających prawdziwy wygląd puszczy.
Warto nadmienić, że wszystko jest napisane w przyjemnym i prostym języku, czyli każde dziecko i każdy dorosły, powinni sobie dać radę z tą pozycją.
Komiks jest dość krótki więc w sam raz na wieczór, ja już dwa razy przeczytałem i nie mogę się doczekać kolejnych części.

Umarły las, tak jak już pisałem, jest genialną pozycja dla Dorosłych i dzieci, uczy, pokazuje jak wygląda i funkcjonuje prastary i pierwotny las, no i nie da się ukryć, że ma w sobie nieco polityki, z racji niszczycielskiej działalności Ministra Środowiska.  Ale naprawdę warto się tym komiksem zainteresować,  idą święta to może będzie to dobra opcja na prezent dla kogoś pod choinkę?



Rękawice robocze FISKARS

Od jakiegoś czasu pojawiają się na blogu recki Fiskarsa, była już karczownika, ostrzałki  a teraz przyszedł czas na rękawice robocze też ze stajni FISKARSA.

Jak wiadomo odpowiednia ochrona dłoni podczas pracy jest niezwykle ważna, i najlepszą opcją na to są dobre rękawice ochronne. Na rynku jest wiele różnych firm oferujących mniej lub bardziej pancerne rękawice i to w mniej lub bardziej przystępnej cenie. Można wybrać się do sklepu z demobilem, ale i równie dobrze do sklepu budowlanego. Gdyż dobranie odpowiednich rękawic wcale nie jest takie proste - to trochę jak z nożem, no ale nie o tym jak dobrać rękawice jest dzisiejszy post, ale o tym czy rękawice fiskarsa są godne uwagi. Rękawice te plasują się tak powiedzmy pośrodku, nie za drogie a i całkiem wytrzymałe.


Zapewniają pewny i mocny chwyt podczas pracy siekierą, nożem, piłą itd. Dodatkowo podczas pracy mamy pełen komfort, nic nie gniecie, nic nie obciera. Fakt, że nie posiadają wkładek amortyzujących na wewnętrznej stronie dłoni, no ale i tak nie jest źle, zresztą takie bajery to w droższych rękawicach można szukać, a nie w takich nazwijmy to nieco bardziej wypasionych budżetowcach. Kilkadziesiąt minut machania karczownikiem, a ręka dalej na miejscu więc jest oki.

Dalej patrząc na komfort użytkowania i ochronę, dobrze osłaniają nam dłonie przed ostrymi skałami, podczas poruszania się w górach. Nie są aż tak mocne by w 100% polecić je jako rękawice do  wspinaczki, ale dla kogoś kto wybiera się raz na ruski rok w tatry wysokie, np. na Orlą Perć, to w zupełności mu fiskarsy starczą.
Tak jak w skałach sprawdzają się przyzwoicie, to świetnie ochraniają nas podczas łamania gałęzi, noszenia drewna itd. A właśnie najczęściej kaleczymy się czy doznajemy jakieś urazy właśnie podczas pracy nad przygotowaniem ogniska. I tu rękawice fiskarsa naprawdę robią świetną robotę. Ani jedna gałąź się nie przebiła, ani nie zostawiła większych śladów na materiale, więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że są dobrą ochroną przy takich około leśnych pracach.



Rękawice również świetnie się sprawdzają w mieście, jako element EDC. Przy naprawie samochodu, pomocy przy wypadku, wyjmowaniu czegoś z piwnicy czy innych nie najczystszych miejsc itd. Naprawdę wiele razy przydają się nam takie rękawice właśnie w tej cywilizacji. A nie ma to tamto jednak najwięcej niestety przebywamy w mieście. Ja je nosze na co dzień w kurtce, tak w razie co, zawsze lepiej mieć rękawice, niż musieć działać gołymi dłońmi.

