piątek, 31 lipca 2015

OGŁOSZENIE BUSZPASTERSKIE

UWAGA UWAGA 
Z RACJI,ŻE JUŻ ZA MOMENT WYBIERAM SIĘ NA WAKACJE, BY ODPOCZĄĆ OD TEGO CHOLERNEGO I ŚMIERDZĄCEGO MIASTA A PRZY OKAZJI ZROBIĆ JEDEN MOŻE Z DWA ODCINKI :
BUSZMEN NA TROPIE 

TO Z TEGO POWODU PRZEZ NAJBLIŻSZE 2 TYGODNIE NA 98% NIE POJAWI SIĘ ŻADEN NOWY WPIS NA BLOGU :P 

ALE ŻEBY NIE BYŁO NA FANPAGU BĘDĄ ZDJĘCIA I JAKIEŚ INFORMACJE WIĘC ŚLEDŹCIE,LAJKUJCIE I KOMENTUJCIE  ;) 

a po zdjęciach skapniecie się gdzie jadę ;) 




czwartek, 30 lipca 2015

Prosta Historia - film



Dawno nie polecałem,żadnego filmu - to trzeba nadrobić zaległości.
I dziś film dość znany i jednocześnie zajebisty mianowicie PROSTA HISTORIA.
Film opowiada o podróży Straighta  który postanowił odwiedzić swojego chorego brata z którym nie gadał ponad 10 lat !!!! Ale nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt,że podróż trwała 6 tygodni a dystans to tylko 300 mil i co lepsze  odbyła się na traktorku -kosiarce z przyczepą. A czemu tak ? A no bo z racji wieku i zdrowia zabrali mu prawojazdy i nie miał innej opcji jak wybrać jedyny środek transportu jaki mu został czyli traktorek kosiarkę. Pierwsza się zepsuła dość szybko to ją ładnie pożegnał śrutówką kupił drugi i już nim do końca pojechał.
Najcenniejszą rzeczą w tym filmie według mnie jest to,że główny bohater cieszy się i czerpie pełnymi garściami z życia i drogi. Niby nic nadzwyczajnego  mały dystans ale jednak 6 tygodni w drodze na czymś takim to musi być niezła przygoda i z pewnością nie dla każdego. Z racji,że Straight jest już dość wiekowy  nie musi się uczyć życia jak młody podróżnik a bardziej korzysta z okazji by sobie poukładać przeszłość.



Poza tym film ma fajny wymiar wizualny,wolna i wręcz romantyczna podróż  po stanach pozwala podziwiać piękne i różnorodne krajobrazy. Śpi tam gdzie dopadnie go noc, obozuje z ogniskiem przez co mamy normalnie obraz  jak z westernu.  Do tego spotyka mnóstwo ciekawych i dobrych ludzi - którzy przywracają wiarę w ludzi.



Film PROSTA HISTORIA to świetne kino drogi -i nie tylko z racji gry aktorów, ale i między innymi dzięki super ujęciom no i genialnej ścieżce dźwiękowej. No i  co równie ważne jest w nim przekazane sporo mądrości.

Czyli podsumowując Film wręcz obowiązkowy dla wszystkich miłośników wolnego życia i przygód w starym dobrym stylu. I nie powiem zawsze chciałem i chcę mieć taki traktorek i fajnie też by było coś podobnego na takim traktorku zrobić - może kiedyś się coś urodzi ;)

Tu macie cały film z lektorem :
https://www.youtube.com/watch?v=TYahpt1XvO8


wtorek, 28 lipca 2015

Nerka Baribala

Z racji,że  dostają kupę pytań co to tam za kołczan prawilności noszę? co to za nerka? Czy baribal robi robotę?  itd. Postanowiłem w końcu zrobić  recke nerki Baribala -widzicie jak się dla was poświęcam ;)

No tak wiec jak się zdania nie zaczyna opisać dużą nerkę Baribala można w 1 zdaniu. Jest super.
Tak nieco dłużej to:

  • Pojemna aż czasem za duża - np. w mieście jej nie tyram bo w połowie była by pusta. A gdyby tego było mało, to swego czasu tyrałem w niej lornetkę i tak jeszcze było miejsce na telefon,topola,latarkę i kilka innych dupereli.
  • Jakość wykonania -1 klasa, szwy,łączenia itd trzymają super i nic się nie pruje mimo,że już chyba z rok ją użytkuję i to nie delikatnie.
  • Przemyślana konstrukcja - mnóstwo przegródek,molli  itd, sprawia,że nie dość,że zmieścimy tam połowę potrzebnych rzeczy jak nie lepiej to jeszcze mamy względny porządek w nerce.
  • Gumki/linki które umożliwiają przytroczenie czegoś  z boku czy też pod nerką -fajne miejsce na mapę czy coś w ten deseń
  • I największa zaleta dla której ją kupiłem możliwość noszenia na klacie jako taki panel na wszystko. Wiele razy widziałem coś takiego w USA i podobało mi się jak diabli ale cena hamerykańska + wysyłka mnie dobijały. A tu proszę Baribal za 170zł z systemem montażu na klacie. Fakt,że czekałem na nią 3 tygodnie ale co tam i tak było warto. ( Dziś trzeba czekać podobno jakieś 5 tygodni!!!!! - cena manufaktury )
  • A i produkt jest MADE IN POLAND

