wtorek, 12 maja 2015

D.D.D.D Biłgoraj relacja

No i najwyższy czas na pisemne podsumowanie jakże zacnej inicjatywy Dyskretnej Dywizji Dobrych Duchów.  Ośmiu wspaniałych ( nie nie nie jesteśmy narcyzami )  zawitało z całej polski do  Wioski Dziecięcej  SOS w Biłgoraju.
Zjawiło się dwóch dzikusów z Torunia mianowicie Marek i Michu z  EDC 
Kolejnych 2 dzikusów z Warszawy Wojtek z Wanderrer i Wąsu
Do tego Wojtek Jojo z Lublina (dojechał rano w sobotę)
Adrian z żonką i młodym 
No i oczywiście ja z tatką od tego wyjazdu już nie  tylko ja tak do niego mówię bo ksywka dzięki Jojemu(chyba tak może być)  przywarła na dobre.

Ale wracając do sedna sprawy  zjazd był w piątek tylko my Ekipa z Poznania dojechała ostatnia już w sobotę po prawie 600km ale co tam  błądzenie po wioskach i lasach,tylko jeden postój na siku na tym dystansie i jakoś koło 1 w nocy byli my na miejscu. Szybkie piwko dla regeneracji rozbicie namiotu i w kimę by rano  Rozpocząć imprezę dla Dzieciaków. I tak o 4 czy 5 rano słyszę piłowanie a to Wojtek musiał cholera wstać i łyżkę strugać ale na szczęście byliśmy na tyle zmęczeni,że dało się to wytrzymać i tak jakoś koło 6 czy też 7 wstaje i patrzam a tam Adrian z ferajną się zjawił. I tak też szybkie wstanie  śniadanko rozstawienie stanowisk a było ich  trochę każdy się czymś zajmował - tak swoją droga to chyba mi najmniej ciekawy element przypadł bo nawigacja :P Ale nie ma to tamto było i nawet na moim stanowisku wesoło ;)



Po rozlokowaniu i przypudrowaniu nosków byliśmy już gotowi w 99% Krótko potem zajechała Natalia bez której byśmy się tam nie pojawili ( wielkie dzięki za zapro )    potem przyszło kupę dzieciaków z opiekunami  jakoś coś koło 40 więc można powiedzieć,że kawaleria nadciągnęła no i już na samym szarym końcu dotarł Jojo.

Z początku dzieciaki wydawały się z lekka zestresowane czy wręcz negatywnie nastawione  ale  co to dla nas ekipy DDDD i zaczęliśmy robić swoje  i tak też z samego początku przedstawiliśmy się a zaraz potem zajęliśmy się  krótką pogadanką na tematy około survivalowe. Mianowicie Piramida przetrwania którą ładnie opowiedział Marek  potem ja dodałem co nieco o różnicach między SURVIVALEM a BUSHCRAFTEM potem coś o eko wędrówce  Kilka słów od Wąsa o tym co robimy i z racji,ze było wdać,że większość dzieciaków ma już nas dosyć ;) wzięliśmy się już do najważniejszego czyli zabawy.

I tak każdy obstawił swoje stanowisko idealnie udało się,że  dzieciaki podzielone na grupki zmieściły się na każde stanowisko i się zaczęło gderanie dziwaków na różne dziwne tematy - ale powiem z czystym sumieniem,że wiedza  była zacna.  Jedną grupę  z tego co pamiętam zwały się Krejzolki (jeśli się mylę dziewczyny to mnie poprawcie) to naprawdę było mi cholernie trudno zagiąć, wiedziały praktycznie wszystko o nawigacji,skali,mapie itd. Już myślałem,że nie zagnę ale udało mi się zabłysnąć  z deklinacją Magnetyczną - a mówią,ze dziewczyny mają kiepską orientację w terenie. I tu nasuwa się pytanie czy Wyjątek potwierdza regułę czy może  udało nam się obalić pewien mit :D

Kolejną grupą którą  mocno wryła mi się w pamięć to chyba  zwała się  TROSKLIWE MISIE super chłopaki  z brakiem 5 klepki świry i wariaty jakich mało ale dzięki temu było naprawdę zacnie z nimi nawigować  a teksty jakie słyszałem to aż strach,że ich nie zapisałem bo mogły by się przydać w różnych sytuacjach.

I kolejną grupą którą zapamiętałem bardzo dobrze to nazwy wam nie powiem bo nie pamiętam  a to pewnie wina ich opiekunki bo nie dało się przy niej skupić ;)  Ale była to najmłodsza z tego co się orientuję grupa i tu taka anegdota:

Daje im ten kompas mówię o mapie co i jak - możecie się domyśleć jak to jest  rozmawiać o tym z dzieciakami które lekko powiedziawszy energia rozpiera ale co tam  grunt to robić swoje. 
I tak też jedna z nich bierze ten kompas i upiera się,że strzałka ma pokazywać azymut czy też cel a nie północ i macha tym kompasem na lewo i prawo i nie może osiągnąć swojego celu ale to i tak nic z tym co stało się po chwili. Patrzę  trzyma ten kompas w ręce a on zaczyna wariować  kręci się w lewo i prawo. Pomyślałem może się skopał ale biorę go do ręki i działa dobrze oddaje małej a on znów. I tak patrzę na Natalię i mrowię: Ona jakaś namagnesowana czy co? ;)     Ale jak się po chwili okazało za każdym razem kładła kompas pomiędzy dwoma gwoźdźmi.  Kupa śmiechu i myślę,że czegoś się dowiedziały przynajmniej tego,że nie kładziemy kompasu między dwoma metalami :D

