piątek, 31 października 2014

Śladami Marzeń CZŁOWIEK Z BUSZU 2014


I oto obiecany filmik z Festiwalu podróżniczego śladami marzeń gdzie prowadziłem prezentacje.
Niestety na kilku ujęciach widać datę z mojego nowego nabytku (kamerki sj4000)  gdzie była źle ustawiona data  a mój program do obróbki nie pozwala na usunięcie tego.








wtorek, 28 października 2014

Festiwal Podróżniczy Śladami Marzeń II edycja-relacja

Jak mogliście się przekonać w miniony piątek i weekend na MTP odbywał się festiwal podróżniczy ŚLADAMI MARZEŃ.  Była to 2 edycja tego super przedsięwzięcia. W zeszłym roku przyszedłem jako zwykły kowalski i słuchałem super prelekcji i snułem marzenia a w tym roku dzięki uprzejmości  organizatorów w tym roku miałem okazję stanąć po drugiej stronie i tym razem opowiadać i uczyć.

Prowadziłem warsztaty o tematyce outdooru-czyli jak sami się domyślacie a i  może niektórzy z was mieli okazje zobaczyć na własne oczy,że jest to temat rzeka. Właściwie to większość  aspektów  które poruszałem w trakcie godzinnych warsztatów były bardzo okrojone z racji małej ilości czasy-przyznam się,że już zacząłem wątpić czy zdążę. Ale udało się :)

 Myślę,że wszystkim się podobało i czegoś się nauczyli-chociaż faktem było,że osoby wychodziły i wchodziły ale i tak  przez całą prezentacje przewinęło się ok 80 os.
Czyli cały czas udaje mi się podczas moich prezentacji podnosić poprzeczkę-nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem a zwłaszcza na tak prestiżowej imprezie. I jak sam Organizator przyznał-byłem największą niewiadomą ale i nie zawiodłem-czyli pełna nobilitacja :)

Poza mną na festiwalu wystąpiło wiele innych bardzo ciekawych i barwnych postaci jak np. Olek Doba,Michał Kochańczyk, Marcin Obałek, Jarek Jona,Piotr Bodera i wielu innych naprawdę wspaniałych ludzi.

A każdy dzień kończył się super imprezą w knajpce Wielkie Żarcie  super atmosfera i ciekawe rozmowy + nowe znajomości.

To wszystko wpływa na genialną atmosferę tego festiwalu-Ci z was którzy byli wiedzą a Ci którzy niebyli to niech żałują i pojawia się w przyszłym roku bo ja na pewno będę ;)

Wielkie dzięki dla organizatorów jak i innych podróżników za super zabawę przez 3 dni !!!!  


Więcej zdjęć: TU


niedziela, 26 października 2014

czwartek, 23 października 2014

Promo festiwalu podróżniczego ŚLADAMI MARZEŃ


Już kilka razy zapraszałem na festiwali i jeszcze raz już ostatni ponawiam propozycje;) jutro o 13,15 w sali zielonej  na MTP-będziecie mogli mnie posłuchać,zapytać o cokolwiek  itd.

A tu macie filmik promocyjny II edycji Festiwalu Podróżniczego Śladami Marzeń


wtorek, 21 października 2014

Festiwal podróżniczy Śladami Marzń


Przypominam,że już w ten piątek o 13,15 na MTP  w ramach festiwalu podróżniczego Śladami Marzeń.
Będę prowadził warsztaty o tym jak przetrwać,zdobyć sponsora,spakować się itd.
Wszystkich serdecznie zapraszam:)

A przy okazji zdjęcia kilku artykułów w których jest wzmianka o mnie :) 


 






poniedziałek, 20 października 2014

TRASH BAG CHALLENGE-CZŁOWIEK Z BUSZU

Koledzy z Ekwipunku Dźwiganego Codziennie  nominowali mnie do akcji TRASH BAG CHALLENGE-czyli zbierania śmieci w Polskich lasach.
Wyzwanie podjęte i wykonane.A oto filmik z tejże akcji. Było dość ciężko bo u mnie Puszcza Zielonka jest dosyć czysta -ale trochę śmieci się niestety znalazło.


  kolejni nominowani to:

URSUS- POLISH SURVIVAL GROUP.

SOWA SURVIVAL GROUP

HOBBY HOUSE.PL


Macie 14 dni na odpowiedź na to wyzwanie w postaci filmiku- bierzecie 120L worki na śmieci i sprzątacie las-czas leci ;) 

sobota, 18 października 2014

Tomek Michniewicz-SWOJĄ DROGĄ

Nie wiem jak Wy ale ja lubię czytać książki-oczywiście poza lekturami ;)  I dziś zaprezentuje wam fajną książkę o podróżach-niezbyt survivalowych chociaż,pierwsza wyprawa opisana w tej książce jest dosyć ekstremalna.

