sobota, 16 kwietnia 2016

Koszulka KARRIS termo combat od BERENS

I tak od jakiegoś czasu użytkujemy koszulki KARRIS termo od firmy BERENS z serii COMBAT.  Testowaliśmy ją w zróżnicowanych warunkach pogodowych jak i w różnych aktywnościach począwszy od  lasu,siłowni,biegania,jazdy na rowerze aż po codzienne noszenie pod koszulę.

I tak też w każdej z tych aktywności sprawdziła się ta koszulka zacnie,żeby nie powiedzieć idealnie.
Ale zacznijmy od komfortu. 
Często w koszulkach termo nawet tych za kilkaset złotych jest problem ze szwami które się wrzynają od plecaka albo obcierają przy jakiś ruchach. Tu na szczęście szwy są tak zrobione,że mamy pełen luz jeśli chodzi o uwieranie i ocieranie,tak samo z krojem. Jest on tak zrobiony by koszulka była opięta ( termo musi  przylegać do ciała) jednocześnie nie krępuje ruchów przy wszelkich działalnościach ruchowych czy to typowo sportowo czy turystycznie.
Inną cenną zaletą która była ciężkim testem i mało przyjemnym,bo polegał na chodzeniu w niej non stop przez tydzień, przy zwykłym codziennym używaniu jak każdej innej koszulki ( etap pierwszy) i  następnie tydzień aktywności siłownia,rower,las,bieganie itd.
A efekty zapachowe były nie najgorsze, przy zwykłym użytkowani było naprawdę dobrze zważywszy,że nasze zwykłe używanie to i tak koło 5 km dziennie machniętych z buta, no i to jest 7 dni dzień w dzień od kilku stopni na plusie do kilkudziesięciu w +. Więc lekko nie było. Natomiast przy aktywności  typowo wysiłkowej,jak nie trudno się domyśleć zapach już był jednoznaczny ale i tak uznać mogę z czystym sumieniem,że BERENS jest w tej sprawie porównywalny z koszulkami zagranicznych marek. Z tą różnicą,że BERENS COMBAT kosztuje 40zł a te zagraniczne ponad 100zł!!! Czyli  dysproporcja cenowa gigantyczna a jakość porównywalna.
Kolejną sprawą wpływającą na komfort jak i podstawowym zadaniem odzieży termo jest zdolność do odparowywania wilgoci. Tu jest naprawdę dobrze. Niezależnie od temperatur odprowadzał pot w naprawdę przyzwoitym czasie,sprawiając,ze skóra była sucha - w końcu to podstawowy wymóg by uznać coś za termoaktywne. 
Równie dobrze się sprawdza w momencie gdy  namoknie,np podczas biegu w deszczu.  Mimo,że łapie wodę z dwóch stron to nie marzniemy( póki biegniemy ;) )  i dalej sprawnie odparowuje całą wilgoć, a gdy przestanie padać czy chcemy ją wysuszyć to w dość krótkim czasie.


Czyli można powiedzieć,że koszulki  BERENS jeśli chodzi o komfort są naprawdę godne polecenia i dostają mocną 5+ ( w skali do 6)

To teraz czas na wytrzymałość -  oczywiście nie jest to produkt pancerny, jak będziemy się turlali po kamieniach,albo lepiej papierze ściernym to będzie z nią krucho. Natomiast przy normalnym dość intensywnym  użytkowaniu, nie zauważyłem żadnych przetarć czy popruć. W momencie biegania czy przedzierania się przez krzaki koszulka znosi to naprawdę dobrze,nie drze się nic, więc jest wytrzymała.  
Inną sprawą jest wytrzymałość czy raczej długotrwałość utrzymania walorów termicznych. I nie wiem jak to będzie za rok ale po kilku praniach nie zauważyłem żadnej utraty z parametrów termicznych czy też zapachowych. Cały czas sprawdza się jak nowa.
Czyli  wytrzymałość jest również na 5+



Podsumowując Koszulka KARRIS od BERENS jest naprawdę godna polecenia,co tam wręcz idealny stosunek jakości do ceny 40zł za koszulkę z tymi parametrami to super cena. Wcześniej moją ulubioną była jacka wilczej łapki ;) Ale ta  BERENS go przebiła pod wieloma względami. Nic tylko brać, dobrze oddycha,lekka,mocna,tani.

Może was zdziwić,że do niczego się nie przywaliłem ;) No ale naprawdę tu nie ma do czego. No ewentualnie do tego,że ma dość wąski otwór na szyje - w sensie,że z początku czujemy lekki ucisk na gardle,no ale to się szybko rozciąga i problem znika. I to raczej nie wada a po prostu fakt który jest  upierdliwy dla ludzi uczulonych na krawaty ;) 




4 komentarze:

  1. Od trzech lat posiadam ich komplet termoaktywny i bardzo go sobie chwalę. W niczym nie ustępuje produktom firm takich jak Brubeck czy Columbia. Uszyty starannie i z fajnych materiałów, a cena zdecydowanie przystępna. Szkoda, że większość sklepów idzie na łatwiznę i sprowadza żałosną chińszczyznę w stylu 4F czy Hi-Tec, a dobre polskie produkty jak Berensa, omija szerokim łukiem. Ale cóż...to już chyba u nas norma :(

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4F to nasza rodzima marka kolego. :)

      Konradowi dziękuję za reckę. Szukałem rodzimego zamiennika dla Brubecka i właśnie znalazłem. :)

      Usuń
    2. Tania masówka szyta przez małe żółte rączki, tysiące kilometrów od Polski. Taka i ona rodzima.

      Usuń
  2. Fajna koszulka, szkoda że nie ma mojego rozmiaru :(

    OdpowiedzUsuń