sobota, 29 listopada 2014

Saperka no name

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła saperka NO NAME-składana,mała z piłą,kilofem i szuflą. Czyli całkiem fajny zestaw. Tylko czy warto targać takie coś w teren przy plecaku? Na pewno nie,jest to zbędny ciężar który w 90% przypadków się nie przyda.  Natomiast jako bagout do auta, na jakiś obóz czy do użytku okazjonalnego jak najbardziej można się pokusić.

Ta moja może też się świetnie sprawdzić jako broń podczas apokalipsy zombie. Jest mocna, piła dość ostra a kilof-sami się domyślacie ;)

Ale przejdźmy do bardziej realnego i rzeczywistej wartości tej saperki. Faktem jest to,że jak już musimy coś wykopać to ona wchodzi w ziemie jak marzenie-fakt,że jest mała i nie przerzuca tyle ziemi ile większy militarny odpowiednik ale jest nieźle.  Natomiast piła umieszczona na szufli jest na tyle ostra,że  nie tylko bezproblemowo  przecina korzenie ale i pozwala na cięcie jakiś gałęzi. Ostrząc krawędź otrzymujemy jeszcze coś w rodzaju toporka który pięknie wchodzi w drewno czy w zmarzniętą ziemię. A tak naprawdę to nie wiem jak to możliwe ale ona sama się oszczy od kopania. Wiem,że to brzmi dziwnie ale tak jest.
A co z kilofem? No jest i daje radę-ale prawda jest taka,że nie jest to niezbędne narzędzie chociaż można by go w ekstremalnej sytuacji  użyć jako czekana czy jak już wyżej pisałem broni.



Rękojeść skalda się z dwóch rurek skręcanych ze sobą. Słowo rurka jest to kluczowe ponieważ w rękojeści można by zrobić jakiś mały/podstawowy survival-kit. A jedna z tych rurek może nam posłużyć jako pałka do walki czy ogłuszania.

Jak sami widzicie saperka NO NAME jest naprawdę wielofunkcyjna,niedroga w większości marketów budowlanych jest za kilkanaście zł. Słyszałem o takich samych za 5zł!!!!! Dlatego warto mieć coś takiego w bagażniku czy w domu tak na wszelki wypadek.




piątek, 28 listopada 2014

Bądź szczęśliwym!!!!!

Temat mało związany z typowym bushcraftem ale jednak niezwykle ważny i zazębiający się z naszymi przygodami w buszu ;).

Z pewnością spotkaliście się ze stwierdzeniem:

 BĄDŹ SZCZĘŚLIWY TO NAJBARDZIEJ WKU.....WIA LUDZI    

I jest to prawda. Ilekroć się uśmiechamy,pokazujemy,że mamy luźne podejście do życia czyli po prostu mamy  gdzieś smutki,rozterki itd.  znajdzie się ktoś i to niejeden który zaraz zacznie nas negować,hejtować i mówić jak tak możesz przecież życie jest brutalne itd.

I jak z pewnością sami mieliście okazję przekonać się wiele razy jest to sytuacja dość częsta. Nie wiem czy to dobrze czy nie,że  społeczeństwo jest podzielone na tych happy i smutasów ale fakt jest taki,że im jesteśmy bardziej luźno nastawieni do życia i zawsze staramy się wynaleźć jakieś plusy mamy dużo fajniejsze życie ;)

Jednak kwintesencją takiego podejścia jest to,że dużo łatwiej jest takim happy po jakiejś porażce powstać i iść dalej do celu, nie poddawać się. Czyli jak łatwo można się domyślić   mamy dużo większe szanse na przetrwanie ekstremalnej sytuacji. I tu  przechodzimy do ważnej sprawy-bycie szczęśliwym czy chociażby posiadanie pozytywnego nastawienia do życia-zwiększa nasze szanse na przetrwanie.

Można by powiedzieć,że to jedyny element tego posta powiązany z survivalem czy bushcraftem. Ale czy na pewno?
Otóż nie. Przynajmniej dla mnie-Bushcraft,czy outdoor to nie tylko sposób na miłe spędzenie czasu ale i styl życia czy bycia. Przez co cały czas mam takie samo podejście czy to w mieście czy w buszu. I dzięki temu jest naprawdę przyjemnie.

