poniedziałek, 29 czerwca 2015

LAWA -kuchenka od VULCANa

Jakiś czas temu opisywałem świecę od VULCANA i obiecałem tam,że opiszę również jego kuchenkę.  I powiem wam,że jest całkiem całkiem.

Składa się z takiej samej puszki jak w przypadku świecy, rusztu czy podpórki pod kubek i  kilku pastylek paliwa stałego oraz zapałek.

I powiem wam,że pozytywnie mnie zaskoczyła ta kuchenka  kubek z manierki  ładnie się trzyma  tatonka już nieco gorzej bo ma mniejszą pow. stylu ale jeśli ktoś nie jest ułomny to na luzie postawi  i  zagotuję wodę,

Jedna pastylka pali się jakieś 8-9 min i to starczy by zagotować 0,5L wody w tymże czasie. Co jest niezłym wynikiem.

Co ważne to paliwo nie śmierdzi dzięki czemu nasz szpej nie prześmierdnie paliwami tak jak w przypadku esbitu czy innych podobnych



Fakt,że kuchenka do najlżejszych nie należy i ile można tych paliwek brać ale powiem wam,że nie jest źle   Jeśli jedna kostka to 9 min. gotowania i 0,5L wody to  jest to jakieś wyjście i bardziej  wydajne niż inne podobne kuchenki. Fajna opcja jako  kuchenka awaryjna którą wrzucasz w plecak i nosisz zawsze  przy tyłku.  Ja osobiście  jedną świecę i kuchenkę VULCANA mam w aucie tak na wszelki wypadek.


Fakt,że cena 35zł (teraz można kupić za 25zł)za coś takiego to sporo  ale  zdecydowanie fanom kuchenek militarnych czy na paliwka stałe przypadnie do gustu LAVA od VULCANA - czy polecam ? z czystym sumieniem mogę polecić, mimo,że sam wolę gazówki ale ta też robi  to co ma robić ;)


sobota, 27 czerwca 2015

Przygotowani przetrwają - recka

Z racji,że ostatnio dostawałem informacje od was  " CHCEMY KSIĄŻEK CHCEMY KSIĄŻEK!!!!!!! "  A ostatnio pojawiło się kilka nowości to dziś recenzja książki nad którą część ludzi się zachwyca a część nie - ja osobiście należę do tej drugiej grupy. Mianowicie chodzi o Przygotowani przetrwają i szczerze powiedziawszy  żałuję ,że ją kupiłem i z wielkim trudem przez nią przebrnąłem.

Owszem ma fajne elementy ale w znacznej większości jest kiepska. Oczywiście można  odebrać to jako wyraz krytyki na zasadzie  sam nic nie napisałem to będę krytykował ale tak nie jest i powiem więcej jestem w trakcie pisania podręcznika outdoorowo survivalowego tylko czasu mi do jakiegoś pół roku brakuje :P

Ale wracając do przygotowani przetrwają jest to pozycja co najmniej ze średniej półki jeśli nie niżej, dużo informacji jest błędnych   np.  to,że trzeba gotować wodę przez 5 do 15 minut by ją odkazić - jak czytam takie bzdury dostaję kurwicy.   Prawie 100% bakterii ginie w temp 80 *C a w temperaturze wrzenia już w zupełności wybijemy wszystkie które jesteśmy w stanie zabić.

Mój kolega szpec od elektryki dopatrzył się kilku błędów w temacie traktującym właśnie o prądzie w sytuacji post apo.


Kolejną wadą według mnie jest zbyt obszernie napisane co i jak powinno być w zestawie ucieczkowym ( coś koło 100 str) a za mało i po macoszemu potraktowana jest ucieczka czy ewakuacja(tylko kilkanaście str). Bo co nam  po tym,że mam B.O,B-a jak nie wiem gdzie i jak uciec.

Jak już jesteśmy przy plecakach ucieczkowych dobiła mnie pewna informacja dotycząca plecaka INCH -  ang, I`m never coming home.  Czyli wszystko to co powinniśmy mieć  ze sobą by przetrwać wiele miesięcy a może i lat po apokalipsie i najprawdopodobniej nigdy a przynajmniej w najbliższej przyszłości nie wrócimy do domu.
I według autora w takim bagażu powinien się znajdować :

