poniedziałek, 31 marca 2014

KLONDIKE serial

Nie tak dawno temu na Discovery emitowany był serial Klondike. Pierwszy fabularny serial produkcji tego kanału opowiadający prawdziwą historię gorączki złota w Klondike.
Czyli brutalną,bynajmniej nie romantyczną i niebezpieczną i z pewnością nie dla każdego . Większość ludzi w takich warunkach została by odczłowieczona i   to świetnie jest pokazane w tym serialu.
Fakt,że niema tu wiele związanego z survivalem czy bushcraftem ale mimo to pokazuje życie w stylu bushcraftowym. Natura pokazana w Klondike jest surowa,piękna i brutalna, czyli to co większość z nas leśnych ludzi lubi najbardziej.
To co mnie nieco rozczarowało w tym serialu to mało czytelny obraz. W jednym odcinku wszystko idzie ładnie,wiadomo o co chodzi a w kolejnym nagle jest pokazywane coś innego, a nawet sprzecznego.Może to tylko moje osobiste spostrzeżenie ale to w sumie jest jedyna wada Klondike.
Na dużą pochwałę zasługuje świetna obsada, genialna muzyka no i prawdziwa historia. Gdzie każdy może się utożsamić z głównym bohaterem który wybrał się ku lepszemu życiu i w poszukiwaniu raju w samo serce piekła.
 W latach 90 XIXw. nie był osamotniony w takiej wędrowce w tedy na północ ciągnęły setki a nawet tysiace jeśli nie więcej ludzi spragnionych bogactw.
Klondike to z pewnością serial który warto obejrzeć ze względu na ukazaną tu walkę z przeciwnościami losu i pokazania prawdziwej brutalnej północy w czasach gorączki złota.

sobota, 29 marca 2014

Rękawiczki FJORD NANSEN POWER

Przed tegorocznym wyjazdem w zimowe Bieszczady Szukałem rękawiczek:cienkich,lekkich,wiarę ciepłych,wygodnych no i nie najdroższych. Szukałem bo moje mechanixy do najcieplejszych nie należą, a ciepłe ręce to podstawa. Gdy tak szukałem w końcu znalazłem fajne rękawiczki FN power. Lekkie i cienkie zapewniają pewny chwyt,szybko schną i pozwalają utrzymać komfortową temperaturę. Czyli nie za ciepło ani nie za zimno w temp. od -5*C do +5*C.
Te właściwości sprawiają,że FN power są świetnymi rękawiczkami na całoroczną działalność górską. Oczywiście latem będzie za ciepło i wtedy lepiej niemieć wcale rękawiczek lub zaopatrzyć się w cienkie taktyczne/wspinaczkowe  np.mechanixy.  Ale nieraz może nas spotkać niekorzystna aura jak deszcz i temp niewiele ponad 0*C i wtedy świetnie zabezpieczą nasze ręce właśnie te rękawiczki.
Wiele szanujących się firm outdoorowych ma w swojej ofercie rękawiczki bardzo podobne do tych FN. np. KARIMOR i BERGHAUS tyle,że są one nieco grubsze i mocniejsze no i oczywiście odpowiednio droższe.

Rękawiczki FN power wykonane są z Micropile stretch dzięki czemu ładnie dopasowują się do dłoni. Niestety ten materiał jest bardzo ale to bardzo podatny na mechacenie. I już po kilkunastu dniach użytkowania można  zaobserwować poważne zmechacenie. Przez co szybko się zużywają i wszystko się do nich czepia. Tak jak na początku były fajne śliskie bardzo szybko stały się mniej fajne. Ale mimo to spełniają swoją rolę. Fakt jest taki,że przy bardzo intensywnym użytkowaniu(wspinaczka,prace obozowe, itp.) starczą nam na jeden sezon a przy normalnym użytkowaniu powinny na co najmniej rok jak nie na więcej.
FN power kosztują ok 40zł więc nie jest to jakiś majątek jak na coś w miarę dobrego co może uchronić nasze palce przed  działaniem zimna.  Są to jedne z najtańszych rękawiczek tego typu na rynku i idealnie sprawdzając się przy fotografowaniu po prostu nie ma problemu z obsługa pokręteł i przycisków. Co jest dość dużym problemem w niektórych rękawiczkach.
 Jeśli ktoś szuka lekkich i nie najdroższych rękawiczek jedną z opcji mogą być FN power lub inne podobne. Polecam również rękawiczki bez palców wykonane z wełny z demobilu bundeswery. Koszt  ok.20zł fajne,ciepłe i tanie. Świetnie sprawdzają się jako podstawowa warstwa lub jako dodatkowe ocieplenie.

piątek, 28 marca 2014

Jak przenosić aparat.

