sobota, 31 stycznia 2015

Pytanie do publiczności-co nowego w buszu

Z racji,że blog jest tworzony dla Was takie nasunęło mi się pytanie. Czy chcielibyście bym raz w miesiącu czy raz na jakiś czas pisał posta z nowinkami z branży outdoorowej. Wynajdował nowinki sprzętowe,ciekawe strony,blogi jakieś imprezy wyprawy itd i wrzucał je w poście:                                  CO NOWEGO W BUSZU. 

Odpowiadajcie w kom. albo na maila (konradbusza@gmail.com) możecie też podsyłać swoje propozycje na nowinki.

Tak więc do dzieła rodacy ;)


piątek, 30 stycznia 2015

Sztuka tropienia zwierząt-ksiżka.

Dawno o tropieni nie pisałem a zawsze wspominałem,że warto sięgać po wiedzę kolegów po fachu czy np. książki.  I tak też dziś przedstawię wam książkę pt. Sztuka tropienia zwierząt  autorstwa : Włodzimierza Jędrzejewskiego, Wadzima Sidarowicza. 
Książka w bardzo fajny i przystępny a co najważniejsze czytelny sposób przedstawia w jaki sposób można tropić praktycznie wszystkie zwierzęta występujące w naszej strefie klimatycznej.

Głównym celem autorów było przekazanie swojej wiedzy nabytej podczas licznych badać w Polsce i na Białorusi  z zakresu rozpoznawania tropów i czytania śladów i muszę przyznać,że wyszło im świetnie.  Cała wiedza nie jest przekazywana jakimś zawiłym językiem a treściwymi wskazówkami okraszonymi super zdjęciami które dają czytelnikowi łatwiejszy wgląd na sytuacje.

Książka podzielona jest  na  części odpowiadające każdemu typowi zwierząt-
  • Saki kopytne(np.jeleń,żubr,sarna,dzik itd)
  • Duże saki drapieżne( np.niedźwiedź wilk,ryś)
  • Średnie i Małe saki drapieżne(jenot,lis,borsuk,wydra itd.)
  • Zajęczaki
  • Gryzonie
  • Saki owadożerne


Poza tym mamy w tabelach i innych schematach graficznych pokazane-zależności między zwierzętami,rozpoznawanie odchodów,miejsc spotkań wilków i wiele innych rzeczy  które są prawie,że niezbędne do  prawidłowego i dokładnego nauczenia się tego fachu. Przedstawiona jest metodyka tropienia której zastosowanie daje nam duże szanse na sukces. A do tego przykład tabeli czy też formularzu w którym możemy zapisywać nasze obserwacje itd.

Dlatego  Sztuka tropienia zwierząt to świetna propozycja dla każdego zainteresowanego tropieniem, czy to myśliwego,czy fotografa czy po prostu kogoś kto chce być bliżej natury. Do tego jest na tyle kompaktowa jeśli chodzi o wymiary,że można ze spokojem wrzucić ją w plecak  i mieć praktycznie zawsze w terenie przy tyłku.




wtorek, 27 stycznia 2015

Moja pierwsza linia EDC

Nie wiem jak wy ale ja bez noża czuję się nagi.  Zawsze mam przy sobie jednak poza tym warto nosić jeszcze parę przydatnych drobiazgów które znacznie ułatwiają życie a czasem mogą nam lub komuś uratować dupsko. 

I tu idealną sprawą jest zestaw EDC-every day carry  czyli wszystko co dźwigamy codziennie.  Wariantów,wielkości i wielu innych pierdół jest tyle co nosicieli EDC każdy musi stworzyć wersję dostosowaną do swoich potrzeb.
Mój jeśli wziąć wszystkie 3 linie
  1. to co mam w kieszeniach
  2. to co w ładownicy na pasie
  3. to co w plecaku/torbie
 To można stwierdzić,że jest tego naprawdę sporo. No ale lepiej coś mieć niż potem żałować,ze się niema. Pierwsze 2 linie mam praktycznie codziennie przy sobie.  Wyjątek to moment gdy trzeba się wdziać w garnitur i wtedy wielkie ubolewanie,że nie mogę wziąć swoich zabawek. Na szczęście mam i na to sposób ale to będzie osobny post. 
 Trzecie linia to plecak z nieco większymi rzeczami-mam to wszystko często przy sobie ale nie zawsze.

Wszystkie 3 linie razem są tak stworzone,że mają umożliwić przetrwanie przez długi czas(kilka dni i w górę) w terenie zurbanizowanym jak i w lesie.

Jednak tak jak tytuł posta mówi-dziś opiszę moją pierwszą linie.  Zawiera wszystko co najważniejsze w codziennym życiu-ma umożliwić przetrwanie w mieście jak i w terenie. Oczywiście sam sprzęt niewiele nam da jeśli nie będziemy mieli wiedzy-na szczęście mi to nie grozi i z tym podstawowym zestawem dam sobie ze spokojem radę w 99% sytuacji :)

Ale przejdźmy do sedna sprawy.
W moim EDC  firstline znajduje się:

  • Nóż  SCHARADE  sch501- do cięższych prac,ma też wybijak do szyb co sprawia,że jest idealny do miasta.(Czasem zastępują go inne noże ale najczęściej to on jest przymnie codziennie) -z  metrowym paracordem i karabinkiem niteize (34kg)

  • Multitool LEATHERMAN WAVE NEW-prawdziwa skrzynka z narzędziami w miniaturce-przenoszony w pokrowcu na pasku  i zabezpieczony smyczą wyplecioną z 7m  linki kewlarowej o nośności 350kg


  • Zapalniczka ZIPPO-klasyka gatunku,można napełnić benzyną,wybielaczem wszystkim co paruje i się pali a w ostateczności krzesać iskrę kamyczkami.

  • Skórzane rękawiczki-legi cudzoziemskiej ochrona mechaniczna rąk(termicznie to nic nie dają)  przydatne przy cięższej pracy gdzie ryzyko urazu jest dość spore. Czasem zastępowane rękawicami MECHANIXA


  • Mały łom od MELONTOOLS-w czasie testów ale jak na razie robi robotę 

  • Smartfon prestigio-kilka aplikacji survivalowo-podróżniczo-edecowych w nim jest ale to materiał na osobny wpis.

  • Bransoleta paracord zombie green castom- 3m linki spadochronowej w oplocie i 60cm w rdzeniu. Zapinana na pętelkę-sam zrobiłem w 10minut.

  • Puszka survivalowa-przenoszona przy kluczach w woreczku z bawełny.  Puszka po pastylkach miętowych COMPAS  z żabki ( by Ekwipunek Dźwigany Codziennie).
W skład puszki wchodzą rzeczy które w momencie utraty głównego szpeju maja umożliwić funkcjonowanie. Mianowicie zapałki
  1. Agrafka
  2. Linka
  3. Drut miedziany
  4. Zestaw wędkarski(3 m żyłki,kilka haczyków i ciężarków)
  5. Nożyk monterski
  6. Glowstick
  7. Wata
  8. Wykałaczka
  9. Instrukcja postępowania w momencie wypadku(badanie poszkodowanego itd.
  10. Apap 1x
  11. Zyrtec 1x
  12. Tabletki do odkażania wody 4x
  13. Sama puszka może pełnić funkcję heliogradu


I jak widzicie trochę tego jest a to i tak nie wszystko pozostały jeszcze 2 linie + odzież która wbrew pozorom nie jest zwykła. Z czasem będą się pojawiały kolejne wpisy o moim EDC.
Przy kluczach jeszcze LILU od MELONTOOLS

Chciałbym was wszystkich zachęcić do stworzenia chociaż podstawowego zestawu może być dużo mniejszy niż mój ale by nosić go przy tyłku. Bo nie wiadomo kiedy może nam się przydać.  Ja już wiele razy przekonałem się,że dobrze iż coś takiego targam przy sobie.





poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pagaje szmaglińskiego

Część z was pewnie jeszcze pamięta mój spływ Wisła z Krakowa Do Bałtyku w  14dni i 7 godzin. Niezłe napieprzanie by wykręcić takin czas zwłaszcza,że dmuchane łajby do najszybszych nie należą. A i sama łódka nie popłynie potrzebuje motoru-czyli nas-a  my musimy mieć czym młócić tą wodę czyli wiosła a konkretnie w tym przypadku pagaje.
 I właśnie o tym dziś napiszę-o pagajach które używaliśmy podczas spływu.

Oczywiście już wiem,że pojawi się zaraz fala hejtów ze strony doświadczonych ekstremalnych kanadyjkarzy-CO SZMAGLIŃSKI PRZECIEŻ TO NIE PAGAJE.
Ale jednak dały radę przepłynąć ok 1000km w niezłym tempie i niebyły zbyt dobrze traktowane, odpychanie się od dna kopanie itd. Wiele rzeczy do których się nie nadają ale mimo to sprawdziły się nawet w takich momentach. Prawdziwy terminator którego nie szkoda jak polegnie w boju.

Więc tak co co do głównego zastosowania jako ster i napęd dają świetnie radę, łatwo się nimi operuje i dzięki dość dużej powierzchni pióra  mamy sporą siłę  i motor.  Tylko jest pewna wada mianowicie waga. Wazą coś ponad 1,5kg czy jakoś tak i dziennie podczas spływu podnosiliśmy kilka ton samego wiosła-trzeba było tam trochę pomachać ;)

Tak więc zużywamy więcej energii i potrzebujemy więcej siły by wyrobić to samo co w super mega wypasionych i udziwnionych nowoczesnych konstrukcjach. No ale tu właśnie przechodzimy do największej zalety-ceny niecałe 70zł za coś co przy nazwijmy to lajtowym użytkowaniu posłuży nam latami. Te po spłynięciu Wisły jeszcze przepłyną ze spokojem z 1 tyś km jak nie lepiej.

Czyli wytrzymałość jest naprawdę niezła,stosunek jakości do ceny też, sterowność naprawdę dobra. A co z wygodą?

Tu wszystko zależy od tego jaką kto ma łapę i co dla niego oznacza komfort. Ja zbyt wymagający nie jestem i mi służą wygodnie fakt,że po takim dystansie to się nieco dopasowały do ręki i leżą lepiej niż kiedyś ale nawet nówki są ok. Wiem,że niektórzy sobie strugają rączki tak by było wygodniej-tylko należy pamiętać,że osłabia się w ten sposób konstrukcje co może być niebezpieczne w ekstremalnych sytuacjach.  

Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić te pagaje do rekreacyjnego pływania jak i nieco bardziej ambitnych przedsięwzięć.

sobota, 24 stycznia 2015

Ratujmy POLSKIE LASY

Jak zakładałem bloga obiecałem sobie 0 polityki.  Ale na zamach na nasze lasy,dzikie,piękne i pozwalające cieszyć się życiem nie mogę pozwolić.


Pewnie cześć z was słyszała o tym,że nasz rząd chciał sprywatyzować lasy,zmienić zapis w konstytucji by można było wyprzedać lasy a to coś koło 30% pow. naszego państwa.
Można powiedzieć i co z tego. Ale taka postawa to sorry,że to powiem ale idiotyzm(delikatnie powiedziane) Taki zabieg jest równoznaczny z wyniszczeniem,wycięciem,ogrodzeniem lasu i z pewnością końcem spacerów,zbieraniu grzybów,jagód itd. A jeśli już będzie można wejść do lasu to pod czujną kontrolą i nie za darmo . Wyobrażacie sobie karnet czy też bilet na wejście do lasu? Jak dla mnie niema takiej opcji.