Z racji, że są to typowo ochronne rękawice nie posiadają specjalnych właściwości termicznych, przy temperaturach około 0*C jest oki, nie za zimno, ani nie za ciepło, da się przeżyć. Grunt, że same z siebie nie ziębią, jednak w niższych temperaturach łapy marzną w nich, gdyż nie zapewniają nam ochrony termicznej, no ale to nie powinno dziwić bo w końcu to nie jest ich przeznaczenie.

Fiskars wyposażył te rękawice w bardzo fajną rzecz, mianowicie na kciuku została zastosowana tkanina -przypomina frote - która świetnie sprawdza się jako chusteczka do nosa. Często jak pracujemy i cieknie nam z nosa, nie ma czasu sięgnąć po chusteczkę, wtedy przejedziemy kciukiem i już gitara gra, wszystko wraca do normy, gdy pracujemy ciężko i się spocimy, pot leje się po czole, zalewa oczy i również kciuk przyodziany w rękawice przychodzi nam z pomocą.
Jest to naprawdę cenne rozwiązanie, znacznie wpływające na komfort pracy.

Co do wytrzymałości warto wspomnieć, że kilka miesięcy użytkowania i nic im nie jest, fakt są brudne, widać ślady lekkich nacięć, ale to powierzchowne skaleczenia materiału. Jedynie na środkowym palcu mam lekkie przetarcie, ale to z racji, że podczas szlifowania rękojeści do noża przejechałem palcem po szlifierce, no i lekko się paluszek wytarł, ale na dowód wytrzymałości trzeba dodać, że mój palec został cały :)

Mają pewną wadę, mianowicie na wysokości nadgarstka mają ściągacz w postaci gumki. Jest to w miarę wygodne gdyż nie trzeba niczego zaciągać, luzować itd by założyć, ale i jednocześnie dużo słabiej same z siebie się trzymają i gdy zahaczymy zdejmując kurtkę, czy coś, potrafią spaść. A starczyło by zamontować jakiś rzep i rękawice dużo lepiej by się trzymały i lepiej dopasowywały do ręki.



Podsumowując rękawice Fiskarsa są naprawdę fajną opcją, lekkie, dość mocne, zapewniają ochronę przed brudem, czy urazami mechanicznymi, nie są najdroższe. Czyli można powiedzieć, że naprawdę warto się nad nimi zastanowić, owszem nie da się ukryć, że można kupić podobne rękawice taniej, ale i równie dobrze można drożej, wcale nie lepsze. To czy warto pozostawiam waszej opinii, mi przypasiły, nie powiem, że są to moje ulubione ale robią to co powinny robić.





sobota, 10 grudnia 2016

O tym jak oprawiałem nóż MORA 2000

Każdy z nas lubi noże i tego nie da się ukryć. Tak samo, każdy z nas ma jakiś ulubiony nóż, no ja to akurat mam kilka ulubionych, ale przemilczmy ten fakt.
Nie da się też ukryć, że MORA to klasyk bushcraftu, wręcz nóż obowiązkowy, stosunek jakości do ceny jest naprawdę genialny, można śmiało powiedzieć, że każdy kto troszkę siedzi w tym lesie jakąś morę w życiu przerobił.
No jak możecie się domyślić ja przerobiłem kilka morek, a mora outdoor 2000 to  moja ulubiona. Mankamentem większości MOR jest tandetny plastyk, mocny, praktyczny ale zabierający klimat. Troszku jak plastykowa zabawka, nie żeby to były złe okładziny czy coś. Ale jednak klimatu to one nie mają.


mora przed tuningiem w porównaniu do rata 1

No i tak też sobie ta nieco tandetna Mora 2000 leżała w kartonie, aż przyszedł czas na stworzenie jej na nowo, danie jej nowego życia, wręcz nie zawaham się stwierdzić, że wskrzeszenia jej. Postanowiłem dać jej nową rękojeść, dużo bardziej klimatyczną, oraz domek z plastykowego zamienić na skórzany.

