poniedziałek, 31 października 2016

Butelka SOURCE

Człowiek nie wielbłąd pić musi. Więc wybierając się na szlak czy trening należy się wyposażyć w odpowiedni system do przenoszenia wody. Najlepszą opcją według mnie jest butelka, a tak się składa, że od jakiegoś czasu
przyszło mi testować butelkę izraelskiej firmy SOURCE. Niby nic takiego zwykła butelka z "cyckiem" o pojemności 750ml. I fakt butelka jak to butelka pić się z niej człowiek napije i to podczas każdej aktywności outdoorowej, dzięki temu "cyckowi' nie trzeba odkręcać, co nie ukrywajmy przy wielu działaniach jest bardzo wygodne. Poza tym dzięki szerokiemu wlewowi łatwo się ją napełnia jak i łatwo zadbać o czystość, co jest niezwykle ważne, bo nie ma nic gorszego od zapleśniałej butli. Inną sprawą, już nie tak oczywistą w wielu podobnych produktach jest kwestia zapachów i smaków. Na szczęście SOURCE nie chłonie ani jednych ani drugich - obojętnie co tam wlejemy. A by to sprawdzić nosiłem w niej różne płyny, począwszy od zwykłej wody, przez soki, a na herbacie z cytryną kończąc i nie ma problemu z pozbyciem się posmaku itd. I to wcale bez jakiś wielkich zabiegów, już samo przepłukanie gorącą wodą robi niezłą robotę. 

 Poza tym, że łatwo się pije, czyści i napełnia to bardzo ale to bardzo ważną sprawą jest to, że nie cieknie. Oczywiście jeśli wlejemy wodę gazowaną to będzie psikała na lewo i prawo, ale to dość logiczne jest, że ciśnienie wzrośnie i "cycek" zacznie puszczać.
 Używałem wielu różnych butelek tanich i bardzo drogich i często takie za 60zł ciekły jak głupie. Na szczęście ten model SOURCE nie ma takiego problemu, nawet jak wywijamy nią na lewo i prawo trzymając do góry dnem.

 Poza tym, że nie cieknie to jest też wyjątkowo mocna, upadki, rzucanie itd. nie robią na niej żadnego wrażenia. Mimo, że jest dość lekka i wydaje się delikatna. Co ważne jest też odporna na wysokie temperatury, dzięki czemu możemy w niej przenosić wrzątek ale i bardzo niskie temperatury nie robią jej szkody.

Producent podaje zakres temperatur od  +100 do -20 *C. I wrzątek na luzie wytrzymuje, co do ujemnych temp jeszcze nie miałem okazji sprawdzić jak na dłuższą metę się sprawuje. Ale myślę, że będzie dobrze.  Jedynie przy wlewaniu gorących płynów widać na wewnętrznej ściance parę, ale to kwestia różnic temperatur, nie wpływa to negatywnie na właściwości.

Taki zakres temperatur jest kwestią iż butelka jest izolowana, Składa się z przeźroczystej butelki będącej osłoną części właściwej, gdzie wlewamy płyny, jest to coś jakby worek z jakiegoś tworzywa. Dzięki zastosowaniu  podwójnej ścianki mamy izolację która sprawia, że herbata robi się zimna dopiero po około 4 - 5h w temperaturach od 0*C do 20*C - szału nie ma ale jest naprawdę spoko jak na butelkę, która nomen omen nie jest termosem!!! Oczywiście herbata wcześniej już była chłodna ale jeszcze po tych kilku godzinach czuje się, że nie jest to zimny płyn. Według mnie niezły wynik jak n butelkę z plastyku, bez jakiś wielkich izolacji czy innych technologi.