Na fb jest profil pod nazwą RATUJMY POLSKIE LASY-prowadzą oni akcje ochrony lasu przed chciwością albo głupotą polityków.

Na szczęście próba zmiany konstytucji nie powiodła się ale tylko 5 głosami-większość polityków pod przykrywką  nocy próbowało dokonać zamachu na to co mamy najcenniejsze-polski busz.
 Podobno lasy są nierentowne to dość ciekawe zwłaszcza,że jeszcze krótko przed tym głosowaniem była mowa,że przynoszą najwięcej pieniędzy ze wszystkich państwowych "biznesów". Gdyby tego było mało to nasze lasy dostały nagrodę od ONZ za najlepiej prowadzone lasy NA ŚWIECIE!!!!
I niech mi ktoś teraz powie,że lasy są nieopłacalne-to ja normalnie wstanę i chyba wybuchnę :P
 
 Najważniejsze jest to by nie siedzieć biernie i nie dać się zakłamać, Wszyscy powinni się dowiedzieć o tym,że ci "lepsi i mądrzejsi" chcą nam odebrać to bez czego my ludzie z buszu  nie możemy żyć!!  Dlatego poszczajcie to info w śród znajomych itd. niech wszyscy się dowiedzą jak sprawy się mają.




Tu macie więcej informacji 
 Ratujmy Polskie Lasy



o całej sytuacji wiedziałem wcześniej ale dziś po lekturze posta na jednym z moich ulubionych blogów jakoś mnie tak natchnęło,by walnąć taki tekst ;) A jaki to blog? A proszę bardzo jagermeisterin.blog.onet.pl

piątek, 23 stycznia 2015

Ksiązka Łowca z Lasu-Andriej Lewicki

Nie wiem jak wy ale ja uwielbiam klimaty post-apo i obojętnie czy są one realistyczne czy nie zawsze chętnie czytam,oglądam itd.  Ale nie o tym będę dziś pisał a o książce która niedawno pojawiła się na rynku a chwilę później trafiła w moje ręce-mianowicie Łowca z Lasu opowieść mająca wiele elementów,intrygi,zemsty,podstępu-można by powiedzieć,że prawie kryminał ;) Ale najważniejsze jest to,że mamy super pokazany świat po apokalipsie gdzie planeta się zemściła i zaczęła mutować-sprawiając,że las zaczął mutować i przejmować kontrolę nad światem ludzi, oczywiście świat bez prądu,wody itd. czyli całkowity rozpad naszej cywilizacji i etyczna degrengolada.
Głównym bohaterem tej książki która opisuje jego przygody,zemstę i próbę zrozumienia przeszłości i poznanie samego siebie to Stas,myśliwy i prawdziwy leśny człek który zna się na fachu  i wbrew pozorom można się z tej książki paru fajnych patentów na buszowanie znaleźć. A jakie? ni3będę wam psuł niespodzianki sami sprawdźcie ;)

Tak jak już pisałem Stas chce się zemścić na bandzie która zabiła jego mentora,przyjaciela i partnera łowów czy mu się udaje-no nietrudno się domyśleć,że tak. Ale najważniejsze jest to w jaki sposób. Dużo strzałów,walk,podstępów i wiele innych super rzeczy.  Książka jest tak przyjemnie napisana,że czyta się ją prawie,że jednym tchem-niby fikcja ale jednak jak się głębiej zastanowić sporo z tych  przygód,historii,obrazów czy czego tam jeszcze jest na prawdę realne. Może nie w 100% ale zawsze chociaż w ułamku. I nie ukrywam,że jeśli ma być apokalipsa to ta z Łowcy z Lasu jak najbardziej mi odpowiada. A dlaczego? A no dlatego,że łatwiej(według mnie) przetrwać będzie taki atak natury zmutowany las gdzie nie każdy da rade wejść a już na pewno wyjść,zmutowane zwierzęta,anomalie artefakty-coś co nie dosć,że da się przetrwać w przeciwieństwie do np. ataku bronią jądrowa to dość ciekawe.

Czyli podsumowując Łowca z Lasu to super książka przygodowa z watkami kryminalnymi-jakiś tam miłosny tez się znajdzie,trochę patentów na przetrwanie,walkę no i co niezwykle ważne tak napisane,że dosłownie niemożna się od niej oderwać i chciało by się to przeżyć-może z małymi wyjątkami ;)
Dlatego polecam tą książkę każdemu fanowi gatunku jak i wszystkim lubiącym dobrą książkę.  Nic tylko brać i czytać !!!

czwartek, 22 stycznia 2015

Dlaczego nigdy niezostanę wegetarianinem


Dzisiejszy post może się wydać niektórym dość kontrowersyjnym lub nawet nie do zaakceptowania. Mianowicie wiele ale to naprawdę wiele osób próbuje mnie przekonać,że człowiek nie jest stworzony do jedzenia mięsa, a co gorsza,że jest to niezdrowe. Potem słychać jeszcze stwierdzenia,że jestem brutalny,nieczuły itd. i jak wogóle mogę mówić,pisać z takim podejściem o zabijaniu zwierząt i ich spożywanie. 
Ale ja się pytam czy ja jaroszom i innym "obrońcom" zwierząt zaglądam do talerza ? Nie i dlatego proszę już na samym wstępie zrozumcie my mięsożerni-tak ci źli-tolerujemy was to wy dajcie i nam spokój-to do tych ortodoksyjnych jaroszy ;) W sumie to cały ten post ma się do tych najbardziej zaciekłych przeciwników mięsożerców,myśliwych itd.



No ale przejdźmy do meritum sprawy. Wydaje mi się,że większość współczesnych wegetarian to ofiary mody na "zdrowe i ekologiczne" życie-dziś nie będę rozwodził się nad tym,że połowa tych najwybitniejszych  ekologów czy speców od takiego żarcie jest w rzeczywistości amatorami a nieraz można by podciągnąć ich po ostatnio popularne określenie eko-terroryści.
Prawda jest taka,że coraz częściej zapominamy skąd jest jedzenie i to nie tylko to pochodzenia zwierzęcego ale i rośliny. przecież nie rosną one na półkach sklepowych. Coraz częściej dzieci pytają się: MAMO CZEMU TEN KURCZAK NA PODWÓRKU NAZYWA SIĘ TAK SAMO JAK TEN Z PATELNI. To ogłupienie spowodowane mediami,modą i po prostu zatraceniem korzeni, przecież od najdawniejszych czasów człowiek zbierał i polował musiał się namęczyć by zdobyć,zabić,oprawić itd a teraz już tego niema dla części ludzi to,że w sklepie jest żarcie(zawsze) jest tak samo naturalne jak to,że w dzień świeci słońce. I tu warto zadać sobie pytanie co jeśli tego jedzenia zabraknie-wtedy możemy mieć do czynienia z dużym szokiem i problemem wbrew pozorom sporej liczby ludzi.
jest mięcho jest impreza

Ale wracając do tego czemu nigdy nie zrezygnuję z mięsa.  Po pierwsze moja dieta,mój tryb życia jest uzależniony od dużych dawek mięsa-praktycznie w każdej postaci i do tego też cukier,ale to już zupełnie inna historia.

Oczywiście teoretycznie można zastąpić tłuszcz zwierzęcy roślinnym ale jakoś to do mnie nie przemawia.  Jestem Buszmenem z krwi i kości i tak też na roślinkach długo nie pojadę. Nie bez powodu ludy północy w diecie głównie mają tłuszcz bo jest on niezbędny do funkcjonowania i życia.

Może i to jest mniej zdrowa dieta od tych tofu-już na samą myśl mnie wzdryga- czy innych wege odpowiedników ale ja na takiej diecie funkcjonuję, no i przede wszystkim koronny argument od momentu jak zaczęliśmy schodzić z drzew człowiek zaczął zbierać padlinę potem polować i tak po dziś dzień to naturalny proces-dlatego czemu miał bym go odrzucać? no właśnie brak racjonalnej odpowiedzi to najczęstsza odpowiedź na to pytanie zadane z mojej strony. 
Oczywiście stwierdzenie,że jak nie jem mięsa to więcej żyje zwierzątek może i coś w tym jest. Ale przecież te prosiaki,krowy,ptaki i co tam jeszcze jest właśnie po to są hodowane-mięcho i może jeszcze parę rzeczy. Można na to jeszcze spojrzeć z punktu ekonomicznego. Załóżmy,że z dnia na dzień wszyscy stają się jaroszami i co wtedy-zamyka się fabryki,mnóstwo ludzi traci pracę i ogólnie lipa. A to wszystko można zawdzięczać temu,że wszyscy stają się wielce litościwi i prawi.
Przepraszam jeśli kogoś urażę ale to wielkie bzdury te całe teorie jedzmy kwiatki a nie sarenki czy coś innego bo to żyje i cierpi. A ja się pytam czy roślina nie cierpi,ona też chce żyć i ma prawo do tego. Przecież badania potwierdzają,że rośliny odczuwają i słyszą itd. I co teraz przestańmy jeść i to i to czyli zakończmy istnienie gatunku ludzkiego?    
No ja podziękuje za takie rozwiązanie.  Z racji,że bushcraft jest ściśle powiązany z naturą zmusza a przynajmniej daje taką możliwość by stać się elementem natury-z tym,że świadomym,bo przecież wszyscy jesteśmy jej częścią.
 
A nic tak jak przebywanie w lesie,górach, łowy,jedzenie mięska i roślinek daje taką możliwość. Wtedy wchodzimy w krąg życia natury z którego "cywilizowany"człowiek próbuje uciec.

Przecież zwierze jest z punktu widzenia natury praktycznie mi równe,czyli nie możemy mówić,że jest ani lepsze ani gorsze.Jednak z punktu ewolucji jesteśmy na samym szczycie czyli możemy pozyskiwać pokarm z innych naszych "braci". Ale jest jeszcze jedna rzecz:COŚ MUSI UMRZEĆ BO MOGŁO ŻYĆ COŚ. To stwierdzenie idealnie oddaje to dlaczego bycie wegetarianinem czy też jaroszem nie jest powrotem do natury a wręcz odwrotnie. 

Ile się słyszy o inteligentach którzy swoim psom dają  jakieś korzonki czy inne pierdoły bo przecież nie może jeść mięsa. Ja się pytam skąd taka wiedza u tych jakże oświecony i wspaniałych ludzi którzy jawnie torturują swoich pupili-bo jak łatwo się domyślić to nie tylko z psami się ma bo i kotami czy innymi stworzeniami słyszałem nawet o WĘŻU!!!!  Aż szkoda gadać bo to czysta głupota.

To są główne powody dla których nigdy nie zostanę jaroszem. Jestem częścią dziczy i czerpie z niej tyle ile potrzebuje. Z mięsa jestem i mięsem się żywię,żeby nie było rośliny też jem. Można też powiedzieć jak Wojciech Cejrowski: Jem krowę a krowa je trawę-jesteś tym co jesz-czyli krowa jest z trawy czyli nie jem mięsa i jestem wege-Takim wiege mogę być ;)

 
Myślę,że jest to dość jasne przesłanie i wytłumaczenie ale mam jeszcze jeden argument dla siebie. Mianowicie dobra wege nie jedzą mięsa bo nie chcą zabijać zwierząt ale dlaczego nie jedzą jajek,nie piją mleka itd.  Przecież do tego nikt ani nic nie ginie? 
Jak dla mnie to z głupoty ale może są też inne powody-ale prawda jest taka,że jarosze czy też wegetarianie są zdecydowanie mniej tolerancyjni-może to przez brak mięsa w diecie-bo niestety to głównie oni atakują mięsożernych,obrzucają ich wyzwiskami,obelgami,straszą itd. Często też robią jakieś popaprane akcje czy co gorsza ratują zwierzątka wypuszczając je z klatek na wolność. Tylko nie myślą przy tym,że niszczą zwierzęta żyjące na wolności,niszczą siedliska itd. I ja się pytam czy to jest dobra postawa? Nie sądzę.

I na sam koniec-ten post nie miał i nie ma nikogo urazić-to tylko mój pogląd na świat. Dlatego rozumiem,że części z was może się nie spodoba albo i uzna mnie za swojego wroga ;) Ale bez przesady-fajnie będzie jak zwolennicy jak i przeciwnicy mojej teorii żywieniowej wypowiedzą się w komentarzach,może wyjdzie z tego jakaś fajna dyskusja :)



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Czy zombie nam zagrażają?

Czy zombie nam zagrażają?  A i owszem może nie w wydaniu rodem z walking dead ale tacy bardziej realistyczni-energetyczni zombie. Nie będę stwierdzał czy zombie na skutek wirusa solanum to fakt czy fikcja-ale jak dla mnie jest pewne ryzyko w przyszłości starcia z ludźmi zachowującymi się jak przysłowiowe żywe trupy. A dlaczego? Z bardzo prostego powodu-dziś prawie każdy na świecie używa non stop urządzeń elektronicznych i korzysta z prądu czy innego źródła energii. Można powiedzieć no i co z tego.A no problem jest taki,że dużo z tych osób jest uzależnionych od technologi i nie są wstanie normalnie funkcjonować bez nich albo i nie mogą żyć bez  facebooka czy czegoś podobnego.  I tu dochodzimy do mojej wizji apokalipsy  zombie-koniec z prądem i  automatycznie w ciągu 24h mamy do czynienia z samobójstwami i ludźmi poruszającymi się i zachowującymi się jak zombie. Może się to wydawać dziwne ale ja tak to widzę i myślę,że nie jestem w tym osamotniony.  Wbrew pozorom koniec energii nie jest niemożliwy a im dłużej ludność będzie pozbawiona dostępu do niej  tym więcej będziemy mieli takich energetycznych zombie-a to może być dość spore zagrożenie, tacy osobnicy mogą robić zamieszki,napady,morderstwa,zaczną świrować itd.

Ale gdyby tego było mało to poza powstaniem  energetycznych zombie brak prądu,wiąże się też z dużymi problemami dla ludzi żyjących normalnie-brak transporty,wiadomości,oświetlenia,ciepłej wody itd.  Czyli wyczerpanie pokładów energii jest bardzo ale to bardzo niebezpieczne dla ludzkości-wystarczy  zobaczyć co się dzieje jak w jakimś mieście czy chociażby dzielnicy zabraknie prądu na kilka godzin czy nie daj boże dni-normalnie koniec świata.



Dlatego niemożna twierdzić,że to jak żyjemy teraz  nie zmieni się za 5-10 a może i 30lat i nie wpływa na przyszłość. Oczywiście może to nigdy nie nastąpić jednak zagrożenie jest realne,dlatego warto to sobie uświadomić i być przygotowanym na klęskę energetyczna na świecie czy chociażby na chwilowe utraty  prądu.
W skrócie BE PREPARED - By nie stać się zombie a być zombie-hunterem.  

czwartek, 15 stycznia 2015

Dlaczego tyle noży i innych zabawek

Przed chwilą znalazłem taki filmik-który pięknie tłumaczy dlaczego non-stop w kolekcji nie tylko mojej ale i pewnie większości z was pojawiają się nowe noże i inne mniej lub bardziej ostre zabawki.
Szkoda,że jest po Angielsku ale to chyba nie będzie jakiś wielki problem ;)


wtorek, 13 stycznia 2015

Ślepota śnieżna

Jaka zima jest każdy widzi. Ale w momencie gdy przebywamy przez dłuższy czas na powietrzu z dużą ilością śniegu  lub innej powierzchni która niczym lustro odbija  promienie słoneczne jesteśmy narażeni na coś zwanego ślepotą śnieżną. A co to jest ?

Dokładnie to oparzenie siatkówki oka w okolicy plamki żółtej na skutek zbyt intensywnego światła widzialnego w połączeniu z ultrafioletem.  Przez światło możemy też uszkodzić sobie nabłonek przedni rogówki co wiąże się z dość dużym bólem. Na szczęście w większości przypadków nie jest to trwałe ale niestety tez zdarzają się takie przypadki-np.patrząc bez okularów na słońce,co może spowodować trwałe uszkodzenie siatkówki.
Jednak największym zagrożeniem jest to,że jak stracimy wzrok w niebezpiecznych warunkach możemy gdzieś spaść lub  zginać czy odnieść obrażenia na wiele innych sposobów.

Jednak zabezpieczenie się przed nadmiarem światła to praktycznie żaden problem.  Najłatwiej wyposażyć się w dobre okulary czy też gogle które będą chroniły nasze oczy przed odbiciem promieni słonecznych.  Takie okulary powinny mieć filtr UV-ważne by był prawdziwy a nie jakiś chińczyk. Dlatego takie okulary kosztują od ok 70zł do kilku tysięcy.

A co zrobić gdy nie mamy okularów. Jest kilka metod.
Najłatwiejsza to wyciąć kawałek materiału zrobić w nim bardzo małe otworki na oczy założyć na głowę i już mamy. Jest to ten sam patent który używają Inuici,z tym,że oni  robili takie okulary z kości.

Kolejnym patentem może być namalowanie sobie węglem drzewnym lub czymś ciemnym np. pasta do butów ciemnych kresek pod oczami dzięki czemu zmniejszymy ilość docierających do oczu promieni świetlnych.


A co gdy już staniemy się ofiarą słońca lub ktoś z naszych towarzyszy złapie ślepotę śnieżną. Podstawą jest zapewnienie poszkodowanemu odpoczynku w pomieszczeniu z minimalną ilością światła-może to być jakiś budynek czy namiot. Poza tym warto założyć jakiś opatrunek na oczy chroniący dodatkowo przed światłem, należy też przemywać oczy  czystą wodą i stosować zimne okłady- w miarę możliwości.
Jeśli ktoś nosi szkła kontaktowe powinien je usunąć!!

Do leczenia tego urazu stosuje się następujący system leków:
ibuprofen
tropicamidum 1%
floxal
corneregel


Całkowite przywrócenie wzroku u osoby poszkodowanej trwa od 2 do 3 dni-oczywiście może się zdarzyć,że zajmie to więcej czasu.

Warto wiedzieć jak postępować w takiej sytuacji bo w specyficznych warunkach może to być wyjatkowo niebezpieczne.Np. podczas akcji górskiej czy na pustyni-gdzie najmniejszy błąd może kosztować życie lub zdrowie.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Buszmen gra z WOŚP-em

Jak wiadomo wczoraj był  finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy  gdzie ja razem z kolegą z Cammlotsurvival.pl    prowadziliśmy warsztaty,pogadanki związane z sztuką przetrwania, bushcraftrem,outdoorem i wiele innych leśnych  tematów poruszyliśmy-ten kto był ten wie ;)


Zapraszaliśmy też na warsztaty,imprezy,szkolenia które organizujemy wedle uznania klienta indywidualnego czy też grupy- Super atmosfera nowe kontakty, i myślę,że wszystkim  którzy uczestniczyli na żywo też się podobało ;)  A kogo zabrakło niech żałuje.

W najbliższym czasie będą też inne inicjatywy-gdzie zapraszam do udziału-o wszystkim będziecie się mogli dowiedzieć z bloga i fanpaga-dlatego warto śledzić by nic nie przegapić ;)

I na koniec pozdrowienia dla młodego fana któremu obiecałem,że pojawi się na stronie

POWODZENIA MŁODY-by każdy dzień był przygodą ;)

Więcej zdjęć TU



sobota, 10 stycznia 2015

Karkonosze Noworocznie-relacja

Najwyższy czas na relację z wypadu w Karkonosze-od powrotu minął już prawie tydzień a ja się obijam :P 
Więc tak pomysł na ten wypad zrodził się po przejrzeniu katalogu jednej z firm outdoorowych-mianowicie jacka wolfskiego. Była tam opisana całkiem fajna wyrypa w Karkonosze z noclegiem w super wiacie.
Pomyślałem ok Karkonosze 5/6 dni i może wyciągniemy(ten sam skład ekipy co zazwyczaj ;) trasę ok 100km. Oczywiście jak to zwykle bywa góry i natura zmuszają do modyfikacji planów i tak też ze 100km zostało 50 ale za to jakie warunki i przygody. Ale zaczniemy od początku.

Tym razem zamiast autem pojechaliśmy pociągiem-tak swoja drogą nie wiem dlaczego odcinek 300km jedzie się ponad 8 godzin. No ale wracając do  wypadu koło 9 31 stycznia wylądowaliśmy w Szklarskiej-Porębie i od razu nie cackając się ruszyliśmy na Halę Szrenicką. Po drodze jeden postój i krótka pogawędka z innymi piechurami i dalej w drogę tuż  przed samą halą dogonił nas naprawdę spoko gościu(sorry zapomniałem imienia-i pozdrawiam) Gadaliśmy szliśmy weszliśmy na samą Szrenicę i wypiliśmy tam po piwku i jak to się mówi co miłe musi się skończyć.I tu się z nim rozstaliśmy  I tak już po chwili znów na nogach w trasie, chcieliśmy na sylwka rozbić namiot gdzieś  w okolicy Śnieżnych Kotłów. No ale z kilku następujących powodów :nie przespana nocka/kiepska pogoda/brak widoczności i chęci-sprawiły,że namiot rozstawiliśmy koło Twarożnika. Ładnie nas osłaniał od wiatru i co ważne zaraz obok mieliśmy ławkę-czyli pełen komfort-tylko te cholerne chmury i mgła która przysłaniała widok. No ale każdy kto choć raz biwakował w warunkach zimowych wie jak upierdliwa jest noc. I tak też jeszcze za jasnego ugotowaliśmy sobie obiad, spotkaliśmy parę osób i poszliśmy do śpiworów tak by jeszcze przed sylwestrem trochę odespać. Jak już byliśmy w namiocie zaczął wiać wiatr  tak,że nie pozwalał spać-tropikiem szarpało jak diabli-jednak zmęczenie dało o sobie znać i tylko co jakiś czas się budziliśmy. A dlaczego? Ano z okazji wizyt osób spacerujących,z namiotu nie wychodziliśmy ale słychać było reakcje przechodniów.

Oto kilka z nich:
  •  O jak pięknie! Też bym tak chciała!
  • O jezu! Nic wam nie jest !!!?
  • Chyba nikt tu nie śpi ?
I na koniec moje ulubione:
  • O KURWA NAMIOT!!!



I muszę się przyznać,że przespaliśmy 12. Obudziłem się parę minut po i mówię do ojca najlepszego  i znów w kimę. I tak też zakończył się rok 2014 dla człowieka z buszu.


Kolejnego dnia bez pośpiechu zwinęliśmy się,czytaj odkuliśmy 1cm lodu z tropiku po nocnym deszczu-tak tak 1300m n.p.m.  w styczniu pada deszcz.Klimat się jednak mocno zmienia-to tak dla sceptyków ;)

No wiec po zwinięciu obozu i zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w stronę Śnieżki. Chcieliśmy na nią wejść następnego dnia ale jak się przekonacie musieliśmy zrezygnować z tego-ale o tym później.
Wędrując tak przez Kotły w końcu zaczęły się pojawiać widoki i zaczęły znikać chmury. Ale tylko na moment bo po chwili zaczęło kropić ale na szczęście tylko przez moment.  Prąc tak dalej naprzód minęliśmy Schronisko Odrodzenie-wypiliśmy tam piwko-jakaś lura ale zawsze. I dalej parliśmy w stronę śnieżki. Nockę postanowiliśmy zaliczyć przy Słoneczniku-fajna formacja skalna która miała nas chronić od wiatru.
Toast musi być ;)

No i szczerze powiedziawszy chroniła bo wiadomo jak na grzbiecie Karkonoszy wiatr potrafi dać w kość. A przy tak małej pokrywie śniegu-brzmi dziwnie ale mało śniegu,dużo lodu i niema jak wbić szpilek od namiotu. Trzeba było go po prostu obsypywać śniegiem i tylko dzięki temu stał!! Ale wróćmy do rzeczy.  Tym razem pogoda była super piękna przejrzystość,widok na Karpacz,Jelenią Górę i jeszcze kilka miejsc.Było widać fajerwerki. No po prostu bajka.  Noc minęła bez większych przygód poza tym,że parę razy chciało nam zerwać namiot-ale na szczęście stał dzielenie całą noc. Rano gotowanie jeszcze w ładnej aurze,zwinięcie namiotu i na szczyt. Dosłownie z 500m od naszego miejsca zabiwakowania zaczęło mżyć.  No dobra lekko pada zobaczymy jak to będzie. I tak jeszcze po 10 metrach jak zaczęło lać to już nie było wyjścia-odwrót. Tylko gdzie-zasada nie korzystamy ze schronisk czyli trzeba coś wymyślić, namiot trochę lipnie bo nie wyschniemy a tylko przemoczymy całą resztę szpeju. Ale na szczęście wczoraj mijaliśmy wiatę na Czarnej Przełęczy.Duża fajna wiata-nawet chyba ta sama albo na pewno taka sama jak ta opisana w tym katalogu o którym wspominałem na samym początku. I tak też brnąć w tym zasranym deszczu do wiaty mijamy jedno schronisko i przemy dalej. Ze zdjęciami lipa bo szkoda aparatu a moja kamerka wszystko odporna też na nic się nie zdała bo pokryła się grubą warstwą lodu i nic nie było widać no i jeszcze przyciski też zamarzły na amen.  Zresztą my też byliśmy pokryci grubą warstwą lodu. Kurtki były sztywne jak deska a plecaki to szkoda gadać nie dało się otworzyć zamka. A moja nerka baribala już po dojściu do wiaty tajała 3 godziny zanim udało mi się zamek otworzyć.

No ale idąc tak w temperaturach ok -2*C o deszczu nieźle namokliśmy i zesztywnieliśmy ale bez większych przygód dotarliśmy do wiaty gdzie przynajmniej nie padało i nie wiało. Tam spotkaliśmy parę osób które się przewijały przez cały dzień i pod wieczór rozłożyliśmy się  na ławkach na nockę w miarę dosuszone rzeczy powędrowały do śpiwora by doschło i tak też przez noc moja rzeczy wyschły w 99% natomiast kurtka ojca zesztywniała tak,że niepotrzebny byłby wieszak. Fakt,że w nocy było -5*C  to nic dziwnego ale przynajmniej ta temperatura wyciągnęła trochę wilgoci z rzeczy. Najważniejsze,że już nie padało. Pojedliśmy i zaczęliśmy się zwijać. I postanowiliśmy,że zaczynimy schodzić w stronę Szklarskiej by za 2 dni do niej dojść. Bez pośpiechu i spiny ruszyliśmy zielonym pod Łabski szczyt-piękny szlak,super widoki i dość dużo jakiś zwałek czy dużych kamieni po których trzeba się trochę powspinać by przejść-ale naprawdę warto.
Doszliśmy do schronisko tam krótki postój i nawodnienie płynem bogów i dalej na dół. Mijamy stok narciarski i zalegamy ok 3km od samej Szklarskiej  niedaleko Kamieńczyka. Fajne miejsce,tyle,że bez śniegu i co ciekawe ziemia była tak miękka,że szpilki same wchodziły jak w masło. Ku naszej uciesze śnieg zaczął padać i przez noc spadło ok5-6cm śniegu,Fajny puch -3*C . Czyli fajnie, z tym,że w namiocie było tak gorąca,że mimo iż wziąłem śpiwór klasyfikowany jako letni(FN Kiolen) nie mogłem wyrobić. Otwarte wejście i dalej garówa, rano nawet mieliśmy nieproszonych gości w środku-mianowicie kilka pająków. Tak 800m.n.p.m w styczniu przy śniegu i minusowej temperaturze były pająki. Ja nie wiem co się z tym światem dzieje ale to nic dobrego nie wróży.


No ale cóż poradzisz,zwijamy obóz jemy śniadanie,krótki trening 20pompek przy opadzie śniegu i -4*C tak dla zdrowotności i w dół ku cywilizacji  w świeżym śniegu.  Oczywiście bez gleby się nie obyło-pech chciał,że akurat  kamera była wyłączona-bo wykonałem piękny pokaz breakdanca. I im niżej byliśmy tym bardziej sypało. I tak już doszliśmy do Szklarskiej,trochę się po niej powłóczyliśmy,zjedliśmy pizze  poszliśmy na dworzec i w drogę do poznania.