W sumie można by na tym skończyć opis ale wiem,że to nie zaspokoi ciekawości niejednego/niejednej z was ;)

Tak wiec zacznijmy od wygody:

Na wygodę tu wpływa wiele czynników. Między innymi mnóstwo przegródek i kieszonek które pozwalają nam na utrzymanie ładu we wnętrzu. W głównej komorze zapinanej na zamek mamy 
  • 2 płaskie kieszonki dość sporej  ładowności. 
  • 2 małe siateczkowe kieszonki w sam raz na kompas/notes
  • I gumki/taśmy w systemie chyba molle dzięki nim ładnie posegregujemy i zabezpieczymy sobie np, telefon,latarkę,toola itd.
  • Nerka posiada jeszcze 2 kieszenie zapinane na zamek:                                                          Jedna na froncie dość ładowna                                                                                                        Jedna od strony biodra płaska ale bardzo pojemna

To tyle jeśli chodzi o wygodę na zasadzie pakowania. A teraz wygoda/ komfort noszenia

Jeśli chodzi o przenoszenie jako zwykła nerka na biodrze czy tyłku to wielkiej filozofii nie ma. Trzyma się dobrze,dzięki szerokiemu paskowi  nie ciśnie nigdzie nawet jeśli waży ponad 1,5 kg.
Niestety przez to,że aż tak dobrze się trzyma i nie luzuje - wyregulowanie paska też nie jest łatwe. Na sobie praktycznie tego nie zrobimy. Musimy ją zdjąć albo poprosić kogoś o pomoc.

Natomiast jeśli chodzi o przenoszenie na klatce piersiowej również jest wygodnie, nie krępuje ruchów.  Niestety jeśli mamy zwykłą koszulkę zdarza się,że lekko obciera szyję ale to jest kwestia przyzwyczajenia albo po prostu trzeba założyć koszulę i paski pod kołnierz.
Ale tak to jest to bardzo wygodny sposób przenoszenia,mocno się trzyma,nie majta.  Oczywiście w upałach nie da się z tak zamatowanym baribalem iść bo zagotujemy się.   Ale w chłodniejsze pory roku czy warunki jak najbardziej TAK.




Czyli podsumowując komfort jest wysoki. Oczywiście jeśli ją przeciążymy to komfort będzie malał - ale to już nie od niej zależy.


I teraz jeszcze kwestia wytrzymałości. 
Materiały z których jest zrobiona to chyba jeden z wyższych poziomów jakościowych. Mocny odporny na przetarcia pozwala nie cackać się z nerką podczas przedzierania się przez krzaki itd. Wszystkie zamki chodzą płynnie jak nowe mimo,że są tyrane. Nigdy mi się nie zacięły z wyjątkiem jak pokryły się lodem i nie było opcji ruszenia ich aż nie odtajały.
Gumki czy rzep też trzymają się świetnie podobnie zresztą jak szwy zewnętrzne i wewnętrzne. Można powiedzieć,że poza kilkoma plamami  nie widać na niej upływu czasu.




Tak wiec podsumowując nerka Baribala jest godna uwagi. Mocna, pojemna, nie najdroższa jak inne podobne produkty. Czy polecam? No innego wyjścia nie mam skoro używam od dłuższego czasu i jestem zadowolony ;) Fakt,że jak ją kupowałem to trochę mimo wszystko studencki portfel bolało ale było warto i wydać te 170zł i czekać 3 tygodnie na uszycie.


I na sam koniec pewna perełka. Nerka noszona na klatce idealnie się sprawdza jako stanowisko do zamontowania kamery sportowej. Czyli poza nerką mamy jeszcze szelki do kamerki. Wystarczy między molle z rzepem wsadzić mały statywik lub inny montaż i gitara.



poniedziałek, 27 lipca 2015

BUSZMEN NA TROPIE odcinek 1 i zarazem zajawka ;)

Chcieliście dłuższych filmów to macie. Ten jeszcze taki nie jest bo to tylko zajawka no i przy okazji wczoraj nam się fura zepsuła i trza było ją pchać do domu kilka km :P
Przez co na filmowanie wiele czasu nam nie została ale co tam - coś wyszło i mam nadzieję,ze wam się spodoba.
Dłuższy odcinek już w 2 połowie sierpnia

a teraz oglądajcie i podziwiajcie - komentarze i subskrypcje mile widziane :D



I jeszcze kilka fotek z planu filmowego 








piątek, 24 lipca 2015

Fotołowy z niedzieli

Wiecie,że jedną z moich specjalności jest typowo przyrodnicza łazęga.  Tropienie apotem fotografowanie zwierzaków różnej wielkości.  Już niedługo poza zdjęciami będą i filmy z poradami jak osiągnąć zbliżony poziom do tego który tu jest prezentowany.  Poza tym będą to zdjęcia i nagrania powiązane z wyjazdami po całej Polsce a może i szerzej właśnie w celu ustrzeleniu ciekawego okazu i kadru.