Oczywiście,żeby nie było inne grupy też były zacne z większą lub mniejszą  wiedzą ale praktycznie zawsze były głodne wiedzy czasem to aż zanadto  i ciężko było coś wymyślić. A w pewnym momencie to już tyle razy wałkowałem ten sam temat,że nie wiedziałem co mówiłem a co nie kompletne DEJA VU.

I tak też  na innych stanowiskach pokazywaliśmy   pierwszą pomoc, liny,ogień,oczyszczanie wody, budowę szałasu no i to co ciszyło się największym zainteresowaniem czyli broń łuki,proce jakieś ostrza itd. Dosłownie nie dało się tego stanowiska zamknąć nawet w czasie przerwy w której każdy dostał paczkę z jakimiś słodyczami.  Biedny Adrian  ale potem jakoś się udało  odetchnąć.

I tak też  po zaliczeniu przez każda drużynę wszystkich zadań   przyszedł czas na ognisko i podpisywanie dyplomów.  I tak też każdy uczestnik dostał dyplom. Myślę,że satysfakcję każdy miał bo nie powiem bananów na ryjkach sporo było.  Po rozdaniu  dyplomów jakimś tam jedzeniu przyszedł czas na  zdjęcie pamiątkowe i  rozdanie autografów czy to na wizytówkach czy też na rękach i dzieciaki poszły.
WĄSU gwiazdor



No i teraz zaczął się czas dla nazwijmy to kadry.  Jedzenie Jakaś cola piwko i tak do wieczora gry przyjechała ekipa Opiekunów  i tak też spędziliśmy w zacnym i super towarzystwie wieczór na  gadaniu  wszystkim i o niczym jak i na rzucaniu toporkami i maczetami.
I tu muszę przywołać pewną frazę Oj chciała zostać - tematu nie rozwijam ale kto ma wiedzieć ten wie ;) 

I tak rano pobudka,zwinięcie obozowiska, przygotowanie się na wizytę w wiosce SOS i przekazanie darów. I tak też zajechali my do nich rozładowaliśmy auta dzieciaki szczęśliwe pomagały nosić poduszki gry,kołdry itd. Bo jednak telewizor to sam Wąsu zaniósł ;) Posiedzieliśmy potem odebraliśmy podziękowanie zwiedziliśmy ośrodek  jeszcze chwilę posiedzieliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. I tu jeszcze zanim przejdziemy do   podsumowania pochwalimy się z Tatką nowym rekordem z Biłgoraju do Poznania bez postoju 550km non stop. Jak ja kocham pobijać rekordy :D











No i to by było na tyle super atmosfera super ekipa D.D.D.D super dzieciaki. Akcja niby wyczerpująca  w sumie to jeden weekend zrobić koło 1200km i jeszcze gadać całą sobotę powinno mnie wyczerpać. A jednak uśmiech i radość tych dzieciorów które no nie ma to tamto łatwo nie mają dała mi takiego powera,że hoho doładowanie baterii na co najmniej rok- a to niebyła ostatnia wioska jak na ten rok.

Wiem wiem ludzie mówią,że ja cham i prostak + redneck ;)  ale uwierzcie mi lubię pomagać i pracować z dzieciakami bo one się nie krepują i walą prosto z mostu tak jak ja =D

I teraz już na sam koniec jeszcze raz wielkie dzięki dla  dzieciaków za super interakcję, Wielkie dzięki również dla opiekunów którzy też wyrażali zainteresowanie na punktach no i NAJWIĘKSZE dzięki dla Natalii  i Dyrekcji bez której akcja by się pewnie  nie odbyła.

No i oczywiście W I E L K I  E     D Z I Ę K I dla całej ekipy D.D.D.D

MAREK woda i ogień

Michał schronienie

Adrian Broń

Jojo liny

Ja nawigacja


Wojtek Pierwsza pomoc

Wąsu RKO


TATO fotografie

I tak też śledźcie poczynania D.D.D.D bo akcji jeszcze sporo przed nami  a pamiętajcie dobro wraca. Tak wiec teraz pozostaje wam czekać za filmem -może jutro najpóźniej w czwartek.

A tu łapcie więcej zdjęci:
 TATO
Wąsu



1 komentarz:

  1. Szacunek panowie. Takich akcji zawsze i wszędzie nigdy dość. Praca z dzieciakami i młodzieżą nie należy do łatwych (wiem, bo mam na tym polu pewne doświadczenie), ale warto inwestować w młodych ludzi, zaszczepiać im ciekawe idee oraz edukować. Jak to w tym znakomitym cytacie J.Zamoyskiego: "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie" :)

    Trzymam kciuki za dalsze akcje D.D.D.D.!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń