sobota, 28 lutego 2015

Plemienna szkoła przetrwania



Dawno nie opisywałem   żadnego programu czy filmu więc czas najwyższy nadrobić zaległości.  Na National Geographic  emitowany jest  program pt. PLEMIENNA SZKOŁA PRZETRWANIA. 
Zamysł programu jest bardzo ale to bardzo fajny-przynajmniej według mnie. Prowadzący Hazen Audel który jest instruktorem survivalu jeździ po świecie w dzikie zakątki, gdzie odwiedza  lokalną ludność i uczy się od nich jak przetrwać,polować,żyć itd. Wszystko to sposobami "dzikich", pod koniec każdego odcinka  musi wykonać jakieś zadanie,zapolować na rekina, przetrwać samemu kilka dni w buszu opiekując się stadem krów itd.
Wszystko to sprawia,że Plemienna szkoła przetrwania to naprawdę dobry program o prawdziwym survivalu a właściwie to bardziej nawet o bushcrafcie-bo Hazen uczy się nie tyle przetrwać w danym miejscu co żyć.
Podczas tych wszystkich podróży,prób jakim zostaje poddany przez miejscowych jest doprowadzany do stanu w którym musi w 100% zdać się na instynkt i doświadczenie.

Poza tym dużą atrakcją tego programu jest  duża liczba niezłych ująć,widoków,pokazana kultura  ludzi którzy nie są uzależnieni od cywilizacji,prądu tak jak np. EUROPA. No i oczywiście można z niego wyciągnąć naprawdę sporo przydatnych patentów czy to do survivalu,bushcraftu czy też do outdooru-tak więc polecam zapoznać się z tym serialem.

środa, 25 lutego 2015

Ogień w śniegu

Jak wiadomo ogień na biwaku to podstawa,  nieraz jest ciężko  rozpalić ognisko z powodu,wilgoci a już całkowicie utrudnia nam to śnieg czy po prostu zima.  Oczywiście niema rzeczy której nie da się zrobić. Tak wiec jeśli  zastosujecie się do poniższych zasad daje wam 99% gwarancję powodzenia.


Przede wszystkim należy  wkopać się jak najgłębiej-super jeśli zbliżymy się lub nawet osiągniemy grunt. Oczywiście czasem może być ciężko  to osiągnąć ale powinniśmy w miarę możliwości to zrobić. Kolejną sprawą jest odizolowanie ognia od podłoża-niezależnie od tego czy dokopaliśmy się do ziemi czy dalej mamy śnieg pod spodem  układamy platformę na której rozpalimy ognisko właściwe.
Do stworzenia takiej platformy używamy grubszych gałęzi układamy je tak jakbyśmy budowali tratwę.
Platforma ta ma za zadanie odprowadzić wilgoć spod paleniska, tak by woda nie zalała czy nie zadusiła nam ogniska. 

Gdy mam tak przygotowane miejsce to kolejną rzeczą którą należy zrobić jest przygotowanie sporej ilości opału-delikatne,cienkie gałązki,grubsze itd. Oczywiście można to zrobić zanim zaczniemy przygotowywać miejsce pod ognisko.
Jednak najważniejsze jest to by przygotować  dużo więcej opału niż by się mogło wydawać potrzebne.  Podczas zbierania warto dzielić sobie patyki na cienkie na podpałkę, nieco grubsze jako paliwo  na początek i potem grube,polana itd. w górę.

Czyli wszystko pomalutku od najmniejszego do największego. Mając tak podzielone paliwo na kupkach nie mamy problemu z dokładaniem do ognia,dzięki temu wszystko idzie sprawnie i mamy praktycznie 100% szans na powodzenie. 


I tu przechodzimy do ważnej sprawy czym rozpalać?
A no tu już mamy pełną dowolność: zapałki,zapalniczka,krzesiwo itd. Prawda jest taka,że najlepiej użyć zapalniczki z racji szybkości  w jakiej otrzymamy ogień-ale oczywiście tu mamy wolną rękę. 