 Nieraz podczas wędrówki mamy problem z przenoszeniem aparatu. Oczywiście przy małym kompakcie wystarczy wrzucić go do kieszeni i nie ma problemu ale przy większym aparacie kompaktowym czy lustrzance jest już pewien problem.  Kiedyś nosiłem swoją lustrzankę Canona w kaburze przerzuconej przez ramię. Jednak ten patent ma kilka wad. Przeciąża plecy na jedną stronę. Próbowałem tez przenosić ją na pasie biodrowym ale nie wszystkie pasowały do szlufki, ale przede wszystkim przeciąża go i luzuje. Przez co pas przestaje prawidłowo przenosić ciężar. Wiele kombinowałem i  w końcu udało mi się znaleźć świetny patent na przenoszenie aparatu tak aby nie męczył pleców,był do niego łatwy dostęp no i by był w miarę bezpieczny. Patent polega na przyczepieniu kabury do pasów nośnych za pomocą 2 karabinków. Wiem brzmi skomplikowanie dlatego zdjęcie powinno rozwiązać problem


Na zdjęciu jest podczepiona kabura firmy KATA aktualnie używam LOWEPRO która lepiej się sprawuje. Jest większa, bardziej funkcjonalna(ma kieszonkę) ale przede wszystkim łatwiej ją można podczepić.
Do podwieszenia nadają się lekkie plastikowe  i tanie karabinki plastikowe z Decathlonu. Można używać też innych ale te są fajne-łatwość podczepienia i wbrew pozorom mocne(mocowałem nimi tarp).
W większości plecaków mamy kółka na pasach nośnych i najlepiej do nich podczepić kaburę. Niestety nie wszystkie plecaki są w to wyposażone np. mój berghaus  nie ma plastikowych kółek tylko taśmy  i w tym przypadku najlepiej podczepić do tasiemek po karabinku z każdej strony tak by one zastąpiły fabryczne oczka.





Dzięki takiemu systemowi podczepiania mamy aparat cały czas pod ręką. Więc nie grozi nam jakieś zgubienie czy próba kradzieży. Do tego aparat nam nie ciąży bo jego ciężar jest rozłożony równo na ramiona a kabura działa jak pas piersiowy spinając lepiej pasy nośne  plecaka.
Na poniższym zdjęciu widać kaburę LOWEPRO i dwa karabinki podczepione od pasków w plecaku bez oczek.
Dodaj napis
Jest to jeden z patentów na przenoszenie aparatu. I sukcesywnie będą się pojawiać na blogu różne patenty. Jak np. szelki,różne torby itp.
Jednak ten patent jest według mnie najwygodniejszy,najlżejszy i najtańszy. Oczywiście ma wady. Pierwsza jest taka,że trzeba  pamiętać o odczepieniu przed zdjęciem plecaka. Po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić i nie będzie to  żaden kłopot . Drugim problemem jest to,że kabura dociśnięta do klatki piersiowej ogranicza oddychalność i utratę ciepa czyli  może pojawić się efekt nadmiernego pocenia w tej części ciała. Ale i tak  wad nie ma dużo a zalet wręcz przeciwnie czyli ten patent jest w sam raz i polecam go każdemu kto szuka jakiegoś sposobu na przenoszenie lustrzanki czy jakiegoś większego aparatu kompaktowego.


czwartek, 27 marca 2014

Krzesełko turystyczne quechua

Nieraz wybierając się na ryby,fotołowy czy na jakiś bardziej stacjonarny obóz lub na jednodniowy wypad w teren warto pomyśleć o krzesełku które zwiększy zdecydowanie nasz komfort. Oczywiście gdy codziennie pokonujemy duże dystanse i już mamy ciężki plecak to zbędny balast, ale gdy  idziemy na mniej wyczerpująca wyrypę świetnie sprawdzi się Krzesełko turystyczne Quechua. 
Tanie bo kosztuje ok. 30zł i lekkie bo waży zaledwie 1Kg.
Firmę Quechua chyba zna każdy. Niektóre produkty są naprawdę niezłe i tu pasuje to krzesełko ale i są produkty nieco gorsze jakościowo.

Krzesełko opiera się na 3 nogach i o dziwo zapewnia naprawdę duży komfort do tego jest bardzo stabilne. Co ciekawe może wytrzymać ciężar rzędu 100kg. Co jest naprawdę niezłym wynikiem jak na coś takiego.
Siedzisko zostało wykonane z bardzo wytrzymałego ciemno zielonego materiału który ma wysoki próg  nienamakania podczas deszczu. Jest to ważne bo chyba nikt nie lubi siadać na czymś mokrym.
Wymiary krzesełka to 50x25x25 a po złożeniu 60x10x10cm. Czyli jak widać jest stosunkowo małe przez co podczas jednodniowych wypadów do lasu nie przeszkadza nam podczas wędrówki.  Do przenoszenia mamy pasek który możemy sobie przełożyć przez ramię,ale to raczej nie jest najwygodniejszym patentem. Lepiej przytroczyć krzesełko do plecaka.

Użytkuje to krzesełko od  2lat i muszę przyznać,że jest naprawdę niezłe. Mimo ceny która wskazywała by na badziewie sprawuje się ono dobrze i nie widać by miało się rozlecieć w najbliższej przyszłości..  Nie ukrywam,że byłem dość sceptycznie nastawiony do tego krzesełka i myślałem,że wytrzyma góra rok ale pozytywnie mnie zaskoczyło i z czystym sumieniem mogę je polecić każdemu.

poniedziałek, 24 marca 2014

Sok z brzozy

W zeszłym roku opisywałem pozyskiwanie soku z brzozy.  Właśnie teraz na początku wiosny jest idealny okres na zbiory tego smacznego i zdrowego płynu prosto ze spiżarni matki natury.
TU ZESZŁOROCZNY WPIS 
http://bushcraftczlowiekzbuszu.blogspot.com/2013/04/sok-z-brzozy.html

Wtedy używałem klasycznej metody nacięcia.A tym razem postanowiłem sprawdzić patent na który natknąłem się w internecie. A mianowicie na wykorzystanie noża jako lejka.
I muszę przyznać,że jest to naprawdę dobry i łatwy w użyciu sposób na pozyskanie soku. Wystarczy wbić nóż w drzewo najgłębiej jak się da-oczywiście bez przesady:)
Sok będzie swobodnie ściekał po nożu do jakiegoś naczynia. Poza funkcją lejka nóż pełni również role  wieszaka na garnek. Idealnie sprawdza się tu ZEBRA BILLY CAN
Garnek legenda niedługo pojawi się jego recka.

Niestety  miniony weekend był nieco za wczesną porą na zbiór. Przez co ilość soku nie była zachwycająca ale już przyszły tydzień powinien być idealnym momentem na pozyskanie zdrowotnego płynu, który doceniały wszystkie ludy pierwotne zamieszkujące północną  dzicz.











sobota, 22 marca 2014

Rajd na powitanie wiosny-relacja

Z okazji pierwszego dnia wiosny postanowiłem zorganizować rajd w Puszczy Zielonce w którym będzie mógł uczestniczyć każdy. Niestety frekwencja nie dopisała i w efekcie końcowym w rajdzie uczestniczyło 4osoby razem zemną. Trasa niezbyt wymagająca bo klasyczna pętla jaką robię co niedziele.Początek pod Dziewiczą Górą i tam tez koniec po ok.15km. Pogoda dopisała nie za ciepło ani nie za zimno, lekkie zachmurzenie no i brak opadów. Ale co najważniejsze super towarzystwo!
 Po drodze spotkaliśmy stado jeleni, tak na oko z 7sztuk. Szkoda,że były za daleko a ja zapomniałem zmienić obiektyw na zoom i miałem tylko 50-tke. Potem kilka ptaszków no i daleko na bagnach było słychać żurawie.
Pod koniec trasy znaleźliśmy bardzo dziwny przypadek lisa.  Co w nim było takiego dziwnego. A no to,że miał urwaną lub odrąbaną głowę. Ale gdyby tego było mało to to samo miał z ogonem i nie miał wnętrzności. Wyglądało to jakby coś lub ktoś wyssał z niego bebechy. Ale najdziwniejsze w tym był brak krwi. Może to chupacabra:)

Obojętnie co by to nie było znalezisko ciekawe. To było niedaleko Dziewiczej Góry i po niecałej godzinie rajd się skończył.
Najważniejsze,że pogoda dopisała i wszystkim się podobało.
Więcej zdjęć





piątek, 21 marca 2014

Kubek SEA TO SUMMIT InsulMug

W terenie nieraz mamy ochotę nieco dłużej cieszyć się  ciepłą herbatą czy ciepłym posiłkiem. Wtedy przydaje się kubek termiczny ale nie wszystkie są dobre,lekkie i na rynku jest cała masa najróżniejszych rodzajów takich kubków. W mieście najlepszy jest taki który może się przewrócić i nie pocieknie ale w terenie-przynajmniej dla mnie nie jest to najważniejsze.
A co jest najważniejsze waga i parametry. Swego czasu opisywałem kubek FN EKSJO fajny ale dość ciężki jak na to co oferuje. Długo nie używałem żadnego ale stwierdziłem,że przy wielodniowej wędrówce w warunkach zimowych i nie tylko taki kubek może być fajnym patentem. Szukałem lekkiego, jak najprostszego i w miarę taniego. Wybór padł na  SEA TO SUMMIT InsulMug cena ok60zł i wyjątkowo lekkiego bo tylko 125g.
 Wybór był słuszny bo nie dość,że nie dociąża zbytnio plecaka to jeszcze zajmuje niewiele miejsca dzięki bardzo zwartej budowie. Po prostu nie ma rączki jest to sam kubek. Można by pomyśleć,że to niepraktyczne ale jak dla mnie sprawdza się idealnie.
 Tylko raz w nim piłem herbatę i wystarczająco długo trzyma temperaturę optymalną. Czyli nie zacieplą i nie za zimną. Głównie używałem go jako miski do śniadania i świetnie się w tym sprawdził. Trzymał temperaturę a szeroki otwór zapewnia łatwość jedzenia.
Dla maniaków ultra-light można pozbyć się przykrywki i antypoślizgowego pierścienia zyskując parę gram na wadze.
Kubek zrobiony jest z nylonu 66 który ma wyjątkowo dobre właściwości izolacyjne przy czym nie chłonie zapachów ani smaków. Natomiast zewnętrzna cześć kubka zrobiona jest z tworzywa EVA który jest kompresywną pianką. Która ma dobre właściwości izolacyjne i zapewnia pewny chwyt dzięki swojej chropowatej strukturze.
Ciekawym rozwiązaniem jest dno kubka które zostało tak wyprofilowane aby zwiększyć stabilność i właściwości termiczne. To dzięki temu,że jest w kształcie plastra miodu.
Przydatną rzeczą jest podziałka pojemności we wnętrzu kubka. Kubek jest tak stworzony,że można go bez obaw myć w zmywarce,czy używać w mikrofalówce. Pewnością Ci z was którzy lubią nowoczesny design docenią jego ładny i nowoczesny wygląd.
Do  wyboru mamy 3 kolory: zielony,niebieski,szary