I jak wyżej napisałem  to podejście towarzyszy mi 24h na dobę dzięki czemu nie zważam na przeszkody i prę do przodu. Oczywiście czasem jest jakiś kryzys ale wystarczy pomyśleć:  

NIE NIE MOGĘ SIĘ ŁAMAĆ,ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ TO TYLKO KOLEJNA PRZESZKODA ZA KTÓRĄ MOŻE CZEKAĆ NAGRODA A Z PEWNOŚCIĄ SZANSA NA SPRAWDZENIE SIĘ.

No i co ważne w życiu nigdy nie jest tak by chociaż gdzieś koło nas nie było czegoś co powinno nas podnieść na duchu.  W przypadku walki o przetrwanie  na łonie natury z pewnością spotkamy coś motywującego. Będzie to jakaś ładna roślinka,piękny widok,lepsza pogoda, udane łowy i wiele innych większych lub drobniejszych rzeczy które dadzą nam kopa do działania i sprawia,że pojawi się uśmiech na twarzy walczącego o przetrwanie.
A w życiu codziennym jest ta sama zależność ładny widok,słońce, jakiś sukces czy cokolwiek innego nas motywuję.


Jednak to co najważniejsze w dzisiejszym  poście  to to by się nie łamać i zawsze po porażce  wstać i przeć naprzód.  I przy okazji motywować innych bo jednak jeśli my mamy luz i jesteśmy happy to możemy też tym niektórych zarazić a przynajmniej nieco ich podnieść na duchu czy udowodnić,że nigdy nie jest źle a zawsze może być gorzej.


wtorek, 25 listopada 2014

Czapka Watch Cap do HELIKONA

Jakiś czas temu opisywałem kurtkę softshellową  DELTA od Helikona. Razem z nią w moje skromne ręce trafiła też czapka Watch Cap.
Dość popularne nakrycie głowy na zimniejsze warunki. Bo jak wiadomo człowiek to taka maszyna która tracie przez głowę nawet ponad 50% całego ciepła. Czyli jeśli marzną nam nogi a my nie mamy nic na głowie to się nie dziwmy. Ale starczy już założyć coś na głowę i problem powinien zniknąć, a przynajmniej się ograniczyć.
Na rynku jest wiele różnych czapek lepszych lub gorszych na zimowe warunki. Albo za cienkie albo za grube-co jest mocno indywidualna kwestią. Ale najważniejsze jest to czy czapka oddycha  czyli odprowadza nadmiar wilgoci i ciepła poza głowę.   
Dobrze też jeśli czapka jest lekka i  mała po zwinięciu.
No i Watch Cap od helikona właśnie taka jest. Lekka szybko ogrzewa głowę, niewielka po zwinięciu. I co najważniejsze dobrze oddycha.
Natomiast co do parametrów termicznych to jest naprawdę przyjemnie głowa prędzej się przegrzeje niż zmarznie. Więc sprawdzi się w niskich temperaturach.

Co do wykonania jest naprawdę dobrze.Wszystkie szwy dobrze wykończone,przyjemny w dotyku materiał czyli można powiedzieć ideał. No niestety Watch Cap nie jest  pozbawiony wad, i  nie chodzi mi tu o  walory estetyczne ale o fakt,że czapka średnio trzyma się głowy.  Po prostu często spada czy właściwie zsuwa się  na oczy albo do tył w przypadku spania w śpiworze.

Jest to dość upierdliwe w niektórych momentach jednak i tak  patrząc na walory termiczne Watch Cap od helikona jest naprawdę niezłą czapką w dość przystępnej cenie.


wtorek, 18 listopada 2014

Kurtka Pinewood Kungsleden-do MAGUM.PL

Po długich i intensywnych testach przyszedł czas na recke kurtki pinewood Kungsleden którą zakupiłem z dużą zniżką w sklepie MAGUM.PL.