  • Oryginalne dokumenty ( zgadzam się)
  • Cała gotówka i karta kredytowa (zgadzam się - chociaż karta może nie działać a gotówka nic nie znaczyć) 
  • Biżuteria i inne dobra materialne (zgadzam sie)
  • Zdjęcia najlepiej w formie cyfrowej wtedy nie zajmują miejsca - no ,że zdjęcia to się zgodzę ale  na BOGA CYFROWE ?  A co jak będzie impuls elektryczny czy coś co nam je skasuje, I podstawowe pytanie jak będziemy je odtwarzać ? przecież prąd i komputer, DVD czy coś podobnego raczej będzie niedostępne. Nie wiem czy to błąd w druku czy wizja autora ale jak dla mnie karygodna rada
  •  Mała elektronika (laptopy,tablety,srajfont itd.)  Fajnie fajnie ale jak na moje w sytuacji post apo to jednak  mało potrzebne a ciężkie i małe szanse by działały przez wiele miesięcy lat wędrówki.
  • Większy zapas ubrań jedzenia - w 100% się zgadzam 

I żeby nie było,że tylko narzekam ostatnie zastrzeżenie  szata graficzna  sprzętu i opisy  konkretnych narzędzi nieco mnie odstraszają z racji,że jak czytam i non stop dostaje to gerbera tamto vicka itd myślę,że  czytam broszurę reklamową a nie poradnik survivalowy, Tak wiec ostatnie zastrzeżenie.


Teraz  zaleta ładna okładka.   Jak dla mnie nic więcej może jeszcze niektóre opisy sprzętu.  


Podsumowując czytając tą publikacją mam wrażenie,że autor na siłę ją pisał albo,że książka jest z typu AUTOR PRZEPISAŁ INTERNETY    
Wiem,ze z pewnością naraziłem się tą recenzją w środowisku preppersów czy fanów książki ale niestety zaczynam rozumieć,że ja do nich nie pasuję ja jednak mam zupełnie inne podejście do sprawy i wizję. 


Tak wiec dla mnie to kiepska pozycja - może  dobra dla kompletnie zielonych ale i tak nie polecam lepiej kupić  sobie typowy podręcznik survivalowy czy np.  WAR Z   czy ZOMBIE SURVIVAL Maxa Brooksa z której więcej się dowiecie niż  z tej no i co ważne lepiej się czyta bo tu no ...............




I na koniec jeszcze raz  nikogo tą recką nie chciałem i nie chcę urazić i to moja nie osamotniona  opinia ;)


wtorek, 23 czerwca 2015

GSB MASZERUJ ALBO GIŃ - premiera

Uwaga uwaga.

 Ci  z was którzy śledzą mnie na fb albo Ci którzy bili na ubiegłej edycji festiwalu PODRÓŻNICZEGO ŚLADAMI MARZEŃ  wie już co się święci  na lipiec.

Mianowicie w planie  jest przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego - niby nic nadzwyczajnego  bo wielu ludzi to robi ale tu chodzi o założenia tego marszu


Może na wstępie dlaczego MASZERUJ ALBO GIŃ -  to powiedzenie jak z pewnością część z was wie wywodzi się z Legi Cudzoziemskiej  jednej z najbardziej hardcorowych formacji wojskowych jakie stąpają po tej ziemi.   Powiedzenie ma się do morderczych szkole i patrolów na długich dystansach i z rygorem - jeśli wymiękniesz padasz i zdychasz.

I tak też mój plan przejścia GSB  zmusi mnie do takiego marszu bez odpuszczeń, z rygorystycznym dniem wędrówki itd.
A dlaczego ?
A no dlatego,że w planie jest pokonanie całego GSB czyli +/- 500km w max 14 dni jak dobrze pójdzie  szybciej. Czyli dziennie muszę pokonywać  35,5 km by się wyrobić.  Założenie jak widać cholernie ambitne, a czy się uda to ..................... MUSI SIĘ UDAĆ :D




Poza wyśrubowanym czasem przejścia jest jeszcze kilka założeń


  • Zrobić to bez sponsora - by pokazać,ze można to zrobić tanio i na studencką kieszeń
  • Wszystkie noclegi w terenie ( pewnie jeden nocleg wleci w schronisku by doładować prąd w kamerze itd.)
  • I jak na razie w założeniu jest przejście tego szlaku samemu.  Wbrew pozorom samotny marsz ma wiele zalet, możliwość przemyślenia wielu spraw,wolność,łatwiej utrzymać swoje tępo, itd)
  • I oczywiście marsz na ultralight plecak max 10kg z wodą - jest to możliwe dzięki temu,że  na trasie ma się praktycznie codziennie sklep,bar,schronisko czyli nie trzeba brać jedzenia. No i oczywiście ekwipunek jak najlżejszy i odchudzony do minimum.  Praktycznie wszystko już mam poza  tarpem od QUINOXA na który czekam i powinien się zjawić u mnie na dniach :) 

Jak na razie to tyle z założeń i oczywiście może pojawić się coś nowego,zmienić itd. W końcu gdyby nie było zmian podróż była by nudna. 