Specjalnie nie poruszałem tematu podpałki z racji,że ja osobiście zawsze przy tyłku noszę chociaż kilka kostek podpałki do grilla,zabezpieczonej przed wodą-dają mi to pewność,że zawsze rozpalę ogień. Oczywiście domyślam się,że w środowisko powiedzą,że  sieje herezje ale poco ja mam łazić w śniegu po pas by szukać suchej kory czy czegoś jeśli mogę sobie skrócić czas i zmniejszyć ilość spalonych kalorii do minimum.

Tak wiec jeśli przygotowaliśmy sobie miejsce pod ognisko,nazbieraliśmy i pogrupowaliśmy drewno, zabraliśmy ze sobą podpałkę mamy ognisko w moment i gwarantuje wam,że bez większych problemów każdy osiągnie sukces.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Zabawki od MELONTOOLS

Swego czasu, a nawet dość dawno bo jakoś w okolicach  wigilii do mojego progu zawitał listonosz z  4 toolami od MELONTOOLS.  Testy jak sami widzicie dość długie bo ponad 2 miechy no ale  nic w tym dziwnego skoro mają być rzetelne i jak mają sprawdzić czy warto za taką zabawkę wydać coś koło stówki.


Tak więc Melon podesłał mi 4 toole
LILU
LOLA
CATELPILAR
ANGLERFISH

Ogółnie rzecz biorąc każdy z tych tooli czy też jak niektórzy mawiają kluczyków ma nam zastąpić ciężkiego multitoola kiedy nie możemy lub po prostu nie chce nam się dźwigać takiej krowy jak np. leatherman vave.

I trzeba przyznać,że te kluczyki są wstanie zastąpić w niektórych sytuacjach większego krewnego.

Z racji,że  wszystkie są podobne stwierdziłem,że niema większego sensu rozdrabniania się na 4 osobne recki i tak też wszystkie toole będą dziś opisane.

Tak więc zacznę od danych technicznych i oczywiście od metalowej pci pięknej ;)

Najpierw większą LOLA  

Długość 83mm
Wysokość 55mm
Grubość 2mm
Waga 20g
Materiał - 420HC szlachetna stal nierdzewna
Twardość - powyżej 50 HRC


Mniejsza siostra/koleżanka loli mianowicie LILU



 Długość 61mm
Wysokość 41mm
Grubość 2mm
Waga 13g
Materiał - 420HC szlachetna stal nierdzewna
Twardość - powyżej 50 HRC



Caterpilar metric-nazwany przez moją koleżankę gekonem z wodogłowiem

 Długość 69mm
Wysokość 27mm
Grubość 2mm
Waga 11g
Materiał - 420HC szlachetna stal nierdzewna
Twardość - powyżej 50 HRC

Mój ulubiony  ANGLERFISH


 Długość 64mm
Wysokość 24mm
Grubość 2mm
Waga 18g
Materiał - 420HC szlachetna stal nierdzewna
Twardość - powyżej 50 HRC


Jak widać przekrój narzędzi jest spory Lola  i Gekon z wodogłowiem jest największy  natomiast  Anglerfish i lilu są nieco bardziej kompaktowe.

LOLA I LILU

Zarówno Lilu jak i Lola to typowy przykład przydatnego  breloka do kluczy czy co tam sobie wymyślimy. I jak przystało na rasową kobietę mają dość wiele przydatnych umiejętności Lola ma 4  klucze do śrub 6/8/10/13 otwieracz do piwa i  śrubokręt płaski x2-jak się uprzemy to i śrubokręt posłuży nam za łom. I  właśnie przy takim improwizowanym zastosowaniu śrubokrętu ujawnia się największa zaleta dość dużych rozmiarów LOLI-dzięki solidnemu wykonaniu można naprawdę mocno napierać a nic się nie odkształca-widać jak metal się napina i pracuje ale zawsze wraca do normy.