SWOJĄ DROGĄ Tomka Michniewicza to książka opowiadająca o trzech podróżach ludzi niekoniecznie związanych z ekstremalną tułaczką.
W tej pozycji  opisane zostały wyprawy do Afrykańskiej dżungli do ludu BAKA, do Arabii Saudyjskiej  i do Nowego Orleanu.

Z tej,że racji  książka została podzielona na 3 części i szczerze powiedziawszy jest naprawdę przyjemna. Dowiemy się z niej sporo ciekawych  rozwiązań jak i informacji o kulturze danego regionu i podróżach z plecakiem.

Z pewnością wszystkich survivalowców najbardziej zainteresuje pierwsza część-czyli wyprawa do ludu BAKA-tam autor wraz ze swoim kolegą  uczy się technik przetrwania miejscowych,poznaje otaczający go las i środowisko.

SWOJĄ DROGĄ to książka która z pewnością nie przemówi do każdego-jest ciekawa ale nie zawsze wciągnie tak jak inne książki tego Autora, jak np. SAMSARA czy Gorączka.

Podsumowując SWOJĄ DROGĄ to ciekawa książka którą warto przeczytać zwłaszcza jeśli planujemy jakiś wypad w opisane tam rejony.


czwartek, 16 października 2014

Ujście Warty jesień 2014-relacja

No i przyszedł czas na  obiecaną relacje z wypadu do PN. Ujście Warty. Głównym celem tej wyrypy były foto-łowy a konkretnie to upolowanie jakiś ptaszków. Niestety Ci z was którzy  robili lub robią zdjęcia przyrodnicze wiedzą jak ciężkim tematem są ptaki-a bez jakiejś dobrej lufy rzędu 300mm jest wyjątkowo ciężko.   

No ale jak to się mówi trzeba próbować.Pogoda też nie pomagała a i same ptaki zbyt chętne do sesji fotograficznej niebyły.  Na szczęście   wędrując po sławnej betonce dało się dostrzec i obfotografować sporo ptaszków. A w jednym momencie  nie  było nic widać ale za to dźwięk który narastał  niejednego mógł przerazić-szum i ryk tysiąca jak nie lepiej ptaków wylatujących za kępy drzew-super przeżycie no i wspaniały widok,który potrafi  przyprawić o dreszczyk.
Na na wspomnianej już prze zemnie betonce udało się  zobaczyć i sfotografować
  • Gęsi
  • Żurawie
  • Łabędzie
  • Wrony
  • I jeszcze kilkanaście innych gatunków ptaszków.


Jednak najwdzięczniejszym okazem do fotografowania okazały się konie,które tam się pasły a można i by powiedzieć,że żyją w sposób pół dziki.  Wspaniały widok kilkanaście koni   nie podkutych biegających po  polu, w tym mały źrebak,kurz wzbijany  kopytami,prychanie i specyficzny zapach. Magiczne chwile i piękne widowisko podczas którego udało się zrobić naprawdę sporo dobrych zdjęć. 
A najlepszy był potężny ogier który nic sobie z nas nie robił przebiegł kilka metrów ode mnie  i sam bez niczyjej pomocy zagania całe stado w jedno miejsce. Jednak to co najbardziej utkwiło mi gdy tak sobie galopował kilka metrów ode mnie to jego potęga. Nogi tak duże jak moje dwie i pewnie jeszcze x2. Cholernie wysoki i majestatyczny-no nic dodać nic ująć super.

Po sesji fotograficznej  na betonce  pojechaliśmy w nowe miejsce na sama granice przebiegającą przez Odrę. Super miejsce i piękny widok no i oczywiście wróciły wspomnienia z Wisły. Jednak najlepsze tam nie było samo wędrowanie wzdłuż rzeki a  znalezienie potężnych wydm nieopodal Odry. Klimat niczym z dzikiego zachodu-tylko brakowało tych koni z nad warty i już był by pełen westernowy klimat.  Bardzo fajne w tym miejscu były dwa dęby rosnące pośrodku łachy piachu w pięknych jesiennych kolorach.  
























Stamtąd zaczęliśmy się kierować w drogę powrotną do poznania, przejeżdżając przez Puszczę Notecką. I tu też  trochę wspomnień z moich początków. Właśnie tu zaczynałem w wieku 14/15 lat pierwsze wyprawy,testy itd.  Jadąc tak przez Puszczę zatrzymaliśmy się nad jednym jeziorkiem gdzie ze skarpy wybijało wspaniale źródełko-silna,zimna woda o lekko siarkowym posmaku-czyli super zdrowa ;)



I można powiedzieć,że na tym się skończyło. Jednak  w drodze powrotnej wpadła mi do głowy koncepcja na fajną akcje ekologiczną-ale o tym już niedługo.