Na wstępie pozbycie się oryginalnej rękojeści, prawdziwa walka i to nie równa. Piłka i nóż nie dają rady, do tego stopnia, że łapa rozcięta. No to jak się tego dziadostwa pozbyć? No nic pozostaje nam szlifierka, no i tak szlifując kawałek po kawałku, grzejąc szlifierkę prawie, że do czerwoności udało się ogolić more do samej klingi. Dowód na to, że mora to naprawdę mocne noże.

Następnie kolej na dopasowanie materiałów na rękojeść, postanowiłem pójść dość klimatycznie. Mianowicie do stworzenia nowej rękojeści postanowiłem użyć (w takiej kolejności patrząc od ostrza):

  • MOSIĄDZU
  • ROGU BAWOŁA  
  • BRZOZY KARELSKIEJ
  • POROŻA RENIFERA





Nie powiem by to było jakoś bardzo trudne, ale łatwo też nie było wywiercić, dopasować i wyszlifować wszystkie elementy tak by to wyglądało jakoś przyzwoicie i trzymało się kupy. Dużo przekleństw, dużo szlifowania i ciecia. W sumie by szału nie dostać i nie zabić wszystkich dookoła, rozłożyłem to sobie na dwa weekendy.

W pierwszy powycinałem otwory w podzespołach nowej rękojeści, tak by je można było je nałożyć na more, oraz wstępnie ze sobą spasować.
W kolejny weekend dokończyłem pracę,ostatecznie spasowane ładnie i równo, następnie skleiłem całość. Kolejnego dnia przeszlifowałem tak by zrównać i zaoblić całą rękojeść, tak by zapewniała wygodny chwyt.
I tu ważna sprawa, ja szlifowałem to bez okularów i maseczki co było wielkim błędem - smarkałem pyłem z krwią przez kilka godzin, dosłownie zatoki pełne tego syfu. Tak więc jeśli będziecie się bawili w takie sprawki, nie zapominajcie o maseczce i okularach. Bo proszek z rogu i drewna w zatokach to nic miłego, a w oku to tym bardziej, nawet jeśli Medycyna Chińska mówi co innego.


I tak też gdy już wszystko wyszlifowałem, wypolerowałem i wypicowałem, w miarę możliwości, przyszedł czas na pochwę. Postanowiłem wykonać ją ze skóry formowanej na mokro. Dla estetyki dodałem tłoczony wzorek.
Poniżej gotowy nóż wraz z nowym domkiem:








Oczywiście szału nie ma, mógłby być dużo piękniejszy i pewnie jeszcze lepiej spasowany, ale jest wygodny i robi robotę. Tak samo pochwa, du...y nie urywa, ale spełnia swoje zadanie, trzyma dobrze, zapewnia wygodne i bezpieczne przenoszenie, czego chcieć więcej.
Jak na pierwszy kontakt z oprawianiem noża to jestem bardzo zadowolony, pierwsze koty za płoty.


wtorek, 6 grudnia 2016

Kruk padline Ci przepowie

Kruk piękny, potężny i dostojny ptak, dość popularny w naszym kraju. Często jest mylony z gawronem ale jednak to całkiem dwa różne ptaki. Jednak nie o tym jak je rozróżnić, ani o tym jak ten kruk żyje jest dzisiejszy wpis, a bardziej o tym jak to KRUK PADLINĘ NAM PRZEPOWIE.



Mianowicie kruki jedzą padlinę, są dość hałaśliwe i duże, czyli można powiedzieć, że przy stole się zachować nie umieją gdyż rajban robią nie mały i zwracają naszą uwagę gdy się stołują, no dosłownie nie sposób ich nie usłyszeć lub nie zauważyć.