Na samym wstępie pragnę zaznaczyć,że odzież firmy pinewood jest naprawdę genialna,fakt,że nie najtańsza ale za to posłuży naprawdę lata. Mam spodnie które kupiłem kilka lat temu za ok350zł  i do dziś wyglądają praktycznie jak nowe tylko nieco wyblakły na słońcu-co jak dla mnie nie jest żadnym problemem.Natomiast sam materiał,szwy itd. są w stanie idealnym.

Ale wracając do kurtki Ci z was którzy śledzą mój profil na FB mogą pamiętać kiedy ona do mnie dotarła. i Było to kilka miechów temu. Używałem jej w mieście, w lesie,w górach podczas deszczu,słońca wiatru itd.  I w żadnym z tych środowisk mnie nie zawiodła.

Opis ze strony MAGUM:

Praktyczna kurtka wiatroszczelna na wiosnę- lato do pracy i aktywnego wypoczynku !. Wykonana z odpornego na promieniowanie UV i szybkoschnącego materiału ™. Waterrepellent z impregnacją,  która skutecznie chroni przed deszczem. Kurtka posiada dodatkowo dwie podwójne kieszenie na piersi zamykane na zamek błyskawiczny. Kaptur składany w kołnierz i odpinany pozwala idealnie się dopasować do kształtu głowy. Kurtka doskonale łączy się z wieloma spodniami w ofercie firmy Pinewood. Dostępna w kolorze piaskowym.




I można powiedzieć,że to wszystko jest prawdą poza jednym tym,że jest to kurtka  sezonowa-w rzeczywistości da ona radę o każdej porze roku to prędzej wymięknie użytkownik.  Bo jak mówi stare skandynawskie powiedzenie NIEMA ZŁEJ POGODY JEST TYLKO ZŁY UBIÓR.
A ty niema mowy o złym ubiorze. 

Kurtka wykonana z wyjątkowo mocnego ale i jednocześnie lekkiego materiału który jest odporny na promienie UV +50. Nie wiem jak to do końca sprawdzić ale myślę,że tak jest w realu a dzięki temu,że jest w kolorze piaskowym to nam nie wyblaknie chociaż jest i mankament czyli widać większość plam od działalności w terenie. 
Sam materiał jest też mocny i odporny na przedzieranie się przez krzaki czy nawet ocieranie o skały. Po kilku takich kalcjach ostrego ciurania niema najmniejszych oznak uszkodzeń-co uważam za naprawdę wielki plus.
Czyli co do wytrzymałości jest naprawdę dobrze żeby nie powiedzieć genialnie. A co z wytrzymałością na warunki atmosferyczne?
 Wiatr jest niestraszny, używałem tą kurteczkę przy wietrznej pogodzie i nic się do środka nie dostało czyli tu jest naprawdę świetnie. A co z deszczem?  I tu można powiedzieć,że albo nieźle albo tragicznie. Wydaje się dziwne ale tak jest.
Z racji specyfiku kurtki PINEWOODA od MAGUM nie jest to kurtka w 100% wodoodporna-ponieważ pozbawiona jest membrany. Może to być wada dla wielu z was jednak dla mnie nie jest to wada ale i zaleta. Wodoodporność   Kungsleden opiera się na impregnacji. Wystarczy zaopatrzyć się w specjalną kostkę z wosku pszczelego i parafiny którą możemy zaimpregnować kurteczkę. A cały geniusz tego patentu polega na tym,że możemy sami  regulować oddychalność i wodoodporność naszej odzieży.   Jeśli zależy nam na oddychalnosci kładziemy cieniutką warstwę wosku który i tak zabezpieczy nawet przed niezłym opadem. Natomiast jeśli wiemy,że czeka nas ciężki opad ładujemy grubą warstwę wosku i woda będzie z nas spływała jak po kaczce. A jeśli chcemy kompletnie pozbyć się  impregnacji wystarczy wyprać i już jest gotowe. Taki system jest dużo bardziej praktyczny a sama odzież tego typu jest bardziej długowieczna niż ich membranowi odpowiednicy. Oczywiście kurteczka jak do mnie przyszła z MAGUM była lekko zaimpregnowana i dawała i daje radę. Czasem przy większym opadzie namaka ale jak na razie jeszcze ani razu nie przeciekła.
Czyli jak widać jest naprawdę nieźle.