 A kiedy start?

Tego jeszcze dokładnie nie wiem. Na pewno na początku lipca - najprawdopodobniej w okolicach 5 start w Wołosatym i koniec w Ustroniu.  Ale jak to się mówi pożyjemy zobaczymy.


Jak już będę miał cały szpej uzbierany to zmajstruję posta z dokładną rozpiską co wziąłem i ile warzyło tak byście mieli pogląd na sprawę. Oczywiście w czasie marszu będę się starał robić relację na żywo   na fanpagu.


Tak więc jak na razie to tyle jeśli chodzi o GSB - w miarę zmian i nowych informacji będę informował :)



piątek, 19 czerwca 2015

Zestaw garnków od Meva Pol

 I oto nadszedł czas na ostatnią w  najbliższym czasie reckę sprzętu  ( potem dam wam odetchnąć).  I Czyli recka zestawu garnków dla 2 os. od Meva-Pol.


I na wstępie powiem,że jest to fajny zestaw ale nie pozbawiony wad. Ale zacznijmy od wymienienia składu zestawu:


  • Garnek  duży o poj. 1,7L
  • Talerz 2x
  • Dwa kubki o poj 170ml.
  • Patelnia
  • Przykrywka która pasuje do patelni i garnka
  • Pokrowiec
  • I dziwka ( chwytak) 


I tak zestaw  fajny i w dużej mierze praktyczny i przemyślany. Co ważne jeśli chodzi o wykonanie to bardzo dobre  pokrycie naczyń wytrzymuje działanie nożem itd bez powstania rys, czyli jest naprawdę fajnie.     Jest kilka mankamentów  które należało by poprawić część można zrobić samemu ale o tym później.


Tak więc zacznijmy od garnka
 Dzięki dość sporej pojemności możemy się pobawić w prawdziwe gotowanie  na biwaku czy to zupy czy  czegoś innego.   Tak jak już pisałem pokrycie warstwą zabezpieczająca jest ok szkoda tylko,że garnek nie jest wyposażony w podziałkę co by znacznie umiliło i ułatwiło pichcenie w terenie.

Czyli garnek jest ok. duży i średnio by go nosić ale wagą nie dobija i jak jedziemy w większym gronie czy też chcemy pogotować jakieś bardziej ambitne potrawy warto go wrzucić do wora.

Kolejną rzeczą która jest udana w tym zestawie to patelnia
Pojemna ( mieści 10 jaj) również mocno trzyma warstwa zabezpieczająca,  dzięki temu,że od spodu jest nierówna ( ma dużo kółek - nie wiem jak to się  zwie ale działa)  dzięki temu patelnia się nie ślizga i tak jak by się szybciej nagrzewała.


Czyli patelnia też ok.













 Dziwka czy jak kto woli chwytak  w  przypadku tego zestawu niezbędny by móc coś ugotować czy zdjąć garnek. wygodny i mocny chwyt który  dobrze trzyma nawet pełny  garnek który niema to tamto waży ponad 1,7 kg  
Czyli ta łapka też jest  git.


I teraz  zacznie się ganienie.
Ale najpierw  leciutko
Przykrywka  pasuje do patelni i garnka dzięki czemu wiadomo  szybciej się gotuje woda. Ma wygodny "cycek" do zdejmowania itd.   Ale jest jedna duża wada. Mianowicie zassania, Już tłumaczę o co chodzi. Póki się gotuje  to niema problemu, ale gdy wyłączymy kuchenkę i poczekamy dosłownie chwilę dochodzi do zassania i problem w tym,że nieraz jest problem  z dostaniem się do zawartości i trzeba nieźle pomachać garnkiem,żeby puściło. Problem nie mały ale i nietragiczny.  Sposób na rozwiązanie jest prosty starczy zrobić kilka otworków w przykrywce ( wbić gwoździem czy czubkiem noża - 3 otworki)  i już po problemie.


W skład zestawu wchodzi jeszcze komplet dwóch talerzy i dwóch kubków. I teoretycznie są ok gdyby nie jedna wada która jak na moje je dyskwalifikuje z noszenia, mianowicie   wymiary  są po prostu za małe by były wygodne. Ani się dobrze herbaty nie napijemy ani nic tak na dobrą sprawę się nie najemy.

Tak więc kubki i talerze to wielki mankament tego zestawu.

I tak też jeśli biorę ten zestaw w teren to tylko patelnię,chwytak,garnek i przykrywkę bo poco targać coś co jest niepraktyczne.

