czwartek, 31 lipca 2014

O mnie

Część z Was zna mnie osobiście, część z Fanpaga, kanału na YT czy z tego bloga.
I tak postanowiłem zdziergać coś o sobie, bo zawsze lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia ;)


Urodziłem się w 1995 r. i można powiedzieć, że już od 3 roku życia zacząłem swoją przygodę z outdoorem. Rodzice (za co bardzo dziękuję) jeździli zawsze na wakacje z namiotem, a nie do hotelu. I tak od momentu, gdy miałem 3 latka po dziś dzień jeżdżę na wakacje właśnie w ten sposób. Pierwszy biwak był przepustką do przygody, która jak widać idzie pełną parą do przodu. Dzisiaj nieco bardziej ekstremalnie, ale i tak nie wyobrażam sobie wakacji bez wyjazdu rodzinnego w Bory Tucholskie pod namiot.


Podobno, kiedy byłem mały i poszedłem z tatą do lasu, który był bardzo połamany, byłem strasznie niezadowolony.
Padło pytanie: Dlaczego jesteś smutny, przecież w takim lesie mieszkają smerfy?
Mały buszmen wtedy odpowiedział krótko: Ale nie w takim połamanym.

Myślę, że już wtedy musiałem mieć coś nie tak pod czachą, bo od tamtego momentu przeżywałem mnóstwo przygód w lesie. Większość "normalnych" dzieciaków woli oglądać bajki, a dziś to siedzieć na fejsie czy innym cholerstwie.
Głód przygody rósł z czasem i przerodził się w pierwsze poważne wypady w teren. Od dobrych kilku lat nie wyobrażam sobie tygodnia bez pójścia do lasu. Cały wolny czas poświęcam na rozwijanie się, planowanie, naukę nowych technik czy wynajdowanie nowinek z outdooru.


Można by zapytać po co? Nie mam nic lepszego do roboty?

Outdoor, bushcraft, turystyka, to na początku było hobby, potem przerodziło się w pasję, a dziś jest sposobem na życie. Można powiedzieć, że jestem uzależniony od przygody, natury, i to najlepszy nałóg na świecie :) Wymęczenie się na szlaku, zobaczenie pięknych miejsc, obserwacja natury... po prostu żyć, nie umierać.

A co z przyszłością czy planami?
Marzeń na podboje dzikich zakątków jest sporo, a właściwie bardziej planów, bo jak to powiedział Olek Doba: Należy mieć marzenia, przekuwać je w plany, a plany realizować.
Pewnym jest, że będę się starał te plany realizować dla siebie, ale i po to, by blog się rozwijał.

Głównym celem założenia bloga było zapisywanie mojego doświadczenia i przygód dla szerszej publiki, by można było się czegoś nowego dowiedzieć, nauczyć. Ale i po to, by zmotywować innych do działania, wstania z fotela, spakowania się i ruszenia w swoją przygodę. Nie mówię tu od razu o pokonaniu Wisły czy zdobyciu Everestu, ale każdy ma swój biegun i może go zdobyć, np. jadąc w Beskidy. Pamiętajmy, że liczy się pierwszy krok :)


A czy sam na to wszystko zapracowałem? Na takie pytanie można odpowiedzieć i tak i nie. Bo ilość czasu i wysiłku, jaką poświęcam jest gigantyczna. Z pewnością duży wpływ mają książki, czyli można powiedzieć, że każdy z autorów jakoś mnie ukształtował. Ale najbardziej Rodzice. Ojciec, który jeździ ze mną, pomaga w planowaniu, realizowaniu marzeń. Oczywiście, bez kłótni się nie obywa, ale w życiu trzeba dyskutować, nawet ostro, bo dzięki temu możemy dojść do sensownych wniosków, nowych pomysłów itp. Pierwsze tajniki turystyki zdradził mi właśnie Ojciec. Wielkie dzięki! :)


środa, 30 lipca 2014

Thor Heyerdahl




Tak sobie pomyślałem,że dawno nie pisałem o żadnym wielkim podróżniku czy kimś podobnym. A kto jak nie Thor Heyerdahl zasługuje na miano jednego z największych podróżników,marzycieli,odkrywców i bóg jeden wie czego jeszcze.
 Chyba każdy z miłośników outdooru zna tą wybitną postać, lidera wielu niezwykłych wypraw, które wprowadziły niezłe zamieszanie w środowisko naukowym. Chociażby słynna wyprawa KON-TIKI. Do tego jest autorem wielu wspaniałych książek podróżniczych 
  • Aku-Aku: tajemnica Wyspy Wielkanocnej
  • Ekspedycja „Tygrys”
  • Ekspedycja Ra
  • Fatu Hiva
  • Spotkanie u brzegów Ameryki: Historia pokonanych
  • Śladami Adama. Wspomnienia
  • Wyprawa Kon-Tiki
  • Z kontynentu na kontynent: Początki żeglugi i migracji
  • Zazielenił się świat siódmego dnia
Ale zacznijmy od metryki. Thor urodził się 6 października 1914roku w Larvik a zmarł w 2002 roku we Włoszech.

Największą sławę przyniosła mu wyprawa KON-TIKI która odbył w 1947r. Wyprawa ta miała za zadanie udowodnić,że Polinezyjczycy pochodzą z ameryki południowej i przepłynęli na wyspy na tratwach z balsy. Była to niezwykle kontrowersyjna wyprawa bo większość środowisk naukowych  negowała ten pomysł a i ciężko było pozyskać sponsorów. A Heyerdahl zaczął ich poszukiwać dopiero miesiąc przed wypłynięciem czyli na prawdę późno.

Oczywiście wyprawa  zakończyła się sukcesem i udowodnieniem tezy,że Polinezyjczycy dopłynęli na wyspy tratwą. Chociaż do dziś znajdują się sceptycy którzy w to nie wierzą.

To co sprawiało,że był to jeszcze większy wyczyn to fakt,że nikt wcześniej(poza Polinezyjczykami) nie dokonał tego a nikt z załogi nie był  zaprawiony w wyprawach morskich. Gdyby tego było mało to Thor nie umiał pływać!!! Ale jak to się mówi świat należy do odważnych i szalonych.
Wraz z żona Liv na wyspie Fatu-Hiva
Pomysł na taką wyprawę zrodził się w jego głowie podczas wyprawy a właściwie mieszkania pośród Polinezyjczyków w latach 1937-38 na wyspie Fatu-Hiva. I właśnie tam stwierdził,że teoria iż rejon Polinezji został zasiedlony przez ludność z Azji. Natomiast Thor stwierdził,że były dwie fale migracji. Pierwsza z Peru i właśnie stąd ruszyła wyprawa KON-TIKI natomiast druga fala miała przywędrować z Kolumbii Brytyjskiej. 
By udowodnić ta tezę ruszył we wspaniała wyprawę którą potem opisał w książce WYPRAWA KONM-TIKI.   Niedawno też został nakręcony film o tym tytule który świetnie pokazuje tą wyprawę.

Trasa którą pokonała tratwa z balsy to 4500 mil morskich  gdzie na końcu tratwa osiadła na rafie koralowej. A pokonanie tej trasy zajęło 101dni z zakładanych 100. Czyli można powiedzieć poślizg żaden.

Pu udowodnieniu swojej tezy, nie poprzestał marzyć i planować i już niedługo potem zajął się kolejnymi projektami. Jak chociażby Wyprawa łodzią z papirusu Ra i Ra II.  Obydwie wyprawy miały udowodnić,że Egipcjanie mogli dopłynąć do Ameryki, Jednak pierwsza wyprawa Ra(1969) została zmuszona do przerwania 500mil od wybrzeża Barbadosu, natomiast wyprawa Ra II(1970) już osiągała barbados.

Potem zbudował tratwę tygrys na której miał udowodnić możliwość komunikacji między cywilizacjami Indusu i  Mezopotamii. Wyprawa ruszyła w 1977r z Iraku ale jak to niestety bywa polityka zmusiła wyprawę do wcześniejszego zakończenia. Po 5 miesiącach żeglugi pokonaniu 4,2 tyś mil morskich , łódź tygrys została spalona przez Heyerdahla(w 1978) w geście protestu przeciw konfliktom zbrojnym na bliskim wschodzie.

Potem w 1991 roku zbadał piramidy Guimarze na Teneryfie i odkrył,że nie są to przypadkowo usypane kamienie ale prawdziwe piramidy. Do tego odkrył,że ich położenie miało związek z obserwacjami astronomicznymi.


Thor odbywał wiele innych wypraw chociażby na wyspy Galapagos czy Wyspy Wielkanocne. Poza różnymi odkryciami Heyerdahl działał na rzecz ochrony środowiska, otrzymał wiele medali i nagród w tym 11 doktoratów  Honoris Causa.
Był również członkiem rzeczywistym Brytyjskiego towarzystwa geograficznego.

Jak widać Thor Heyerdahl to niezwykła postać którą każdy powinien znać i brać z niego przykład. Jest on dowodem na to,że jeśli w coś wierzymy możemy to osiągnąć.

  

wtorek, 29 lipca 2014

Worek wodoodporny CROSSO

Specjalnie na spływ Wisłą wyposażyliśmy się w worek rolowany crosso dry. Jego zadaniem miało być chronienie sprzętu foto-wideo w czasie deszczu i ewentualnej wywrotki. Czyli jednym słowem przed wodą.
 I worek ten sprawdził się w 100%  nie przemókł chociaż stał cały czas w wodzie. Jest on wykonany z mocnego materiału odpornego na uszkodzenia mechaniczne dzięki czemu mamy pewność,że sprzęt jest bezpieczny nawet gdy przedzieramy się z workiem przez krzaki.
 Bardzo fajne rozwiązanie w tym worku to pasek na ramię który zdecydowanie ułatwia nam przenoszenie torby w obozie czy na małe dystansy a i umożliwia nam  przytroczenie worka do łódki czy roweru bo w końcu Crosso to firma znana i lubiana w środowisku rowerowym. Sam używam sakw rowerowych crosso dry 60L i jestem z nich bardzo zadowolony.

Ale wróćmy do worka  na jego wodoodporność i wytrzymałość wpływa materiał z którego został zrobiony a mianowicie  z  Plastel/Polymar  do tego zamknięcie rolowane z mocną klamrą sprawia,że worek jest w 100% wodo i pyło odporny.


Sprawdzi się on wszędzie tam gdzie musimy ochronić nasz szpej przed wodą czy pyłem. Czyli jest idealny na wszelkiego rodzaju spływy czy wyprawy morskie, idealnie sprawdzi się jako worek na bagażnik rowerowy a w komplecie z sakwami mamy pewność,że cały  nasz szpej będzie suchy.
Niektórzy używają go jako worka na pulki(sanki transportowe) podczas zimowych wędrówek na nartach.  A  podobno materiał ten wytrzymuje temperaturę do -30*C  czyli jest naprawdę nieźle.
 Jednak nie sprawdzi się jako worek do plecaka a to przez to,że jest on za sztywny  zabiera nam miejsce w plecaku i trochę warzy.
Dlatego jako wypełnienie plecaka lepiej sprawdza się worek Tatonki. Jest on dużo lżejszy i zrobiony z cieńszego materiału przez co idealnie sprawdza się jako wkładka a i jest on naprawdę wodoodporny no i zdecydowanie delikatniejszy niż crosso.

A co z rozmiarami? Mamy dość spory  wybór pojemności od bardzo małych do ponad 40L. poza wymiarami mamy tez dużą paletę kolorów ale odradzam czarne bo podobno w upalne dni można w nich piec ;)

To wszystko sprawia,że worek wodoodporny crosso jest godny polecenia na spływy czy inne wyprawy gdzie musimy zabezpieczyć szpej przed wodą lub kurzem.  


poniedziałek, 28 lipca 2014

OUTDOOR EKSTREMALNY SURVIVAL

Obiecałem,że zrobię reckę  książki pt. OUTDOOR EKSTREMALNY SURVIVAL i oto ona.
W księgarniach można znaleźć sporo książek o survivalu, mniej lub bardziej wartościowych. Jednak większość z nich to powielanie tych samych informacji. A ile można czytać o tym samym? W sumie to bez końca bo zawsze znajdzie się coś nowego innego ale  prawie taki sam opis jakiejś techniki  w którejś z kolei książce potrafi nieźle wkurzyć.
A największa różnica i zaleta OUTDOOR EKSTREMALNY SURVIVAL  to poruszenie tematów zupełnie nowych i niezbędnych do życia w dziczy cz po prostu dobrej zabawy.  Nie jest to typowy poradnik gdzie mamy tylko informacje jak pozyskać wodę,jak rozpalić ogień itp itd. Tu mamy mnóstwo praktycznych porad powiązanych ze wszelkimi działalnościami na świeżym powietrzu  bo jest ich tu  aż  374!!!

 Książka podzielona jest na 4 działy. Pierwszy to:

 OBOZOWANIE
Dowiemy się z niego jak bezpiecznie biwakować w każdym terenie i w każdych warunkach,dowiemy się też jak stać się mistrzem kuchni obozowej. Jest tu mnóstwo przepisów na wyśmienite dania rodem z Ritza, dowiemy się też jak zaparzyć kawę starym kowbojskim sposobem.
Mamy tu dokładnie rozpisane co i jak się nazywa w nożach i jaki wybrać.
W tym dziale znajdziemy patenty które mogą wykorzystać wszyscy od zwykłego niedzielnego turysty po turystę kwalifikowanego. 

Kolejnym działem jest:

WĘDKOWANIE  
  I ten dział jest niezwykle rozbudowany.Tak jak ja jestem wędkarzem pełnym amatorem to tu mam tyle przydatnych informacji,że aż głowa boli i można się naprawdę nauczyć wędkarstwa.
Dowiemy się jak złowić największą rybę, jakiej przynęty użyć w danym miejscu czy warunkach.
Przedstawione są też zalety wędkowania w danym miejscu nad rzeka czy jeziorem. Opis sprzętu jaki można wykorzystać do tego jakże ciekawego hobby.
Dowiemy się też jak zrobić samemu przynętę,czy jak złowić ryby w sieć czy na improwizowany sprzęt.
Są tu tez różne patentu ułatwiające i umilające pobyt nad wodą jak np, skrobaczka do ryb z kija i kapsli od butelek. Proste i jakie genialne.
 W tym dziale jest też mnóstwo porad dla kanadyjkarzy czy kajakarzy. Opisane są sytuacje jakie mogą nas spotkać na dzikich i rwących rzekach i  oczywiście jest też przedstawiony sposób postępowania w takiej sytuacji.

Kolejnym dział to:

POLOWANIE
Dla mnie czyli sympatyka łowiectwa jest to niezwykle ciekawy dział, ale i dla doświadczonych myśliwych też znajdą się ciekawe informacje.
W tym dziale możemy przeczytać jak należy ustawić się podczas strzału, jaką amunicje wybrać, gdzie zbudować kryjówkę. Poznamy też zachowania zwierząt techniki podchodu,maskowania itp.
Jest tu mnóstwo dziwnych ale i bardzo ciekawych patentów zresztą jak w każdym dziale.
A tu z tych ciekawych jest np. jak oskórować jelenia piłką golfową!! Brzmi dziwnie Ale podobno  działa.
 Mimo,że dział nazywa się POLOWANIE to informacje tu zawarte są do wykorzystania przez każdego kto lubi oglądać zwierzaki. Bo czy jest różnica czy idziemy zapolować z karabinem,łukiem czy aparatem. Poza skutkiem żadna i tu i tu musimy wykazach  się niezłą pomysłowością i wiedzą by nie spłoszyć naszego celu.   A umiejętność skórowania czy preparowania mięsa jest przydatna też w sytuacji survivalowej. Bo co  gdy w samym środku tajgi upolujemy jelenia a my nie wiemy co z nim począć. Wtedy diametralnie nasze szanse na przetrwanie diametralnie spadają.

Kolejny i już ostatni dział:

PRZETRWANIE

Z tego działu jak sama nazwa wskazuje  dowiemy się jak przetrwać. Ale nie tak jak w każdej książce o survivalu. Tu ta wiedza survivalowa bardziej dotyczy sytuacji gdy podczas polowania poszliśmy za daleko i nie jesteśmy w stanie wrócić do obozu, czy wpadniemy pod lód,przewrócimy się w kanadyjce itp. 
Dowiemy się tu jak rozpalić ognisko i je utrzymać w niekorzystnych warunkach,jak wezwać pomoc, dowiemy się też sporo o nawigacji za pomocą nieba, dowiemy się jak postąpić podczas spotkania z niedźwiedziem, jak przygotować ciepłe posłanie,wezwać pomoc itp.
Dział dość skromny ale zawiera mnóstwo ciekawych patentów na przetrwanie ale i takie które można wykorzystać podczas zwykłej łazęgi po lesie.

 I jest jeszcze coś co mocno wpływa na wartość tej książki. I nie chodzi tu o oprawę graficzna która jest wspaniała-mnóstwo pięknych zdjęć z łowów,wypraw wędkarskich czy pokazanie pięknych widoków dzikich zakątków USA. Ale tą rzeczą jest kilka opisów przygód w dziczy jednego z autorów tej książki które sprawiają,że  wiedza zawarta w tej książce ma oparcie na doświadczeniu  płynącym z wieloletniej pasji do wypraw w dzikie zakątki czy to na ryby, na polowanie czy inną  działalność outdoorową.
A tym autorem jest nie byle kto a T. Edward Nickens który wędrował,wiosłował,łowił i polował  w każdych warunkach od Arktyki po dżunglę. Zdobywca ponad 20 nagród pisarskich, gospodarz popularnego w USA programu THE TOTAL OUTDOORSMAN CHALLANGE i współpracownik poczytnego magazynu Field Stream.
Jak widać ekspert jakich mało a nie jest on jedynym autorem tego poradnika, bo tworzyli go również inni eksperci od polowań,survivalu,wędkarstwa, przewodnicy  jak i inni współpracownicy magazynu Field Stream.

 

Podsumowując:
Z pewnością nie jest to książka która przemówi do każdego bo jak już pisałem nie jest to poradnik typowego survivalu a raczej wszelkich pokrewnych działalności outdoorowych.  Jednak do mnie trafia w 100% i uważam,że to najlepsza książka o sztuce przetrwania jaka czytałem. Jest to idealna opcja zarówno dla doświadczonych którzy znajdą to nowe pomysły jak i dla początkujących którzy będą mieli okazję zacząć swoją przygodę z naturą w nieco inny sposób niż typowy survivalowiec. Polecam i stwierdzam,że to obowiązkowa pozycja w biblioteczce  każdego szanującego się outdoorowaca .

sobota, 26 lipca 2014

Lekcja przetrwania Film

Filmów fabularnych o mniej lub bardziej survivalowym charakterze, ale jest film który ma świetną obsadę,ujęcia,muzykę i do tego niesie mnóstwo informacji o tym jak przetrwać w dziczy dalekiej północy. Chodzi tu o Lekcje Przetrwania z Anthonym Hopkinsem w roli głównej.
Film zaliczający się do klasyki kina i chyba większość z was zna ogólny zarys fabuły a jak nie to musicie to nadrobić.
 A teraz mocno okrojone streszczenie:

Cała przygoda i niezwykle trudna walka o przetrwanie są skutkiem wypadku lotniczego na Alasce. Katastrofę przeżywają 3 osoby Charles Morse(Anthony Hopkins),Robert Bob Green(Alec Baldwin),

Stephen (Harold Perrineau).
Są zmuszeni dotrzeć do cywilizacji a sprawy nie ułatwia ani natura anie fakt,że
Charles i Robert związani są z tą samą kobietą, piękną Mickey Morse (Elle MacPherson) - jeden jest jej mężem, a drugi kochankiem. Ale nie będę tu wchodził w romansowe szczegóły bo to niema znaczenia. Przedzierając się ku cywilizacji  Charles uczy swoich towarzyszy różnych technik przetrwania jednak Stephen niedługo się uczył gdyż dość szybko zjadł go niedźwiedź KODIAK!! 
I tak od tego momentu Charles i Robert byli zmuszeni połączyć siły i mozolnie przeć naprzód jednocześnie uciekając przed niedźwiedziem który polował na nich!
Ostatecznie Charles korzystając ze swojego survivalowego doświadczenia postanawia,że trzeba zmierzyć się z bestią.  Zaostrzyli pieńki i zapolowali na miśka. Oczywiście udało im się.
Zjedli go, ze skóry zrobili ubrania i szli dalej aż do chatki nad rzeką gdzie Robert chciał zabić Charlsa  czy mu się udało czy dotarli do bezpiecznego miejsca. Ci z was którzy widzieli wiedzą a Ci co nie muszą obejrzeć :)
 
A teraz czas na wyjaśnienie dlaczego Lekcja przetrwania jest  najlepszym filmem w swojej kategorii.
Poza świetnymi ujęciami,genialną ścieżką dźwiękową no i wspaniałą grą aktorów jest tu mnóstwo patentów survivalowych a nawet bushcraftowych. I nie chodzi oto,że są one pokazane ale są objaśnione!!! A to już nie jest takie oczywiste w większości podobnych filmów.  
Postać grana przez Chopkinsa opowiada i objaśnia prawie  każdy patent pokazany w filmie. A jest ich sporo, od tego jak zrobić kompas z igły i liścia,przez rozpalenie ognia racą,orientacje w terenie, Survivalowe metody wędkarskie i wiele innych. Ale najważniejsze jest pokazanie starej metody rdzennej ludności na zapolowanie na niedźwiedzia. Jest tu dokładnie opowiedziane i pokazane jak tego dokonać. W sposób w miara bezpieczny.
 O zaletach merytorycznych można by pisać bez końca ale najlepiej obejrzeć samemu i przekonać się na własne oczy ile można z tego filmu wynieść.
Jak już jestem przy wartościach to warto wspomnieć o tym  co najważniejsze w przetrwaniu czyli psychice. Oglądając Lekcje Przetrwania mamy okazje obserwować dwa różne charaktery i psychiki. Mimo tego walczą o przetrwanie, są chwile zwątpienia ale i euforii. Z tych zachowań można wyciągnąć własne wnioski do zastosowania w swoim życiu.
 
Jak widzicie film jest  godny uwagi a nawet powinien być obowiązkową pozycją każdego trekkera,bushcraftowca,survivalowca, myśliwego itp. itd.
 
CIEKAWOSTKI:

  • Kiedy pod koniec filmu, po zabiciu niedźwiedzia, Charles i Bob idą niedaleko jeziora, po jego drugiej stronie jest doskonale widoczny popularny turystyczny kurort Chateau Lake Louise w Kanadzie
  • Długość brody Morse'a zmienia się w czasie wyprawy na ryby.

czwartek, 24 lipca 2014

Polowanie na dzika z nożem

Ludzie od zawsze lubili ryzyko i mimo postępu dalej znaleźć można ludzi którzy muszą żyć na krawędzi i dostarczać sobie ponadprzeciętną dawkę adrenaliny.  A co jak co polowanie czy to z aparatem czy z karabinem,łukiem czy inną bronią dostarcza już sporej dawki tego wspaniałego dopalacza jakim jest adrenalina.



A co jeśli komuś i tak jest mało.
 Wtedy jest jeszcze bardziej ekstremalne polowanie do którego potrzebujemy noża kilku psów kolegi i dzika.
Brzmi ekstremalnie i niewiarygodnie? Też mi się takie wydawało jak natknąłem się na informacje o takim polowaniu w książce która już niedługo doczeka się recki a mianowicie OUTDOOR EKSTREMALNY SURVIVAL - dziś mogę powiedzieć tyle,że jest to jeden z najlepszych poradników dla leśnych ludków,wędkarzy,turystów,myśliwych itp jaki kiedykolwiek miałem w ręce mnóstwo czytelnych rad z każdej dziedziny super zdjęcia ale o tym innym razem. 

Przejdźmy do łowów. Z tego co się orientuje takie łowy na terenie Polski są nielegalne ale w USA to już co innego. Z pewnością części z was się ten patent nie spodoba jednak ja chętnie spróbował bym się zmierzyć z dzikim wieprzem gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. 
Opiszę tu teraz w kilku krokach jak to zrobić na podstawie tekstu z wyżej wymienionej książki.


Aby łowy były udane potrzebny nam jest spory i mocny nóż z dość długim ostrzem najlepiej ponad 15cm. Ale i nieco mniejszym da się rade-tyle,że ryzyko jest zdecydowanie większe. Potrzebne są jeszcze psy  i kolega do pomocy.

KROK 1

Do dzika należy podejść od zadu kiedy jest zajęty psami. Należy to robić wyjątkowo ostrożnie by nie znaleźć się w sytuacji bez odwrotu gdzie staniemy pomiędzy zwierzęciem a jakaś przeszkodą która nas zablokuje i uniemożliwi ucieczkę.

KROK 2

Chwytamy dzika za biegi tuż nad rapciami i ciągniemy je  do góry. Tak by  podnieść je do góry jak taczkę. Z pewnością dzik będzie się szarpał przez kilka sekund ale my nie możemy osłabić uścisku bo to się może źle dla nas skończyć. (Podobno po tych kilku sekundach powinien przestać wierzgać)

Następnie powalamy go na bok. I właśnie w tym momencie wkracza nasz kolega który ma za zadanie odciągnąć psy na bok.

KROK 3

I tu przychodzi czas na wielki finał. Klękamy kolanem na komorze. Wbijamy nóż nisko i głęboko za łopatką tak by dotrzeć do serca. Następnie szybko wyjmujemy ostrze. Dociskamy dzika do podłoża własnym ciężarem aż przestanie się ruszać.