Na komfort użytkowania wpływa też fakt, że materiał z jakiego SOURCE zrobił butelkę jest miękki i to niezależnie od warunków atmosferycznych, dzięki czemu możemy podczas picia ścisnąć butelkę co znacznie ułatwia i przyśpiesza nawodnienie. Jest to z pewnością duży plus!! Zwłaszcza, że picie przez "cycek" jest wolniejsze jak przez normalną szyjkę butelki. Docenią to wszyscy biegacze czy kolarze. Bo przy turystyce pieszej już takie istotne to nie jest gdyż  mamy tu więcej czasu na postoje i przerwy na nawodnienie, no chyba, że ktoś woli łykać kilometry na czas ;)

Podsumowując izolowana butelka sportowa od SOURCE  to fajna opcja dla każdego kto szuka czegoś do jazdy na rowerze, biegania, treningów na siłce i innych aktywności typowo sportowych. Mała pojemność (750ml) sprawia, że przy turystyce nie koniecznie jest najlepsza, bo tam lepiej mieć jednak ten litr w jednym pojemniku, ale i tu zda egzamin, chociaż tak czy inaczej na trekking wybrałbym inną butelkę z oferty source czy innej firmy robiącej tego typu pojemniki na wodę.


 

niedziela, 30 października 2016

Królestwo - film

Niedawno z okazji  naszej rocznicy wybraliśmy się z Anią do kina. Nie byle jakiego bo studyjnego i na nie byle jaki film bo Królestwo. Ciężko było znaleźć kino gdzie go puszczali, bo jednak większość ludzi woli odmóżdzacze a nie porządne i mądre kino, no ale w końcu nam się udało. 
Królestwo to naprawdę genialny film, jeden z najlepszych jeśli nie najlepszy jaki widziałem i to nie tylko w kategorii filmów przyrodniczych.


Królestwo jest dziełem autorów między innymi Mikrokosmosu i Makrokosmosu, więc już mamy tu  pewność, że jest to kino najwyższej klasy. Wszelkie komentarze do tego co się dzieje na ekranie ograniczono do minimum. Wypowiedzi jest mało, ale za to są one w najbardziej kluczowych momentach dla królestwa i oczywiście nikt inny nie mógł zająć pozycji narratora jak Krystyna Czubówna - bo kto jak nie ona ;)

Można pomyśleć co to za film bez słów, jednak prawdziwy film zapiera dech w piersiach obrazem, kadrami itd. a nie koniecznie tekstem. No i królestwo robi to perfekcyjnie, praca kamery, kadry, ujęcia oraz zamysł sprawiają, iż człowiek ogląda z zapartym tchem, momentami zapominając o oddychaniu. Poza tym wszystkim genialnym dopełnieniem jest muzyka, idealnie dobrana do sytuacji rozgrywających się na ekranie, i jeszcze gdyby tego było mało świetnie dobrane dźwięki wydawane przez las oraz zwierzynę - no najwyższy kunszt.

Oczywiście nie wszystkie ujęcia są robione na łonie natury, wiele kadrów powstało w komputerach, co momentami widać bardziej lub mniej, ale mimo to nie wpływa to negatywnie na odbiór filmu.

Głównym przesłaniem filmu jest pokazanie tego jak świat i natura zmieniała się na przestrzeni wieków. I to już od najdawniejszych - gdy na ziemi była tylko ona bez największego szkodnika jakim jesteśmy my - poprzez pierwszych myśliwych zbieraczy, osadników a skończywszy na dniu dzisiejszym.

Gdy mijają kolejne minuty filmu człowiek dostaje piany na to co nasz gatunek zrobił z planetą, obchodzimy się z naturą bez szacunku (mówimy o ogóle, a nie o nas normalnych i porządnych leśnych ludkach). Pokazano jak lis zdycha we wnykach, jak sowę złapano w sidła i ucięto jej łapy, czy jak eksterminowano wilki.  To tylko kilka aspektów, które mocno pokazują jakimi ch...mi jesteśmy w stosunku do naszej matki natury.  I nie ma co się oburzać, taka prawda świat bez człeka by wyglądał jak prawdziwe królestwo, dobrze, że są jeszcze takie mikro królestwa jak chociażby PUSZCZA BIAŁOWIESKA.