I na sam koniec wymieniania składu pokrowiec/woreczek i on jest naprawdę ok. mocna siateczka    problemu wchodzi garnek.

Czyli podsumowując zestaw do MEVA-POL jest on ok tylko powinien ulec lekkiej modyfikacji czy przemyśleniu i dopracowaniu.  Garnek, przykrywka, patelnia,pokrowiec  i chwytak są ok reszta już nie do końca.  Czy polecam ?
No i tu problem część tego zestawu tak a część nie.  A czy jest on wart swojej ceny 110zł  ? To też ciężko stwierdzić ale można przyjąć,że cena jest znośna w porównaniu z podobnymi zestawami innych firm.  

Czyli na sam koniec tak  zestaw Meva jest OK.





wtorek, 16 czerwca 2015

MORA OUTDOOR 2000 od HOBBYHOUSE.PL

Długo ją tyrałem od momentu jak dotarła do mnie  od HOBBYHOUSE  i przyszedł najwyższy czas na  recke. 
struganie? żaden problem 
I w sumie mógł bym ją skończyć  na stwierdzeniu,że mora OUTDOOR 2000 jest  moją ulubiona i najlepszą morą ( mam ich chyba z 5)   a może i najlepszym nożem. Ale nie oto chodzi tak więc zacznijmy od tego co mi najbardziej przypasowało w tym nożyku.

gładka linia cięcia

Mianowicie ostrze i cała klinga o dł. 11cm  i  grubości 2,5mm. Wymiary są naprawdę ok,nóż robi wrażenie i jest naprawdę praktyczny w pracach obozowych nie za duży nie za mały.  
Natomiast samo ostrze łączy dwa szlify Skandynawki i płaski dzięki czemu zyskujemy naprawdę precyzyjne i dzikie narzędzie które sprawdzi się i w precyzyjnych pracach  jak i typowo obozowym tyraniu ostrza.

Szlif Skandynawki idealny do strugania patyków na ognisko cięcia czy batonowania a szlif płaski idealnie sprawdza się przy skórowaniu czy innych pracach które wymagają nieco obycia i precyzji czy też po prostu w kuchni.

porównanie z ONTARIO RAT 1 

porównanie z ONTARIO RAT 1


Mimo dość cienkiej klindze nie wykazuje ona tendencji do pęknięcia czy zgięcia.  Czyli mamy dość lekki i poręczny nóż w teren który nie jest jakąś maczetą. 
Jeszcze co do ostrza to jest ono wykonane ze stali nierdzewnej i w przeciwieństwie do innych modeli mory niema opcji wersji innej jak np. carbon.

Czy to wada? 
Dla wielu pewnie tak bo w końcu  jedyny prawilny materiał na ostrze to carbon. 
I fakt jest fajny bo ładnie trzyma ostrość,może pomóc rozpalić ognisko przez to,że iskrzy itd. Ale ma też kilka wad np. trzeba bardziej dbać  bo szybko rdzewieje i co ważne żarcie często przechodzi metalicznym posmakiem. A już w stali nierdzewnej te problemy nam odchodzą.

Oczywiście zaraz może znaleźć się ktoś kto powie,że carbon ostrzejszy jest. No i czy ja wiem? Mam i takie i  takie mory i powiem szczerze,że wszystko jedno który metal wybierzemy bo i tak jak MORA to OSTROŚĆ.

Tą morkę od HobbyHouse  bardzo łatwo naostrzyć w moment  do pozycji brzytwy ( mam takie zboczenie,że nóż ma być brzytwą - bo tępy nóż jest nie bezpieczny)  i to nie na jakiejś specjalnej osełce tylko na zwykłej vickowej osełce typu długopis.

A co do wygody?
Rączka znaczy się rękojeść jest bardzo wygodna dość duża ( nie sugerujcie się tym,że mora 2000 w JULI jest niewygodna -oni tam mają jakieś inne, chyba odpady bo jest faktycznie niewygodna i jakby mniejsza)  Mam dość dużą łopatę i mimo to pewny i mocny chwyt. A dzięki temu,że powierzchnia jest nierówna a materiał to jakiś gumo-podobny to  chwyt jest dobry w każdej sytuacji i każdej pozycji. Czyli można powiedzieć,że nóż jest wygodny w trzymaniu, chociaż wiem,że niektórym nie leży w łapię.