A co z komfortem? Dzięki temu systemowi który opisałem przed chwilą mamy naprawdę spory komfort użytkowania w różnych warunkach od słońca po deszcz-co jest naprawdę ważne jeśli  planujemy jakiś bardziej ambitny projekt. Czyli jak trzeba nie będziemy się przegrzewali a jeśli trzeba nie będziemy moknąć.Brzmi to dość nierealnie ale tak jest faktycznie. Przy oryginalnej impregnacji oddychalność jest naprawdę genialna mając pod spodem odzież termiczna można naprawdę przyjemnie wędrować nawet w dość wysokich   temperaturach.
Oczywiście poza tymi właściwościami na komfort wpływa np.krój,kieszenie itd.
 Krój dla mnie jest odpowiedni-obszerna kurtka pozwalająca na  włożenie pod spód jakiejś ociepliny,jednocześnie mamy bez problemowy dostęp do czterech kieszeni które są bardzo obszerne i pomieszczą naprawdę sporo. I jeszcze poza tym jest jeden bardzo ważny element tej kurtki. Mianowicie kaptur-bardzo obszerny i dobrze chroniący przed nie sprzyjającymi warunkami. Jednak najważniejsze jak dla mnie w nim jest to,że bez problemowo mieści mi się pod nim kapelusz co nie jest normą w większości kurtek dostępnych na rynku-jednak Szwedzi wiedzą co robią ;) 





Podsumowując kurtka Pinewood Kungsleden-do MAGUM.PL jest naprawdę godna polecenia-lekka,mocna,wygodna,praktyczna i zalet można by tak wymieniać bez końca.Aż dziwne,że nieznalazłem w niej żadnej wady-może poza kolorem który jest super i ma po prostu taki mankament,że się brudzi.  Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić markę PINEWOOD oraz sam sklep MAGUM.
 

piątek, 14 listopada 2014

Izery z mistrzem Ognia

I przyszedł czas na obiecana relację z wypadu w góry Izerskie. Tak jak to zwykle w moim przypadku praktycznie każdy dłuższy weekend to idealny moment na wypad w teren-czyli w moim wypadku góry Izerskie. Z tym,że  tym razem plan był ambitny i zakładał pokonanie jak największego dystansu a przede wszystkim pokona inie całego szlaku idącego ze Stogu izerskiego do Izerki i dalej do Polski    a potem pokręcenie się po Polskiej części tych że gór.  I plan w 100% został zrealizowany i przez 4 dni bez większego wysiłku pokonaliśmy ok 68km.

Ale zacznijmy od początku.
Po całonocnej jeździe samochodem z Poznania do Świeradowa ruszyliśmy( ja i ojciec) ostro  pod górę na Stóg Izerski i dalej w stronę Smreka. Tam obowiązkowa sesja fotograficzna na wierzy widokowej. Piękne widoki,słońce i jeszcze nie najgorsza temperatura-przez co wędrówka niebyła zbyt uciążliwa.  I udawało się nam wykręcać naprawdę niezłe tempo.  Zwłaszcza,że wyjazd ten obfitował w różne testy-między innymi butów-wziąłem ze sobą niskie buty do ostrego marszu  na membranie gore. I muszę przyznać,że niema to jak niskie buty są dużo bardziej komfortowe przy długim i szybkim marszu. No ale nie o butach będę dziś pisał ale o wypadzie. Więc wracając do sedna sprawy  wędrowaliśmy dalej  podziwiając widoki i piękno dzikich gór. Oraz fakt,że niestety szlaki po stronie Czeskiej są zdecydowanie bardziej zadbane  i lepsze niż u nas. No ale cóż poradzić. Po drodze mijaliśmy wiele ciekawych form skalnych ale i jedną bardzo fajną rzecz. Mianowicie ambonę na kółkach. Taka normalna jak te spotykane w naszych lasach z tą różnicą,że nie była na stałe przymocowana do  podłoża a na kołach jak przyczepa. Bardzo fajna sprawa a wewnątrz tak ładnie wykonana,że z przyjemnością można by się tam kimnąć czy zapolować.

