wtorek, 29 kwietnia 2014

Manierka JOKER

Człowiek nie wielbłąd pic musi.
A w czymś wodę musimy przenosić. Na rynku jest mnóstwo najróżniejszych butelek bukłaków itp. Jakiś czas temu w moje ręce trafił chyba najbardziej klasyczny sposób na przenoszenie wody-czyli aluminiowa manierka firmy JOKER.
Ktoś może pomyśleć,że aluminium jest niezdrowe. I faktycznie ale nie każde, a szkodliwe substancje powstają w styku aluminium z wodą ciężką czy pełną chemii czyli  taka jak mamy w kranach. Natomiast w przypadku wody ze strumienia czy innego naturalnego źródła nie jest niebezpieczne.

Manierka poza fajnym, klasycznym wyglądem jest bardzo praktyczna. Po pierwsze dzięki tamu,że jest metalowa wytrzyma brutalne traktowanie. Nawet gdy nią uderzymy to najwyżej się wgniecie.

Co ciekawe nie wchłania ona zapachów i smaków dzięki czemu łatwo zadbać o czystość. Ważne jest też to,że woda niema metalicznego posmaku. Co nie wpływa zbyt optymistycznie na użytkownika.

Manierka ma pojemność ok 0,7L czyli nie za dużo ale jako jeden ze zbiorników wystarczy w zupełności. Na pochwałę zasługuje szczelność która jest mankamentem wielu manierek wojskowych czy stylizowanych na militarne. Dodatkowo korek jest zabezpieczony łańcuszkiem co chroni go przed zgubieniem.
Podobno -sam tego nie sprawdzałem- można w niej gotować wodę lub topić śnieg. Fakt jest metalowa więc nie powinno być z tym problemu ale wtedy można łatwo zniszczyć korek. Jednak w sytuacji survivalowej zawsze jest to jakaś alternatywa.
Do manierki dostajemy materiałowy pokrowiec który możemy przypiąć do paska za pomocą szlufki lub w systemie alice.  Pokrowiec od środka jest wyściełany syntetycznym futerkiem które zapewnia dobrą izolacje termiczną.

Manierka Joker to całkiem fajny sposób na przenoszenie wody. Szczególnie jeśli ktoś lubi klasyczny design. Jest niestety dość droga jak na coś takiego bo kosztuje ok45zł

niedziela, 27 kwietnia 2014

OPARZENIA

Wiosna w pełni a wraz z nią wypady w plener. Jakieś ognisko,grill to super okazja do zabawy ze znajomymi ale i potencjalne ryzyko. Po pierwsze niewłaściwie przygotowane może spowodować pożar, ale nie o tym zamierzam dziś pisać ale o czymś bardziej popularnym. Czyli poparzeniu.
Ogień który zazwyczaj jest powodem tego urazu jest również niezwykle ważny w przetrwaniu przez co ryzyko oparzenia jest dość spore. 
Najlepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie miejsca i posiadanie apteczki która pozwoli na wstępne zabezpieczenie  miejsca urazu. Więc jeśli ktoś wie,że może mieć problem z np.utrzymaniem równowagi czy pionu w pobliżu ognia lepiej żeby sobie podarował  łażenie przy ogniu i odstąpił ten zaszczyt komuś innemu:)

Jednak każdemu może się zdarzyć nieszczęśliwy wypadek.
Jednym z popularniejszych powodów oparzeń jest opryskanie przez olej lub tłuszcz w polowej kuchni. Taka sytuacja jest niezwykle niebezpieczna przez to ,że te substancje dalej się gotują na ciele ofiary. Co gorsza potrafią nawet po usunięciu gotować się pod skórą.  Równie popularne w terenie jest oparzenie przez rozgrzany metal lub przez płomień zdejmując garnek z paleniska.
Niezależnie od tego co spowodowało oparzenie należy jak najszybciej zanurzyć oparzone miejsce w zimnej wodzie-NIE W LODOWATEJ!!
Jeśli poparzenie było na tyle poważne,że powstały rany należy wezwać pomoc(np.zadzwonić pod 112). A jeśli to niemożliwe opatrzyć ranę mokrymi i czystymi  szmatami(np.rękaw od koszuli) lub użyć jałowych opatrunków z apteczki. Należy pamiętać,że w dziczy bardzo łatwo może dojść do infekcji i należy z oparzeniem postępować jak z otwartą raną. I codziennie zmieniać opatrunek. Jak wiadomo rany najlepiej goją się na powietrzu więc jeśli nie zamierzamy transportować rannego lub siebie najlepiej zostawić ją niezakrytą i ciągle skraplać wodą.
Jeśli udało nam się wezwać pomoc należy skraplać ranę aż do czasu przybycia pomocy.

Powszechnie krąży mit o tym,że warto oparzenie posmarować masłem lub innym smarowidłem. Jest to FAŁSZ i należy się tego wystrzegać jak ognia. Jedyna rzeczą jaką można używać na rany to maści z antybiotykiem na oparzenia.

Nie będę się rozpisywał w medyczne aspekty tego typu urazu bo lekarzem nie jestem ale to co wyżej napisałem powinno wystarczyć do walki z oparzeniem jakie może nas spotkać w terenie.Bo gdy poparzenie będzie 3 stopnia to my sami raczej nic z tym nie zrobimy.
Mam jednak nadzieje,że nikomu ta wiedza się nie przyda

sobota, 26 kwietnia 2014

Tradycyjna barć

W wielu rejonach Polski można spotkać tradycyjne barcie w środku lasu lub bliżej wsi. Większość ludzi gdy słyszy barć myśli o skrzynce w której mieszkają pszczoły. No i mają racje jednak tradycyjna barć to pień wydrążony w środku ustawiony na ziemi -często wspaniale rzeźbiony. Ale te najbardziej tradycyjne są umieszczane w lesie przywiązywane do innych drzew na wysokości kilku metrów. Takie cuda tradycyjnego życia w harmonii z naturą można spotkać w Biebrzy i Borach tucholskich jak i w wielu innych miejscach naszego Pięknego kraju.

Przy okazji opowieści o barci warto nadmienić znaczenie pszczół. Te małe i niepozorne stworzenia które przez wielu są nienawidzone są niezbędne w środowisku. Jeśli nie będzie pszczół w dłuższej perspektywie i człowiek wyginie. A to dlatego,że pszczoły są odpowiedzialne za zapylanie kwiatów i roślin a jeśli przestaną to robić nie będzie roślin,kwiatów które nie dość,że są piękne, to produkują tlen i pożywienie nam niezbędne do życia. Dlatego warto wspierać wszelkie akcje związane z ochroną pszczół.
Do tego możemy rozsądnie z nimi pracując produkować miód, który już doceniali starożytni Egipcjanie. Poza walorami smakowymi ma wiele zdrowotnych no i znaleziony w piramidach jest dalej świeży!!

Wędrując również możemy spotkać naturalne barcie w dziuplach czy w jakiś dziurach.  Jest to bardzo optymistycznie nastrajające gdy widzi się,że pszczoły mają się w miarę dobrze. Ale jest to też niebezpieczne bo wpadnięcie w takie coś może źle się skończyć.

W internecie można znaleźć filmiki z polskich lasów jak i z innych rejonów europy wschodniej na których widać jak pszczelarze czy leśnicy montują barcie na drzewie lub wybierają miód z nich.
 Bardzo dobrze,że  w naszym kraju dalej kultywuje się tradycje.

piątek, 25 kwietnia 2014

Michniewicz inny świat-program




Tomek Michniewicz to jeden z bardziej znanych dzisiejszych podróżników. Autor dwóch książek Samsary i Gorączka. A teraz jest również prowadzącym program Michniewicz inny świat-program na antenie TTV.
W programie Michniewicz zabiera zwykłych i przeciętnych Polaków w dzikie i całkowicie odmienne środowisko. Od kultury i miast Azji po jungle czy berberyjska Saharę.
Ogólnie program bardzo fajny i ciekawy ale ilość wtrąceń jakie to ciężkie jest przetrwanie na pustyni i w jungle gdy wszystko co potrzebujesz masz dostarczone jest po prostu trochę komiczne. Nie umniejszam tu wagi przygód jakie przeżyli uczestnicy. Bo jeśli ktoś nigdy nie był pod namiotem i nagle pojawia się na Saharze to z pewnością jest adrenalina i przygoda.

Z programu możemy dowiedzieć się ciekawostek dotyczących środowiska czy kultury  Tajów czy Berberów. Wielu patentów survivalowych tu nie znajdziemy. Bo jeśli już coś się pojawi to jest to kaloryczny i podstawowy survival który większość z nas ma w małym palcu.
Wiele sytuacji które na nas doświadczonych leśnych ludzi nie zrobiła by najmniejszego znaczenia. Tu dla niektórych jest prawie,że bariera nie do pokonania.

Podsumowując Michniewicz inny świat to fajny program podróżnicy utrzymany w przyjemnej konwencji. Program emitowany jest w każdy czwartek o 20.05 na TTV.

środa, 23 kwietnia 2014

Być preppersem

Czy warto być preppersem. W dzisiejszych czasach na pewno tak.
Ale zacznijmy od wyjaśnienia słowa preppers.  To osoba która postanowiła wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo i bliskich.  To również osoba  świadoma zagrożeń i chcąca przetrwać apokalipsę czy zwykły wypadek. Cechą charakterystyczną każdego preppersa to odwaga,pomysłowość,samodzielność, a przede wszystkim gotowość do działania i chęć walki.
Określenie perppers pochodzi od ang. przygotować. Czyli preppers to osoba która przygotuje się na coś. No właśnie na co? Wielu  czeka na konkretny scenariusz jak np. wybuch na słońcu czyli uderzenie potężnej fali elektromagnetycznej w ziemie czo spowoduje zniszczenie elektroniki, przygotowują się również na przebiegunowanie,powodzie, trzecią wojnę światową. Są też tacy co czekają na atak zombie-zostawię to bez komentarza;)
Według mnie niema co się przygotowywać na konkretny scenariusz ale lepiej ogólnie. Bo nie wiadomo co się wydarzy a jak przygotujemy się na wojnę a nie będziemy gotowi na suszę to może być problem. Dlatego trzeba być gotowym na wszystko.

Powszechnie uznaje się preppersów za społeczeństwo. Jest to jednak błędna opinii gdyż każdy dział osobno ewentualnie tworzą małe grupy współpracujące.

Większość preppersów zakłada pozostanie w domu czy jakiejś kryjówce co przez pewien czas może się sprawdzić. Jednak w dłuższej perspektywie zostanie w jednym miejscu i próba utrzymania placówki w walce z wygłodniałymi i zdesperowanymi bandami może być niezwykle trudne. Dlatego lepszym wyjściem jest stać się preppersem wędrownym. Czyli kimś kto pakuje wszystko co niezbędne do plecaka i rusza w lepsze i bezpieczniejsze miejsce. Oczywiście to jaki wariant dobierzemy zależy od nas samych i katastrofy z jaką się musimy zmierzyć. W przypadku suszy,odcięcia od dostaw wody czy prądu. Jak i innych katastrof powinniśmy otrzymać pomoc od zespołów ratunkowych w ciągu 72godzin w najgorszym przypadku zostaniemy znalezieni do 5dni.

Czy survival i preppering to to samo?

I tak i nie. Dlatego,że zależy czy wybierzemy opcje przetrwania w jednym miejscu czy w drodze.   Z pewnością aby być dobrym preppersem musimy znać techniki przetrwania w mieście jak i w dziczy. Dlatego niejeden survivalowiec czy bushcraftowiec jest świadomym lub nieświadomym preppersem.  Jednak dużo preppersów niechce rezygnować ze zdobycz cywilizacji a nawet jest od nich uzależniona. To w kontakcie z realiami nieznając technik przetrwania skazuje się na klęskę. Czyli można powiedzieć,że dobry preppers to też dobry survivalowiec czy bushcraftowiec.

Czy preppersi są normalni?
Ciężko to stwierdzić. A to dlatego,że co to znaczy normalny. Jeśli normalny to ten kto nie wychyla się ze społeczeństwa,idzie razem z masą i niema nic ważnego do powiedzenia i nie dostrzega zagrożeń. To na pewno preppers jest nienormalny. Ale według mnie jeśli coś jest robione z rozwagą to nic w tym złego. Poza tym czy gdyby wszyscy byli normalni ten świat nie byłby jeszcze bardziej ponury i smętny. Ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć tak jestem nienormalny bo uprawiam bushcraft i preppering. Dodam do tego,że dobrze mi z tym.

Oczywiście są w tym gronie świry które czekają na atak zombie lub inne nie stworzone rzeczy albo przesadzają. Idealnym przykładem możne być niejeden uczestnik programu Czekając na apokalipsę.

A kiedy zostać prepersem?
Najlepiej dziś. Bo nie wiadomo co się może stać jutro,za tydzień czy kiedyś a może i nigdy. Ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Nie nakłaniam nikogo do zamienienia się w oszołoma zbierającego tony jedzenia i wody. Ale każdy powinien mieć w domu, w aucie  zapas wody i jedzenia na 72godziny. Warto mieć też ze sobą jakiś zestaw EDC czy bardziej rozbudowany zestaw survivalowy.
Bo prepping to nie tylko przetrwanie apokalipsy czy końca świata ale i pożaru,napadu,wypadku komunikacyjnego itp. Czyli coś co może nas spotkać każdego dnia.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Liczy się nastawienie.

Walka o przetrwanie pozornie toczy się na zewnątrz nas samych. To otoczenie,środowisko i wszystko co dzieje się dookoła. Jednak ta prawdziwa walka toczy się w naszej głowie.
Bo czy nie jest tak,że gdy świat się nam wali na głowę to jeśli zachowamy pozytywne nastawienie to przetrwamy a gdy zaczniemy panikować i wmawiać sobie,że nie damy rady wynik jest łatwy do przesądzenia. Albo będziesz miał farta i ci się uda ale bardziej prawdopodobne,że w najlepszym przypadku przetrwasz z jakimś urazem lub po prostu zginiesz.

Dlatego niezależnie od powagi sytuacji trzeba chcieć żyć i pozytywnie myśleć. No i najważniejsze to się nie poddawać. Nie dotyczy to tylko sytuacji survivalowych ale i zwykłego życia, spełniania marzeń itp.
Jeśli coś chcemy osiągnąć to nic nie stoi nam na przeszkodzie poza naszymi słabościami. A je łatwo pokonać, wystarczy chcieć.
W wielu przypadkach możemy pomyśleć,że to bariera nie do pokonania ale gdy ja przełamiemy stajemy się silniejsi fizycznie i psychicznie. A kolejne bariery łatwiej będzie nam pokonać. W legi cudzoziemskiej żołnierze mawiają my już przekroczyliśmy bariery a wy jeszcze nie.

Dobrym sposobem by się motywować w trudnych sytuacjach jest zapisanie na kartce jakiś cytatów które podniosą nasze morale.

OTO KILKA PROPOZYCJI:

Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.
Johann Wolfgang von Goethe

Musimy żeglować czasem z wiatrem, czasem pod wiatr, ale żeglować, nie dryfować ani stawać na kotwicy.
Oliver Wendell Holmes

By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.
Stanisław Jerzy Lec

Takich cytatów można by wymieniać bez końca.  Każdy może znaleźć sobie własne. Wiem,że dużo ludzi religijnych ,ma ze sobą jakieś cytaty z Biblii czy innych książek związanych z religią  i to im pomaga.

Na zakończenie jeszcze raz dodam nie poddawajmy się i przyjmy do przodu czy to w sytuacji survivalowej czy w życiu codziennym..


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Radio SILVERCREST z Lidla

Dziś coraz popularniejsze staje się zjawisko prepingu i coraz więcej wśród zwykłych ludzi pojawia się preppersów. To ludzie którzy przygotowują się na mniej lub bardziej racjonalne końce świata. Ogólnie popieram to zjawisko i uważam,że każdy powinien stworzyć sobie indywidualny zestaw na jakąś katastrofę.
Sam zestaw to materiał na osobnego posta. Dziś opiszę jedną z najważniejszych części takowego zestawu. A tym jest radio. Może to brzmi dziwnie ale zwykłe tranzystorowe małe radyjko jest bardzo ale to bardzo przydatne w sytuacji jakiejś katastrofy naturalnej lub  wywołanej przez człowieka.

Dzięki radiu jesteśmy w stanie śledzić na bieżąco sytuacje i poczynić odpowiednie kroki do zaistniałych problemów.  Np. gdy dochodzi do gigantycznej suszy i miasto odcięte jest od dostaw wody. Służby ratunkowe informują gdzie można zaopatrzyć się w wodę lub gdzie lepiej się nie zapuszczać. Idąc dalej w przypadku wojny możemy śledzić ruchy wojsk nie przyjaciela.
Dzięki radiu w przypadku kompletnego końca świata możemy nasłuchiwać czyjś sygnałów i uratować się lub zdobyć jakieś informacje czy sprzęt.

Na rynku jest mnóstwo najróżniejszych odbiorników rajdowych jednak trzeba wybrać taki który będziemy mogli wrzucić w kieszeń kurtki czy do plecaka no i nie może pożerać nadmiernych ilości prądu.  Swego czasu w gazetce Lidla zobaczyłem małe radyjko za 30zł i stwierdziłem,że najwyższy czas zaopatrzyć się w ten element zestawu przetrwania końca świata.

Radyjko to zasilane jest dwoma paluszkami które na dość długo starczą. Możemy je również podłączyć do sieci 5V. Odbiornik jest tak mocny,że bez rozłożonej anteny pod miastem odbiera stacje świetnie. Zero szumów i zgrzytów.A w przypadku gdy rozłożymy działa już w 100% jak marzenie.
W zestawie mamy słuchawki które pozwalają na konspiracyjne użytkowanie podczas apokalipsy czy święty spokój w przypadku używaniu w domu.
Bardzo fajnym rozwiązaniem jest budzik i zegar. Budzik ma dwie opcje budzenia radiem i brzęczeniem. Może to się przydać podczas biwaku czy trekkingu.Możemy również ustawić by automatycznie wyłączało się co 10min-max90min w funkcji sleep timer.

Dla wygody mamy nóżkę do użytku na stole-zwykły bajer. Wyświetlacz LC jest podświetlany i bardzo czytelny dzięki czemu w nocy bez problemu znajdziemy stację czy zobaczymy która godzina.
W zestawie dostajemy bardzo obszerną instrukcję i czarną materiałowa torebką do przenoszenia zaciąganą ściągaczem, Dwa paluszki i pętle przymocowaną do radia by przenosić je na nadgarstku.

Bardzo przydatną rzeczą jest wskaźnik rozładowania baterii,który daje nam jasny ogląd sytuacji jeśli chodzi o zasilanie. Wymiary radyjka to 12,9x8x3,4cm. Czyli jak sami widzicie zmieści się ona w każdym zestawie ucieczkowym.
Rzeczą która zasługuje na pochwałę jest wielkość guzików. Dziki temu łatwo można operować radiem.

Podsumowując radio SILVERCREST z Lidla to fajne i tanie uzupełnienie zestawu każdego preppersa czy survivalowca jak i turysty.

sobota, 19 kwietnia 2014

Dorwać komandosa



Chyba większość z Was chociaż kojarzy ten program. Były komandos Navy SEAL  Joel Lambert postanawia zmierzyć się z najlepszymi jednostkami tropiącymi na świecie. W ciągu 48godzin ucieka przed nimi i musi zrobić wszystko by nie dać się złapać. Ale jak wiadomo nie zawsze mu się udaje no i program jest mimo wszystko reżyserowany. Wiec ciężko tu mówić o realizmie  w 100%.
Działa w zróżnicowanym terenie id sawann afrykańskich przez jungle aż po nasze piękne i dzikie Bieszczady.
Do swojej dyspozycji ma bardzo ale to bardzo ograniczony i minimalny ekwipunek. Tylko litr wody i  zero jedzenia. Do tego jakieś specjalne bajery by utrudnić prace pościgowi a to czego niema musi sam zrobić.
Joel Lambert w Navy SEAL  służył 10lat i działał prawie na całym świecie. Do tego jednostka komando fok jest jedną z najlepszych na świecie.

To tyle jeśli chodzi o fabułę, teraz to co rzuciło mi się w oczy. Po pierwsze to z pewnością Joel zna się na rzeczy i jest świetny w tym fachu. Jednak z survivalem w typowym tego pojęcia znaczeniu Dorwać Komandosa ma niewiele wspólnego. Bo by przetrwać 48 godzin nie potrzebujemy nic i na dobrą sprawę nic nie-musimy robić. Oczywiscie on tu ucieka wiec walczy o przetrwanie.
Tych noży używał Lambert podczas programu

Program mimo reżyserki jest dość realistyczny. I w wielu momentach widać napięcie miedzy Lambertem a kamerzystą czy kimś innym z ekipy.
To co rzuciło mi się jeszcze w oczy to bardzo fajny tomahawk i plecak zakładany przez jedno ramię.
Podsumowując Dorwać Komandosa to świetny program zarówno dla militarystów jak i innych leśnych ludzi.

piątek, 18 kwietnia 2014

PARAMEDYK I PARAMEDYK24 sponsorem INTO THE WILD-POLSKA

Najprawdopodobniej  III etap projektu into the wild-Polska będzie odbywał się w czerwcu.
Etap ten będzie polegać na  spłynięciu  Wisły od okolic Oświęcimia do samego ujścia Wisły.Na dmuchanym canoe marki gumotex model Palava. Kanu już zakupiliśmy z własnego budżetu.
Cała trasa ma ok 1000km wiec to dość spory dystans gdzie nie wiadomo co może nas spotkać. Dlatego  potrzebujemy odpowiedniego zabezpieczenia medycznego jeśli chodzi o sprzęt.

I tu z pomocą przyszła firma PARAMEDYK oraz PARAMEDYK24 która wyposaży wyprawę w sprzęt do ratownictwa taktycznego czy  w tym przypadku może bardziej bushcraftowego.Oby nam nie był potrzebny ale lepiej coś mieć niż niemieć i potem żałować.

czwartek, 17 kwietnia 2014

David Livingstone

Kto jak kto ale David Livingstone to chyba najbardziej znany podróżnik i odkrywca wiktoriańskiej epoki.
Dziś postaram się przybliżyć postać tego podróżnika.

David Livingstone urodził się 19 marca 1813 roku zmarł w 1873r. Urodził się w biednej rodzinie pochodzącej i żyjącej  w  Szkocji. Już jako mały chłopiec ciężko pracował w fabryce przędzy. A dzięki wielu wyrzeczeniom i uporowi ukończył studia teologiczne oraz medyczne. Pracując w Londynie zapisał się do Londyńskiego towarzystwa misyjnego. Dzięki temu otworzyły się drzwi do wielkiego świata podróży i przygód. Początkowo Livingstone  planował wybrać się do Chin ale wojny opiumowe uniemożliwiły mu to. Ale On znalazł nowy kierunek jakim była Afryka.
 i to właśnie ona dała mu szanse na stanie się ówczesnym celebrytom. Anglia epoki wiktoriańskiej była bardzo wymagająca więc  przejście czarnego lądu gdzie Livingstone omal nie zginął zaspokoiła żądze gawiedzi i dała mu sławę.
Pierwszy raz do Afryki wyjechał w 1841roku jako medyk i protestancki  misjonarz, by nawracać plemiona zamieszkujące Bostwane. Jednak szybko zrozumiał,że niema to większego sensu i ewangelizacja tamtejszych plemion jest prawie niemożliwa.Sam nie odniósł na tym polu większego sukcesu ale mimo to został zapamiętany jako Wspaniały Misjonarz
Epoka w której podróżował Livingstone była raczej mało miła dla czarnoskórych. Powszechne niewolnictwo itp. Jednak on był temu przeciwny.Wykazywał niezwykłą empatie w stosunku do Afrykańczyków.
David Livingstone zaatakowany przez lwa
Sam Livingstone wspominał,że pewnego razu wdał się w ostrą dyskusję z zaklinaczem deszczu i jak sam potem przyznał,Szaman wygrał bezapelacyjnie. Podobnie rzecz się miała do poligamii. Rozumiał on,że tamtejsze ludy potrzebują wiele dzieci aby zachować ród przy życiu jak i zapewnić sobie zabezpieczenie na starość. Czyli coś jak w dzisiejszych czasach polisa czy ubezpieczenie. To zjawisko w tamtejszych warunkach niema nic wspólnego z cudzołóstwem-mówił Livingstone.

Czarny ląd był całkowicie nieznany w tamtych czasach dla "cywilizowanych" białych ludzi. Dzięki swoim odkryciom stał się najbardziej znanym człowiekiem nie należącym do kręgów wojskowych który zasłużył się dla korony w XIX w.
Uosabiał on wspaniałe ideały podróżników wiktoriańskich które i dziś nie straciły na wartości. Były to prawość,odwaga, pracowitość, odporność fizyczna i psychiczna. No i przede wszystkim chęć oddania życia dla sprawy i przekonań.
Tu idealnie wpisuje się powiedzenie:
kiedyś ludzie byli ze stali a statki z drewna-dziś niestety jest zupełnie inaczej.

Przyszedł czas na wymienienie kilku jego osiągnięć. Wciągu wielu podróżny po czarnym kontynencie odkrył środkowy bieg Zambezi,przemierzył kotlinę Kalahari. Podczas swoich podroży zaskarbił sobie przychylność miejscowych. W 1855r dotarł do potężnego wodospadu który nazwał na cześć Królowej Wodospadem Wiktorii. 
W późniejszych wędrówkach po Afryce poszukiwał źródeł Nilu. W czasie swoich wędrówek trwających 15 lat skrupulatnie spisywał to co zobaczył oraz sporządza mapy.
W 1865r wyruszył na kolejna wyprawę a w 1870roku uznano go oficjalnie za zaginionego. Na ratunek wyruszyła ekspedycja Henrego Stanleya która odnalazła Livingstona rok później w wiosce Udżidżi nad jeziorem Tanganika. Stanley zwrócił się do niego słynnymi słowami Dr. Livingstone Jak sadzę? Jednak te słowa podobno wymyślił kilka miesięcy później.

Livingstone zmarł dwa lata później na krwotok wywołany przez czerwonkę. Jego śmierć przerwała podróż do źródeł Nilu i walki z Arabskimi handlarzami niewolników.
Po śmierci jego szczątki  przewieziono do Wielkiej Brytanii gdzie z wielkimi honorami złożono go w Opactwie Westminster. 

Najwspanialsze w jego podróżach było to,że uczestniczyła w niej tylko garstka ludzi, pełnych pasji,żądnych przygód  i chcących osiągnąć cel choćby za cenę życia.

Można by o nim pisać bez końca ale myślę,że przybliżyłem nieco historie i postać wybitnego podróżnika jakim był Livingstone
Na koniec ciekawostka  zespół ABBA napisał na jego cześć piosenkę 
 What About Livingstone

 

środa, 16 kwietnia 2014

Botki puchowe z JYSKA

Wprawdzie zima się skończyła ale w nocy jeszcze jest chłodno a za pewien czas przyjdzie kolejna. A jak wiadomo gdy zimno trzeba dbać o kończyny a szczególnie o stopy. Będąc w ruchu odmrożenie czy wychłodzenie raczej nam nie zagraża. Ale w czasie postoju a szczególnie noclegu musimy zadbać o stopy. A nie dość,że chodzi o zdrowie to jeszcze o komfort.
Są śpiwory z dociepleniem strefy stóp, ale to tylko śpiwory z wyższej półki no i w namiocie,domku czy obozowisku  w śpiworze nie pochodzimy. Wtedy warto zaopatrzyć się  w wynalazek zwany botkami puchowymi.

Niestety profesjonalne,turystyczne czy raczej wyprawowe są strasznie ale to strasznie drogie. Trzeba za taką zabawkę zapłacić nawet 600zł a najtańsze są za coś koło 300zł.
Ale na szczęście mamy dwa wyjścia. Zapolować na botki z demobilu brytyjskiej armii wchodzące w skład zestawu softie. Botki te są wypełnione syntetycznym puchem przez co lepiej sprawdzą się w wilgotnych warunkach.  Nie miałem z nimi styczności więc wiele więcej nie powiem A cena ich to ok 50zł wiec jest całkiem korzystnie ale jest jeszcze lepsza opcja mianowicie botki puchowe z JYSKA. Ich cena to ok 20-30zł czyli genialnie. Do tego są wypełnione prawdziwym puchem dzięki czemu mają świetne właściwości termiczne i kompresyjne.

Niestety są  problemy z większymi Męskimi rozmiarami cudem jest znalezienie roz. 44 no i są prawie zawsze we wzorki. I luzik jak to są paski czy coś podobnego ale w najgorszym przypadku możemy trafić na prawdziwe kombo różowe i do tego w serduszka!!!
Ale poza wypadami w teren nie będziemy w nich paradować wiec pewnie da się to przeżyć. Ja na szczęście mam fioletowe i w paski.

Co do właściwości to są lekkie i dość cieple w temp -3*C możemy siedzieć tylko w nich i nie marzniemy. A w śpiworze możemy spać przy bardzo niskich temperaturach.  W przypadku cieńszych śpiworów dzięki tym botkom możemy spać w miarę komfortowo przy gorszych warunkach.
Podsumowując botki z JYSKA są godne polecenia-lekkie,ciepłe i co najważniejsze tanie.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Nie walcz z naturą bo nie wygrasz



Wczoraj oglądałem   dwa nowe odcinki Nagiego instynktu przetrwania i w drugim który dział się na Madagaskarze zauważyłem skrajnie głupie żeby nie powiedzieć gorzej nastawienie do natury i przetrwania.
Tą głupia postawę wykazywał facet nie pamiętam dokładnie kim on był ale wyznawał zasady i wiarę podobna do Amiszów-ale dużo gorszą.
Ta głupota polega na tym,że uważał iż Bóg dał nam las,zwierzęta i całą naturę byśmy mogli ja doić i wykorzystywać jak nam się podoba. Oczywiście to niewłaściwe podejście. Co najbardziej mnie wku... zdenerwowało w jego gadce to to,że może zabić i zniszczyć co mu się podoba bo Bóg mu pozwala.

Nie jestem zbyt religijny ale z tego co się orientuje Bóg nie może być takim głupkiem by pozwalać niszczyć to co stworzył. Oczywiście jeśli przyjmiemy,że nie było wielkiego bum i to on stworzył świat ;)

Zdjęcie: Już za 10 minut "Nagi instynkt przetrwania" na Discovery Channel!
To ten facet
Ale nie o teologi chcę pisać a o postawie jaką powinniśmy się kierować w walce o przetrwanie ale i podczas zwykłej wycieczki czy nawet w życiu codziennym.


Co w skrócie można określić jako:                        
Nie walcz z naturą bo nie wygrasz .       Chodzi o to,że  jeśli w sytuacji survivalowej przyjmiemy naturę za wroga to raz pokazujemy,że jesteśmy ograniczeni i przygłupi a dwa diametralnie zmniejszamy szansę na przetrwanie.

Sztuką jest stać się jednością, przyjacielem czy wręcz bratem  z naturą. Czyli powinniśmy wykazać postawę podobną jeśli nie taką samą jak rdzeni mieszkańcy planety tacy jak Indianie obydwu ameryk Jeńcy, Czukcze,Himba, Pigmeje itp.
Taka postawa czyli ścisła współpraca pozwala na znacznie efektywniejsze działanie w sytuacji survivalu czy trekkingu.

A jak stosować tą zasadę? A no prosto przede wszystkim musimy starać się zrozumieć otaczający nas las czy dane środowisko. Czyli najlepiej przysiąść na parę minut i wyciszyć się i pozwolić by nasze zmysły przyzwyczaiły się i wchłonęły cenne informacje od otoczenia.
Kolejną sprawą jest to by uświadomić sobie,że natura nie chce nas zabić czy skrzywdzić ale też raczej nie chce nam pomóc. Nieraz wydaje się,że przyroda pokazuje nam pazury i daje naprawdę w kość. I wtedy często mówi się o walce z naturą lecz tak naprawdę w takich momentach walczymy z własnymi słabościami. Bo czy to wina natury,że ktoś nie dał rady, usiadł w środku zamieci i się poddał. Oczywiście,że nie! Natura tylko pokazała na co ją stać i dał szanse na walkę ze słabościami.
Poza tym kto się czubi ten się lubi  wiec gdy natura daje nam bobu myślmy o tym właśnie tak i  przede wszystkim traktujmy to jako motywacje do dalszej walki.


Gdy już zastosujemy się do powyższych wskazówek. Pozostaje nam wykorzystać i być czujnym na okazje jakie nam serwuje przyroda.
Bo nawet w czasie zwykłej wędrówki jeśli dobrze się przyjrzymy możemy dojrzeć wiele okazji jakie nam daje matka natura.  Takim błahym przykładem może być np. jaskinia gdy szukamy schronienia, krzemień gdy potrzebujemy ognia, źródło wody pitnej. Takich przykładów można wymieniać bez końca i każdy chyba chociaż raz podczas swoich wędrówek spotkał coś takiego.
Taki jeszcze jeden przykład przychodzi mi do głowy. Dajmy na to,że leje jest zimno i mokro od kilku dni. Mamy już dość i chcemy się wycofać czy poddać. A tu nagle widzimy mały przebłysk słońca  a jego promienie padają na piękny okaz jakiegoś kwiatka czy czegoś innego równie urzekającego. A takie momenty dają siłę i chęci do dalszej walki.

Jak widzicie mając odpowiednie nastawienie do natury ze spokojem przetrwamy wszystko i do tego będziemy się świetnie bawić.

Na zakończenie dodam jeszcze raz,że z naturą nie ma co walczyć lepiej się z nią zaprzyjaźnić i współpracować, brać tylko tyle ile trzeba a nie niszczyć, grabić co niestety wiele firm i ludzi robi nagminnie bez konsekwencji. Jednak ZIEMIA powie kiedyś dosyć  i wtedy może zacząć się źle dziać. Już dziś zmiany klimatu postępują niezwykle szybko i nieprzewidzianie. Ale to materiał na osobny artykuł.

Jeśli my  będziemy ją  szanować i rozumieć ona  odpłaci nam się tym samym.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

FAMILY SPORT HD-patronem projektu INTO THE WILD-POLSKA

Wiadomość z ostatniej chwili  FAMILY SPORT HD kanał telewizyjny poświęcony wszelkiej działalności sportowej objął patronatem projekt  INTO THE WILD-POLSKA etap Wisła

 Po zakończeniu projektu będziecie mogli na tym kanale obejrzeć film o spływie jedną z najdzikszych  z wielkich rzek Europy.

Panel słoneczny ONpower300 GEONAUTE

 Niestety dziś trudno obyć się bez prądu nawet w terenie. Bo chyba każdy leśny ludek zabiera ze sobą komórkę,aparat czy coś innego co zjada nam prąd. Dlatego warto wyposażyć się w panel słoneczny.  Kiedyś kupiłem taki najprostszy za ok 70zł w Juli i nie był on najlepszy. A właściwie to sam się nie ładował tylko bardziej był baterią. Ale krótko po tym rozczarowaniu byłem w decathlonie i tuż przed wyjazdem w Bieszczady zakupiłem panel ONpower300 GEONAUTE za nieco ponad  100zł.
I to już jest zupełnie inna bajka. Sam się ładuje ze słońca, jest wodoodporny,stosunkowo lekki(325g). Starczy na naładowanie dwóch komórek. Wygląda bardzo profesjonalnie chociaż kosztuje tylko ułamek tych z wyższych półek.



Dzięki dość dużej powierzchni ogniwa fotowoltaicznego ładuje się od dość szybko.  Jednak gdy wydoimy go w 100% z prądu to zanim się naładuje minie sporo czasu. Wtedy jeśli mamy taką możliwość lepiej podłączyć go do komputera czy innego źródła prądu np.gniazda zapalniczki.

Panel ładuje wszystkie urządzenia które mają wejścia mikro USB. Istnieje też możliwość podłączenia  innych urządzeń jeśli zaopatrzymy się w przejściówki.

Czas ładowania  telefonu to ok. 2-4godzin. Natomiast sam panel  ładuje się z USB 2-3godzin a ze słońca w pogodny i słoneczny dzień zajmie to ok 4-6godzin. Jest to całkiem nieźle zwłaszcza,że to bardzo prosty i podstawowy panel słoneczny. 
Bateria która jest wbudowana w niego ma pojemność 2000mAh. 

Dużą zaletą  ONpower300 GEONAUTE jest jego wszechstronność. Można go używać w każdych warunkach zarówno pogodowych jak i wszelkich działalności outdoorowych.  Można go ze spokojem podczepić do plecaka,sakw na rowerze, gdzieś na canoe czy kajaku jak i  używać podczas stacjonarnych wypadów pod namiot. W zestawie mamy mały karabińczyk który ma nam zabezpieczyć panel ale lepiej wymienić go na jakiś większy np.budowlany.
Tak wyglądał po huraganowym wietrze(ponad 200km/h)
Również nie musimy przejmować się deszczem czy czymś takim. Ponieważ panel jest wodoodporna i dość dobrze zabezpieczona przed innymi cynikami atmosferycznymi.


Do tego mamy jeszcze małą kieszonkę siateczkową która według producenta jest przeznaczona na klucze czy coś takiego. Ale raczej to się do tego nie sprawdzi-duże ryzyko zgubienia.


Podsumowując   ONpower300 GEONAUTE ro fajny tani panel słoneczny który idealnie sprawdzi się podczas wędrówek  w dziczy,biwaku czy w innych przypadkach.
Dlatego powinien znaleźć się w ekwipunku każdego bushcraftowca,turysty czy preppersa.

sobota, 12 kwietnia 2014

Dlaczego ludzie nie lubią myśliwych

W powszechnej opinii krąży niesłuszna opinia o myśliwych.  Większość ludzi darzących niechęcią a nawet nienawiścią do tego  grona miłośników lasu nie zna prawdy czy sytuacji.
Swego czasu pomagałem przy budowie myśliwskiej koliby w górach Izerskich
Łatwo jest wieszać na kimś psy  ale przyznać się do niewiedzy to już nie. Podstawowym aspektem który zarzuca się myśliwym jest bezsensowne i brutalne zabijanie sarenek i innych zwierząt.  Co do bezsensowności to szkoda gadać. Myślistwo to wyjątkowo zorganizowana grupa, wszystkie odstrzały i limity są tworzone i przestrzegane. Oczywiście znajdzie się w śród myśliwskiej braci jakaś hołota która psuje dobre imię myśliwych ale to tylko margines.
Co do brutalności to jeśli dla kogoś strzał jest brutalny to co powie o polowaniu z włócznią w krajach afrykańskich czy chociażby sarnę którą zagryzł zdziczały pies(swoja drogą to duży problem). Strzał z broni palnej oczywiście pod warunkiem,że jest celny bardzo szybko likwiduje zwierze. Czasem zdarzy się,że strzał nie spowodował zgonu n miejscu i trzeba tropić postrzałkę ale mimo to  nie jest to przynajmniej w mojej opinii bardzo brutalne. Dużo bardziej humanitarnym i powodującym szybszą śmierć jest polowanie z łukiem. W Polsce niestety nielegalnym, ale na szczęście są ludzie którzy zabiegają o zalegalizowanie bowhuntingu.
Polowanie z łukiem jest dużo bardziej sprawiedliwy  chociażby ze względu,że trzeba podejść naprawdę ale to naprawdę blisko celu. No i poluje się tak jak nasi przodkowie. A w przypadku polowania na niedźwiedzia,wilka,słonia,lwa czy innego giganta równie dobrze to my możemy zostać jego celem Wiec szanse w przypadku tego typu łowów są wyrównane.

Ale opinia,że myśliwi tylko polują jest błędna. Oni bardzo dużo robią dla natury, chociażby wypłacają odszkodowania rolnikom spowodowane działalnością dzików czy innych  zwierząt. Poza tym dokarmiają zwierzynę w okresie zimy, prowadzą introdukcję gatunków zagrożonych wymarciem. No i co ważne regulują populacje zwierzyny łownej.

Niestety w Polsce mamy dość mało wilków,rysi czy niedźwiedzi. Przez co natura sama nie wyreguluje liczebności niektórych gatunków. A np. dziki potrafią w ciągu roku zwiększyć swoją populacje nawet o 150% czyli bardzo ale to bardzo dużo. A jak łatwo się domyśleć co za dużo to niezdrowo w efekcie czego las czy inne naturalne siedlisko jest na granicy być albo nie być.  I wtedy przychodzi z pomocą myśliwy czy raczej grupa myśliwych którzy redukują zagrażająca liczbę populacji danego gatunku.
Gdyby nie to szybko by się skończył las jaki znamy i kochamy.

Warto też w zrucić uwagę na to,że łowiectwo jest nieodłącznym elementem kultury i historii naszego pięknego kraju. Już od dawien dawna  na polskich stołach był dziczyzna, czyli najzdrowsze i najlepsze mięso pod słońcem.
Tak samo jest też w innych krajach czy kulturach. Chociażby w stanach myślistwo jest bardzo popularne a w ostatnich czasach  bardzo prężnie rozwija się bowhunting i z tego co wiem jest tak samo popularny jeśli nie bardziej od tradycyjnego polowania z karabinem. Chociaż czy łuk nie jest bardziej tradycyjny?
W końcu Indianie polowali z łukiem, a kto jak kto oni z pewnością najlepiej rozumieli naturę.


Mam nadzieję,że ten tekst chociaż w pewnym stopniu przekonał przeciwników myślistwa,że nie są oni tacy źli jak ich piszą. Starczy lepiej poznać to środowisko. Sam znam wielu wspaniałych myśliwych, mam kilku w rodzinie i chcę  w przyszłości polować nie tylko w Polsce ale i zagranicą najchętniej z łukiem, ale to na razie melodia przyszłości.


Na zakończenie dodam,że wędkarstwo jest odbierane bardziej pozytywnie mimo,że wielu wędkarzy też zabija ryby a to takie same zwierzęta jak dziki czy lisy.  Więc ci sceptycy i przeciwnicy w dużej mierze sami niewiedzą co mówią.
A dla tych co nie lubią zabijania  i nie są do końca przekonani do polowań z bronią polecam fotołowy-czyli bezkrwawe polowania

piątek, 11 kwietnia 2014

Ocieplacz softie-kurtka

Najpopularniejszym ocieplaczem czy to w turystyce czy survivalu i wszelkiej innej aktywności jest polar. Jednak dziś dużo ludzi zaczęło od niego odchodzić na rzecz lżejszych syntetycznych ocieplin które tak samo się sprawują a są lżejsze i co najważniejsze zajmują mniej miejsca w plecaku.

Ja również jestem sympatykiem tego rozwiązania. Niestety takie cudo jak primaloft swoje kosztuje ale na szczęście jest coś takiego jak ocieplacz softie który kosztuje poniżej 200zł. Jest to odzież z demobilu brytyjskiej armii.  Możemy stworzyć sobie zestaw softie od stup do prawie głowy. Ponieważ ten ocieplacz w komplecie to botki,spodnie i kurtka. Cały zestaw powstał na potrzeby jednostek specjalnych czyli jak można się spodziewać jakość też jest naprawdę przyzwoita i tak samo się ma rzecz co do właściwości.
Kurtka ta jest też dostępna w cywilu- produkuje ja firma Snugpak. Ale cena też jest odpowiednio wyższa.
Tym razem opiszę kurtkę a spodnie zostawię na inna okazje.

Kurtka jest bardzo lekka i nie krępuje ruchów. Co ciekawe jest ona dwustronna-zielona i piaskowa. Czyli dla każdego coś dobrego. Do tego mamy po każdej stronie dwie kieszenie zamykane na zamek na wysokości bioder. Są na tyle obszerne,że zmieścimy w nich nieco drobniejszego szpeju.  Przez ich umiejscowienie nie będziemy raczej z nich korzystać podczas marszu z plecakiem,pas biodrowy wypada na kieszeniach.
Bardzo dobrym rozwiazaniem  w tej kurtce jest przedłożony tył, dzięki czemu nawet schylając się czy robiąc inne rzeczy mamy zabezpieczone plecy przed wychłodzeniem czy przewianiem.  Do tego zamek jest bardzo dobry, nie pęka (zdarzyło się to w polarze podczas tegorocznego pobytu w Bieszczadach) i chodzi jak brzytwa w każdych warunkach. Co w sytuacji survivalowej jest bardzo ważne. A wcale nie wyglądają one na jakieś super mocne. Są wyjątkowo proste dzięki czemu się sprawdzają, bo jak to zwykle bywa im więcej udziwnień tym gorzej coś działa.
Materiał z którego jest wykonana jest dość delikatny i trzeba uważać aby go nie przedrzeć,ale mimo to jest on nieprzewiewny i dobrze oddycha. Tak jak dobrej klasy polar.
To co nas grzeje w niej to syntetyczna ocieplina która nad puchem ma jedna wielką zaletę. Grzeje nawet mokra. Co jest bardzo ważne w trakcie działań w niesprzyjających warunkach.


Co do termiki to w temperaturach w okolicach 0*C +/- 5*  mamy naprawdę wysoki komfort termiczny mając pod spodem tylko  bieliznę termiczną.
W niższych temperaturach musimy już ubrać nieco więcej by zachować odpowiedni komfort termiczny.
Z informacji jakie udało mi się znaleźć wynika,że softie ma właściwości termiczne na poziomie polaru  o grubości 250-350 czyli jest jeszcze cieplejsza niż np. polar który używałem w Bieszczadach czy np. polar ROBIN Fjord Nansen którego grubość podaje się na 200
Co ważne softie nie dość,że ma lepszą termikę to jeszcze waży o połowę mniej niż polar. Co jest dużym argumentem na korzyść syntetycznej ociepliny. Oczywiście trzeba pamiętać,że każdy wydziela inną ilość ciepła i ma inny komfort termiczny a kurtka nie grzeje a tylko lepiej zatrzymuje i oddaje ciepło wygenerowane przez nasz organizm.

 Zalety syntetycznych ocieplin a szczególnie softie:
  • Grzeje nawet mokra
  • Lżejsza od polaru(rozmiar L waży ok 700g gdzie polar o gorszych właściwościach waży blisko 2x tyle)
  • Bardzo kompresyjna
  • Tania(demobil)
  • Ekologiczna(syntetyczny puch)
  • Cieplejsza od polaru

Wady:
  • Dość delikatny materiał
  • Cena cywilnych wersji bije po kieszeni


Podsumowując ocieplacz softie to świetna alternatywa dla polaru wręcz  niezastąpiony element ubioru podczas wypadów w teren o zimniejszej porze roku.


środa, 9 kwietnia 2014

Jak bezpiecznie przenosić dokumenty itp.

Z pewnością miasto to jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na ziemi. Dlatego survival miejski to  sztuka którą warto posiąść. Do tej zaliczają się różne umiejętności ale i odpowiednie zabezpieczenie się przed ewentualną próba kradzieży czy innym niebezpieczeństwom miejskiej dżungli .I właśnie o tym będzie dzisiejszy post.
  Aby zmniejszyć ryzyko kradzieży to przede wszystkim musimy utrudnić sprawę złodziejowi. Jest wiele różnych technik które będę się starał sukcesywnie umieszczać na blogu, ale dziś chciałbym się skupić na tym jak i gdzie trzymać: portfel,dokumenty itp. Oczywiście  znajdą się tacy co powiedzą  przecież od tego są kieszenie. No niby tak ale nie zawsze mamy spodnie z wystarczająco dużą kieszenią aby nam pomieścić wszystkie rzeczy. A wkładanie portfela do tylnej kieszeni nie jest najlepszym pomysłem. Jest wręcz GŁUPIE!!
Niby są jeszcze kieszenie w kurtce, ale ją często zdejmujemy więc nie możemy tam trzymać cenniejszych rzeczy lub musimy je wyjmować i chować gdzieś indziej.
Dlatego moim zdaniem najlepszą opcją na przenoszenie dokumentów,pieniędzy, zestawu EDC czy czegoś innego, jest paszportówka,sakwa,ładownica nazw na to jest tyle ilu ludzi.                
  Ogólnie chodzi o coś  z mnóstwem przegródek i żeby można było to przenosić na pasku. Na rynku jest wiele różnych tego typu przyborów. Większość szanujących się firm outdoorowych ma w swojej ofercie coś takiego. Ja używam paszportówki SKY TRAVELLER firmy JACK WOLFSKIN. Opiszę na jej przykładzie co powinien mieć taki zasobnik.

Podstawą jest wytrzymałość, która niestety mocno wpływa na cenę.  SKY TRAVELLER kosztuje ok 50zł, ale przynajmniej mamy pewność,że nasze dokumenty są dobrze zabezpieczone.
Kolejną sprawą  jest doża ilość kieszonek i przegródek.
Moja ma:
  • Jedną dużą płaską zapinaną na zamek
  • Mała płaska siateczkowa zapinana na zamek
  • Kieszeń główna w której mieści się portfel,telefon komórkowy i Opinel 10-jest zapinana na zamek
  • Mała kieszonka na drobiazgi umieszczona na klapie-zapinana na zamek
  • Przegródka na notesik czy coś takiego
  • Przegroda na długopis
  • Wszystkie zamki YKK

Jak widać to dość obszerna paszportówka w którą naprawdę dużo się zmieści.  Dzięki temu,że jest ciemna to nie rzuca się tak w oczy jak np.żółta torba, to znacznie wpływa na nasze bezpieczeństwo.
Można ją przenosić na pasku lub na sznurku. Ten pierwszy sposób jest zdecydowanie lepszy bo trudno jest zerwać pasek od spodni. Natomiast przenoszenie na sznurku jest dość niebezpieczne. Po prostu sznurek często się sam wyczepia i niestanowi zabezpieczenia przed kieszonkowcem. Łatwo go przeciąć. Połaczenie  tych dwóch patentów już tak.

Czyli jak widać taka paszportówka powinna mieć dużo kieszonek,dobre zamki, solidne materiały. No i ważne by umożliwiała bezpieczne przenoszenie dokumentów.
Opcja militarna

Dobrą alternatywą dla  SKY TRAVELLER  może być jakaś ładownica czy zasobnik wojskowy mocowany do pasa z kieszonkami. Kiedyś używałem kompasówki US ARMY ale nie zapewniała ona takiego bezpieczeństwa jak paszportówka zamykana na zamek i zatrzask. I mieściła tylko portfel.

Zalety z takiego systemu przenoszenia są następujące:
  • Łatwy dostęp do dokumentów
  • Bezpieczne przenoszenie
  • Komfort(nie upychamy nic po kieszeniach)
  • I wiele innych.
Wad niema prawie wcale. Jedyna może jest taka,że trzeba wydać więcej na paszportówkę która jest dobra i solidna. Bo tani model z bazarku czy nawet ze sklepu turystycznego może się nie sprawdzić. Fakt jest jeszcze taki,że gdyby komuś udało się urwać czy w jakiś inny sposób porwać zasobnik. Tracimy większość rzeczy,jeśli nie wszystkie. Jednak taka sytuacja jest mało realna ale minimalne ryzyko istnieje.
Ale jest więcej zalet niż wad i w 98% przypadków sprawdzi się idealnie.


Paszportówka VIVTORINOX