Pochwa jest również wygodna łatwo nóż wchodzi i wychodzi bez obawy,że nam się wysmyknie, fajne jest to,że możemy wsadzić  nóż w każdą stronę ( oczywiście rączką do góry ;) )  i tak trzyma. Co ważne- jak dla mnie - wieszamy ją na pasku przez skórkową szlufkę która jest wygodniejsza i mocniejsza niż typowe plastyki jak w innych morach. Może urodą pochewka nie powala ale za to umożliwia nam założenie na nią dętki która może posłużyć jako podpałka. 
Posiada też otwory na dole by woda mogła swobodnie wypływać podczas działania w mokrym środowisku.


Na koniec warto dodać,że mora outdoor 2000 jest często uznawana za najbrzydszą morę. Czy tak jest? Nie wiem mi tam się podoba,  ma zupełnie nietypowy wygląd i jakiś taki pierwiastek buszmena ;)

No i czy to ważne jak wygląda grunt,że robi to co ma robić, działa rąbie tnie i jest po prostu super.   Idealnie nadaję się dla doświadczonego włóczykija jak i dla amatora który pierwszy raz trzyma nóż w ręce.

Ja ją polecam i tak samo polecam sklep Dawida Hobby House dużo fajnych rzeczy i co ważne tą morkę ma  za 89zł  czyli najtaniej na rynku ;)  



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Głupota na szlaku

By dać wam odetchnąć po dwóch reckach podrząd i jeszcze paru w tym tygodniu dziś miła albo i niemiła odskocznia. Mianowicie coraz cieplej zaraz lato. Większość z was jak nie wszyscy wyjadą w teren na dłużej lub na krócej i z pewnością będziecie świadkami wielu głupot. Dla nas speców czy przynajmniej ludzi świadomych są one śmieszne ale w rzeczywistości przez głupotę można stracić wiele i to nie tylko zdrowie.

Ale na samym początku może moje ulubione wykroczenia " turystów"


  • W japonkach po górach
  • Szpilki na szlaku ( zimą to ja rozumiem bo można ich użyć jako czekana ale latem!!!! ???????? po cholerę) 
  • W garniturze i lakierkach w karkonoszach ( widziałem takiego gościa i na dodatek ubrany na czarno w temp. pow. 30*C ) 
  • Bez latarki/telefonu/mapy itd w góry
  • Bez wody/prowiantu na szlak


To były takie nazwijmy to popularne grzeszki mniejsze lub większe  stonki czy zwykłych ludzi. Ale niestety i w świecie survivalowców czy bushcraftowców zdarzają się "eksperci " I oto kilka najpopularniejszych głupot jakie często się spotyka.


  • Picie wody z rzeczek/kałuż  bez przegotowania ( bo co ja nie dam rady ? ) 
  • Noszenie maczety czy innego RAMBO NOŻA przy pasku na zwykłą wycieczkę 
  • Palenie gigantycznych ognisk ( niezabezpieczonych, za dużych groźnych itd.) 
  • Podejmowanie zbędnego ryzyka  ( o tym na końcu bo to jest naprawdę perełka :D )


I kilka przejawów głupoty dla każdego środowiska:


  • Niszczenie przyrody ( zetnę to drzewko i zrobię sobie kija trekkingowego)
  • Śmiecenie
  • Płoszenie zwierzyny
  • Zostawianie po sobie bajzlu 
  • Alkohol w dużych ilościach 



Oczywiście tych przejawów głupoty  można by mnożyć bez końca ale myślę,że na razie to starczy ;)
Część z was może pomyśleć po cholerę taki felieton ?
A no np. po to by zwrócić uwagę szerszej publice na problem  bo może ktoś zna właśnie kogoś takiego  i go uświadomi a może ktoś sam się zreflektuje.  I zmniejszymy ilość głupot.


Bo pamiętajmy,że piętnowanie takich błędów to nie złośliwość a raczej obowiązek bo wejście w góry w szpilkach czy innych tego typu laczkach może skończyć się źle dla nosiciela ale i dla potencjalnego ratownika.

Oczywiście wiem,że  ten post najprawdopodobniej nic nie zmieni ale co tam mi szkodzi se poszczekać ;)  Lato i pogoda dopisuje wiec w tym roku będziemy mieli okazję poobserwować wiele takich obrazków. A może dzięki temu tekstowi nieco mniej ?  No cóż pożyjemy zobaczymy.

No ale jak obiecałem nieco wyżej,że na samym końcu umieszczę perełkę - ze względu na którą pewnie część z was tylko czyta ten tekst. Tak wiec przechodząc do niej krótki wstęp.

Historia a właściwie pomysł na pewien wypad w góry miał miejsce w realu, co ciekawe prawie był by zrealizowany a nawet pojawił się na jednej z grup tematycznych na FB.   I żeby nie było,że to pomysł jakiegoś dzieciaka (bez urazy młodzi)  koleś ma  +/- 40 lat i prowadzi "szkolenia" survivalowe.
Zapowiada się ciekawie co nie ;) ?