Gdy dodamy do siebie padlinę, czyli kruczy obiad, hałasujące i latające kurki, zataczające kółka na stosunkowo małej powierzchni i do tego dość nisko nad ziemią, mamy jak w banku, że gdzieś tu musi być jakaś padlina. Możemy dosłownie być pewni na 99% że gdzieś tu w promieniu kilkunastu metrów od zgromadzenia tych ptaków jakieś truchło leży.

Można sobie zadać pytanie; Po co nam padlina? A no z kilku powodów jest przydatna, patrząc survivalowo mamy szanse na zdobycie mięsa (padlina musi być: świeża oraz być ofiarą drapieżnika lub człowieka, gdy padła sama z siebie może być "trująca")  oraz mamy źródło ścięgien, kości, poroża itd. na jakieś wyroby.
Natomiast patrząc pod względem twichera, birdwatchera, czy fotografa  mamy idealną szanse na obserwację oraz fotografowanie wielu gatunków ptaków jak i innych zwierząt.
Przy padlinach najczęściej można spotkać właśnie kruki, czy też sikory, sójki, często trafiają się większe latające drapieżniki jak orły, bieliki itd. Możemy również spotkać przy padlinie wiele ssaków żywiących się mięsem.



Oczywiście by obserwacja i fotografowanie przy wykorzystaniu padliny były udane, należy oddalić się od niej i  następnie zakamuflować - jest to bardzo ważne zwłaszcza, w przypadku ptaków, które są bardzo czujne i gdy im cokolwiek nie przypasuje odlecą lub wcale się nie pojawią.

Dowodem na to, że kruki są genialnym wskaźnikiem na obecność padliny, jest ostatni wypad do lasu. Wyszliśmy z auta, kilka metrów idziemy drogą i bum, widzę kruka, jednego, drugiego i po chwili całą gromadę. Latają między drzewami, część siedzi na gałęziach, kraczą i drą się wniebogłosy no nic pewny jetem i to na 100%, że tam coś musi być. Gdzieś coś musi leżeć. Jeszcze nie wiem co, ale jakieś mięso gdzieś jest.
Po kolejnych 30m doszliśmy do truchła koziołka, dość mocno sfatygowanego koziołka - na 99% został ukatrupiony przez wilka. Zaczailiśmy się tam niedaleko padliny, ale niestety nic poza sikorkami nie chciało przylecieć. Więc powędrowaliśmy dalej, ale jest to świetne potwierdzenie na to, że kruki to genialny i najlepszy wskaźnik padliny.






Czyli jak widzicie sami, nic tylko podczas wyprawy w teren rozglądajcie się za krukami i może też uda wam się znaleźć jakaś padlinę i wykorzystać ją jako zanętę na inne zwierzęta, by móc je obserwować i złapać w kadrze. Obserwując padlinę możemy też wydedukować co ją zabiło, jak dany drapieżnik żeruje, uczymy się tropić, rozpoznawać ślady i tropy, poznajemy zasady życia w lesie. Ma to naprawdę wiele plusów, czasem strasznie śmierdzi, czasem wygląda mega tragicznie, ale taka właśnie jest natura, brutalna ale i niezwykle piękna i ciekawe.

Tak więc aparaty oraz lornetki w dłoń i ruszajcie w knieje ;)

Spotkanie z Adamem Wajrakiem i Tomaszem Samojlik - UMARŁY LAS

Wczoraj mieliśmy okazję wybrać się na spotkanie z Adamem Wajrakiem i Tomaszem Samojlikiem. Spotkanie dotyczyło niedawno wydanego Komiksu pt. UMARŁY LAS.

Komiks opowiada o tym jak to tak naprawdę jest z tym martwym lasem - niedługo pojawi się jego recenzja na blogu ;)

Podczas spotkania autorzy opowiadali jak to naprawdę jest z tą PUSZCZĄ oraz komentowali sytuacje z komiksu, było też lekko politycznie, czego w aspekcie Puszczy Białowieskiej nie da się uniknąć, oraz było mnóstwo pytań. Oczywiście 99% jeśli nie wszystkie były zadawane przez dzieci, które na prawdę miały gigantyczną wiedzę przyrodniczą.