Ale wracając do niedzieli. Klasycznie się zaczęło bo jak co weekend  trza się wybrać do lasu , może była tylko jedna różnica od typowej łazęgi,że tym razem chcieliśmy faktycznie zrobić zdjęcia. No i jak to zwykle bywa jak chcemy to nie ma a jak mamy zwis to zwierzaki  latają jak opętane.
No ale na szczęście  tym razem tak nie było. I fotołowy okazały się bardzo udane.
Najpierw sarna wyskoczyła kilka metrów od nas.
Potem pojawiły się trzy jelenie a właściwie to 2 łanie i 1 byk który jeszcze miał scypuł na porożu.piękny widok w wysokiej trawie, super światło no idealne warunki do fotografii.

I  w sumie można powiedzieć,że to tyle do pisania a resztę niech opowiedzą zdjęcia ;)    











środa, 22 lipca 2015

Rezerwat Zwiezło - jeziorka Duszatyńskie

Jest to pierwszy tego typu post ale na pewno nie ostatni.  Jak wiadomo Polska kraj dziki i piękny no i w myśl CUDZE CHWALICIE SWEGO NIE ZNACIE - postanowiłem co jakiś czas wrzucić jakieś info co do ciekawszych miejsc przyrodniczo ale i kulturowo  na terenie naszego kraju - z czasem pewnie się przerodzi też poza granice.


No ale wracając do sedna sprawy. Dziś piękne miejsce  mianowicie rezerwat ZWIEZŁO  lub jak kto woli Jeziorka Duszatyńskie.

Jest to stosunkowo mały rezerwat geologiczny(  zaledwie 2.02 ha) chroniący dwa górskie jeziorka powstałe dzięki potężnemu osuwisku ziemnym na zboczach Chryszczata. W trakcie osunięcia zostały zatamowane dwie dolinki rzeczne dzięki czemu powstały wspomniane jeziorka.

Co ciekawe nie są one jakoś bardzo stare bo sytuacja ta miała miejsce w 1907roku.

A na tą magie miejsca wpływa między innymi fakt,że  dużo drzew z lasu który w tedy zjechał dalej widać w toni wodnej o  ciekawym odcieniu ( jak na moje coś koło zielonego). Poza tym otoczenie również jest wspaniałe, dookoła gęsty las na zboczach - super sprawa.
No i ilość strumieni wpływających do jeziorek zachwyca zwłaszcza,że są to jedyne miejsca w okolicy gdzie tą wodę można nabrać. Chociaż z racji,że w jeziorkach dochodzi do procesów gnilnych itd. woda z niego ma specyficzny smak ale do przeżycia, przynajmniej coś innego.



Podobno  zimą wybuchy gazów potrafią rozrywać lód jak gejzery - taki widok musi robić niezłe wrażenie.

Ciekawe jest też to,że większość ludzi którzy sobie wskoczyli do wody by popływać  już nigdzie indziej nie popływała. Nie wiem dla czego ale tak mówią miejscowi i opisy też  - możliwe,że to kwestia tych gazów.

A i bym zapomniał rezerwat położony jest w Beskidach wschodnich niedaleko Komańczy. Na czerwonym szlaku między Chryszczatym a Duszatynem.

I na koniec kilka ciekawostek :

  • W tych jeziorkach odkryto nieznany w Polsce Endemit  Wodopójki
  • Pierwszy szlak nad jeziorka wytyczono w 1935r. - wtedy był to niebieski szlak
  • W 1952, 1953, 1957 i  1960 nad jeziorka wędrował  i  biwakował tu Karol Wojtyła
  • Miejscowi uznawali to miejsce za magiczne/zaczarowane i powstanie jeziorek łączyła z wkurzonym diabłem. Później przyjęła się wersja uderzenia meteorytu. 
  • Całe zdarzenie było tak głośne i przerażające,że mieszkańcy Duszatyna uciekli w popłochu do Prełuk i na znak trwogi uderzyli w dzwony w tamtejszej cerkwi - myśleli,że to koniec świata ;)
  • Jeziorka cały czas się spłycają z racji napływających materiałów biologicznych które odkładają się na dnie 
  • Ciekawe jest też to,że mimo krótkiego okresu bo nieco ponad 100 lat nie widać  zniszczeń. Natura bardzo szybko zabliźniała rany z tamtej katastrofy.
  • Rosną tu rzadkie dla Bieszczadów rośliny jak :  RDESTNICA PŁYWAJĄCA / SKRZYP GAŁĘZISTY 
  • A pałka szerokolistna czy trzcina pospolita mają tu wyjątkowo wysoko położone stanowiska.