No ale wracając do tejże głupoty  pomysł szalony w górach i miał się odbyć jakiś miesiąc temu.

Mianowice ten Pan miał pomysł wejść na RYSY (dla niewtajemniczonych najwyższy szczyt Tatr Polskich)  Ale nic w tym by nie było dziwnego gdyby nie to,że wejście miało odbyć się w nocy BEZ czołówki BEZ szpeju wspinaczkowego( raki/czekan/lina itd.)  Jedyne z czym się miał wybrać I miało mu pomóc to nóż.
Czyli jak widać głupota niezła i co gorsza srrruuu z gościem ale szkoda by chłopaki z TOPR-u się męczyły zdejmując takiego delikwenta z Rys a warto dodać,że jeszcze wtedy  tam były warunki typowo zimowe.

Wyprawa życia tego Pana niedoszła do skutku po fali komentarzy ( możecie się domyślić jakich ;) )  i biedny nie przeżył przygody życia - swoją drogą pewnie gdyby zrealizował to by było jego ostatnie wyjście

Ale oczywiście zanim zarzucił pomysł było wielkie nie JAM JEST EKSPERT I DAM RADĘ.
Taaa jasne a mi jedzie pod okiem   RUDY 102


Jak widzicie  głupota ludzka nie zna granic  i tak jak już pisałem warto piętnować takie zachowania by zmniejszyć  ilość takich incydentów czy przynajmniej odwieść od głupoty. No i mieć okazję się pośmiać bo chyba przyznacie rację,że ta perełka zasłużyła na to miano. Jeśli macie podobne historie dawajcie je w kom może się zrodzić ciekawa baza głupoty na szlaku ;)


piątek, 12 czerwca 2015

Krzesiwo MEVA-POL recka

Sorry,że tym razem mamy maraton testów ale trzeba nadrobić zaległości testowe - maj w drodze z konwentu na konwent itd. czyli  kompletny brak czasu na co innego jak relacjonowanie wypadów. No ale wracając do recki dziś krzesiwo od MEVA-POL . I powiem wam,że nie wiem jak ta firma to robi ale  i kuchenka i garnki(niedługo recka)   i to krzesiwo są naprawdę super. Z racji jakości i ceny.
Fakt,że krzesiwo jest dość cienkie więc jakoś bardzo długo-wieczne nie jest ale raczej niema ryzyka,że pęknie (jeśli używamy rozsądnie). Tak na moje to starczy na jakieś 3000 użyć.

A czy działa? 
Oj tak iskry które robi są mocne,gęste i skupione dzięki  czemu nawet niewprawiony w fach powinien rozpalić ognisko od jednego czy dwóch potarć.  Iskry klasycznie mają +/- 3 tyś stopni.

Oczywiście jeśli nie przygotujemy odpowiedniego materiału który jest w stanie zając się od iskry nic nam się nie uda. Ale jeśli przygotujemy sobie wszystko jak należy to po chwili możemy cieszyć się ciepłem ogniska.  

Wygoda:
Krzesiwo Meva-Pol jest dość wygodne uchwyt w miarę ergonomiczny(palce nie bolą)  blaszka służąca do krzesania też jest ok działa ale lepiej sprawdza się krawędź noża. Z tym,że te blaszki nawet w "lepszych" krzesiwach czy droższych często są dużo mniej praktyczne a czasem to wręcz nie działają.



Czyli podsumowując krzesiwo od Mevapol jest naprawdę ok,  dobrze i precyzyjnie iskrzy i co chyba najważniejsze kosztuje 20zł !!!!!  A ze spokojem można je postawić na równi z krzesiwami po 30 czy 40zł 

Czy polecam? 
Tak - oczywiście nie jest to Light my fire ale to naprawdę porządny produkt w dobrej cenie.



czwartek, 11 czerwca 2015

WHOOPIE SLINGS system wieszania hamaka - JATECH

Jakiś czas temu dostałem system wieszania hamaka od JATECHA - firmy specjalizującej się w linkach i innych duperelach związanych ze sznurkami.

W skład tego systemu zawieszenia wchodzą :

  • dwie taśmy  2 m  z pętlami
  • Dwie miękkie szekle
  • i dwie linki whoopie

Cały system jest naprawdę ultralight bo praktycznie nic nie waży, i co ważne jest cholernie tani w porównaniu z innymi systemami tego typu bo koszt takiego zestawu to tylko 85zł (  oczywiście można wypleść te linki samemu ale trochę z tym roboty)

Whoopie są zrobione z linki   Dyneema i taśmach PP


Ale przejdźmy do sedna sprawy czy te whoopie od jatecha robią robotę ?