Po pytaniach przyszedł czas na autografy, dwie godziny stania w kolejce i udało się mamy wpis do komiksu i rysunek stwora, przesympatycznego KORNIKA ;)

A wy łapcie fotki ze spotkania i lećcie kupić UMARŁY LAS ;) a to dopiero pierwszy tom.
















sobota, 3 grudnia 2016

Jakie to Pióro - książka

Zapewne każdy z nas nieraz i nie dwa znalazł jakieś pióro podczas wypraw w busz.  Już samo znalezienie to fajna sprawa, ale możliwość rozpoznania czyje to piórko jest sprawia największa frajdę. No ale mało kto umie rozpoznać od tak, a nawet jeśli to długo się uczył, oczywiście najlepszą opcją jest poprosić jakiegoś ornitologa czy kogoś innego znającego się na tym fachu. A co jeśli nie znamy nikogo takiego? Wtedy powinniśmy rozejrzeć się za różnymi publikacjami o ptakach. I bardzo fajną w aspekcie rozpoznawania piór jest książka pt. JAKIE TO PIÓRO? autorstwa Einharda Bezzela.


Jest to cienka, nieco ponad 100 stronicowa książeczka, która umożliwi nam rozpoznanie około 70 gatunków ptaków właśnie po piórach.  Mnóstwo kolorowych ilustracji  oraz zdjęć przedstawiających różne pióra różnych ptaków, dla ułatwienia są one pogrupowane według wyglądu.
Poza opisem czuje to piórko jest dowiemy się również budowy, kształtu oraz funkcji jaką pełnią, gdyż jak wiadomo mamy lotki, sterówki itd. i każdy typ pióra odpowiada za co innego.

Dodatkowo JAKIE TO PIÓRO niesie nieco informacji na temat 60 gatunków, jak żyją, gdzie je można potkać i wiele innych ciekawostek.

Inną cenną sprawą w tej publikacji są wskazówki jak zbierać i przechowywać pióra, jak opisywać swoje znaleziska oraz to czy twoja kolekcja może mieć znaczący wpływ na naukę.

Gdyby tego było mało JAKIE TO PIÓRO na tyle okładki ma nadrukowaną miarkę, dzięki czemu możemy łatwo i szybko w terenie zbadać naszą zdobycz.

Podsumowując mała, lekką książka, z bogatą gamą zdjęć i opisów ułatwiających nam rozpoznanie piór. Czyli jest to idealna opcja na wycieczki w plener, która powinna znaleźć się w plecaku - może być ciężko dostępna, ale na pewno jeszcze idzie ją gdzieniegdzie dorwać  a z pewnością warto się za nią rozejrzeć. Tak więc miłego birdwatchingu ;)

czwartek, 1 grudnia 2016

Jak dokarmiać ptaki

Idzie zima, czyli okres dokarmiania naszych małych i tych większych latających braci. Niby karmnik, słoninka dla sikorek, chleb itd. to norma ale czy na pewno jest to dobre podejście???
I tu właśnie jest pewien problem, bo to co nam się wydaje nieszkodliwe może naprawdę doprowadzić do śmierci lub poważnych problemów. Często dokarmiamy ptaki mimo, że nie ma takiej potrzeby lub używamy niewłaściwych pokarmów. I właśnie o tym jak to robić z głową jest dzisiejszy wpis ;)





 Mianowicie podstawa to zdanie sobie sprawy z tego iż dokarmianie wiąże się z wielką odpowiedzialnością, niewłaściwe karmienie może być dla ptaków szkodliwe, czy wręcz zabójcze nawet bardziej niż mrozy, śnieżyce itd.