I tak wędrując sobie już prawie po ciemku doszliśmy do mostu granicznego na Izerze i w wiacie nieopodal mostku spędziliśmy nocleg.  Szybka kolacja i szybko do śpiwora.  I tak pierwszej nocy spaliśmy aż 12 godzin. Normalnie to nawet gdybym chciał to bym nie dał rady tak długo spać ale w  takim miejscu i po całonocnej jeździe i prawie 30km z buta  można sobie taki wypadek wybaczyć ;)

Nie śpiesząc się rano poszliśmy przez  schronisko Orle  i wzdłuż Izery kierowaliśmy się w stronę Chatki Tomaszka. Po drodze jednak odbiliśmy na przełaj by zobaczyć skałki. I muszę przyznać,ze naprawdę urokliwe miejsce i nawet było by Gdzie się rozbić namiotem-niestety niema tam wody czyli mamy poważny problem ale zawsze można go rozwiązać ;) 

Po sesji fotograficznej ruszyliśmy dalej w stronę wspomnianej już chatki. Z nadzieją,że spotkamy tam Zbyszka(nasz górski przyjaciel) i tam też mieliśmy się spotkać z tym tajemniczym mistrzem Ognia-Czyli Rafałem "Gryfem" Łozińskim który jest naprawdę ekspertem w dziedzinie rozniecania ognia prymitywnymi metodami.  Niestety przy chatce zamiast Zbyszka był  tzw. osobnik z Pary Mieszanej i Rafał. Po krótkiej przerwie  już w trójkę ruszyliśmy w stronę  Wysokiej Kopy gdzie zamierzaliśmy zrobić nocleg  w wiacie. I tak po jakimś czasie wędrówki i minięciu nowej kapliczki doszliśmy do celu na ten dzień. I tam po raz pierwszy zobaczyliśmy jakim ekspertem jest Rafał "Gryf" Łoziński w sprawie ognia. bez problemowo w moment rozpalone ognisko za pomocą kawałka stali wysokowęglowej i kamienia + parę dodatkowych "magicznych przedmiotów".  Jednak zanim jeszcze doszliśmy do tej wiaty pogoda zaczęła się psuć i nachodziła gęsta mgła. A gdy już byliśmy na miejscu zrobiła się tak gęsta,że widoczność spadła do kilku metrów do tego doszedł dość silny wiatr czyli jak już możecie się domyśleć warunki przypominały nieco te z Mordoru.



Kolejnego dnia wstaliśmy nieco wcześniej i ruszyliśmy w stronę Wysokiego Kamienia. I dzięki uprzejmości Matki Natury im byliśmy bliżej tego celu tym pogoda się poprawiała i wyszło piękne słońce no i mieliśmy możliwość podziwiania wspaniałego zjawiska jakim było przewalanie się masy chmur  przez Karkonosze. Wspaniałe zjawisko które powinien zobaczyć każdy na własne oczy.   Jednocześnie dzięki poprawieniu pogody mogłem podładować komórkę przy pomocy panelu słonecznego co było naprawdę przydatne.
Po  postoju na Wysokim Kamieniu i wypiciu piwka ruszyliśmy tą samą drogą w stronę kopalni i dalej w stronę wspomnianej już prze zemnie Chatki Tomaszka gdzie  miał być już Zbyszek. Niedaleko Wysokiego Kamienia Rafał pokazał nam jak rozpala ognisko za pomocą 2 patyków-i naprawdę wielki szacun bo to naprawdę robi wrażenie wyjątkowo krótki czas rozpalenia tak prymitywną metodą. Nie da się tego opisać to trzeba zobaczyć na własne oczy.
 Po drodze zaszliśmy jeszcze obejżeć Kolibę Myśliwską przy której budowie kiedyś pomagaliśmy.  Koliba już skończona kilka fotek i dalej w drogę. Niestety jak się mieliśmy okazje  przekonać po chwili marszu Zbyszka nie było ale za to była para mieszana. Zamienione kilka słów  i dalej w drogę do cudownego miejsca na biwak. I ten już ostatni nocleg postanowiliśmy spędzić w namiocie i sklecić jakiś szałas z pałatek dla Rafała.
I tak   też zrobiliśmy kilkanaście minut i obóz stoi gotowy chwile potem już płonie ognisko i można powiedzieć,żyć nie umierać.    Ogień,strumyk obok namiotu i fajne towarzystwo-szczególnie,ze przyszedł do nas Zbyszek z którym porozmawialiśmy nieco i najedliśmy się do syta resztkami naszych zapasów.