Na poniższych zdjęciach macie co nieco opisu z tablicy informacyjnej ;) 





wtorek, 21 lipca 2015

HORDA D.D.D.D W SOS KRAŚNIK - licytacje

Pamiętacie akcję D.D.D.D w Wiosce  Dziecięcej SOS Biłgoraj ? na pewno tego nie da się zapomnieć ;)

A już 19 września horda ta zawita w kolejnej wiosce  tym razem w Kraśniku. Chcemy poza zabawą i nauką survivalu dać coś jeszcze dzieciakom.kołdry,zabawki,gry itd.
I dlatego powstała licytacja różnych dupereli naszych  i nie tylko -  a cały hajs leci na dzieciaki. Tak więc jeśli możecie lub chcecie  pomóc zajrzyjcie n TO WYDARZENIE NA FB 


W licytacji są noże,plakaty i wiele innych lista licytowanych przedmiotów rośnie z dnia na dzień tak wiec śpieszcie się ;) 

A dla moich fanów jest taka ciekawostka na licytacji jak książka Olka Doby o przepłynięciu Atlantyku. Z jego autografem i zdjęciem, z moją dedykacją, z pieczęcią skierniewickiego klubu survivalu oraz wytłoczonym logiem samych Skierniewic no i pieczątką EDC

Książkę można licytować tu:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=823756931053605&set=gm.859224094114406&type=1&theater


Tak więc zapraszam do zabawy i wspólnego pomagania ;) 
I jeszcze raz tu macie linka do wszystkich licytacji :
https://www.facebook.com/events/859014594135356/

poniedziałek, 20 lipca 2015

Buty Merrell Capra sport gtx -recka

Jakiś czas temu dostałem papcie od Merrella  zrobiłem w nich już jakieś 300km więc mogę co nieco o nich powiedzieć. Wędrowałem i po lesie i po mieście i po górach. Czyli można powiedzieć wszystkie środowiska poza zimowymi zaliczone.
Ogólnie to Merrell CAPRA SPORT GTX  są moją 3 parą butów tej firmy i tak jak pozostałe sprawdzają się świetnie. W jednych moich starych poczciwych zrobiłem już jakieś 4 tyś km i jeszcze zapowiadają się na +/-  tysiąc a może i 2000 km. - czyli jak widać buty nie do zajechania.

Fakt,że CAPRA są nieco inne niż pozostałe moje modele. Po prostu mają specyficzny krój  i z początku wydawały mi się pieruńsko ciasne ( zwłaszcza,że ja dużo popylam boso to noga się rozciapciała) ale już po  jakiś 30 km zaczęło być ok. I noga się dopasowała i but nieco się rozszerzył.
I od tego momentu nie było,żadnego problemu z  ciasnotą no może z wyjątkiem momentu gdy kostka mi spuchła i gira przestała się mieścić w bucie z komfortem.


No ale co do wygody to jest wysoki poziom jak zawsze. Gruba podeszwa wyłapuje nierówności,miękka wkładka zapewnia wysoki poziom tak jak i cała wyściółka.
Zarówno dla komfortu jak i bezpieczeństwa istotny wpływ ma to jak but trzyma nogę i tu jest to na wysokim  poziomie. Mimo,że nie mają sznurowania od samych palców to trzymają nogę lepiej niż nie jedne wysokie trepy.  Zresztą mają nie typowe rozwiązanie bo przy końcu języka nie jedno oczko a dwa dzięki którym możemy zawiązać je tak mocno,że węzeł gordyjski może się chować. Nie luzują się wcale, czasem lekko poluzują się  przy zejściu ale to normalne bo w końcu noga  mocno pcha na język to węzeł musi z lekka się zluzować.


Czyli bezpieczeństwo i komfort są wysokie.

To teraz czas na oddychalność i wodoodporność.
 Jedno i drugie zapewnia nam legendarna membrana GORE-TEX. I z doświadczenia wiem,że gore - gore nie równe. Różnie oddychają,różnie z wodą działają itd.
Tu ładnie oddychają. Mimo + 38*C noga ma w miarę komfortowo a nadmiar wilgoci wychodzi i skarpeta bardzo wilgotna nie jest.  Oczywiście lepsza oddychalność niż w typowym górskim bucie zapewniona jest przez to,że materiał z którego zostały zrobione te MERRELLE lepiej oddycha niż skóra w połączeniu z gore.

A co z wodoodpornością?
Jest świetna. Stoisz w wodzie nieważne jak długo i nie puszczają ( stałem 10 min i  mi się znudziło dłużnej czekać ) Czyli mamy pewność,że nogi będziemy mieli suche. Co ważne podczas marszu po trawie i błocie  również nie przeciekają.

By jeszcze bardziej sprawdzić odporność na wodę zginałem je stojąc w wodzie i też nic nie puściły.
Tak wiec jeśli chodzi o oddychalność i wodoodporność to jest to najwyższy poziom.

Wytrzymałość:
Nie ma to tamto wytrzymałość buta ważna sprawa. I tu jest super mimo intensywnego bo w okresie jakiegoś miesiąca  zrobiłem w nich w różnych warunkach blisko 300km. A ani podeszwa ani szwy czy coś innego  się nie zużyło.  Mnie to nie dziwi bo miałem pozytywne doświadczenia już z tą marką.  Tak wiec  myślę,że te również dorównają wytrzymałości swoim  poprzednikom i machną jakieś 3 tyś km.



TE BUTY SĄ SZYBKIE!!!!!!
Jak opowiadam ludziom,że jest coś takiego jak szybkie buty to się śmieją i nie dowierzają. Jak buty mogą być szybkie? Ano prosto, wystarczy by były odpowiednio zbudowane kształt,przeszycia wzmocnienia,podeszwa itd. To wszystko wpływa na szybkość papcia.
I tu z racji,że Capry są z serii speed hiking są naprawdę szybkie dzięki odpowiedniej konstrukcji buta która pozwala wykorzystać impet wybicia.  No i wspominana już  podeszwa VIBRAM która dzięki  odpowiedniemu składowi gumy,wyprofilowaniu oraz przyczepności - posiada specjalne strefy zwiększonej przyczepności. To wybicie jest znacznie lepsze. Czyli nie wkładając wcale więcej energii idziemy szybciej.
Jest to cenna rzecz na którą wiele osób nie zwraca uwagi.

I jeszcze co do podeszwy to te specjalne strefy zwiększonej przyczepności bardzo się przydają podczas szybkiego marszu po skałach - również mokrych - bo możemy sobie na więcej pozwolić mając pewność,że noga nam nie odleci do tyłu. Sama podeszwa również przyczepność ma dobrą i względnie szybko gubi błoto z bieżnika.






Inne:
Buty ważą nie mało bo  niecałe 400g ale jak na taki kawał porządnej roboty to warto podnieść nieco więcej.

Zszyty/zintegrowany język prawie do końca cholewy  lepiej trzyma nogę i zwiększa wodoodporność , pozwalając nam głębiej wejść do strumienia czy gdzieś indziej.

Poduszka powietrzna w podeszwie. 
Super patent puki działa. Faktycznie mocno,zwiększa komfort noga jest dobrze amortyzowana itd. Niestety z doświadczenia wiem,że pada po jakimś tysiącu km. Fakt,że pada nie wpływa negatywnie na komfort użytkowania ale niestety poduszka puszcza po pewnym czasie. No chyba,że tu będzie inaczej jak zauważę coś ciekącego to dopiszę ;)

Są drogie :/ 
To chyba największy a właściwie jedyny minus. Kosztują 499zł ale niema to tamto za jakość się płaci chociaż coś tam na pewno za znaczek też.

Kolory. 
Ja akurat lubię pomarańcz to i taki kolor sobie wziąłem, są też inne zielona czy czerwone ale jednak nie są to buty incognito. Rzucają się w oczy z większej  odległości co ma zalety i wady - kto co lubi.


Czyli podsumowując buty MERRELL CAPRA są godne uwagi - mocne, komfortowe wodoodporne i oddychające czego chcieć więcej ;) polecam



Dane producenta:
Wierzch: skóra syntetyczna i siateczka
Merrell Stratafuse
Wyściółka z oddychającej siateczki z technologią M-Select FRESH
Wyjmowana wkładka pojedynczej gęstości
Język z wstawkami uniemożliwia przedostawanie się zanieczyszczeń do wnętrza buta
Podeszwa środkowa UniFly
Poduszka powietrzna w podeszwie środkowej Merrell Air Cushion amortyzuje wstrząsy i poprawia stabilność
Stabilizująca wkładka TrailProtect
Podeszwa zewnętrzna Vibram
Bieżnik 3.5 mm
Waga: 397g

piątek, 17 lipca 2015

Bieszczady-> niski - FILM

I oto filmik z marszu 115 km po górach w 4 dni niezły wynik oczywiście okupiony kontuzją. I co ważniejsze filmik najdłuższy w mojej historii jak na razie ( pomysł na dłuższy jest)  i gdyby długości było mało coś w tym filmie gadam.

Tak wiec zapraszam do seansu

środa, 15 lipca 2015

Maszeruj albo giń relacja

I stało się po 115km w 4 dni kostka poległa :(   zbyt duże tempo  pierwszy dzień 17 km drugi i trzeci prawie 40  ostatni koło 20 km.
 Do tego :

  •  Wznios 4483 m
  • Spadek 5353m
  • średnia prędkość ruchu 3,8km/h


Oczywiście wcześniejsze przerwanie marszu można uznać za przegraną ale czy ja tak uważam ? 
Na pewno nie uważam tego jako przegraną fakt  jest to pewna porażka bo nie spełniłem wszystkich swoich założeń.  I wiem,że hejty się posypały i posypią ale mnie to nie rusza bo większość tych to tylko potrafi uprawiać turystykę przed kompem 
Emotikon tongue
 no i najważniejsze,że szedłem dla siebie nie dla nikogo innego 

Ale rezygnacja jest według mnie odpowiedzialną decyzją z racji tego,że późniejsze konsekwencje dla stawu mogły by mnie zablokować na dłużej. Kolejną sprawą było to,że co jakbym wysiadł kompletnie pośrodku jakiegoś odcinka i nie był w stanie iść ?    No właśnie a kwintesencją survivalu - mimo,że nie był to marsz survivalowy - jest nie podejmowanie zbytniego ryzyka. Oczywiście "spece"od przetrwania tak robią ;) 

Poza tym jestem też zadowolony z tego powodu,że i tak pobiłem swój rekord tempa i dystansu marszu w tak ciężkich warunkach jeśli chodzi o przewyższenia  no i kompletną suszę.  Wody kompletny brak. 38*C i 5 na 6 strumieni zaznaczonych na mapie nie istniało a ten jeden jedyny  miał może metr szerokości i z 5 cm głębokości. Czyli kiepściutko gdyby tego było mało przy szlaku było źródełko(jeszcze w Bieszczadach)  i wyschło, a od rolnika który mi dał wodę dowiedziałem się,że musi ją ciągnąć  z 30 m a normalnie robi to z 20. Czyli klimat się pieprzy.






No i niema to tamto nauczka na przyszłość i nowe doświadczenia są. I wiem,że będę  chciał przejść resztę szlaku tylko nie wiem kiedy i w jaki sposób.  Najprawdopodobniej na raty a to kilka dni tu kilka dni tam by zobaczyć jak najwięcej bo taki maraton jak sobie założyłem jest kiepskim pomysłem to bieg ni marsz i G.... się widzi.

Dobra koniec tego przynudzania  i czas na początek relacji. 

Tak więc już na samym początku nie obyło się bez przygód podczas jazdy, oczywiście jak wiadomo PKP dba o klienta  i w myśl powiedzenia PODRÓŻE KSZTAŁCĄ dbają o to by były jak najdłuższe i tak też z Poznania do Ustrzyk górnych jechałem 17 godzin!!!!! 
Najpierw Poznań - Wawa potem z Wawy do Sanoka a tam jeszcze na autobus do Ustrzyk. 
No mówię wam normalnie jak bym na Ural jechał.

Oczywiście poza długością podróży jeszcze wysiadłem stację za wcześnie i musiałem biegiem przez Sanok na autobus lecieć ale przynajmniej poznałem sympatycznego Greka.

No ale dobra już po tych perypetiach i prawie dobie w drodze dotarłem do Ustrzyk i tam do sklepu uzupełniamy płyny i na szlak. Zostało mi jeszcze trochę coli i chciałem ją dać zakapiorom ale oni do mnie : My takiego gównianego odrdzewiacza nie pijemy piwo postaw ;)  










I tak po dolaniu wody  prawie,że sprintem w gorę na połoninę Caryńską. Co ciekawe z początku to GPS nie chciał mi łapać satelity normalnie chyba jakiś spisek bo w przypadek nie sadzę ;) 
I tak idąc cały czas w lesie pod góra dostaję kurwicy. Ile jeszcze jak długo można iść w tym cholernym bukowym lesie. Mijam kolejną stonkę,jednego po drugim wszyscy odpoczywaj a ja prę i jak na chwilę przystanę to mi łydki latają na lewo i prawo same!!! 

Ale jest w końcu zdobyta połonina i piękne widoki. Widać Ukrainę,Słowację inne szczyty całe Bieszczady no i w końcu trochę wiatru i światła żyć nie umierać.  Tak chwilka postoju ( nie licząc przystopowań na fotki ) 

I dalej znów na dół  krótki postój w wiacie już prawie na dole potem  mijam cmentarz (lubię takie klimaty opuszczonych i porzuconych  znaków obecności człeka)   i z nów pod górę na połoninę Wetlińską  i tam po drodze już pytanie po cholerę tak stromo i tyle podejść? Ile można? Ja pierd..ę itd No ale jakoś się wczłapałem  i tak podusiłem,że po chwili byłem przy chatce Puchatka tam  poznałem kilka spoko osób tak w przelocie ( też niektórzy szli gsb) po kilkunastu minutach znalazłem  źródełka wody  i pocisnąłem dalej na przełaj przez łąkę co by nie tracić czasu. I tak chyba dopiero po 500m skapnąłem się,że zapomniałem zrobić zdjęcie chatki. i tak też mam tylko taką fotę z oddali i tak wykadrowana i powiększona  :P  


No i idąc tak dalej już szukając miejsca pod hamak  przestałem wędrować sam.  Przyłączył się do mnie ptaszek ( jaki to nie wiem  jak ktoś rozpozna będę wdzięczny za powiedzenie kto to był ;) )  I zamiast lecieć szedł kilkanaście cm przede mną i nawet prawie dął się pogłaskać. I tak dobry kawałek drogi przez drałowaliśmy razem ale potem ćwirka wcięło gdzieś.  
Oczywiście tu widoki też były piękne i po jeszcze kawałku doszedłem do   lasku niskich buków gdzie się rozwiesiłem. Tam szybki wskok do śpiworka i w kimę bez żarcia -i tak padłem błyskawicznie.

Rano o 5 szybkie zwinięcie i już o 5,30 w drodze by po kilkuset metrach zrobić sobie śniadanie. I taką kuchnie to ja rozumiem widok bezcenny - z żarciem gorzej bo to musli wymieszane z budyniem ale dobre było ;) 
I dalej w stronę Smerka szczyt zdobyty zdjęcia po drodze zrobione i dalej marsz na dół. I JA SIĘ PYTAM KTO TAK STROMO PROWADZI SZLAK!!!!!!!! Przecież to zejście miało z 70* nachylenia . 
Na tej fotce widać jak stromo prowadzi

  No i tu to prawie pojechałem ale Buciki od Merrella pięknie czepiały się gruntu (recka już niedługo)  I dalej  w stronę już wsi o tej samej nazwie. I właśnie tam było źródełko przy szlaku które wyschło w 100%  susza jak diabli.
Dalej mijam most - w sumie podobny do tego z dorwać komandosa   i dalej postanowiłem machnąć asfaltem +/- 20km żeby nie męczyć się podejściami. I tak też pocisnąłem do Cisnej. 
Tak też po  jakiś 3 godzinach doszedłem i widzę tablicę SIEKIEREZADA i myśl : O SUPER COŚ ZJEM NAPIJĘ SIĘ PIWKA W KLASYCZNEJ KNAJPIE . Ale oczywiście podchodzę i widzę komercha nad komerchą autobusy, wycieczki,rodziny, multum ludzi nie no nie dla mnie. I tak też pozostałem przy zrobieniu zdjęcia i dalej do sklepu gdzie dokupiona woda itd.