Podsumowując wypad do PN Ujście Warty-to chyba najowocniejszy wypad pod względem fotografii saków,pierwsze testy nowego wyposażenia, zobaczenie nowych wspaniałych miejsc,nowe pomysły itd. Czyli można powiedzieć,że ten wyjazd był bardzo udany.
Już niedługo filmik z wypadu a na razie więcej zdjęć:
TU

wtorek, 14 października 2014

Picie moczu.



Miałem dziś opisać relacje z wypadu do PN-Ujście Warty. No ale z racji,że kolega z Ursusa poruszył dość ciekawy i kontrowersyjny temat jakim jest picie moczu postanowiłem nieco przybliżyć ten temat.  Natomiast co do relacji to już niedługo pojawi się i opis i  filmik a na razie dla zainteresowanych zdjęcia (TU).

Ale przejdźmy do sedna sprawy. Nieważne czy ktoś się interesuje survivalem czy nie z pewnością spotkał się  z tym tematem. Czy to oglądając programy Miśka Gryllsa czy  inne programy czy filmy o różnych sytuacjach  mało przyjemnych.  No i jeszcze w ostatnich latach niezwykle popularne stały się urynoterapie. Lekarzem nie jestem ale jakoś picie sików w celu leczniczym do mnie nie przemawia.  No bo jak  coś co z nas wychodzi z różnymi toksynami może być zdrowe.

No ale przejdźmy do aspektu moczu w survivalu.

Wiele podręczników,poradników,blogów itd poleca metodę picia siuśków w celu nawodnienia. Ja jednak byłbym sceptyczny.  Oczywiście w skrajnej sytuacji może być już wszystko jedno czy padniemy z odwodnienia czy wypijemy mocz pełen produktów które powinny być usunięte z organizmu.

Pewnie część z was wie jak działa nasz organizm.Pijemy,jemy i to co jest zbędne lub nawet niebezpieczne dla organizmu jest wydalane na różne sposoby, poprzez pot,mocz,odchody itd.
Czyli pijąc mocz zwiększamy stężenie  różnych toksyn w organizmie czyli zmuszamy go do wzmożonej pracy by go usunąć. A skażenie np.mocznikiem jest wyjątkowo niebezpieczne.

Bardzo fajnie  ten temat podsumował Marek z Ekwipunku Dźwiganego Codziennie   
"Moje zdanie na temat picia moczu: jeśli ktoś jest na tyle głupi, nieogarnięty i niedoedukowany w podstawowych kwestiach dot. ludzkiego organizmu, zasługuje na to, aby chlać swoje [lub cudze, jeśli woli] siki! Idąc tym tropem można chlać wodę prosto z morza i żyć długo i szczęśliwie. Reasumując:
- mocz jest bardziej zasolony [większe stężenie soli] niż organizm człowieka, dlatego wprowadzanie go do organizmu powoduje dodatkowe odwodnienie, nie nawodnienie, tak jak słona woda morska itp.
- mocz zawiera wodę, więc można użyć np. destylacji aby pozbyć się soli i toksyn, wtedy owszem - lecz to już nie mocz
- moczem można zmoczyć choćby nakrycie głowy - pomagając w termoregulacji, ale nie pić na Boga..."



I ja się z tym zgadzam. Natomiast jeśli ktoś zdecyduje się napić powinien zastosować się do kilku poniższych rad:

  1. Podstawa to pij tylko swój mocz
  2. Unikaj moczu porannego-zwiera najwięcej soli,toksyn itd.
  3. Gdy jesteś ranny lub chory mocz może być skażony
  4. Częste picie może doprowadzić do skażenia organizmu.

 Jednak jest dużo lepsza metoda na wykorzystanie moczu w sposób bezpieczny. Pić trzeba by się nie odwodnić i nie przegrzać. A jak wiadomo przez głowę,kark,pachy, pachwiny  i jeszcze kilka miejsc  tracimy najwięcej ciepła no i analogicznie najłatwiej jest się poprzez nie przegrzać-jednak łatwo jest też schłodzić organizm np.kładąc mokrą szmatkę na karku. Jednak na pustyni nie możemy sobie pozwolić na marnowanie wody i tu możemy obsikać koszulkę czy coś innego i użyć jako chłodziarkę.

Jednak  co jeśli nie mamy wody?  Najlepiej poszukać wody  a moczem się chłodzić ale i możemy zbudować destylarnie słoneczną -dół do którego sikamy, kładziemy na dole kubek,przykrywamy folią a nad kubkiem kładziemy mały kamyk by woda która odparowuje i skrapla się na foli trafiła do kubka czy innego naczynia.  Ta metoda pozwala na bezpieczne picie sików bo w efekcie otrzymujemy czystą wodę. Można też pobawić się w różne filtry  i też otrzymać czyste H2O. Jednak to mało wygodna metoda no i mamy małe szansę na znalezienie niezbędnych materiałów gdzieś w głuszy. 

Czyli podsumowując lepiej nie pić sików bo raczej nam nie pomogą  a nawet mogą zaszkodzić-chociaż faktem jest,że picie moczu już niejednego uratowało.  Jest to temat rzeka,pełen kontrowersji,zwolenników i przeciwników. Jednak jeśli ktoś chociaż odrobinę zna maszynę jaką jest ludzki organizm sam zrozumie co powinno się robić a co nie. 

sobota, 11 października 2014

Profil na FB ma roczek

I właśnie dziś mija rok odkąd założyłem konto na FB-a zrobiłem to tylko po to by założyć fanpaga. I myślę,że jest całkiem nieźle sokoro przez tylko rok zdobyłem aż 730 polubień. Może nie jest to jakiś super wynik w porównaniu z innymi stronami jak np.kocham kucyki pony ;) ale jak na branże outdoorową jest super. A TO WSZYSTKO DZIĘKI WAM NO BO W KOŃCU  ktoś musi czytać i oglądać to co wrzucam ;)

A przez ten rok się sporo wydarzyło,nowe pomysły,weszły zmiany,nowe współpracę z firmami ,błędne decyzje itd.(ale o tym w podsumowaniu roku bloga)

Dlatego wszystkim wam dziękuje i obiecuję,że zarówno blog jak i fanpag będą się stale rozwijały. A Tych z was co jeszcze  nie odwiedzili   mojego profilu na FB zapraszam do nadrobienia zaległości ;)

Jeszcze raz wielkie dzięki =D

WIEWIÓR WAM DZIĘKUJE

piątek, 10 października 2014

Filozofia LNT-LEAVE NO TRACE

Filozofia LNT to wręcz obowiązkowy sposób myślenia każdego odpowiedzialnego i rozsądnego turysty,bushcraftowca itd. Czyli każdego kto lubi spędzać czas wolny na łonie natury.
Jednak najsampierw wytłumaczę nazwę LNT z ang. Leave No Trace-czyli  tak ogólnie to  nie zostawiaj śladu.

Jest to filozofia dość popularna w środowiskach outdoorowych na terenie USA  i w skrócie można powiedzieć,że jest to sposób kulturalnej turystyki z szacunkiem do natury oraz innych wędrowców co niestety jak sami zapewne się przekonaliście w naszym pięknym kraju szwankuje.


EDUKACJA TO PODSTAWA
Podstawowym założeniem jest nie pozostawianie po sobie śladów czyli wszystkie śmieci zabieramy ze sobą,rozbijamy obóz w taki sposób by nie  zostawiać po sobie śladów obecności-czyli rozbijając namiot unikamy terenu porośniętego kwiatkami czy czymś co możemy zniszczyć.  To samo ma się z ogniskiem. Palimy je w miejscach wyznaczonych(zgodnie z prawem) A jeśli zamierzamy gdzieś indziej na dziko musimy  po sobie posprzątać.

Jednak podstawa to przygotowanie:

*Bądź gotów na wypadki i nie sprzyjające warunki
*Zapoznaj się z lokalnym prawem
*Poznaj problemy ekologiczne i społeczne rejonu w który się wybierasz.
*Ogranicz ilość śmieci
*Zamiast oznaczać sobie ścieżkę zacioskami,farba itd korzystaj z mapy i kompasu.

Jak już wyżej pisałem rozbijając obóz poza miejscami wyznaczonymi powinniśmy  robić to na trwałym podłożu którego nie zniszczymy przez noc czy nawet kilka dni. Tak samo karygodne jest budowanie szałasów czy posłań- a szczególnie dotyczy to  żywych drzewek jak np.świerk. Które nagminne są niszczone przez pseudo "survivalowców".

Wybieranie odpowiedniego podłoża na biwak jest tak samo ważne jak wędrówka po stabilnym podłożu. Należy unikać stąpania delikatnych ściółek czy torfowisk itd.   Również wędrując po szlaku nie wydeptujmy skrótów i nowych ścieżek po bokach które sprawiają,że szlak z kilku metrów robi się istną autostradą. Więc jeśli widzimy błoto to przykro mi ale prawdziwy miłośnik natury przejdzie przez nie a nie rozdepcze ileś krzaków po bokach by nie zabrudzić nowiutkich trekkingowych bucików.  To samo  jest gdy spotykamy na szlaku czy ścieżce gąszcz to nie wyjmujemy noża czy maczety i nie rąbiemy wszystkiego na oślep tylko przedzieramy się swoją masą. Lub obchodzimy dookoła przeszkodę.  Poruszając się w ten sposób jesteśmy przykładem na to,że jesteśmy gośćmi w lesie i musimy o niego dbać i szanować.