Najlepiej dokarmiać je pokarmem najbardziej zbliżonym do tego naturalnego, do tego czym się żywią same i to dostosowane dla danego gatunku.
Czyli od razu możemy zdyskwalifikować to czym pewnie z 90% polaków dokarmiających karmi ptaszyny, mianowicie CHLEB. Wydaje się to dziwne, no bo w końcu klasyczny obrazek: rodzice z dziećmi, siatka pełna skibek, bułek, kromek, skrawków pieczywa itd. i nad staw, czy jeziorko dokarmić ptaszki. I fakt jest to fajne, bo rodziny i ludzie się integrują, ludzie spędzają czas na świeżym powietrzu, ruszają tyłek z kanapy i co ważne mają jak najbardziej szczere i dobre chęci, ale chęci to nie wszystko, potrzebna jeszcze jest wiedza.
Mianowicie chleb jest szkodliwy dla ptaków gdyż często podawany jest już nadpsuty - a ptaki to nie śmietniki - gdyby tego było mało, dokarmianie ptactwa białym pieczywem może doprowadzić nawet do śmierci, gdyż jest ono bardzo przetworzone. Czyli chemia, a zwierzaki są bardzo wrażliwe na wszelkie nienaturalne składniki. Kolejną sprawą w przypadku chleba to to, że nie ma on wartości odżywczych, ptak zjada papkę i się zapycha a nie przyswaja wartości odżywczych umożliwiających mu odlecenie czy prawidłowe funkcjonowanie. Gdyby tego było mało, spożywany przez dłuższy okres może doprowadzić do poważnych chorób układu trawiennego. Poza szkodliwością dla ptaków chleb jest bardzo szkodliwy dla samego środowiska. Mianowicie w ekosystem trafiają gigantyczne ilości niezjedzonego chleba, on zaczyna gnić i zanieczyszczać np. zbiorniki wodne co prowadzi do sporych spustoszeń.
Gdy tak sobie ten chlebek gnije w wodzie, glony mają używanie i znacznie przyśpieszają swój rozkwit co sprawia, że mamy problem z eutrofizacją zbiornika. Już tłumacze co to za dziwny proces -mianowicie chodzi o to, że glony się rozwijają na potęgę, zużywają tlen zawarty w wodzie oraz wydzielają szkodliwe gazy w wodę przez co ryby są podtruwane, a w efekcie końcowym może doprowadzić do praktycznie całkowitego zaniknięcia życia w takim zbiorniku.

Inną sprawą jest to, że chleb który pozostaje na łąkach, plażach itd. ściąga szczury które przenoszą różne choroby, w tym groźne dla człowieka. No i nikt szczurów w swoim otoczeniu nie chce.

I jak zaszokowani? Niby nic takiego, zwykły chlebek, który po chwili jak łabądek nie zje rozpadnie się, rozmoczy i gitara, jednak jak sami widzicie problem jest dość duży, dlatego suchy chleb zostawmy dla koni a ptactwo dokarmiajmy według poniższych wskazówek.



Podstawa tak jak już pisałem to dostosowanie jedzenia do ptactwa, tak by było jak najbardziej naturalne. Jednak gdy nie wiemy czym się dany gatunek żywi możemy ze spokojem dokarmiać je następującymi składnikami:


  • Winogrona
  • Owies
  • Słonecznik
  • Sałata
  • Różne nasiona
  • Słonina
  • Daktyle
  • Rodzynki
  • Kule z owoców,nasion i słoniny


Oczywiście można również kupować mieszanki już gotowe do podawania ptakom, czy to w sklepach zoologicznych, czy marketach mamy spory wybór. Możemy również samemu przygotować jakieś mieszanki. Sklepy zoologiczne mają ten plus, że sprzedawca powinien umieć nam doradzić odpowiedni zestaw do konkretnych ptaszków jakie do nas przylatują, oczywiście wcale nie powiedziane, że będzie umiał to zrobić, ale spytać nie szkodzi. Możemy również poszukać informacji w internecie na stronach organizacji ekologicznych ,czy jakiś związków przyjaciół ptaków itd. czym dokarmiać i jak to robić w przypadku konkretnych ptaków.