I tak i nie.   Same whoopie i taśmy tak ale szekle to już tak średnio.  Śpieszę z wyjaśnieniem, ogólnie szekle się sprawdzają i działają jako szekle, ale substytutem czy zamiennikiem karabinka nie są z kilku powodów.

Przede wszystkim brak możliwości obsłużenia jedną ręką - wielka wada w momencie gdy nabawimy się jakiejś kontuzji czy po prostu jedną rękę mamy zajętą.


Kolejna wada to taka,że wbrew pozorom jest podatna na przecieranie - wchodzą w nią drobinki piachu i trą no i wychodzą włókna czyli tak średnio a niema nic gorszego  od  elementu zawieszenia który zawiedzie nas w buszu.

I ostatnia wada  gdy popada deszcz i zamarznie nam ta szekla nie zdejmiemy hamaka i trzeba albo ciąć albo  jakoś ogrzać by odtajała.

I te szekle to w sumie jedyny mankament tego zestawu.




Bo taśmy są mocne i wygodne w obsłudze chociaż niema to tamto nieraz są za krótkie do mocnego i ładnego oplecenia drzewa i  trzeba trochę pokombinować by dobrze się trzymała ale to nie jest jej wada raczej problem w za grubych drzewach.

Taśmy są naprawdę mocne i nie widać by się przecierały czyli możemy mieć pewność,że nie zawiodą. Przeszycia pętli też są OK



Kolejną i chyba najważniejszą częścią  systemu wieszania jest ta cała linka whoopie.  Jest to specjalnie przepleciony sznurek który umożliwia płynną regulację napięcia hamaka poprzez zaciągniecie lub zluzowanie jednej linki.
Jest to bardzo ale to bardzo wygodny system,  nie trzeba się pieprzyć z linkami czy innymi duperelami tylko bach taśma karabińczyk whoopie  naciągamy i już wisi nasz dom.

Działa to bez zarzutów z tym,że trzeba się nauczyć za którą linkę ciągnąć by napiąć a za którą by zluzować.  Praktycznie zawsze to działa płynnie i co ważne nie widać przetarć czy coś mimo,że linka jest cholernie cienka.


trochę kombinacji nieraz trzeba uskutecznić :D 
Wada może jest jedna tego systemu ( pomijając szekle) - z racji,że mamy taśmy karabinek i te whoopie musimy szukać nieco bardziej oddalonych od siebie drzew z racji dość długich linek. Jest to może pewien problem ale z drugiej strony niema problemu z regulacją napięcia wiec luz.

Czyli podsumowując system whoopie od JATECH jest fajny, sprawdza się w każdych warunkach zdolnych do hamakowania. Czyli mogę polecić - faktyczna wada jest  tylko w tych szeklach.










środa, 10 czerwca 2015

IZERY POZA SZLAKIEM -FILM

No i proszę państwa oto w dźwiękach fanfar premierę ma film z Gór izerskich poza szlakiem.

A obsada zacna :
Marek EDC.PL
Ania i Patryk z Black Fox Survival
No i dwa Buszmeny
Oraz gość honorowy
ZBYCHU izerski traper.

Tak wiec szybko lećcie po popcorn i piwo i oglądajcie :D


poniedziałek, 8 czerwca 2015

IZERY POZA SZLAKIEM - RELACJA

Czy może być coś lepszego od wypadu w góry po całym miesiącu wyjazdów na konwenty,jakieś prezentacje itd. ? Oj tak np, wypad w góry w zajebistym towarzystwie i do tego  większość tras poza szlakiem.



I tak też na ten długi weekend wyjechali my w góry izerskie na włóczęgę w następującym składzie:
Patryk i Anie z BLACK FOX SURVIVAL, Marek z Ekwipunku Dźwiganego Codziennie ( tak ten Marek ojciec polskiego EDC ;) )   no i oczywiście Ja i Tato

I tak po maratonie samochodowym w 5 osób w jednej bryce - swoją drogą to niezła przygoda - dotarliśmy do miejsca startu Świeradowa. Tam oczywiście musiała być na parkingu kawka i po chwili ruszamy na szlak.