LILU natomiast jest delikatniejszą  kobitką i już tak ostro z nią nie możemy  aż tak ostro z nią działać jak z jej większą koleżanką ale dzięki temu jest wygodniejsza w przenoszeniu-dlatego zyskała stałe miejsce przy moich kluczach-nie dość,że ładna to i pomocna ;) 
Lilu ma klucze do śrub 6, 8, 10 mm, otwieracz do piwa  i śrubokręt.

Tak wiec jeśli chodzi o lilu czy lole to obydwie dają radę,dobrze otwierają piwo,odkręcą śrubki całkiem urodziwa-zwłaszcza jeśli ktoś lubi styl PIN-UP czyli wszystko ok. Można by powiedzieć,że kobieta idealna Lilu jeśli ktoś woli mniejsze a Lola to już kawał baby-wybór zależy do gustu.


CATERPILAR-(gekon z wodogłowiem)

Całkiem fajny,kompaktowy i poręczny tool o ciekawym kształcie. Taka jaszczurka która nie dość,że otworzy nam piwo(robi to najlepiej z wszystkich 4 kluczyków które dostałem)  pomoże odkręcić jakieś śrubki(idzie mu to nie najgorzej-ale szału niema)ma klucze do śrub 6, 8, 10 mm  I co ciekawe przydaje się palaczowi fajki. Tego toola używa mój ojciec i jest zadowolony, a nieraz przydał się do czyszczenia fajki,czy ubicia tytoniu-czyli jak widać  toole od melona mają dużo więcej zastosowań niż zakłada wytwórca. 

Gekon robi robotę jednak najlepiej idzie mu otwieranie piwa a już śrubki nieco gorzej, nie,że czegoś nie odkręci ale nie jest to jakoś bardzo komfortowe-ten gekon akurat ma oznaczenia  w calach co dla niektórych może być dużą zaletą(wszystkie klucze od MELONA można mieć w wersji metric albo  imperial)
Dlatego jeśli komuś się podoba polecam, na pewno też przypadnie do gustu komuś kto otwiera dużo butelek z piwem-chociaż nie będzie to tani otwieracz-ok 100zł





 I teraz przyszedł czas na mojego faworyta,kawał robola,dużo zastosowań,wytrzymuje brutalne traktowanie, idealny przyjaciel każdego faceta,budzi strach i podziw niczym wiking. Oczywiście chodzi o  ANGLERFISH-  optycznie to nic nadzwyczajnego kawał metalu przypominający mikro łom-czyli teoretycznie szału niema-jednak nieraz im coś prostsze tym lepsze i tak też ta jego prosta uroda cholernie przypadła mi do gustu.   Ale najważniejsze jest to,że  poza tym lumbersexualnym designem jest on też prawdziwym draniem który zrobi wszystko czego od niego będę wymagał. Normalnie gdybym był rasistą mógłbym powiedzieć,że to taki prywatny murzyn do kieszeni.
ŁOM-pozwala na podważenie gwoździ,zamków,zawiasów itd. Myślę,że i auto udałoby się otworzyć-niestety nikt nie chciał mi dać jakiegoś do testów. Tak też łom robi jak najbardziej robotę-w sytuacji napadu można go też użyć do walki  w roli kubotanu.
Wyposażony jest w klucze do śrub 4/5/6/8/10/13 powiem,że w dają radę jest dość mały przez co czasem mało wygodny ale w razie czego jak najbardziej daje radę.
Natomiast bardzo wygodną rzeczą jest  gniazdo na bit 1/4, bit z krzyżakowym śrubokrętem  jest już w zestawie. Taki mały śrubokręt daje nam sporo możliwości,skręcenie blokady w kijkach trekkingowych,dokręcenie jakiegoś zamku wiązań w nartach itd. Oczywiście nie jest on tak wygodny jak typowy duży śrubokręt ale jak na coś tak małego i kompaktowego super wygodny i nawet  bit nie wypada(za często)   Bita możemy przenosić  w samum toolu w przestrzeni służącej za klucze do śrub. Bit zabezpieczony jest gumkami/uszczelkami których wytrzymałość jest kiepska dość szybko same popękały na szczęście bita nie zgubiłem bo nigdy nie pękły wszystkie naraz a i w zestawie dostałem dużo zapasowych ;) Oryginalne były pomarańczowe a zapas czarny-mocniejszy bo jak na razie czarne trzymają jak należy.    