Tak jak pisałem pamiętajmy, że zwierzęta to nie śmietniki, nie dokarmiajmy ich czymś co jest stare czy zepsute, nawet lekko nadpsute. Sami tego nie zjemy to z jakiej racji one mają to jeść? No właśnie!  Nie podawajmy im również resztek z obiadu, gdyż zawierają w sobie przyprawy, sól itd. które dla ptaków są szkodliwe.
Nieświeże warzywa oraz inne rzeczy powodują poważne problemy gastryczne a w efekcie końcowym mogą doprowadzić do zgonu. Dlatego świeże oraz odpowiednie jedzenie jest bardzo ważne wręcz podstawowe gdy już decydujemy się je dokarmiać.

Słonina w dodatnich temperaturach zaczyna jełczeć co jest szkodliwe dla ptaków - dlatego montujmy ją w zacienionych miejscach oraz w okresie ujemnych temperatur.





A kiedy dokarmiać?
Wiele osób dokarmia cały rok i jest to wielki błąd. Z racji iż ptaki przyzwyczajają się do stałej i łatwej wyżerki często rezygnują z wędrówek do cieplejszych krajów (np. łabędzie) i z ptaków wędrownych stają się osiadłymi. Jest to nienaturalne oraz szkodliwe, przyjmuje się, że zaprzestanie dokarmiania nie wpłynęło by jakoś diametralnie szkodliwie na populacje ptactwa w Polsce. Więc nie jest to niezbędna czynność z naszej strony, dlatego powinniśmy ograniczyć się jedynie do dokarmiania ich w okresach zimowych, gdy faktycznie zdobycie pokarmu jest utrudnione. I tu ważna sprawa, gdy już zaczniemy im dawać jeść i przyzwyczaimy je do tego, że stołówka jest zawsze otwarta to nie możemy im zabrać tego źródła jedzenia aż do nastania cieplejszych dni. Czyli np. zaczynamy dokarmiać w grudniu i przyjmijmy, że do marca mamy jakiś tam karmniczek na balkonie czy w innym miejscu.
W zasadzie ptaki w okresach nie zimowych nie mają najmniejszych problemów z pozyskaniem jedzenia, dlatego nie musimy a wręcz nie powinniśmy ich dokarmiać gdy jest ciepło, bo to szkodliwe dla nich i czesto prowadzi do zmiany trybu życia.
Oczywiście są od tego  pewne wyjątki, ale nie o wyjątkach dziś mowa, no i poza tym: wyjątek potwierdza regułę ;)

Jesteśmy gatunkiem myślącym dlatego wykazujmy się odpowiedzialnością ;) Oswoiłeś to nie krzywdź!!





Poza pokarmem powinniśmy wystawić jakiś pojemnik z wodą, gdyż jak wiadomo woda w warunkach temperatur ujemnych jest dość ciężka do zdobycia. Ptaki nie ludzie stopić śniegu, czy lodu na kuchence czy przy wykorzystaniu innej metody nie potrafią. Wiem wiem można by powiedzieć, nich topią w dziobach jednak jak wiecie jest to dość ciepłochłonna technika, a ptak nie ma tyle energii by ją na to marnować, więc nie może tak zdobyć wody. Dlatego regularnie wystawiajmy wodę tak by ptaki mogły się ze spokojem napić - pamiętaj,że woda zamarza, sprawdzajmy i zmieniaj ją co jakiś czas na ciekłą.

Mam nadzieję, że otworzyłem wam nieco oczy na sprawę dokarmiania, jak i dałem cenne wskazówki. Naprawdę warto dokarmiać ptaki w okresie zimowym, róbmy to rozsądnie i odpowiedzialnie a będziemy mieli okazje podziwiać  i podglądać jak żyją różne gatunki z bliska, będziemy też mieli powód do dumy, że pomagamy ptaszynom w trudnych czasach.