Fajną sprawą jest to, że w królestwie poza negatywami jakie zrobiliśmy i robimy jest jeszcze wymownie przedstawione i skwitowane przez Czubównę, że mimo wszystko jest jeszcze szansa na pogodzenie cywilizacji zniszczenia z królestwem. Bo pamiętajmy: nie było nas był las, nie będzie nas będzie las. A nigdy nie jest za późno by się obudzić i zacząć chronić.
Poza genialnym kunsztem filmowym, piękną historią i super muzyką film ma wielki wymiar edukacyjny, i to zarazem w sensie przyrodniczym, ale jest też super studium dla ludzi zajmujących się filmowaniem i fotografowaniem jak brać kadry, jak grać światłem oraz wiele innych spraw można z niego wyciągnąć.
Ja wyniosłem wiele pomysłów do wykorzystania w buszmen na tropie ;)

Tak więc KRÓLESTWO jest wzruszającym, pięknym, bardzo pouczającym  oraz dającym wiele ale to wiele do myślenia filmem. I to na niego, a nie jakiś smoleńsk powinny chodzić szkoły by otworzyć oczy i pokazać, że raz niszczyliśmy i niszczymy dalej nasz dom ale i, że jest jeszcze szansa na spokojne i dobre życie w symbiozie nas z naturą. Jeśli jeszcze nie widzieliście koniecznie wybierzcie się do kina bo warto. I to nie tylko moje zdanie ale i Ani jak i większości osób będących w kinie.



piątek, 28 października 2016

Pan Grzebień - czyli coś dla brodacza

Jak pewnie zauważyliście mam brodę, nie za dużą, nie za małą a w sam raz. I jak każdy brodacz w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jak tak wesoło rośnie, bez jakiejkolwiek kontroli i czesania to zbyt różowo nie jest. Więc trzeba było zacząć o nią dbać. W poszukiwaniu grzebienia idealnego do brody przejrzałem wiele stron itd., aż dotarłem do Pana Grzebienia, który po kilku wiadomościach wysłał mi swoje ustrojstwo do orania owłosienia każdego drwala ;)



Nic innego jak wycięty kawałek blachy, nacięty jak zwykły grzebień. Jedna połówka gęściej, druga rzadziej. Do tego wycięcie umożliwiające zabezpieczenie grzebienia o mole, czy za krawędź kieszeni.
I tak też Pan Grzebień towarzyszy mi każdego dnia, zarówno w dziczy jak i miejskiej dżungli. Wcześniej miałem prosty drewniany grzebień, dorwany na jakimś festiwalu kultury słowiańskiej. Niby fajny, ale dopiero ten od Pana Grzebienia zaczął rozczesywać i podbił moje serce i EDC zarazem ;)



Co do wartości grzebiących to jest świetnie, idealnie rozczesuje, nawet z mocno skołtunioną daje radę. Gdy jest taka już na fest poplątana itd. to będzie bolało i z pewnością nie będzie to nic przyjemnego, no ale najważniejsze, że na luzie rozczesze wszystko.
Co ważne poza  głównymi zastosowaniami do jakich został stworzony sprosta innym zadaniom jak otwarcie piwa, jako iskrownik w krzesiwie, a dzięki temu, że jest wyjątkowo mocny potrafi podważyć co nieco, czy wyciągnąć gwóźdź.


Fakt, że nie jest jakoś mega lekki, ale przynajmniej mamy zapas mocy w tym grzebieniu i pewność, że nawet jak na nim usiądziemy to go nie rozwalimy.

Podsumowując, PAN GRZEBIEŃ to super opcja na element EDC każdego brodacza, no i dobry motyw na prezent dla kudłatych - święta idą, więc warto pomyśleć - jest mocny, dobrze czesze, ma fajny i minimalistyczny wygląd.

wtorek, 25 października 2016

POLAR ALVIKA COMULUS

Od jakiegoś czasu tyram w każdych możliwych warunkach polar od ALVIKI, model COMULUS . Dosłownie w każdych, miasto, las, góry, rower, trekking itd. 
Na samym początku trzeba powiedzieć, że nie jest to gruba bluza, a raczej cienka i to nawet bardzo cienka opcja jako warstwa techniczna, zaraz na koszulkę termoaktywną. Mimo że nie zapewnia nam jakiejś wielkiej ochrony przed mrozem, to świetnie się sprawdza jako warstwa docieplająca podczas wiosenno-letnio-jesiennych wypadach. W tych porach roku zapewni idealną ochronę, a w połączeniu z  wiatrówką i cieplejszą termo-koszulką otrzymujemy fajny zestaw na temperatury oscylujące w okolicach 0 stopni. Oczywiście jak zawsze w sprawach termiki wszystko zależy od indywidualnych preferencji, czy ktoś jest zmarzluch czy ciepluch. Ale pamiętajmy, że zawsze warto mieć w plecaku jakąś dodatkową kurtkę syntetyczną, puchową lub grubszy polar na chłodniejsze wieczory czy postoje w czasie wędrówki w okresie niskich temperatur.


Część z was może pomyśleć, że po co polar, który nie za bardzo grzeje, a no chociażby po to, że nieraz podczas wędrówki jest za ciepło na coś grubszego, a za zimno, by iść w samym termo. I właśnie tu swoją niszę ma COMULUS od ALVIKI. Idealnie spełnia te warunki, gdzie za ciepło na coś grubego, a za zimno na samą bieliznę. Spałem w termo i w tym polarze w aucie przy kilku stopniach powyżej 0 i było mi całkiem całkiem.
Używałem wielu różnych polarów: grubych i cienkich i ten przypadł mi bardzo do gustu, właśnie dzięki tej niszy, jak i bardzo niskiej wadze oraz zdolnościom kompresyjnym, dzięki którym zawsze się go gdzieś upchnie, nawet w plecaku fotograficznym, gdzie czasem to i ciężko igłę wcisnąć ;)

Na wagę wpływa wykorzystany materiał POLARTEC MICRO 100, który jest niezwykle miły w dotyku i mimo delikatności niezwykle wytrzymały na przetarcia itd., co nie powiem mocno mnie zaskoczyło, bo COMULUS wydaje się tak delikatny, że podrze się przy pierwszym lepszym przetarciu po krzakach, a na nim nie ma żadnych śladów, tak samo nie mechaci się pod plecakiem. Ale na to wpływa właśnie użyty materiał, bo polartec to jakość sama w sobie, jak i ochrona środowiska, ponieważ prawdziwy polartec jest robiony z plastyku z recyklingu.



Oczywiście nie ma rzeczy bez wad, nawet jakby coś było cudne i idealne zawsze jakiś mniejszy lub większy minus się znajdzie. I tak też jest tu, ten materiał ma tylko jedną wadę, mianowicie prawie nie chroni nas przed wiatrem, praktycznie każdy podmuch przechodzi przez niego i zabiera ciepło, no ale coś za coś. Przy tak niskiej wadze materiał nie może być jakoś mega zbity, czy też nie ma mowy o  membranach itd., ale dokładając do tego ultralekką wiatrówkę mamy zestaw przyjemny i wiatroszczelny.


Specyfika tego modelu ALVIKI sprawia, że może on być fajnym zastępcą podstawowej warstwy termicznej - czyli zamiast termoaktywnej koszulki zakładamy comulusa.  Polartec micro 100 zapewni nam taką samą oddychalność jak większość koszulek termicznych. Nie ma żadnego problemu z odprowadzaniem nadmiaru wilgoci, a dzięki zamkowi (YKK)  na całej długości zapewnia możliwość płynnej regulacji ciepła.


Czyli termicznie comulus od alviki świetnie się sprawdza jako warstwa techniczna, a sam materiał wykorzystany w tej bluzie jest na najwyższym poziomie i spełnia wszystkie wymagania turystyki kwalifikowanej - w swojej kategorii.

Kolejną sprawą jest wartość użytkowa, czyli kieszenie i sam krój. Tu  COMULUS jest bardzo fajnie dopracowany. Kieszenie są pojemne i jednocześnie nie przeszkadzają przy chodzeniu z plecakiem, nawet jeśli są wypchane. Zapinane są na zamki YKK, które zapewniają bezpieczeństwo przenoszonych rzeczy.
Krój w tym przypadku nie krępuje ruchów i dobrze leży na człeku. Czyli wartość użytkowa jest naprawdę dobra. Jest tylko jeden minus, brak ściągaczy na dole, przez co momentami możemy mieć efekt podwiewania, ale nie jest to jakoś bardzo uciążliwe. Mimo to warto by było dodać ściągacze dla lepszego dopasowania bluzy do sylwetki, mimo tych kilku dodatkowych gramów.

Na koniec warto wspomnieć, że ALVIKA to polska firma, czyli jeśli zdecydujemy się na tę lub inną rzecz z ich oferty wspieramy polski przemysł turystyczny i mamy świadomość jakości. Bo chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że to co polskie jest lepsze od chińskiego - wiem, wiem, nie zawsze - ale w tym przypadku tak jest. Wszystkie materiały użyte do wyprodukowania bluzy są na wysokim, jeśli nie na najwyższym poziomie, tak samo wykonanie. Wszystkie szwy są mocne i staranne. Mimo ostrego tyrania, napinania szwów itd. nie zaobserwowałem żadnego prucia i nigdzie nie pojawiły się wychodzące nitki. Co do wykonania to dosłownie nie ma się do czego przywalić. Oczywiście ma kilka wad, ale bardziej wynikających ze specyfiki ,czy chęci odchudzenia niż z wad jakościowych, czy produkcyjnych.
Więc z czystym sumieniem mogę polecić COMULUSA od  ALVIKI  każdemu, zwłaszcza, że cena (180 zł) jest dość przystępna w stosunku do jakości wykonania i użytych materiałów. No i fakt, że comulus sprawdza się w dosłownie każdej aktywności, począwszy od codziennego życia w mieście aż po wszelkie typy turystyki kwalifikowanej.
Oczywiście, jeśli ktoś szuka czegoś typowo ciepłego na chłody, to powinien poszukać innego polaru, ale jako warstwa techniczna, czy alternatywa dla grubszego termo jest naprawdę świetną opcją.


niedziela, 23 października 2016

Buszmeńskie wykłady w EŁKU

W minioną środę i czwartek prowadziłem w Ełku jak i okolicach wykłady z zakresu ekologi, środowiska przyrodniczego jak i samego survivalu.  
W sumie odbyło się aż 7 wykładów w różnych szkołach, od podstawówki po liceum, młodzież nie dość, że była zadowolona i zainteresowana to jeszcze chłonęła wiedze. Same tematy były bardzo poważne bo poruszałem między innymi kwestię PUSZCZA BIAŁOWIESKIEJ czy inne pomysły ministerstwa niszczenia środowiska.
Po skończeniu serii wykładów, pojechaliśmy do Biebrzy gdzie liczyliśmy na spotkanie z łosiem, niestety żaden żywy nie chciał współpracować. Na szczęście z odsieczą przyszła nasza dobra znajoma Biebrzańska Wiedźma. Ugościła nas wspaniale i co najważniejsze pokazała nam super miejsce jakim jest cmentarzysko łosi!!! Po krótkiej wycieczce po lesie i przejechaniu się po Carskiej szosie ruszyliśmy w długą drogę do domu.
I to by było dziś na tyle, a tu macie fotki ze wschodniej tułaczki ;)



























ofiara kłusowników




szkielecik






resztki łosia


ślady zębów wilków na łopatce