I na sam koniec otwieracz do butelek i największy mankament tego toola. I nie chodzi oto,że nie otworzymy piwa bo to nie problem. Problemem jest to,że  nie otwierają kapsla normalnie tylko wyginają go wpół 
 i trzeba potem jeszcze go podważyć by odpadł ostatecznie-jest to chyba jedyna wada samego toola nie licząc  tych felernych gumek.  Może przez to,że to taki brutal to otwiera w ten sposób  piwo-jednak mimo tej wady i tak uważam go za cudowne narzędzie drogie bo 110zł ale warte tej ceny.


Noszę go na co dzień czy to w lesie czy w mieście w połączeniu z małym folderem gerbera(5cm dł. ostrza) Sprawia to,że mam coś w rodzaju naprawdę małego i dość uniwersalnego multitoola.  Lekki i poręczny zestaw, zwłaszcza kiedy niemożna mieć normalnego zestawu edc przy tyłku np. garnitur itd.


Podsumowując zabawki od Melontools-są to dosłownie zabawki dla dużych chłopców i dziewczynek też ;) Nie są one tanie  ale przynajmniej  mamy gwarancję wysokiej jakości i co ważne są to produkty w 100% polskie.  Tak więc każdy poza tym,że ma różne przydatne zastosowania to ciekawy design. Gekon przypadnie do gustu każdemu kto lubi jaszczurki czy jakieś filmy o kosmitach. LILU I LOLA przypadną do gustu chyba każdemu facetowi zwłaszcza z racji wielu ciekawych detali ;)  
A  ANGLERFISH  może nie przypaść każdemu do gustu z widoku ale z pracy jak najbardziej-i powiem,że gdybym  miał kupić któregoś z nich to na pewno właśnie ten łom.  Penie dlatego,że brutala cięgnie do brutala;)  

Na pewno część z was powie poco tyle wydawać na takie zabawki, i racja sam też zanim się tym nie pobawiłem  myślałem tyle kasy za coś takiego ? Ale teraz wiem,że za jakość,design i można powiedzieć polska manufakturę trzeba płacić. 
Tak wiec wybór należy do was ja mogę z czystym sumieniem polecić produkty Melona 

Więcej informacji i wzorów na jego stronie TU






sobota, 21 lutego 2015

Szyszki świerkowe

Dawno nic o dzikim żarciu nie pisałem. To chyba czas najbliższy nadrobić te zaległości, zwłaszcza,że po moim poście o wege(tutaj)  dostałem mnóstwo zarzutów,że nie lubię roślinek-oczywiście to nieprawda w końcu schabowy z ziemniaczkami,suróweczka itd. to idealny zestaw ;)

Ale przejdźmy do sedna sprawy-dziś opiszę a właściwie przedstawię wam patent którym ja lubię sobie urozmaicać dietę w terenie. Mianowicie chodzi o szyszki świerku.
I tu nasuwa mi się taka fajna anegdota;
kiedyś zostałem poproszony o zorganizowanie szkolenia,warsztatów survivalowych dla grupki dzieciaków,  i gdy jeden dowiedział się,że można jeść rośliny to od razu co chwila pytał mi się a to mogę, a tamto itd. Nic w tym dziwnego ciekawość i głód wiedzy,jednak najlepsze dopiero się zacznie. Gdy usłyszał o tym,że szyszki można spożywać,wziął to sobie zbyt dosadnie i jak się dorwał do szyszki  to ją zeżarł-nie wiem jak to się potem skończyło,ale nie chcę wiedzieć jak to jest zjeść i wydalić takie ustrojstwo.

Ale wracając do prawidłowej konsumpcji szyszek,jemy nasionka które są ukryte pod łuskami w szyszce. Oczywiście by tak naprawdę się najeść to trzeba by zjeść chyba z 2 garści nasionek/orzeszków a zebranie takiej ilości może być dość czaso i energo chłonne.

jak widać orzeszek za duży nie jest :P

Orzeszki te mają sporo tłuszczy itd.dzięki czemu są dobrym uzupełnieniem diety,jednak niestety kaloryczność nie jest największa w stosunku do ilości jaką byśmy musieli zebrać.

Można by powiedzieć co za problem zebrać szyszki a no dość spory,zwłaszcza,że trzeba je zebrać z drzewa  bo tylko te mają  nasionka(po otwarciu i wypuszczeniu ich spadają z choinki) oczywiście czasem po wietrze czy np. zimą one spadają  i starczy podnieść przełamać i można jeść.

Smak jest całkiem całkiem,porównywalny z orzeszkami ale nieco inny-po prostu sami musicie sprawdzić ;)
I na koniec taka zasada jeśli zrywacie z drzewa to nie wszystko z jednego ale tylko po np. kilka szyszek z drzewka i potem z kolejnego itd. na dość sporej powierzchni by nie wpływać zbytnio na środowisko, albo zbierajcie te z ziemi(z tym,że jak już mówiłem nie wszystkie są "pełne")-oczywiście nie mówimy o prawdziwej sytuacji survivalowej.

A jak już zjecie zawartość szyszek możecie wrzucić je do ognia,pieca itd. świetnie podtrzymują i robią żar.  


piątek, 20 lutego 2015

środa, 18 lutego 2015

Izery w śniegu-relacja

I przyszedł czas na relację z wypadu z minimalnym wyposażeniem. Koniec sesji czyli idealny czas na urwanie się w góry by się z lekka odstresować. Tak więc razem z ojcem wybraliśmy się na 3 dni w góry i jak zwykle wybór padł na Izery. Tyle,że tym razem sprzętu było bardzo mało i teoretycznie nie dostosowany do warunków-miało to odtworzyć coś w rodzaju zagubionego turysty idącego od schroniska do schroniska,czy kogoś kto zakładał noclegi w jakiś kolibach,chatkach myśliwskich,bacówkach,czyli na pewno nie pod chmurką w śniegu.

Tak więc po kilku godzinach jazdy z Poznania  dojechaliśmy w końcu do Świeradowa. I tam piękna pogoda,ciepło,jeszcze szaro ale bezchmurnie czyli naprawdę początki wiosny na 500m.n.p.m. Ale bez jakiegoś pośpiechu   ruszyliśmy do góry niebieskim szlakiem i i tam już kawałek za uzdrowiskiem było widać więcej śniegu nieco bardziej zimowa aura ale dalej czuło się już w kościach wiosnę.  Prąc naprzód nawet nie zatrzymaliśmy się przy źródle Adamsa tylko dalej pod górę by już to mozolne zdobywanie wysokości mieć za sobą. Weszliśmy na górę postój w tzw. zielonej budce i co jak na razie 0 ludzi,raj nie widać nikogo  w Słońcu cieplutko,ptaszki latają i śpiewają-widok bynajmniej nie Izerski jak na luty,tu naprawdę nigdy niema ptaków zimą. Czyli to był jeden ze zwiastunów wiosny.

No ale idąc dalej doszliśmy do polany izerskiej i nareszcie(od kilku wyjazdów kiepsko było z widokami) było wszystko ładnie widać jak na talerzu,przestrzeń,śnieg,strumyki i skałki  w Czechach piękny widok i towarzyszył nam jeszcze przez dość długi czas.  Do momentu aż niebieski szlak skręca do Chatki Tomaszka gdzie pomieszkuje nasz przyjaciel Zbyszek. Jak na razie szlak był fajnie ubity i przetarty ale ten odcinek do chatki  to już nie za bardzo,brnięcie w śniegu, momentami nawet po kolana a co najgorsze wierzchnia warstwa to był lód gruby na 1cm. czyli katorga dla butów. Ale po krótkim maratonie  doszliśmy do chatki gdzie Zbychu już siedział, dzięki super pogodzie mogliśmy bez problemowo siedzieć przed chatką,i napajać się widokami. W planie był nocleg nad kobyłką ale z racji dużej pokrywy  śnieżno-lodowej  i dystansu jaki byśmy musieli w tym przejść stwierdziliśmy,że robimy nockę tu koło chatki. Gdy Ojciec i Zbyszek poszli po drewno na ognisko ja w ziołem się za kopanie dołu w śniegu.  Po kilku minutach dziura była gotowa,pogoda pewna to nie było trzeba się martwić nawet o zadaszenie.  Po rozlokowaniu sprzętu i dalszej biesiadzie  dopiero zaczęły się pojawiać jakieś osoby ale jak na tak ładną pogodę to i tak naprawdę mało. No ale mniejsza z tym, po obżarciu,napojeniu się wieczorem sen nas zmorzył-w końcu nieprzespana nocka w trasie do miłych nie należy.  No a noc super normalnie milion stars hotel- nad głową nic tylko niebo z gwiazdami,fajna temperatura bo coś koło -9*C  i pełen komfort noclegowy(biwibag a w nim materac i śpiwór nie zimowy a raczej jesienno wiosenny ale ja zmarzluchem nie jestem i było nawet aż za ciepło)



Nocka minęła bez problemowo i bardzo dobrze ale z relacji Zbycha wynika,że nieźle chrapaliśmy bo aż myszy się nas bały =D  Rano też be jakiegoś pośpiechu ognisko,śniadanko i w drogę z powrotem niebieskim do polany a dalej wzdłuż Izery do schroniska Orle. Tam szlak ładnie przetarty,słoneczko świeci ale i niestety zaczął się robić tłok,stonka i nie stonka wypełzła na szlak. No i masa narciarzy,ogólnie mam o nich dobre mniemanie ale kurde znaczna część czuje się panami i nie zejdzie z drogi ani nie zwolni tylko na chama-Takie spostrzeżenie mi się nasunęło tak przy okazji. Ale wracając do  wędrówki najlepsze było to jak od Orla skierowaliśmy się  szlakiem na Cichą równie czyli pełna autostrada dla narciarzy a mi jedyni na gumie wędrujemy tu nas ktoś mija z boku tu z góry.  Ale co najważniejsze większość i tak po krótkim czasie została za nami,jednak co Buszmen to Buszmen.