Klasycznie najpierw mozolne brnięcie pod górę i zdobywanie wysokości po drodze postój przy źródełku Adamsa by nabrać wody na nadciągający atak upału - oj tak już o 6 rano było gorąco.

i dalej w drogę    by w Chatce Górzystów  napić się drogocennego złotego napoju i odpocząć przed dalszą drogą. Po pewnym czasie dalej jeszcze szlakiem by po kilku km, dojść do Chatki Tomaszka i spotkać się z naszym przyjacielem Zbyszkiem który niema to tamto jest jak Traper. Tam pogawędka jakiś lekki szamunek i dalej w drogę tym razem po kilkudziesięciu metrach zeszliśmy ze szlaku by dostać się jak najszybciej w jeszcze dziksze miejsce.  I tak szliśmy pod górę przez las   aż do szlaku tam  kawałek drogą i już zeszliśmy w kompletną dzicz.  Mianowicie do Kanionu Jagnięcego potoku.  Kilkunastu metrowe zbocze i strumień na dole którym wędrujemy. Piękna sceneria i mimo zmęczenie nocną jazdą i upałem  byliśmy wstanie podziwiać i napawać się widokami. No ale po kilometrze może trzech padliśmy i rozwiesiliśmy obóz.







Ognisko rozpalone jakieś jedzenie chłodzenie w strumieniu i wieczorem kielonek jacusia wleciał.
Koło północy w hamaki i nocka bez otarpiania się z widokiem na bezchmurne niebo pełne gwiazd. Żyć nie zasypiać - jednak zmęczenie było większe :P











Rano pobudka, śniadanko i w dalszą drogę w górę strumienia.  Męczący marsz,przekraczanie strumienia i upał nie nastrajały optymistycznie ale  to i tak nic w porównaniu z tym co czekało nas po kilku kilometrach. Strumień się skończył  a upał nie i co gorsza trza było kluczyć zakosami  między torfowiskami gdzie jeden krok i po kolana w breję jak nie lepiej. Co mocno nas spowalniało a cel był w sumie to nie wiadomo gdzie bo prowadziłem naszą bandę na czuja w stronę Wysokiej Kopy.  I  tak też po wypoceniu hektolitrów potu i soli mineralnych,kluczeniu i przedzieraniu się przez krzaki doszliśmy do celu w punkt.











Na szczycie odpoczynek,sesja fotograficzna z flagami ( komercha musi być ;) )  i dalej ścieżką w dół do szlaku i do kopalni Stanisław No i tam powtórka z kopy zdjęcia zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia.  I po tym dalej w drogę już szlakiem do rozdroża gdzie była krótka sjesta i dalej na jelenią łąkę i wprawdzie drogą ale  za to rzadko uczęszczaną i cholernie podmokłą  i tak też doszliśmy do Kobyłki gdzie skręt w krzoki i dalej już na przełaj wzdłuż strumienia do super miejscówki na nocleg. I tam szybkie rozbicie się i odpoczynek po upale. I nie powiem leżenie w wodzie o temp. + 2*C jest naprawdę przyjemne :D  Black Fox zbudował piec z kamieni i upiekł chleb na kolację.
I tak też wieczorem  żarełko odwiedziny Zbyszka i do hamaków by rano wstać zjeść  śniadanko i  w dalszą drogę.
I nie inaczej jak dnia poprzedniego  początek  na przełaj przez torfowiska,strumienie aż do Izery. Potem do Orla gdzie wleciało piwko i pierogi. Potem nad mostek graniczny i dalej znów do Zbyszka. Tam postój odpoczynek po cholernie saharyjskim i skurw.....ym upale.  I tak też po tym jakże cennym postoju ruszyliśmy na miejsce ostatniego spoczynku na tym wypadzie w stronę Chatki Górzystów - z tym,że nieco przed schroniskiem odbiliśmy nad strumyczek i wzdłuż niego doszliśmy do super miejsca na zabiwakowanie.
Ostatni postój ostatnie ognisko,i kolejna wizyta Zbyszka dokończenie jacusia    i w hamak.
Też bez tarpu i powiem wam,że księżyc tak dawał,że w pewnym momencie myślałem,że ktoś stoi przed hamakiem z czołówką i już chciałem wyjąć nóż ale  skojarzyłem,że to chyba księżyc i zasnąłem.
















Rano pobudka,diametralna zmiana pogody, mgła i to gęsta jak zupa,dość chłodno czyli miły odpoczynek po trzy dniowym maratonie upałów.  I tak z rana śniadanko pakowanie i do schroniska gdzie niektórzy wszamali coś jeszcze i dalej już tą samą drogą do samochodu i na dole byliśmy o 12.

I tak też zakończył się ten wyjazd. Czyli podsumowując było zajebiście albo i jeszcze lepiej.


OCZYWIŚCIE BYŁ TEŻ CZAS NA PLUSZKRAFT ;)






Już niedługo filmik a na razie łapcie FOTY TU