Rano szybka pobudka śniadanko, zwinięty obóz i dalej w drogę. Niestety już tego dnia celem było miasto i cywilizacja więc jakiś wielki entuzjazm nam a przynajmniej mi nie towarzyszył.  Tak wędrując mijaliśmy jeszcze dzięki uprzejmości poprawiającej się pogody zobaczyć kilak wspaniałych widoków. Napełnić manierki wodą ze źródła Adamsa i już po kilkudziesięciu minutach byliśmy na dole.I tak właśnie zakończyła się ta przygoda.

Czyli podsumowując ten wypad-super atmosfera,piękne widoki,masa nowych testów i doświadczeń oraz przekroczenie kolejnych granic- Ci z was którzy uczestniczyli w mojej prezentacji na MTP-poznań oraz  UP-poznań wiedzą o co chodzi z tymi granicami a niewtajemniczeni  z pewnością będą mieli okazje jeszcze się przekonać ;)

A już niedługo powstanie filmik a materiału jest naprawdę sporo więc myślę,że będzie co oglądać.
Więcej zdjęć





środa, 12 listopada 2014

Góry Izerskie z mistrzem ognia

Już niedługo pojawi się i relacja i filmik z wypadu w góry Izerskie podczas ostatniego długiego weekendu.  A na razie nieco zdjęć  z wypadu:

I jak zwykle więcej zdjęć TU 






środa, 5 listopada 2014

Kamizelka polarowa Karrimora

Nie wiem jak wy ale ja  ostatnio rezygnuję z typowych polarów na rzecz kurtek z syntetycznym lub puchowym wypełnieniem. Mają one wiele zalet a największą z nich jest niska waga i ich niewielkie rozmiary po spakowaniu. Mimo to prawie zawsze ze sobą zabieram kamizelkę polarową.


Jest nieoceniona w wielu sytuacjach. Pozwala zachować ciepło w najważniejszej części naszego ciała-czyli w korpusie. I jednocześnie podczas intensywnego wysiłku niema problemu z odprowadzeniem nadmiaru ciepła. Co w typowej bluzie polarowej już może być nie tak oczywiste.

Kiedyś używałem kamizelki z Decathlonu która świetnie się spisywała.Ale pech chciał,że nierosła razem zemną. I tak miałem jakiś niecały rok przerwy w użytkowaniu kamizelek aż raz wybrałem się do sklepu i zobaczyłem kamizelkę karrimora. Bardzo ładnie wykonana,zbity polar kilka kieszeni za 49zł. Czyli aż szkoda nie wziąć.   I tak już od dobrych kilku miechów noszę ją i w terenie i w mieście i muszę powiedzieć,że jest naprawdę genialna.  Lekka i mała po spakowaniu czyli spełnia moje założenia co do turystyki light and fast.
Do tego 2 kieszenie  na biodrach obszerne i mocne,zapinane na zamek. Dzięki czemu nie musimy się martwić,że coś zgubimy.
Sama kamizelka zapinana jest na zamek i posiada wyjątkowo wysoki kołnierz dzięki czemu w nie sprzyjających warunkach możemy się dobrze  zabezpieczyć przed zimnem czy wiatrem. Jak już jestem przy wietrze to warto zwrócić uwagę na to,że  dzięki zbitej konstrukcji materiału ma on naprawdę niezły współczynnik odporności na wiatr-jeszcze ani razu nie przewiał przez nią. Czyli jest nieźle.