Tak samo w miarę możliwości należy unikać chodzenia w dużych grupach co znacznie przyśpiesza proces degradacji środowiska. Widać to po obleganych szlakach w Tatrach,Bieszczadach czy innych pasmach górskich i nie tylko.
Wielu ludzi uważa,że to że stworzono park narodowy czy rezerwat nie przeszkadza w  uprawianiu survivalu czy turystyki i nic nie robią sobie z zakazów. Takie zachowanie jest karygodne. Człowiek i tak już wystarczająco wyniszczył naszą planetę. A obszary chronione są po to by przyszłe pokolenia mogły zobaczyć piękno dzikich zakątków. Dlatego na terenie  PN czy Rezerwatu Przyrody  musimy korzystać z wyznaczonych szlaków i stosować się do zasad-a inne postępowanie nie dość,że jest nielegalne to jeszcze zmniejsza szanse na przetrwanie niektórych gatunków no i świadczy o braku odpowiedzialności.


Jak już wspominałem całe śmieci zabieramy ze sobą z powrotem a nie wyrzucamy czy zakopujemy. W skrajnym wypadku można ewentualnie spalić ale nie jest to dobre ani dla nas ani dla środowiska. Jednak poza śmieciami typu pudełka(te można spalić bez obaw) papierki itd mamy też inne produkty przemiany materii. Chyba już wiecie o czym mowa ;)

Na szczęście zakładam,że nie wędrujemy po lodowcu  gdzie wszystko musimy zabrać ze sobą i to też!!!!
Natomiast zakładając wędrówkę po górach lasach itd powinniśmy wszystko zakopać na głębokość  15-20cm(oczywiście w miarę możliwości) i do tego  oddalone o kilkadziesiąt metrów od wody oraz obozowiska. Jeśli nie mamy możliwości zakopania  przynajmniej postarajmy się zamaskować tak by następnym razem my czy ktoś inny mógł się cieszyć też pięknymi widokami lasu czy innego terenu bez papierzaków.

Kolejnym aspektem świadczącym o naszej kulturze  jest  zachowanie obiektów historycznych itd w zastałym stanie.

Jak już pisałem o ognisku to tu jeszcze kilka drobnych rad:

* Jeśli możesz używaj kuchenek opalanych drewnem lub innym paliwem-mniej oddziaływają na naturę.
*Wszystko spalaj na popiół tak by nie został ślad po ognisku.
*Korzystaj z miejsc w których już palono ogień
*Zbieraj suche drewno z ziemi czy dolnych części drzew(nie odłamuj wszystkich z jednego tylko zbieraj z kilkunastu-dzięki temu las nie będzie łysy.)
*Ognisko powinno być mała-da klimat i pozwala na przyrządzenie posiłku
*Nie ścinaj drzew na opał-to nie ALASKA CZY SYBERIA

I dochodząc do końca tego wywodu rzecz niezwykle ważna poza ogólnym szacunkiem do natury musimy pozwolić żyć w spokoju naszym leśnym braciom dlatego nie nękajmy dzikich zwierząt,nie wchodźmy do ostoi zwierzyny,przestrzegajmy zakazów wstępu na niektóre szlaki w okresie lęgowym czy migracyjnym. Nie dokarmiaj ich i nie pozwól by zjadły śmieci-zostawione przez ciebie lub innych turystów.
Jeśli macie pupili ze sobą dbajcie o nich i pilnujcie by nie spłoszyły dzikich zwierząt no i by nie uciekły bo możemy już ich nigdy nie zobaczyć.  

W  filozofi LNT jest też wzmianka o szacunku do drugiego człowieka i niezależnie czy to turysta czy nie. Ale to materiał na osobnego posta. Teraz tylko jeszcze apel a właściwie pytanie. Czy wy też zauważyliście,że coraz mniej ludzi mówi cześć na szlakach.   To mnie tak wpienia mówisz hej czy coś w ten deseń a tu taka święta krowa przechodzi i nic. Przecież ten zwyczaj powstał w Polsce a z moich obserwacji wynika,że większość ludzi odpowiadających na te słowa to zagraniczni a nie nasi rodacy. No ale o tym innym razem ;)


I na koniec kontynuacja akcji nie świń w lesie  "Zachowaj kulturę, dbaj o naturę"


Promo międzynarodowe.