Jak widzicie dość ekstremalne i błyskawiczne polowanie dla twardzieli. Cześć z was pewnie pomyśli,że to bardzo brutalne jednak pamiętajmy,że dzik ma bardzo ale to bardzo ostre szable które mogą nam zrobić więcej krzywdy niż my dziczkowi jak źle coś  pójdzie.  W takim polowaniu szanse są bardziej wyrównane niż gdy stoimy z karabinem 50m od niego.
 I jest jeszcze jedna rzecz.
 Większość "dzików" w USA to tak naprawdę zdziczałe świnie które często są mniejsze niż nasze         dziki (zdarzają się też dużo większe mutanty!!) ale mimo to takie polowań musi być niezłą przygodą.

 Słyszałem kiedyś o gościu który w ten sposób polował na jelenie Wapiti!! Tyle,że on nie miał psów tylko on nóż i jeleń.



Na zakończenie jeszcze taka ciekawostka. Ten sposób łowów wywodzi się z Hawajów gdzie rodowici mieszkańcy nie znali innego sposobu na powalenie dzika niż rzucenie się na ofiarę z nożem i dużą dawka odwagi.

środa, 23 lipca 2014

Ekologia a bushcraft

W dzisiejszych czasach nasza planeta jest już tak wydojona i tak zaniedbana przez "najinteligentniejsze" zwierze jakim jesteśmy my,że należy za wszelką cenę chronić to co jeszcze zostało.
  Dlatego chyba nikogo nie trzeba przekonywać do tego by być jak najbardziej ekologicznym. A jak ma się Ekologia do bushcraftu czy innych tego podobnych aktywności?
To zależy kto na to patrzy i na kogo. Według niektórych oszołomów pójście na noc do lasu rozbicie namiotu,tarpu czy innego schronienia już jest karygodne bo niszczymy środowisko. A rozpalenia ogniska czy nawet użycia jakiejś kuchenki  to już koniec świata.

Na szczęście są ludzie rozsądni i nie widzą w tym nic złego a nawet dostrzegają plusy takiego hobby.
Bo jak można inaczej nazwać poświęcanie swojego czasu na bacowanie z naturą i wzmacnianie świadomości ekologicznej.
Praktycznie każdy turysta (Mówię tu o tych dla których chodzenie po lesie jest czymś więcej niż dobrą zabawą, nawet czymś więcej niż pasją.  Dla większości  prawdziwych wędrowców,turystów,bushcraftowców, myśliwych i wszystkich tym podobnych to coś bez czego nie da się żyć)  dzieli się swoja pasją i wiedzą z młodszymi czy z osobami całkowicie niezwiązanymi z  daną działalnością.

Dzięki temu,że ktoś starszy czy bardziej doświadczony i świadomy otaczającego nas świata wprowadza innych w tajniki natury-możemy być pewni,że większość z naszych uczniów będzie chciało zachować i chronić naturę.

Będą robili różne akcje,będą pomagali przy jakiś pracach i co ważne oni też będą szerzyli zdrową i rozsądną ekologie.

A co jak nie właśnie takie działania maja szanse wpłynąć najlepiej  na zachowanie stanu naszej planety czy nawet na jej polepszenie? 
Na pewno nie negowanie i siedzenie przed telewizorem(co przyczynia się bardziej do niszczenia planety).

Większość  ludzi którzy negują wszelkie działania pokrewne z bushcraftem czy turystyką i  mówią,że to jest niszczenie natury, niewiedzą z czym to się je i jak to w rzeczywistości wygląda.
Oczywiście jak w każdym środowisku znajduje się hołota która śmieci zostawia gdzie popadnie, rozpala ogniska w nieodpowiedzialny sposób,wycina drzewka czy inną roślinność dla zabawy czy by zbudować szałas w którym albo  nie będzie  spać czy spędzi tam tylko jedną noc. No a natura zanim wyrówna straty będzie potrzebować lat. 
Takie działania psują dobre imię całego środowiska. Chociaż tak na dobrą sprawę ktoś kto niszczy i nie wie jak się zachować  w terenie nie zasługuje na to by go nazywać turystą, bushcraftowcem czy jak kto woli.

Poza tym,że  tego typu pasje wpływają pozytywnie no ogólną świadomość ekologiczną społeczeństwa to jeszcze pozwalają odkryć wiele  ciekawych rzeczy. Np. często miłośnicy przyrody wędrując po kniejach natrafiają na ślady czy nawet prze3dstawicieli rzadkich zwierząt jak np, ryś,wilk czy orzeł bielik. Następnie informują o tym leśników czy inne organizacje zajmujące się ochroną. To dzięki takim ludziom jest szansa na odrodzenie i zachowanie się cennych gatunków które niestety mają się różnie.

Poza tym każdy prawdziwy wędrowiec zabiera ze sobą śmieci, dokładnie zagasza ognisko, a po obozowisku niema śladu. Czyli pełna ekologia

Czyli jak widać wszelkie działalności outdoorowe uprawiane  przez  odpowiedzialnych i świadomych ludzi wyrządzają więcej pożytku niż wad. 
Starczy spojrzeć na Skandynawie gdzie świadomość ekologiczna jest bardzo duża,wolno biwakować w lesie w dowolnych miejscach a natura tam ma się bardzo dobrze. Dlaczego?
Świadomość, edukacja i wysokie kary za łamanie zasad. Wyrzucisz papierek i od razu potężny mandat.A broń Boże zrobić coś gorszego. Dzięki temu ludzie się oduczają złych zachowań i można się cieszyć przywilejami jak choćby wspomniana już  możliwość biwakowania czy największym przywilejem jakim jest obcowanie z dziką naturą.



wtorek, 22 lipca 2014

piła FISKARS (S) Xtract

Dawno temu opisywałem piłę Fiskarsa (L) Xtract, jest to większy brat piły którą wam dziś przedstawię.

FISKARS (S) Xtract to jak już pisałem najmniejsza piła składana w stajni Fiskarsa  dzięki temu jest wygodniejsza do przenoszenia i lżejsza dzięki czemu nie ciąży nam podczas wędrówki. Można by powiedzieć,że poza rozmiarami i wagą niczym się od siebie nie różnią. 

FISKARS (S) Xtract wchodzi naprawdę szybko i łatwo w każde drewno które przyjdzie nam pociąć w terenie czy podczas prac w ogrodzie. Oczywiście  nie przetniemy nią tak dużych belek jak Fiskarsa (L) Xtract.
Jednak należy sobie zadać pytanie czy będziemy ścinali drzewa? No nie sądzę, piła potrzebna nam będzie do pocięcia gałęzi na opał czy przycięcie jakiś konarów na ogrodzie a nie do prowadzenia wycinki.

FISKARS (S) Xtract. jest zaopatrzona w specjalnie ułożone zęby dzięki czemu  nasza praca staje się dużo szybsza i bardziej efektowna niż w przypadku innych pił. Dodatkowo komfort użytkowania podnosi zaczep którym możemy piłę przypiąć do pasa, gdy jej akurat nie używamy czy podczas wędrówki możemy zamontować ją przy plecaku.
      




Na komfort i bezpieczeństwo  wpływa też rączka pokryta tworzywem  SoftGrip™ które zapewnia nam pewny chwyt nawet gdy mamy mokre czy zgrabiałe ręce. Dodatkowo rękojeść w którą chowa się ostrze jest tak wyprofilowana by zabezpieczyć nasze dłonie przed sunięciem się na ostrze.


Ostrze posiada blokadę która jest bardzo ale to bardzo mocna i należy uważać by nie zakręcić jej za mocno bo potem możemy mieć problem ze schowaniem ostrza z powrotem w rękojeści. No i dzięki temu,że trzyma ona tak mocno to mamy gwarancję bezpieczeństwa i nie musimy się martwić,że nam się złoży.

Podczas ostrej pracy w twardym drewnie istnieje możliwość wygięcia się ostrza i kilka razy mocno się wygięło, ale natychmiast wróciło do swojego  pierwotnego stanu. Co nie zawsze jest standardem w podobnych piłach. Jednak na ogół wystarczy położyć ostrze na czymś twardym i ładnie wygiąć i wtedy  ostrze jest prawie nowe.
 Z czystym sumieniem mogę polecić FISKARS (S) Xtract jak i piłę Fiskarsa (L) Xtract

  • Długość: 223 mm
  • Waga: 130 g
  • Specjalne uzębienie zapewnia skuteczne cięcie gałęzi
  • Nowy, wygodny zaczep do paska
  • Pewny chwyt dzięki rączce pokrytej tworzywem SoftGrip™
  • Ergonomiczna rękojeść z osłoną na palce
  • Długość ostrza 160 mm
  • Cięcie w jednym kierunku - do siebie

poniedziałek, 21 lipca 2014

Odkażanie wody-tabletki.

Woda to najważniejsza rzecz podczas walki o przetrwanie czy nawet w życiu codziennym. No ale niestety nie zawsze mamy dostęp do źródła i musimy w jakiś sposób oczyścić wodę, najlepszą metodą jest gotowanie(wystarczy doprowadzić do wrzenia i już jest oczyszczona). A co zrobić gdy z jakiegoś powodu nie możemy jej zagotować. W tedy przychodzą nam z pomocą tabletki do odkażania wody. Na rynku jest dość spory wybór takowych  jednak ja używam i polecam tabletki  firmy KATADYN.

 To rozwiązanie ma więcej zalet niż wad. Największą z nich jest to,że nie musimy  robić nic poza wrzuceniem tabletki do butelki czy innego naczynia z wodą i odczekaniu 30minut. Pozwala to nam na skrócenie postoju do minimum, do tego mamy 100% pewność,że woda jest oczyszczona z zanieczyszczeń biologicznych. Nie zajmują wiele miejsca i prawie nic nie ważą. Czyli same zalety ale i niestety jest pewna wada, a mianowicie smak. Woda w ten sposób oczyszczona ma smak chloru(główny składnik tabletek)-przypomina tą z basenu ale lepsze to niż późniejsze problemy które mogą być bardzo ale to bardzo niebezpieczne.

Tabletki do odkażania wody są nieodłącznym elementem każdej szanującej się wyprawy w niedostępne rejony.   Żołnierze maja je na wyposażeniu w czasie akcji. Czyli jak widać warto się zabezpieczyć i wyposażyć swoją apteczkę lub survival kit w tego typu tabletki. Mogą one nam uratować życie.

Z pewnością docenią to wszyscy którzy chcą być skryci bo nie musimy nic gotować czyli automatycznie trudniej wykryć naszą pozycje. Do tego gdy zależy nam na czasie  wrzucamy tabletkę do wody i ruszamy dalej a po 30 min mamy czystą wodę.




Ograniczenia:
Stosować w  przejrzystej wodzie. Mętną wodę należy uprzednio przefiltrować, np przez arafatkę lub specjalny filtr.

Odkażanie wody :
Dodać 1 tabletkę  do 1l wody, odczekać 30 min.
W zimnej wodzie poniżej 10 st C w celu zabicia pierwotniaków np: giardii należy przedłużyć czas oddziaływania do 2 godzin.

Środki ostrożności:
Chronić przed dziećmi. Środek szkodliwy po połknięciu. W razie połknięcia natychmiast skontaktować się z lekarzem i pokazać mu opakowanie lub etykietę. Działa drażniąco na oczy i drogi oddechowe. W przypadku kontaktu z oczami natychmiast przemyć dużą ilością wody. Wilgotne tabletki mogą spowodować odbarwienie odzieży.






producentKatadyn
wwwwww.katadyn.com
zastosowanietabletki do dezynfekcji wody pitnej


materiałsól sodowa kwasu dichloroizocyjanourowego (DCCNa): 4,5 mg/tabl.; chlorek srebra (Ag+):0,12mg/tabl
eliminuje bakterietak
eliminuje pierwotniakitak
eliminuje wirusytak
eliminuje cząstki stałenie
eliminuje zapachnie


sobota, 19 lipca 2014

Helikon Trooper Soft Shell Jacket - Coyote. od e-militaria.pl

Swego czasu przyszła do mnie paczka od  e-militaria a w niej Helikon Trooper. Część z was mogła się zapoznać z postem o pierwszym wrażeniu jakie wywarł na mnie ten softshell ( TU ).

Trooper od razu mi się spodobał i moja opinia nie zmieniła się prawie wcale.  Podczas używania w zróżnicowanych warunkach(słońce,wiatr,deszcz) i w różnych rodzajach działalności outdoorowej
(spływ,bieg,trekking,urban survival) sprawdza się wyśmienicie.





Kieszenie są niezwykle funkcjonale i bez problemu możemy obsługiwać je jedną ręką no i są one tak przestronne,że zmieścimy tam praktycznie wszystko.  Kieszenie główne  mają przegródki/organizery które pozwolą zachować ład w kieszeni. Mamy tam miejsce na długopisy czy światła chemiczne jak i na komórkę. Fajną sprawa jest oczko do którego możemy przyczepić linkę i zabezpieczyć np. komórkę przed ewentualnym zgubieniem.