CHARAKTERYSTYKA:
  • pojemność: 473 ml
  • waga: 125 g
  • wygodny, ergonomiczny kształt
  • antypoślizgowy, zdejmowany pierścień
  • szczelna pokrywka z dwoma otworami i uszkiem do zawieszenia kubka
  • wygodny ustnik
  • nie chłonie zapachów i smaków
  • wewnętrzna miarka
  • można go myć w zmywarce oraz stosować w kuchence mikrofalowej
  • materiały: Nylon 66 i tworzywo EVA

środa, 19 marca 2014

RAJD NA POWITANIE WIOSNY

 W tą sobotę(22.03.2014) w Puszczy Zielonce(koło poznania/czerwonaka) odbędzie się rajd na powitanie wiosny.  
Trasa o długości ok. 15km bez wyraźnych trudności terenowych. start o 10.30 pod Dziewiczą Górą koniec w tym samym miejscu o 14-15 po południu.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam!!!
 
Proszę o wcześniejszą informację na maila: konradbusza@gmail.com

poniedziałek, 17 marca 2014

NESVITA sposób na lekkie śniadanie

Człowiek aby żyć jeść musi. Niestety jedzenie jest ciężkie i często zajmuje dużo miejsca po spakowaniu. A szczególnie jeśli chcemy jeść jakieś frykasy.  Najlepsze są posiłki liofilizowane które są drogie i nie zawsze smaczne. Branie ich na główny posiłek ma sens ale już  na śniadanie w polskich warunkach raczej nie bo zrujnowały by nam budżet na wyjazdy.

Każda babcia czy mama powie,że śniadanie to najważniejszy element  codziennego posiłku. A co jest najlepsze w stosunku jakość,waga,cena. Oczywiście płatki owsiane zalewane wodą. Są tanie paczka kosztuje ok 2zł, smaczna, i waży tylko  50-60g. Swego czasu opisywałem O`vitte z Lidla ale dawno już ich nie widziałem więc przerzuciłem się na NESVITE która ma nieco gorsze właściwości ale chociaż jest dostępną w każdym sklepie.
Mamy do wyboru różne smaki. Od jabłek z cynamonem po śliwkę. Aby przygotować taki posiłek nie potrzebujemy nic poza gorącą wodą- da się z zimną ale smak raczej nie najlepszy.  Czyli przygotowanie śniadania nie sprawia nam większych trudności. A gdy przygotujemy sobie wrzątek wieczorem do termosu rano nie tracimy cennego czasu.
Jedna paczka zawiera:
  1. 197kcl
  2. 5,9g białka
  3. 34g węglowodanów
  4. 3,5g tłuszczu 
  5. 3,1g błonnik pokarmowy
  6. 0,03g sód
Jak widać jest całkiem nieźle,zwłaszcza ,że taka paczka wystarczająca na śniadanie waży 50g.  Oczywiście w warunkach gdy zakładamy lekkie głodowanie i najlepiej nie zimą. Bo o tej porze roku nasz organizm potrzebuje znacznie więcej kalorii. Wtedy najlepiej na jeden posiłek brać 2 paczki lub dosypywać do jednej musli lub coś podobnego co zwiększy nam kaloryczność i objętość posiłku.
Z początku obawiałem się,że będzie problem z domyciem kubka ale niepotrzebnie się martwiłem. Wystarczy od razu po posiłku zalać wodą lub wyczyścić śniegiem.
Z racji,że NESVITA jest lekka(50g),tania(ok2zł)dość syta i smaczna jest idealnym sposobem na śniadanie w terenie.  