Z racji,że pierwowzór mojego promo nie mógł być odtwarzany w innych krajach (nie wiem dlaczego) Postanowiłem wrzucić wersje z inną muzyką która już działa prawidłowo. Może nie jest tak fajne jak pierwowzór ale chyba ujdzie ;)

 https://www.youtube.com/watch?v=YQqHy-WoKdc&feature=youtu.be


wtorek, 7 października 2014

Jedz by przetrwać!

To,że trzeba jeść by żyć jest  tak oczywiste jak to,że ziemia jest kulą. A z racji,że dawno nic o jedzeniu nie pisałem wpadłem na pomysł posta o zależnościach między jedzeniem a pokarmem.

Człowiek podczas siedzenia na tyłku przed komputerem czy telewizorem zużywa  ok.2500kcal  natomiast przy wzmożonym wysiłku jak np.trekking ilość spalanych kalorii może wzrosnąć do ok 4-6tyś kalorii a  przy jeszcze większym wysiłku jak np,zdobywanie bieguna lub inne ekstremalne wyczyny nasz organizm może zużyć nawet grubo ponad 10 000 kcal.

Jak widać  nasz organizm podczas wysiłku jest jak zbiornik bez dna, albo i lepiej jak wielki amerykański silnik napędzający pickupa giganta !!
Jednak i tak nie mamy aż tak źle bo np.ryjówka aksamitna by przetrwać musi jeść regularnie co 2godziny  niezależnie od pory roku czy dnia. Jeśli nie zdoła zdobyć pożywienia to umrze z głodu!!  Na szczęście my jesteśmy wstanie wytrzymać ok.3tyg bez pokarmu.

 Byśmy mogli przez długi okres utrzymywać jednostajne tempo i pokonywać długie dystanse powinniśmy uzupełniać co najmniej  60-80% zużytych zasobów.   Przy zużyciu 2,5tyś kalorii to  nie jest aż takie trudne ale gdy już spalamy  6 tyś  jest dużo trudniej a przy zużyciu ponad 10 tyś jest to prawie,że niemożliwe. To trochę tak jak z utratą wody na pustyni czy w dżungli . Wypacamy ponad 2L wody na godzinę a nasz organizm w ciągu 60 minut może przyswoić max 1L wody-czyli nie mamy możliwości  prawidłowo się nawodnić czy w przypadku pokarmu najeść.

Jednak to,że nie jesteśmy w stanie uzupełnić tego co zużyliśmy,nie znaczy,że możemy sobie odpuścić. Podstawą do sprawnego zaopatrywania maszyny jaką jest nasz organizm w paliwo to jest poznanie jego słabych i mocnych stron. Każdy z nas jest  zupełnie inny ale i podobny.  Chodzi oto,że jeden może długo nie jeść i funkcjonuje dalej prawidłowo, a drugi już po jednym dniu będzie leżał i jęczał,że głodny Ale ii jeden i drugi musi dostarczać energii.
Oczywiście tu poza metabolizmem itd. duży wpływ ma psychika. Jeśli od samego początku wędrówki która ma trwać np. 20dni przyjmiemy,że możemy nie dostarczać energii w wystarczających ilościach  to z pewnością będzie nam  łatwiej znieść głodówkę. Ja np. mam dużą odporność na niedobór energii ale po zakończeni wypadu i powrotu do domu jem jak głupi ;)


A co jeśli uprzemy się,że chcemy jeść gigantyczne ilości kalorii? Mamy dwa wyjścia zabrać ze sobą dużo mięsa które wręcz ocieka tłuszczem lub  żywność lekką ale i bardzo kaloryczną jak np.liofilizowane posiłki,musli itd. Ta druga opcja ma wiele zalet  jet kaloryczna,lekka,zajmuje mało miejsca,może być zdrowa itd. Niestety też ma dwie wady nie zawsze jest to smaczne i co chyba jeszcze gorsze jest to dość  drogie rozwiązanie(posiłki liofilizowane)

Należy pamiętać,że nie tylko białko i kalorie będą nam potrzebne ale i inne składniki mineralne które pozwolą nam na zdrowe pokonanie trasy bez późniejszych konsekwencji.