Wędrując tak tym traktem widzieliśmy kilka efektownych kraks a zbliżając się do Wiaty postanowiliśmy zrobić postój nieco wcześniej a mianowicie przy Jeleniej łące z racji tego,że pod Cichą z pewnością było by mnóstwo narciarzy itd.-oczywiście przypuszczenia się spełniły.Dalej parliśmy w stronę żółtego szlaku by jak najszybciej dojść do planowanego miejsca noclegu.  Niestety po chwili okazało się,że szlak nie jest aż tak dobrze przetarty ale i tak lepiej niż do Chatki Tomaszka. Po drodze jeszcze krótki postój nad jarem   Jagnięcego Potoku i dalej już na dół w stronę chatki Górzystów z tym, że  jakiś kilometr czy coś koło tego odbijamy klasycznie z nurtem strumienia i tam po kilkuset metrach w śniegu po kolana a momentami nawet po pas dobrnęliśmy do miejsca docelowego.  A tam zrobiłem/wykopałem  pełen luksus,kuchnia,korytarze sypialnia a nawet kibelek się znalazł-nic więcej nie potrzeba do szczęścia.  I tak też po rozłożeniu śpiworów itd. wzięliśmy się za  zbieranie drewna i rozpalanie ognia. Po ugotowaniu jedzenia ogrzaniu się,podsuszeniu butów-bez skutku i tak po pewnym czasie znów do śpiwora na ileś godzin(najgorsze w zimowym biwaku są właśnie długie noce,ale ma to też czasem zalety)  I ta noc była nieco cieplejsza, wręcz bym powiedział gorąca jak powiało to na głowę spadał śnieg albo lód. Ale mimo to nocka minęła przyjemnie, rano szybkie gotowanie,zwinięcie szpeju i bez wielkiej spiny  spokojnym marszem  już na dół. Ciepło i piękna pogoda,czyli fajne pożegnanie z górami. Po drodze jeszcze 2 postoje i im niżej tym mniej śniegu i cieplej. Na górze już było w + a na dole było +11 *C zero śniegu. Dowód na idącą wiosnę i ocieplenie klimatu.   A  kilkanaście km dalej było już +20*C!!!!!!




I tak też zakończyła się  ta inscenizowana wyrypa ;) Cały szpej się sprawdził,my też. Prawie nic się nie rozleciało-kto zagląda na FB wie a kto nie to za jakiś czas się dowie ;) A i jak czas pozwoli to pod koniec tygodnia powinien się pojawić filmik :D


Więcej zdjęć tu

poniedziałek, 16 lutego 2015

Izery w śniegu-foto

Czasu dziś za dużo na pisanie nie mam więc dziś tylko fotki z wypadu w Izery.  A nie był to zwykły wypad ale zakładał pewien scenariusz. biorę to co może/powinien mieć turysta wybierający się w góry od schroniska do schroniska. Czyli minimum szpeju ,niezimowy śpiwór, bez jakiś wielkich noży itd.

I jak zobaczycie na poniższych zdjęciach udało się ;)  a dłuższa relacja i filmik już się robią :D

więcej zdjęć klasycznie  w albumie TU










czwartek, 12 lutego 2015

Olek Doba podróżnikiem roku!!!!!

Pewnie większosć z was już o tym wie ale dla niepoinformowanych i nieświadomych POLAK POTRAFI ;)

Olek Doba podróżnikiem roku  Gratulacje i oby tak dalej !!!






















środa, 11 lutego 2015

Targi Myśliwskie knieje 2015-relacja

W miniony weekend na targach w Poznaniu miała miejsce pierwsza edycja targów myśliwskich KNIEJE. Oczywiście jako sympatyk łowiectwa nie mogłem  nie wybrać się i sprawdzić co nowego i ciekawego można będzie znaleźć. Równocześnie z myśliwskimi były też targi wędkarskie jak i wodne-motorówki,łódki itd. I szczerze powiedziawszy wędkarskie były olbrzymie i z pewnością  zadowoliły  wszystkich sympatyków moczenia kija, łódek itd też trochę było. Jednak co do samych myśliwskich to wiele osób w tym i ja mają niedosyt. Z kilku powodów jeśli ktoś jest faktycznie myśliwym niewiele znalazł dla siebie-takie są opinie osób z branży. Jak dla amatora  czy kogoś takiego jak ja, szału nie było ale i tragedii też nie.