No i dalej szlakiem czerwonym z Cisnej poprzez Wołosań aż do rejonu w którym pojawiają się krzyże/groby żołnierzy poległych w 1915r. I powiem wam,że tam jest jak na moje brzydka. Zwykły ponury las bukowy, bez szału i zachwytu wręcz przeciwnie owszem kilka widoczków  w przecinkach były ale tak to lipa.
I tam nie było wcale łatwo znaleźć fajnej miejscówki pod hamak.Ale w jakiejś gęstej kępie świerczków udało mi się rozwiesić. Kilka metrów od szlaku ale  łącznie przeszły  4 osoby i mnie nie zobaczyły :D   




I tak jakaś kolacja i w kimono. Znów o 5 pobudka i szybkie zwinięcie i śniadanie.   I co najlepsze jak już miałem wszystko zwinięte i jadłem śniadanko to kozioł (samiec sarny)  próbował mnie zaatakować zza krzaków. Szczekał, skakał, parskał i uderzał w gałęzie. Szkoda,że go dobrze nie widziałem bo by fota była. A tak tylko jakaś sylwetkę było widać i słychać jego chamskie zachowanie. 

No i po kilku moich gwizdach które nic  nie dały to przyszedł czas na dostosowanie słownika do jego zachowani - i powiem,że poskutkowało ;) Jak odbiegał jeszcze było słychać jak szczeka z niezadowoleniem i marudzi =D 

No i po tym incydencie dalej w drogę. I w miarę szybko wszedłem na Chryszczatą i gdybym wiedział,że tam taka fajna miejscówka z wiatą jest to bym wczoraj pocisnął dalej. No ale cóż. Tam sobie strzeliłem fotkę i po kilkuminutowym popasie dalej już na dół  w stronę JEZIOREK DUSZATYŃSKICH i mówię wam jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na całej mojej trasie. Woda kryształ, piękne położenie, martwe drzewa pod powierzchnią wspaniałe miejsce. Całkowicie nie pasuje do brzydoty wcześniejszego lasu. 

I tak tam uzupełnienie wody,zdjęcia,odpoczynek i dalej w trasę - a i woda z tych jeziorek ma ciekawy smak. Same jeziorka powstały w 1907 roku podczas osuwania ziemi - może opiszę je w osobnym poście.


Dalej już w nie jakimś długim czasie zszedłem do Duszatyn i tam też kilka fotek, zobaczenie przejazdu przez rzekę. Burger w barze i dalej asfaltem w stronę Komańczy i tak po kilku kilometrach drałowania zatrzymuje się obok mnie samochód i pytają : Do Komańczy ? no i ja na to jak na lato Tak  - TO WSIADAJ  Czyli można powiedzieć,że to nie ja łapałem stopa a stop złapał mnie. I tak też mile pokonałem i porozmawiałem z  małżeństwem o historii tego rejonu i o przyrodzie. ( POZDRAWIAM WAS ;) 








I tam stwierdziłem pieprzę czerwony idę niebieskim będzie ciekawiej a w razie jak kostka padnie będzie można zejść z drugiej strony do Komańczy. A i przy okazji miałem okazję zobaczyć dwie cerkwie i zaliczyć   jakiś pkt widokowy. I tak Cerkwie super szczególnie jedna odbudowana po pożarze w 2006 roku  a oryginalnie była z 1802 roku
Natomiast pkt widokowy kiepski fakt widok był zacny ale nieco obok. Bo wieża widokowa nie miała nawet 2 m i zarosła prawie cała :P 
I tam po kilku fotkach dalej w drogę czuję,że kostka jeszcze daję radę i mam dość sporo czasu to pocisnę dalej w stronę Rymanowa- Zdrój. I tak idąc idąc przez las - też mnie urodą nie powalał doszedłem do  wielkiej polany gdzie jak łatwo się domyślić marsz utrudnia  trawa po pas - normalnie jak w śniegu i co najgorsze kijki się plączą. Chociaż jeszcze gorszą sprawą chyba było tragiczne oznakowanie szlaku - jakieś tyczki czy coś mogli zrobić ale nie  na drzewach tylko były a drzew tyle ile kot napłakał.





No ale te wady chociaż widoki nadrobiły a przede wszystkim szansa na wodę która mi się kończyła. Z mapy wynikało,że będzie co najmniej 6   rzeczek nawet nazwy miały. Ale cholerna susza sprawiła,że był tylko jeden i to jeszcze ledwo ciurkający.   Normalnie NIEMA WODY W BESKIDACH a nie NA PUSTYNI.

No ale cóż lepszy rydz niż nic i parłem dalej bo doprowadziłem nogę do stanu w którym jak przestanę iść może być źle czyli chciałem jak najdalej dojść tego dnia by względnie łatwo dojść i jakoś się wydostać z gór.

I tak też parłem i parłem minąłem pole pełne BARSZCZU SOSNOWSKIEGO który ostatnio robi niezłą karierę w internetach i tv. I jeszcze jako tako wodę miałem  jakieś 1,5 L no i dalej na Tokarnię. Nie wiem jak to zrobiłem ale wszedłem na nią w 50 minut!!!   Ale moje zapasy skurczyły się do 800ml. A do najbliższej rzeczki, niby dużej z nazwą miałem jakieś 5km ale już się robiło późno a mi woda ubywała a temperatura koło 30*C  I pytanie odpuszczam czy cisnę dalej  i uzupełnię wodę bezproblemowo bo potem to dopiero Puławy i woda a tam jeszcze kawał drogi.  Stwierdziłem,że pocisnę jeszcze do 20 i zobaczymy.  Idę idę nawet dość szybko i patrzę ok to minąłem to będzie już niedaleko. Jeszcze na drzewie ktoś wyciął wielki napis NAGRODA to ja myślę o super pewnie woda będzie dobrze.   I cisnę  tak do przodu i kurde niema wody nic.  I po chwili dochodzę do rezerwatu Bukowica, I tak też patrzę i nie wierzę teoretycznie rzeczkę powinienem minąć bo ona idzie przez szlak a ja nic nie minąłem. Tak wiec teraz już stwierdziłem niema to tamto szukam miejsca pod obóz. Jeszcze spotkałem  ojca z synem którzy sobie wędrowali z namiotem.   A ja rozbiłem obóz i zostało mi już tylko 400ml wody. I tak też bez kolacji i niczego w gębie łyk i reszta na jutro bo jakoś jeszcze te 5 km trzeba zaliczyć.
Ale zanim rozbiłem obóz musiałem przewrócić jednego suchara by mi się na łeb ni przewrócił i wbrew pozorom znalezienie bezpiecznego miejsca w bukowym lesie nie jest łatwe. Ale o tym napisze w osobnym poście.  



I w nocy lało wystawiłem kubki by deszczówkę zebrać ale ilość żadna.  Rano jak  się zwijałem znów zaczęło lać wada taka,że namoknę ale już wiedziałem,że kończę bo ledwo idę więc to był najmniejszy problem a najważniejsze było to,że na tarpie zbierała się woda i kilka łyków się znalazło. I tak bez śniadania by zaoszczędzić wodę idę dalej w deszczu i błocie. Oznakowanie tragiczne a o 6 rano to było można normalnie iść w tym lesie o czołówce tak ciemno było. No ale jakoś doczłapałem się do Puław górnych kilka razy po drodze prawie glebę zaliczyłem na mokrej glinie - nie pierwszy i co gorsza nie ostatni raz tego dnia. 
  
 Jak doszedłem do Puław to miałem nadzieję,że będzie jakiś sklep czy coś, będzie można uzupełnić wodę i coś zjeść a tu dupa nic ani w Górnych ani Dolnych grunt,że w ostatniej chacie udało mi się zdybać wodę. I tak dalej już z pełnym zapasem wody i opity lecę dalej, Mijam ruiny cerkwi,jakieś groby i cały czas asfaltem liczę,że jakiś stop może się załapie czy coś ale dupa. Nic a jak już to nie w moją stronę. I tak po 6km doszedłem do zejścia szlaku na gruntówkę i w las. No  i tu już dało się iść bez wielkich męczarni bo na asfalcie to chyba się skróciłem na stawach o kilka cm. No ale cóż podążając dalej znów po glinie i znów z tragicznym oznakowaniem jakoś się doczłapałem do Cerkwiska już blisko Rymanowa  tam krótki odpoczynek i seria fotek rzeźbą  i dalej na dół  już dobrze oznakowanym ale dalej stromym szlakiem. Gdy zszedłem na dół  kolejna porcja rzeźb i wierszy czyli kolejne zdjęcia . Ale z tego miejsca to już miałem żabi skok do miasteczka. Ale oczywiście bez przeszkód się nie obyło i musiało zacząć lać. Na szczęście po 30 minutach przestało i tak do BARU POD DĘBEM - polecam tani i dobry. 
I tak jeszcze kawałek i na dworzec autobusowy - dworzec to dużo powiedziane po prostu parking przed sklepem.  



I tu marsz się skończył po +/-  115km. 
Dalej już bez wielkich przygód ale z dużym szczęściem busami  do krosna potem do krakowa a dalej już pociągiem do poznania. I podroż tym pociągiem była niezwykle sympatyczna dużo rozmów i promocja bloga w Holandii ;) Pozdrawiam.

Podsumowując
Jestem zadowolony z marszu, było ciekawie i ładnie momentami. I to właśnie to słowo jest kluczowe na 115km   ładne miejsca to może max 50km. Po prostu nie zachwycają mnie tamtejsze lasy. 
Czy warto tak iść i tak i nie na pewno można sporo zobaczyć i się nauczyć ale nie warto robić tego w takim tempie i  też nie trzymał bym się strikte szlaku bo jeśli jest coś fajnego / ciekawego do zobaczenia gdzieś obok to warto zjeść bo w końcu to droga a nie cel się liczy.