Idąc dalej gdy już wybierzemy swój sposób na dostarczenie kalorii  i innych składników odżywczych możemy poczynić jeszcze kilka kroków dla zmniejszenia zużycia  energii.  Należy ograniczyć naszą ruchliwość do minimum. Czyli jeśli zakładamy pokonanie dzień w dzień dystansu 30km to starajmy się trzymać ten rytm a wieczorem i rano nie łazić po krzakach,bawić się w rąbanie drewna itd-to tylko zbędna utrata energii oraz ryzyko kontuzji-chociaż sam wiem,że czasem trudno się oprzeć. Tak samo zamiast palić ognisko użyjmy kuchenki na gaz czy inne paliwo. Fakt,że musimy je nieść ale  gotowanie na takim urządzeniu jest szybsze i pozwala nam na odpoczynek. A w przypadku ogniska trzeba jednak trochę się napracować-jednak ognisko to chyba element z którego najciężej zrezygnować-i tu dobrą opcją są kuchenki na różne śmieci-są lekkie i zużywają mało drewna przez co i my spalamy mniej energii.
Poza tym warto ograniczyć wagę bagażu. Poza tym,że z lekkim plecakiem miło nam się wędruje to i tracimy mniej energii oraz jesteśmy szybsi.
A gdy zatrzymujemy się na popas czy już na nocleg załóżmy na siebie jakąś ocieplinę dzięki czemu nasz organizm nie będzie zużywał niepotrzebnie energii na ogrzanie się i co ważne zmniejszamy szansę na przeziębienie. gdy jesteśmy przepoceni od intensywnego marszu ryzyko to bardzo mocno wzrasta.

Na koniec perełka rodem z wypraw polarnych. Jeśli chcecie uzupełniać duże ilości energii w krótkim czasie musicie nieraz przyjąć,że taki pokarm nie musi być najsmaczniejszy.  Jednak gdyby ktoś miał ochotę to proszę bardzo oto przepis:

Płatki owsiane według uznania + oliwa. Dużo kalorii i innych substancji i do tego  wykwintny smak ;)   Fakt,że działa ale na słabych żołądkach efekt może być niepożądany.Mam nadzieje,że chociaż w drobnym stopni nakreśliłem zasady żywienia się w terenie zgodnie z filozofią pozwalającą nam na odchudzenie bagażu.

niedziela, 5 października 2014

Softshell Delta od helikona

Ci z was którzy śledzą mój profil na FB mogli zobaczyć ,że jakiś czas temu przywędrował do mnie softshell Delta prosto od Helikona.  Z racji,żeby nie było,że wszystko co przychodzi sam zabieram tę kurtkę dałem do testów Ojcu.

Ogólnie jest z niej zadowolony,wygodny i niekrępujący ruchów krój. Zapewnia spory komfort podczas użytkowania w zróżnicowanej działalności outdoorowej.  Na komfort również wpływa spora ilość przemyślanych i pojemnych kieszeni gdzie zmieścimy sporo niezbędnego szpeju który musimy mieć pod ręką.

Sam używałem wiele typów softshelli i zdecydowanie jestem fanem tych bez podszewki jak najlżejszych i najcieńszych. Jednak Delta od Helikona jest ocieplona i tak jak miałem okazję założyć ją kilka razy i z opinii Ojca jasno wynika,że jest naprawdę fajna jeśli chodzi o termikę.Pozwala szybko się rozgrzać  co w niektórych sytuacjach ma wiele zalet. Jednak niestety + idzie z - bo takie parametry znacznie podnoszą wagę kurtki. Jednak na pytanie co jest ważniejsze każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Idąc dalej softshell pokryty jest warstwą impregnacji z TEFLONU dzięki czemu ma podniesioną odporność na przemakanie.  Podniesioną ponieważ nie jest wodoodporny tak jak  np.kurtka membranowa(która i tak często cieknie a kosztuje x razy więcej). Jednak ja osobiście preferuję lekko wodoodporne a lepiej oddychające rozwiązanie jaką jest  ta kurtka tylko impregnowana-tak jak DELTA

Delta wytrzymuje sporą ulewę ale po +/- 20 minutach  zaczyna puszczać co i tak nie jest najgorszym wynikiem. Poza tym zanim woda przedostanie się przez materiał zewnętrzny i ocieplający polarek też trochę czasu minie ale i zanim wyschnie trochę czasu będzie musiało upłynąć.

Z pewnością fajnym rozwiązaniem jest wyjątkowo wysoki kołnierz który pozwala się nieźle zabezpieczyć przed hulającym wiatrem- nieco rekompensuje   brak kaptura ale idealnie by było gdyby jednak w przyszłości się pojawił.

Teraz może co nieco o wytrzymałości. Wszystkie zamki chodzą sprawnie i się nie zacinają(intensywne użytkowanie dzień w dzień) co w niektórych kurtkach nie jest takie oczywiste. Sam materiał z którego helikon zrobił deltę też jest mocny i elastyczny dzięki czemu bezproblemowo można się przedzierać przez gęste krzaki czy las. Na rękawach mamy wzmocnienia dzięki którym nie musimy się obawiać,że wytrą nam się podczas zwykłego użytkowania. Czyli można powiedzieć,że jest naprawdę nieźle przy zachowaniu elastyczności materiału.