Można było zobaczyć sporo ciekawych rzeczy np.czajnik z radiatorem,nowości Opinela i light my fire. I wiele innych  bajerów. Ale w moje oko wpadła jedna rzecz a mianowicie  nóż podróba gerbera Beara Gryllsa  za 35ZŁ!!!!!! Ja nie wiem skąd te podróby się biorą ale z pewnością   po reklamie sprzedawcy rodem z bazaru: super ostra stal,brzytwa,mocny,idealny do myślistwa itd. ktoś się skusił :P
I właśnie to mnie najbardziej ubodło w tych targach pełno tandety,chińskie noże za 12zł,kastety,wiatrówki itd. wszystko made in china- czyli to samo co mam na bazarku kawałek od domu. A jednak od targów dla myśliwych wymagało by się lepszej jakości sprzętu.  Liczę na to,że w przyszłym roku będzie nieco lepiej. Ale niema co żałować  w końcu  pierwsza edycja,nowe kontakty i parę ciekawostek można było zobaczyć na własne oczy a nie jak dotąd tylko w necie.

Ciekawe camo coś jak pencot ale bez licencji ;)
Podsumowując targi KNIEJE jest dobrze a może być jeszcze lepiej tak więc polecam chociażby jako ciekawostkę, no i możliwość kupienia różnych rzeczy w atrakcyjnej cenie np. zestaw bielizny termo  i komina w  myśliwskim camo  firmy J.M. Morgan(made in USA) za 50zł , mory za 30zł itd. czyli  warto było się wybrać.

Więcej zdjęć:

poniedziałek, 9 lutego 2015

Niedzielne fotołowy


Wczoraj tak jak prawie co tydzień wybraliśmy  się z ojcem do lasu. Standardowo Puszcza Zielonka koło Poznania, super miejsce(zdarzają się hipokryci survivalu ;) ale miejsce piękne no i co najważniejsze mnóstwo zwierzyny.   I tym razem mieliśmy okazję uczestniczyć w pięknym spektaklu który zapewniła nam przyroda. Trochę śniegu,ładne bezchmurne niebo i po przejściu przez małe mokradło doszliśmy do polany. A tam stado Łani(samica jelenia) i kilka młodych jeleni ze szpicami. Chcemy podejść bliżej ale po chwili się okazuje,że nie musimy to one przyszły do nas!!!! Łania-chyba szefowa bo szła z przodu i prowadziła podeszła na   coś koło 10m a reszta stadka tak na 15-20m. Super sprawa,okazja do zrobienia zdjęć no i jaki widok i przeżycia,pamiątka na całe życie. Po chwili coś je spłoszyło-nie my bo wiatr mieliśmy idealny,słonce za nami i jeszcze do tego w cieniu drzew. Poszły w las po drugiej stronie polany. Gdy my wyszliśmy na nią myśląc,że już po sesji.  nagle z lasu wybiegły 4 dziki a za nimi z powrotem to samo stadko jeleni. kolejne zdjęcia i piękne pozowanie przez  łanie.   Po dłuższej chwili jelenie poszły a w krzakach pojawił się lis. Można powiedzieć,że taki spektakl to już lepiej być nie może-ale jednak.  Za plecami tam skąd przeszliśmy przeleciały 3 dorodne dziki a na przeciw nim wyszło kolejne stadko jeleni.  Były dość daleko ale na tyle spokojnie się zachowywały,że pozwoliły zrobić sobie sporo zdjęć zanim znikły w kniei.  Potem poszliśmy w las i już żadnego stwora nie spotkaliśmy, za to bardzo interesująca pogawędkę urządziliśmy sobie z napotkanym Leśniczym. Rozbiłem mój nowy nabytek (prezent urodzinowy) poncho tarp sea to sumit, z pewnością pojawi się recka.  I na sam koniec już niewiele od parkingu na wielkiej polanie widzieliśmy biegające stadko danieli- dosłownie żyć nie umierać.








I tak po jeszcze paru kilometrach zakończyła się niedzielna włóczęga.  Nigdy dotychczas takiej akcji nikt z nas nie miał,piękny spektakl,super zdjecia  nic dodać nic ująć. Oby więcej takich przygód :D

Więcej zdjeć z różnych foto-łowów znajdziecie w galerii