Kieszenie na rękawach są również pojemne i praktyczne co w niektórych innych podobnych polarach czy softshellach już nie było tak oczywiste. Możemy tu do kieszeni na bicepsie wrzucić GPSa i nie przeszkadza on nam nadzwyczaj podczas wędrówki a możemy go szybko wydobyć nawet w rękawiczkach. Oczywiście nieco się majta ale to jest normalne i da się znieść. Nawet do kieszeni na nadgarstku zmieścimy GPSa ale tam już jest niewygodnie ze względu na wagę i rozmiar.  Ma luz i włożymy go czy wyjmiemy bez trudu ale tam mocno przeciąża nam rękę i tracimy komfort.

Natomiast kieszeń na plecach jest bardzo obszerna i wędrując bez niczego można tam wrzucić np.apteczkę i jakiś prowiant. Tylko trzeba się liczyć z tym,że Trooper pójdzie do tył i będzie nas ciągną, a z przodu może podduszać. No ale zawsze jest taka możliwość.
Zamki chodzą bez oporu i  nie musimy nadzwyczajnie się na wyginać by coś tam schować czy wyjąć.

jak widać kieszeń na plecach jest dość duża.
Głównym zadaniem tego typu kurtek jest ochrona przed wiatrem i ewentualnie lekkim deszczem. I tu trooper zdaje egzamin. Nawet silny wiatr mu niestraszny a i dość potężny deszcz jest w stanie wytrzymać do godziny no może trochę więcej.   Woda z początku spływa a po pewnym czasie zaczyna wsiąkać w materiał, ale co ważne schnie bardzo szybko i mimo,że będzie całkowicie przemoczony to po godzinie na nas podczas wysiłku  powinien wyschnąć.
Trooper jest też wyposażony w obszerny kaptur który co ciekawe  nie ogranicza  widoczności co jest częstym mankamentem kurtek. Dobrze nas zabezpiecza, jest lekko usztywniony  bardzo łatwo go zwinąć podczas marszu i schować do kaptura. 

Co do oddychalności to jest świetnie. 
Nawet przy dużym wysiłku i dość wysokiej temperaturze daje radę. Dużą role tu odgrywają wywietrzniki pod pachami które bezproblemowo można obsługiwać jedną ręką.
Są na tyle duże,że pięknie  wydalają nadmiar ciepła  i wilgoci. Oczywiscie nie jest tu tak,że przy +20*C i dużym wysiłku się nie pocimy. Ale jest znośnie porównując z innymi softshellami.

Ale było by za pięknie gdyby wszystko było idealne. Jak w każdej rzeczy można doszukać się  i tu wad.
Z niektórych szwów wyszły nitki ale to nic nadzwyczajnego, nie zagraża to jakoś specjalnie trwałości kurtki od e-militaria .
Większym problemem może być  zacinający się czasami zamek główny. Nie jest to tak,że nie da się zapiąć czy odpiąć, problem jest w tym dynksie na dole zamka który nie zawsze chce się dobrze ułożyć i czasami trzeba się tam trochę  powyginać by suwak wskoczył na miejsce. Nie wiem czy to mankament mojego egzemplarza czy tak po prostu jest ale da się do przeżyć zwłaszcza,że trooper ma więcej zalet niż wad.

Podsumowując softshell Helikon  Trooper od e-militaria jest godny polecenia. Praktyczny, przemyślany, lekki,wytrzymały, nie SZELEŚCI!!  i jest  stosunkowo tani. Do tego  ładnie się prezentuje, dzięki czemu można go używać bezproblemowo w mieście nawet w połączeniu ze spodniami od garnituru i eleganckiej koszuli.
Sprawdzi się on w turystyce kwalifikowanej,bushcrafcie,survivalu jak i innych sportach.





piątek, 18 lipca 2014

Bushcraft IZERY i RYŚ

Filmik z ostatniego pechowego wypadu w Góry Izerskie. Miało być 5 dni samotnej włóczęgi ale pech chciał,że skręciłem sobie kostkę pierwszego dnia i wypad skrócił się do 2 dni. Ale przynajmniej podczas nocnej wędrówki w deszczu i burzy spotkałem się oko w oko z największym kotem polski-czyli rysiem!!
Szczęście niezwykłe bo nie każdy ma okazje zobaczyć to piękne stworzenie :)

Relacja z wypadu tu:
http://bushcraftczlowiekzbuszu.blogsp...

Zapraszam też na FB:
https://www.facebook.com/pages/bushcr...


czwartek, 17 lipca 2014

Nóż K40 od Fiskarsa

Swego czasu a właściwie to dość dawno dostałem do testów komplet samochodowy od FISKARSA, w skład którego wchodzi toporek X5 który doczekał się już recki, składana piła i nóż K40. 


Dziś przedstawię wam właśnie nożyk Fiskars K40.  Nikogo znającego się na rzeczy nie trzeba przekonywać,że nóż to podstawa a dobranie odpowiedniego nie jest łatwe. Rodzaj ostrza,szlif,rękojeść,rozmiar itp. Sprawiają,że  znalezienie idealnego zajmie nam sporo czasu.

I co ciekawe  K40 jest naprawdę niezły. Niska cena, świetna stal która bardzo długo trzyma ostrość mimo brutalnego traktowania, niska waga. Można by powiedzieć czego chcieć więcej.

 Ale przejdźmy do sedna sprawy:

Moim zdaniem nóż idealny ma długość ostrza od 9 cm do max 15 a ideał to 10-11 cm, i K40 właśnie ma 10cm dzięki czemu sprawdza się w wielu odmiennych sytuacjach.
Sprawdzi się podczas cięcia linek,gałęzi,oprawiania króliczej tuszki, struganiu patyków i wielu innych  lżejszych leśnych  prac.
Do tego  dość cienkie ostrze i Skandynawski szlif pozwalają nam na bardzo precyzyjne zajęcia jak snycerka!

Swego czasu miałem okazje oprawiać królika tym nożykiem ciąłem skore,mięso i kości, a nóż ani się nie stępił, ani ostrze się nie wygięło czy uszczerbiło.  Zaskoczenie co niemiara bo po takim traktowaniu to niejeden drogi nóż potrzebuje podostrzenia.
Jak widać Fiskars ma nie tylko świetną stal w siekierach ale i w innych narzędziach też.

Ostrze wykonane zostało ze stali nierdzewnej a rękojeść została wykonana z plastiku, posiada jelec czyli wybrzuszenie zapewniające punkt oparcia na palec wskazujący podczas pracy, zabezpiecza on też naszą rękę przed zsunięciem się ręki na ostrze.  Jest to ważne  bo np. w Morze Clasic nie mamy czegoś takiego i możemy si poważnie  pokaleczyć.
Rękojeść jest dość gruba i lekko wyprofilowana dzięki czemu mamy pewny i bezpieczny chwyt w praktycznie każdej pozycji.