Jednak największy mankament na który zwrócił uwagę Tester to coś co nie sprawia dyskomfortu podczas noszenia czy ogólnego użytkowania. Mianowicie brak  uszka do wieszania. Wydaje się błahe ale nieraz utrudnia nam życie-oczywiście łatwo to możemy samemu rozwiązać doszywając pętelkę z paracordu czy innego materiału.

To co jeszcze według mnie mogło by być to panel z rzepem na ramieniu tak by można było bezproblemowo zamontować  naszywki.

Jednak podsumowując delta od helikona to fajna kurtka w przystępnej cenie do użytku w terenie jak i w mieście.   Raczej w zimniejszej porze roku z racji na podszewkę z polaru. A jeśli ktoś by szukał uniwersalnego softshella to polecam też helikona ale tym razem TROOPERA.

sobota, 4 października 2014

piątek, 3 października 2014

Co nieco o outdoorze-moja prezentacja na MTP podczas festiwalu podróżniczego

Już niedługo rusza kolejna edycja festiwalu podróżniczego Śladami Marzeń- cała impreza odbywa się na Targach poznańskich   od 24-26,10,2014. 

Możecie się zapytać co to ma wspólnego z charakterem bloga. Otóż sporo. Poza wieloma ciekawymi prelekcjami z wojaży różnych podróżników oraz  wystąpieniem gościa specjalnego Olka Doby który przepłyną samotnie Atlantyk w kajaku!!!-na pewno o nim słyszeliście :)

Jednak to co dla mnie jest najważniejsze to to,że pierwszego dnia o 13.15 będziecie mogli usłyszeć  moją prelekcje pt. Co nieco o outdoorze Opowiem tam jak przetrwać,jak się spakować czy przygotować do wyprawy,jak pozyskać sponsora i co ważne po raz pierwszy przedstawię  przyszłoroczny projekt.A nie będzie to byle co bo lądowy odpowiednik Wisły!!

 Jeśli zainteresowałem was to serdecznie zapraszam  na mój pokaz jak i na cały festiwal.


Na moim profilu FB powstało wydarzenie do którego możecie dołączyć :)


Cały program festiwalu TU

czwartek, 2 października 2014

Cast away-poza światem



Cast away-poza światem-jeden z najlepszych jeśli nie najlepszy film pokazujący realną sytuacje survivalową. No przede wszystkim film klasyka, który chyba każdy z was a na pewno znaczna większość  chociaż raz oglądała.

Dlatego nie będę się specjalnie rozpisywał na temat samej fabuły która jest naprawdę świetna.

Więc tylko krótkie streszczenie na wstępie. Chuck Noland (Tom Hanks)   jest pracownikiem firmy kurierskiej FedEx który całkowicie podporządkował się regułom czasu.  Z racji specyfiki zawodu jest w ciągłych rozjazdach i pewnego dnia podczas musi wybrać się w kolejną podróż  mimo tego,że ani on ani jego narzeczona( Helen Hunt) niema na to największej ochoty.

Wszystko się zmienia gdy samolot którym leci rozbija się na oceanie niedaleko małej,bezludnej wyspy na którą woda wyrzuciła Chucka. Jest on zmuszony walczyć o przetrwanie przez kilka lat aż postanowi spróbować się wydostać na własna rękę.

Razem z nim na wyspie wylądowały różne paczki które samolot przewoził. Cześć z tych paczek otworzył ale jednej nie.  W tych z których korzystał  znalazł swojego przyjaciele Willsona-czyli piłkę do siatkówki.

Natomiast w paczce której nie chciał otworzyć były rzeczy które z pewnością przydały by się w walce o przetrwanie. Mianowicie był tam lokalizator GPS,wędka,oraz nasiona różnych roślin i jeszcze kilka przydatnych przedmiotów. Scena w której dowiaduje się,co tam było nie została wykorzystana w filmie tylko w reklamie FedEx-u.


I to tyle jeśli chodzi o fabułę. A teraz czas na wartość survivalową. Z tego filmu można nauczyć się naprawdę sporo patentów na przetrwanie. Od tego jak ściąć drzewko łyżwami,przez  rozpalenie ognia bez zapałek metodą tarcia a kończąc na tym jak wybić sobie bolący ząb za pomocą łyżwy.

To tylko mały element wiedzy jaką możemy posiąść oglądając ten film, poza tym mamy okazję obejrzeć studium zachowań człowieka walczącego o przetrwanie w samotności. Kto oglądał ten film, sam to wie a kto nie musi nadrobić zaległości. Cast away-poza światem to obowiązkowe kino każdego miłośnika sztuki przetrwania.