Tak też zakończyła się ta jakże ciekawa Karkonoska przygoda,góry w których zaczynałem chodzić,gry gdzie byłem pierwszy raz zimą.Piękne miejsca i wiele wspomnień,a po tym wyjeździe to już szkoda gadać tyle wrażeń i przygód których nie da się opisać,to trzeba przeżyć. Dlatego zachęcam do ruszenia tyłka z przed kompa i w góry ;)






Już niedługo będzie filmik z wypadu a na razie trailer.


Więcej zdjęć TU.



piątek, 9 stycznia 2015

Kuchenka GOSYSTEM FLY Ti od sklep.paker.pl

Długo załatwiana/długo testowana i muszę przyznać,że mimo iż bym chciał się do czegoś przywalić to ciężko.Ale zacznijmy od początku.
Jakiś czas temu bo nawet nie pamiętam kiedy przyszła do mnie  paka od sklepu PAKER.PL a w niej super kuchenka gazowa-podobna najlżejsza na rynku-TYLKO 50g!!!!!!

Mowa o  GOSYSTEM FLY Ti mega lekka,mocna i wydajna kuchenka dla każdego fana gotowania w terenie czy też dla tych którzy nie lubią dźwigać bo to cudeńko naprawdę nic nie waży i tyle samo zajmuje miejsca.

Jednak poza wagą ważna jest wydajność kuchenki. I jak na tak lekką konstrukcję i wyjątkowo uproszczone rozwiązania można z czystym sumieniem powiedzieć,że jest naprawdę wydajna. Producent podaje,że 1L wody gotuje w ok 4 min i tak też jest w sprzyjających warunkach(w miarę ciepło/bez wiatru/ ogrzany gaz) co według mnie jak na coś ważące 50g to naprawdę niezła-zwłaszcza,że moja stara kuchenka warząca ponad 150g  też GoSystemu gotuje w podobnym czasie z tym,że waży 3 razy więcej i jest z 3 razy większa.

Czyli samo gotowanie wody jest naprawdę bez problemowe-oczywiście stosując zasady gotowania(osłona,odpowiedni garnek,stojak itd.-polecam artykuł o tym w magazynie n.p.m.) Natomiast  jak na te porę roku przystało miałem okazję testować ją głównie  w warunkach nie sprzyjających czyli niskie temperatury i silne wiatry,śnieg/deszcz.
Ogrzewając kartusz przez noc w śpiworze czy też pod kurtką  gotowanie w temperaturach ok -5*C  też nie jest większym problemem i 0,5L wody zagotowuje się w ok 4 minuty na wysokości ok 1300m n.p.m.

Natomiast stopienie w takich warunkach śniegu na ok 1L wody zajmuje 10 minut-zagotowanie tej wody zajmuje ok 8 minut. Może nie jest to jakiś super ekspresowe tempo ale jak dla mnie w zupełności starczy.

Czyli można powiedzieć,że kuchenka którą dostałem od Paker.pl jest naprawdę niezła i do tego nie najdroższa-bo w tym sklepie można ją kupić za niecałe 120zł-a tyle to niekiedy trzeba zapłacić za dużo cięższe modele które wcale lepiej się nie sprawują.


Tak więc jeśli już gotowanie uznaje,za sprawne i wygodne to teraz czas na wrażenia z użytkowania.

GOSYSTEM FLY Ti od paker.pl to dość mała i kompaktowa kuchenka tak jak już pisałem, dzięki czemu  nie zajmuje wiele miejsca w plecaku co według mnie jest cholernie ważne. Fakt jest taki,że te rozmiary też mają jedna wadę jeśli ktoś jest niezbyt ogarnięty w manualnych pracach może ułamać/odgiąć albo raczej mieć problemy z regulacją płomienia. To też ma się w przypadku obsługi w grubych rękawicach-ale ten problem dotyczy praktycznie każdej kuchenki. Trochę praktyki i można ten problem skreślić.
Topienie śniegu-to nie problem
Czyli  jest mała i całkiem wygodna w obsłudze jak dla mnie, dość mocna-nic się nie pogięło ani nie ułamało przez okres testów mimo brutalnego buszmeńskiego traktowania,szybko stygnie. Czyli można powiedzieć,że jest naprawdę wygodna w użytkowaniu i praktyczna.

Jest tylko jedna mała wadaalbo raczej ograniczenia,że nie powinno się używać kartuszy większych niż tych 230g  z racji bezpieczeństwa(taka była adnotacja w instrukcji) nie wiem dlaczego-może zbyt duże ciśnienie-ale jedno jest pewne, nie zamierzam tego sprawdzać ;)

Podsumowując GOSYSTEM FLY Ti od PAKER.PL jest naprawdę fajną opcją dla wszystkich szukających wydajnej i lekkiej kuchenki w przystępnej cenie. I powiem wam szczerze,że gdybym jej nie dostał do testów i tak bym pewnie ją kupił bo jak tylko zobaczyłem tą wagę i cenę stwierdziłem-o kurde niezła opcja muszę to mieć.

A i tak jeszcze na koniec ja używam specjalnej mieszanki optimusa która jest tak stworzona by lepiej się gotowało w niższych temperaturach-ma więcej butanu. I jeden taki kartusz 230g starczył na 5 dni w Karkonoszach w temperaturach od +5*C do -5*C  gotując rano i wieczorem wodę na śniadania/kolację i herbatę.


Dane producenta:
  • czas gotowania1l wody: 3min 50sek*
  • waga: 50g
  • moc: 3000W
  • zużycie paliwa: 130g/godz
  • wykonana zgodnie ze standardem EN417