Oczywiście kamizelki nie przemówią do wszystkich bo jednak rąk nie zabezpieczamy przed chłodem. Jednak dla mnie nie jest to problem, bo starczy założyć kurtkę,wiatrówkę czy coś podobnego lub nawet założyć koszulkę z długim rękawem.

Podsumowując. Niska waga,mała po spakowaniu(to akurat jest subiektywne) niska cena i bardzo dobre wykonanie sprawia,że sprawdzi się ona podczas wszelkiej działalności outdoorowej jak i przy codziennym użytku.
Dlatego mogę wszystkim polecić kamizelkę polarową karrimora.

wtorek, 4 listopada 2014

Przekraczanie granic

W życiu to różnie bywa,nieraz wszystko przychodzi nam  bez najmniejszych przeszkód. Jednak częściej do osiągnięcia celu czy sukcesu musimy pokonać naprawdę ciężką drogę.

Dlatego podczas różnych wypraw,projektów,przedsięwzięć czy nawet zwykłego życia musimy być gotowi przejść wiele i przekroczyć niejedna granicę.
I oczywiście nie chodzi tu o dosłowna granicę ale o tą w naszym umyśle. Jak powszechnie wiadomo nasz mózg jest maszyną która pozwala nam na wiele-jednak najczęściej nie pozwalamy mu na rozwinięcie skrzydeł.

Dlatego jeśli obierzemy sobie jakiś cel np.zdobycie jakiegoś szczytu-(może to też być zupełnie co innego).
 I w momencie gdy mamy już cel nie pozostaje nam nic innego jak sukcesywnie przeć naprzód, wiele razy będziemy się potykali,nieraz będziemy musieli się cofnąć,odpuścić NA MOMENT!! ale jeśli się nie poddamy mamy pewne,że wcześniej czy później zdobędziemy cel.   I tu należy sobie uświadomić,że droga z pewnością nie będzie łatwa a momentami to nawet możemy mieć chęć zrezygnować jednak nie poddając się i pokonując kolejne przeszkody, granice-smak zwycięstwa będzie dużo lepszy.  No i ważne,że obranie takiego stylu osiągania sukcesu pozwala na jeszcze jedna rzecz. Mianowicie czerpiemy dużo z drogi i  się uczymy a nie trzaskamy kolejne cele-bo jak sami możecie się domyśleć takie coś niewiele nam da.


Dlatego jeśli możecie wybierajcie mniej uczęszczane ścieżki zapewnią większą przygodę i pozwolą przekroczyć więcej barier.

A jak przezwyciężyć poważne przeszkody i pokonać granice?

Najlepiej podczas każdorazowego wyjścia w teren  przełamywać kolejne strachy i lęki. Ta metoda pozwala na powolne i sukcesywne przełamywanie się. Dzięki czemu w sytuacji kolejnej większej granicy będzie nam łatwiej.
 Można też od razu skoczyć na głęboką wodę ale tu już trzeba mieć naprawdę mocną psychikę bo tego typu akcje wymagają ciężkiej pracy ale i zapewniają największą radość. 

Żołnierze Legii Cudzoziemskiej mawiają,że już przekroczyli granicę które są przed innymi żołnierzami. I jest to prawda. Brutalny trening,męcząca służba sprawiają,że oni są gotowi podjąć większe ryzyko,szybciej reagują na bodźce i nie boją się tak jak ktoś kto jeszcze z czymś podobnym się nie zetknął. Ponieważ oni już pokonali granice które  dopiero są przed innymi.

Jednak by pokonywać te granice nie trzeba być komandosem-wystarczy założyć sobie,że obojętnie co osiągnę cel/sukces itd. 

Thor Heyerdahl kiedyś powiedział:
 Granice ?

Nigdy żadnej nie widziałem, ale słyszałem,że istnieją w umysłach niektórych ludzi.

 Te słowa idealnie oddają to  czym są granice-wymysłem naszego mózgu-czyli narzędzia które bez problemu może pokonywać wszystkie przeszkody. Dlatego  przekraczajcie granice i osiągajcie sukcesy ;)