Jedynym mankamentem tego noża jest kiepska pochwa która nie pasuje do grubszego skórzanego pasa a z trudem wchodzi w pas parciany 5cm.
Sama szlufka  wykonana jest z bardzo cienkiego tworzywa i już widać nadłamania co może z czasem poskutkować zgubieniem noża.  Na szczęście nawet gdyby to się stało nie jest to wielka strata bo nożyk kosztuje ok 40zł.
Natomiast fajną sprawą jest otwór odpływowy w pochwie dzięki czemu nawet gdy brodzimy w wodzie po pas i nóż cały czas jest w wodzie to gdy z niej wyjdziemy  ona szybko odpłynie.

Podsumowując K40 to fajny,lekki i tani nożyk w teren  zarówno dla profesjonalistów jak i amatorów.  Oczywiście nie zetniemy nim drzewka tak łatwo jak innym nożem z grubszą głownią ale daje rade w 90% przypadków. Fakt,że urodą nie powala ale to nie jest najważniejsze, no przynajmniej nie powinno być ;)


Nóż uniwersalny K40

  • Nóż wielofunkcyjny w plastikowej pochwie
  • Ergonomiczna rękojeść z osłoną na palce
  • Ostrze ze stali nierdzewnej o długości 10 cm

środa, 16 lipca 2014

Alone in the wild



 Swego czasu na Discovery  leciał bardzo ciekawy program o prawdziwym survivalu a właściwie bushcrafcie pt: Alone in the wild.
 Autor i równocześnie ten który zmaga się z dziczą- Ed Wardle postanowił przetrwać  3 miesiące w terytorium Jukonu.

http://d.telemagazyn.pl/k/r/16/1b/e7/5111dacd347cd.jpg
Na takie przedsięwzięcie wybrał się całkowicie samemu, wszystko musiał wziąć ze sobą  czyli kamery, baterie i oczywiście  cały niezbędny szpej do tego mały zapas jedzenia. Całą resztę będzie musiał  sam zrobić lub upolować czy pozyskać w jakiś inny sposób.

Gdyby tego było mało nie był on specjalnie doświadczony w traperskim życiu i porwał się na ekstremalną no i wspaniałą przygodę w krainie niedźwiedzi, wilków, nie sprzyjających warunków pogodowych. Czyli w skrócie miejscu gdzie człowiek nie wygra z naturą może tylko z nią współpracować by przeżyć.

Poza niezwykłą przygodą jaką Ed przeżył na Alasce,spełnieniu marzenia z dzieciństwa  odbył też swoistą drogę wgłąb siebie.  Wiele razy załamywał się przed kamerą i mimo to nie wstydził się pokazać tego szerszej publice.  To właśnie jest jednym z aspektów które sprawiają,że ten program jest świetnym studium psychologi człowieka który jest zmuszony w samotności sprostać wielu przeciwnościom losu,przetrwać i wykonywać wiele innych prac.

Z planowanych 90 dni w dziczy wytrwał 50 to i tak świetny wynik. Ta przygoda na pewno nie był a ani łatwa ale chyba przyjemna przynajmniej tak mi się wydaje ;) 
 Dużą zaletą poza otwartością Eda jest też możliwość zaobserwowania ciekawych patentów na obozowanie, polowanie czy szpej którego używa. 

Te wszystkie czynniki sprawiają,że Alone in the wild to świetny program  o prawdziwym survivalu, może nie cechuje się najwyższą jakością nagrań ale trudno by ktoś zmuszony do takiej walki i to jeszcze przez tak długi czas miał siłę i chęci kręcić materiał wysokiej klasy jak np. Les Stroud w swoich programach.

Właśnie dlatego warto zapoznać się z tym programem.
http://www.productionfocus.com/wp-content/uploads/2009/11/Alone+4+Low+Res+-540x360.jpg

wtorek, 15 lipca 2014

Tortila według buszmena

Szukając ciekawych,łatwych w przyrządzeniu,lekkich i przede wszystkim smacznych potraw w teren postanowiłem sprawdzić patent z tortillą.
I muszę przyznać,że jest to super opcja. Ale zacznijmy od początku.


Do przyrządzenia takiego obiadu,śniadania czy przekąski potrzebujemy kilku rzeczy.
Najważniejsza,jest tortilla którą możemy kupić w każdym sklepie,do tego potrzebny jest żółty ser, jakaś szynka (najlepiej sprawdza się salami)  i bardzo ważnym elementem jest też sos. Ja używam piekielnie ostrego sosu z papryczki chili. Jestem pewny,że ten sos nie przypadnie wszystkim do gustu bo wystarczy dosłownie kilka kropel by się popłakać!! Można również wykorzystać jakikolwiek inny, nasz ulubiony sos czy dip. Mamy tu pełną dowolność przy tworzeniu swoich własnych kompozycji.

Sposób przyrządzenia:

 Bierzemy tortille, rozkładamy ją i kładziemy na niej według naszego uznania mięso,ser i sos. Potem  wszystko zwijamy i mamy gotowy posiłek.
Jak sami widzicie przyrządzenie to moment i co ważne nie musimy nic gotować czy podgrzewać a mamy coś czym da się najeść.
 Nie znaczy to,że niemożna podgrzać tortilli na patelni-jednak ja tego nie tobie-szkoda mi czasu a i tak jest smaczne.

Dwie tortille to idealne zestawienie na główny posiłek.   Można się najeść i co według mnie jest ważne jest to wyjątkowo lekki  patent żywieniowy. Nie będę ukrywał,że ja tego nie wymyśliłem tylko podpatrzyłem go na jakimś amerykańskim  forum dla trekerów ultralight. Co jest potwierdzeniem na praktyczność tego rozwiązania bo kto jak kto ale zwolnicy ultralight są wyjątkowo restrykcyjni i surowi czy to w doborze szpeju czy  właśnie kuchni.

Patent ten tak przypadł mi do gustu,że zawsze będę się starał zabrać go w teren.  A gdyby tego było mało,mój przepis nie jest jedyny. Każdy może tworzyć swoje warianty, czy to więcej mięsa czy wręcz odwrotnie i wersje całkowicie warzywną. Tortilla daje nam wolną rękę  przez co każdy może stać się mistrzem kuchni obozowej.
A i jeszcze jedno jest to dość tani posiłek max 5zł za posiłek składający się z dwóch tortill i wkładu.