Oczywiście wiem,że wielu  takie śniadanko nie przypadnie do gustu bo co on będzie jadł "jakieś babskie płatki". Mimo to wolę jeść "babskie płatki" niż targać ciężkie "męskie" puszki z konserwą:)

niedziela, 16 marca 2014

Nie ma złej pogody jest tylko zły ubiór.

Jak mówi stare porzekadło Nie ma złej pogody jest tylko zły ubiór . I tak mimo deszczowej aury wybraliśmy się jak co niedzielę do Puszczy Zielonki.  Od samego rana padało  więc z fotografowaniem był problem ale tu z pomocą przyszedł nowy nabytek mały Canon Powershot 1400-o nim innym razem.
 Trasa jak zwykle niezbyt wymagająca o dł. ok15km.  Start z pod dziewiczej góry i tam też koniec. Czyli tradycyjna pętelka na niewymagający spacer w ładnym miejscu blisko Poznania.
 Jedyną zaletą takiej pogody jest osłabiona czujność zwierząt, dzięki czemu można podejść naprawdę blisko. Ale co z tego jeśli niema jak zrobić zdjęcia.  Lustrzankę szkoda wyjmować aby jej nie zamoczyć a  mały kompakt nie spełnia wszystkich wymagań foto-łowów. Ale lepsze to niż nic.
Udało się spotkać kilka stadek danieli ale było one za krzakami i nici ze zdjęć ale już pod koniec wycieczki spotkaliśmy gigantyczną watechę dzików. Było ich chyba z 20. Niestety deszcz padał coraz mocniej przez co  aparat miałem schowany i nie zdążyłem zrobić zdjęcia ale widok i zabawa była przednia. Dlaczego zabawa bo dziki i duże i małe zaczęły biegać bez ładu i składu dookoła nas by po chwili  rozbiec się  we wszystkie strony.
 I na tym byłby koniec. Ten wypad jest dowodem na to,że niema złej pogody jest najwyżej zły ubiór. Starczy założyć coś wodoodpornego i  w dzicz:)


sobota, 15 marca 2014

Bądź jak Nosorożec

Bądź jak Nosorożec to pewien  aspekt walki o przetrwanie. Jak wiadomo nosorożec to wielkie,silne,groźne zwierze którego lepiej nie spotkać w trakcie wędrówki. Pomijam fakt,że niestety jest zagrożony wyginięciem,bo to temat na osobnego posta.

Tak jak już pisałem nosorożca prawie nic nie powstrzyma. i właśnie dlatego w czasie walki o przetrwanie ale i w codziennym życiu powinniśmy być jak nosorożec. Wielkim może nie ciałem a duchem, odważnym i gotowym na wszystko by osiągnąć sukces.
Harrison Ford powiedział kiedyś: "Wygrywają ci, którzy walczą do końca". Te słowa oddają idealnie sens bycia nosorożcem.

Taka postawa wydaje się oczywista w sytuacji survivalowej ale jest jak najbardziej odpowiednia w codziennym życiu. Gdy  uzmysłowimy sobie,że obojętnie co nas nie spotka mamy szanse a najlepiej jak powiemy sobie,że mamy 100% pewności na osiągnięcie celu. Tak też się stanie!!!

Oczywiście gdy nakierujemy się na cel i będziemy ku niemu dążyli nie możemy zapomnieć o podstawowych zasadach. Takich jak szacunek,wzajemna pomoc itp. Nieraz w sytuacji survivalowej ciężko jest je przestrzegać ale warto próbować by po powrocie z wyprawy mieć czyste sumienie.
 A w codziennym życiu partnerska postawa zdecydowanie bardziej się opłaca.  Wielu znanych podróżników podkreśla znaczenie drogi.  Według mnie właśnie ona  jest najważniejsza. Bo to w końcu podczas wędrówki poznajemy świat,ludzi zdobywamy doświadczenie,przeżywamy przygody. No i to właśnie w czasie drogi napotykamy na przeszkody które trzeba pokonywać jak nosorożec.

 Jeśli będziemy stosować się do  zasady być jak nosorożec jestem pewny,że przeżyjemy super przygody,przetrwamy i osiągniemy cel który pozornie wydaje się nieosiągalny.
Więc bądźmy nosorożcami!!

piątek, 14 marca 2014

127 Godzin FILM

Jak wiadomo przetrwanie  to praktycznie w 100% chęć życia. Idealnym przykładem jest Historia  Arona Ralstona,  który został zmuszony do przerażających rzeczy aby przetrać i wrócić do domu prawie cało. Aby się uratować musiał poświecić rękę, a konkretnie to ją odciąć scyzorykiem! Taki czyn to coś niewyobrażalnego dla przeciętnego człowieka ale On nie miał innego wyjścia. Gdyby tego nie zrobił żywy by nie wyszedł z kanionu.
Całą tą niesamowitą historie świetnie obrazuje film 127 godzin reżyserii  Danny'ego Boyle'a(to ten od Slumdoga).
W rolę Arona nieszczęsnego turysty wcielił się James Franco. Który naprawdę świetnie oddał sens tej historii.  Można pomyśleć co w tym filmie jest takiego super. Przez 2 godziny oglądamy jak facet któremu głaz przygniótł rękę siedzi i wspomina czy wyobraża sobie swoje życie.Jednak jest to błędne myślenie, to obraz wspaniałej walki o życie. Najlepsze w tym filmie jest studium psychologi przetrwania. Przez cały film widać poszczególne etapy walki,wzloty i upadki.  Scena w której amputuje sobie rękę jest świetnie nakręcona. Oglądając te ujęcia można odczuć,że sami tam jesteśmy i nawet,że to my sobie odcinamy rękę.  Oczywiście nie jest to jedyna dobra scena bo cały film ma mnóstwo fantastycznych ujęć a  widoki pustyni i kanionów są wręcz fantastyczne.  Gdyby tego było mało to do świetnych ujęć należy dodać świetną ścieżkę dźwiękową.
 Oczywiście udało mu się uratować poświęcając rękę, jednak gdyby nie ludzie spotkani niedaleko od miejsca wypadku pewnie by było kiepsko. Film nie dość,że jest oparty na faktach to bazuje na książce Arona Ralstona o tym samym tytule-tak swoją drogą to muszę ją przeczytać,oczywiście potem wrzucę recke;)
Co najważniejsze, po krótkiej rekonwalescencji nie poddał się, spotkał swoją przyszłą żonę, dalej się wspina ,jeździ na rowerze i walczy. Aron z pewnością jest jedną z tych osób które warto brać za przykład bo jak się mówi DOPÓKI ŻYJESZ,NIGDY NIEMÓW,ŻE TO KONIEC.
Podsumowując 127 Godzin to naprawdę świetny film, nie tylko dla fanów survivalu ale dla każdego lubiącego dobre kino.


wtorek, 11 marca 2014

PRELEKCJA W XXV LO w Poznaniu

Dziś w XXV LO w Poznaniu  opowiadałem o bushcrafcie, przedstawiłem podstawy survivalu. Czyli tzw. piramidę przetrwania, w skrócie opowiedziałem o projekcie INTO THE WILD-POLSKA.  Przy prezentacji pomagał mi(przewijał slajdy) mój kumpel Artur Kraśniewski.
  Kilka fotek z prelekcji :


poniedziałek, 10 marca 2014

Śpiwór Carawan ARCTIC od armyworld.pl recka



Swego czasu opisywałem tak na sucho śpiwór CARAVAN ARCTIC który z niezłą zniżką udało mi się kupić w armyworld.pl
Dziś przyszedł czas na opis jego właściwości i podsumowanie jego funkcjonalności. Pierwsze co od razu rzucił mi się w oczy to jest zdecydowanie za ciepły jak na większość warunków wstępujących w Polsce.  Temperatura w jakiej go używałem było min-4*C ale sądząc po moich doświadczeniach z różnymi śpiworami CARAVAN nadaje się tylko na temp poniżej -20*C. (jego komfort to -35*C)


Kolejną sprawą jest mankament wszystkich puchówek. Czyli wilgoć. Jak każdy śpiwór puchowy tak i ten chłonie wilgoć na potęgę. Z tą różnicą,że CARAVAN stosunkowo szybko schnie. Wystarczy powiesić go na wietrze i po 15min.jest już prawie suchy. Oczywiście wilgoć w nim zostanie więc do 100% suchości dojdzie dopiero w domu.

Oddychalność jest na wysokim poziomie dzięki czemu nie mamy efektu pocenia się-pod warunkiem,że jest naprawdę zimno. W temperaturach bliskich zeru śpiwór jest za ciepły przez co musimy się rozpiąć i spać odkrytymi nawet bez czapki!! Ta ciepłota jest i zaleta i wadą.  W wysokich temperaturach jest za ciepły ale w ujemnych-czytaj Skandynawia/Syberia-jest idealny.
Co do funkcjonalności jest dobrze. Wszystkie zamki ładnie chodzą i niema problemu ze znalezieniem ich po ciemku.
Gdy uda mi się go przetestować w prawdziwie zimowych warunkach wrzucę opis jak się sprawdził.

sobota, 8 marca 2014

                                     WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DROGIE PANIE
                                                Z OKAZJI WASZEGO ŚWIĘTA
                                                                    ŻYCZY
                                                        CZŁOWIEK Z BUSZU

Medytacja nad naturą umysłu.

Książka bynajmniej wcale niezwiązana z survivalem,bushcraftem,czy nawet turystyką. Medytacja nad naturą umysłu to książka o buddyzmie ale głównym jej wątkiem jest przekazanie jak doprowadzić swój umysł i ciało do harmonii czyli jak skutecznie działać w każdej sytuacji.  Początek książki to nieco słów od Dalajlamy dalej mamy tłumaczenie starych buddyjskich  zasad czy wskazówek które są wyjaśnione.  Gdy zabierałem się do tej książki myślałem,że będzie więcej słów dalajlamy i niestety tu się zawiodłem.   Jednak całe te przypowieści czy jak by tego nie nazwać są bardzo pouczające. Z pewnością jest to jedna z tych książek które otwierają nam oczy na szersze horyzonty i dają do myślenia. Na początku napisałem,że Medytacja nad naturą umysłu niema nic wspólnego ze sztuka przetrwania. Pozornie tak jest ale gdy czytamy ją zaczynamy myśleć i gdy weźmiemy sobie choć część tych słów do siebie wzmacniamy swoja psychikę. Która jest podstawa w trakcie walki o przetrwanie jak i w codziennym życiu.   
Medytacja nad naturą umysłu warto przeczytać aby poszerzyć swoje horyzonty myślowe jak i dla pożywki dla duszy-wiem brzmi wybujale ale tak jest:)

piątek, 7 marca 2014

Rzeka rozczarowań

W październiku 2011r. dwójka Polaków Maciej Tarasin i Tomasz Jędrys wybrali się do Kolumbijskiej części Amazonii aby spłynąć pontonem  rzekę Yari.  Już od samego początku, jeszcze przed wyjazdem ich relacje niebyły najlepsze. Głównym powodem ich wspólnej wyprawy był  fakt,że Tarasin potrzebował fotografa a Jędrys chciał pojechać do Amazonii i przeżyć przygodę.  Czyli można powiedzieć,że mieli wspólny cel.  Z początku spływ nie sprawiał żadnych problemów. Szeroka Yari dawała możliwość spokojnej żeglugi i podziwiania widoków. Ale jak się szybko okazało rzeka z szerokiej w bardzo szybko stała się wzburzoną, płynącą w kanionie niebezpieczną pułapką gdzie rozegrała się główna akcja katastrofy. Z początku jeszcze nie było najgorzej kilka razy wypadli z pontonu ale udawało im się do niego wdrapać. Jednak w pewnym momencie sytuacja stała się tak dramatyczna,że się rozdzielili. Rzeka porwała ponton za którym  Maciej Tarasin postanowił popłynąć natomiast Jędrys nie chciał iść i postanowił zostać. Jak postanowili tak zrobili. Okazało się,że ponton nie był naprawdę niedaleko i Tarasin bez większego problemu dotarł do niego i postanowił popłynąć dalej aby wezwać pomoc dla kolegi. Płyną bez większych problemów ale Jędrys postanowił wezwać śmigłowiec ratunkowy. I gdyby nie fakt,że Tarasin nie wiedział,że na pokładzie jest już Jędrys . Jak sam mówi nie wszedłbym do śmigłowca. Potem okazało się,że byli naprawdę blisko cywilizacji i oboje mieli wystarczająco dużo szpeju aby dać sobie rade w tym terenie. Oboje wrócili cało do polski ale niestety stali się prawie,że śmiertelnymi wrogami. Wyprawa ta pokazuje jak ważne jest dobranie odpowiednich kompanów podróży. W jednym odcinku Ucieczka z piekła Bear Grylls poświecił nieco czasu tejże wyprawie.


czwartek, 6 marca 2014

Piramida przetrwania.

Jak wiadomo na przetrwanie składa się wiele czynników. Wszystkie te cyniki bardzo ładnie obrazuje tzw. PIRAMIDA PRZETRWANIA.



Jak widać na załączonym obrazku podstawą jest wola życia czy jak kto woli przetrwania. Dzięki woli każdy ale to każdy może wyjść cało nawet z najgorszej opresji. Oczywiści dziś w konsumpcyjny Świecie gdzie większość ludzi niema kontaktu z naturą czy innymi wartościami duchowymi a tylko liczy się dla nich pęd za pieniądzem i ślepa konsumpcja mają mniejszą szanse na przetrwanie a to dlatego,że ich instynkt i odporność psychiczna zanika. Ale  i to da się odtworzyć przy odrobinie chęci.

Kolejna sprawą jest znajomość metod. Czyli wiedza jak zbudować schronienie,zdobyć wodę,pokarm, czy jak rozpalić ogień. Wiedzy tej niemożna pojąc w 5 min na to czy jesteśmy  gotowi powiedzieć TAK JESTEM ZNAWCĄ METOD musi minąć wiele tygodni a czasami nawet lat. A nawet gdy wydaje nam się,że już wszystko wiemy i tak co jakiś czas będziemy natykali się na nowe techniki. Nie bez powodu mówi się,że człowiek uczy się całe życie.

Jednak znajomość metod jest niczym bez treningu.  Jeśli czegoś nie trenujemy to te umiejętności zanikają i gdy przyjdzie nam ich używać to w głowie będziemy mieli pustkę a nie gotowy scenariusz działania.
Wiele razy słyszałem,że ktoś ma się za speca w rozlaniu ogniska czy budowy szałasu. Ale gdy zapytałem się gdzie to rozpalał to najczęstsza odpowiedź była,że w domu na ogródku, albo w lesie ale przy idealnej ciepłej i słonecznej pogodzie. Podobnie się rzecz ma co do szałasów większość buduje(i niszczy las) a nawet w nim nie śpi tylko po to aby pokazać jaki to fajny jestem.


Ale wróćmy do treningu. Podstawą jest aby techniki które poznamy w teorii sprawdzić w realu. Wyjątek ma się w przypadku zakładania pułapek. W Polsce jest to karane(kłusownictwo) no i to czysta głupota. Poza sprawdzeniem technik sprawdzimy również siebie i poprawimy swoja kondycje. Poza tym przed każdym wyjazdem powinno się dokładnie sprawdzić każdy nawet najdrobniejszy element naszego wyposażenia. Ja tak robię od zawsze i dzięki temu jeszcze nic mnie nie zawiodło. Dlatego trenujmy sami i nasz sprzęt.

Ostatnią sprawą jest sprzęt. Jeśli znamy prymitywne techniki przetrwania to powinniśmy przetrwać jeśli do tego dodamy wole przetrwania i trening to na pewno przetrwamy. A sprzęt niekoniecznie jest niezbędny ale z pewnością ułatwi nam walkę o przetrwanie. Czyli sprzęt nie jest niezbędny ale warto go ze sobą mieć. Jednak w 99% przypadków survivalowych nie będziemy go mieli ze sobą.

Jak widzicie sami piramida przetrwania to 4 cyniki które w połączeniu dają nam 100% szans na przetrwanie. Ale nie zapominajmy,że sama chęć życia daje nam równie duże szanse na wyjście cało z opresji.

poniedziałek, 3 marca 2014

Ujście Warty wiosennie zimą

Wyjazdy do Ujścia Warty stały się nieomal coroczną  tradycją w zeszłym roku dopadł nas śnieg ale tym razem mimo wcześniejszej pory było typowo wiosennie. Nie był to wyjazd specjalnie bushcraftowy ale głownie objazdowo fotograficzny.  Z początku obraliśmy tzw. Betonke która jest świetnym miejscem do obserwacji ptaków oczywiście gdy one są lub Betonka nie jest pod wodą.  Tam udało nam się zobaczyć troszkę gęsi,łabędzi,czapli,mew i innych latających braci.  Z początku było pięknie mgła się rozwiała i było widać przepiękny wschód słońca a jego promienie odbijające się w rozlewisku Warty dawały piękny obiekt do fotografowania. Niestety w pewnym momencie gdy już byliśmy w  czatowni mgła zrobiła się tak gęsta,że widoczność spadła do kilku metrów wiec postanowiliśmy zejść z Betonki na jeden z niezalanych grzbietów i poszliśmy nim kawałek. Tam tez niewiele dało się zobaczyć ale chociaż znalazłem  woblera z przyponem(przynęta).

Potem wróciliśmy ta samą drogą do auta i pojechaliśmy dalej. Chcieliśmy dojechać do wierzy ale droga zamiast robić się lepsza to zaczęła zamieniać się w bagno. A nie mamy auta 4x4 tylko starego poczciwego Suzuki Swifta. W pewnym momencie droga była już tak tragiczna,że niemożna było stanąć tylko mozolnie oprzeć do przodu jakieś 50m do w miarę suchego skrawka ziemi gdzie dało się zrobić nawrotkę i znów napieranie przez bagno. Kawałek za tą przeprawa udało się sfotografować kilka saren.  Gdy już wróciliśmy na szosę skierowaliśmy się w kierunku poznania szosą biegnąca przez puszcze notecką. Jak zawsze puszcza była bardzo ładna i w typowo wiosennych warunkach.
O 17 byliśmy już w domu i tak skończyła się tegoroczna wyprawa do PN Ujście Warty.
Więcej zdjeć



sobota, 1 marca 2014

Wyatt Earp

Dziki zachód to z pewnością miejsce dla twardzieli. A jednym z tych legendarnych twardzieli był Wyatt Earp. Legendarny rewolwerowiec. Ale zacznijmy od początku  urodził się 19 marca 1848r w Monmouth w stanie Illinois. Z samego początku był farmerem jednak z czasem zmieniał swoją profesje na karciarza szeryfa,  poszukiwacza złota, właściciela salonu czy łowcy bizonów. Z pewnością jest to najbardziej znany stróż prawa i rewolwerowiec na całym świecie.   Najbardziej znany jest jeden epizod z jego życia a mianowicie strzelanina w  O.K. Corral w miasteczku Tombstone  26 października 1881roku w dzisiejszym stanie Arizona. W tej strzelaninie brał  udział Wyatt razem ze swoim bratem i  przy pomocy
Doca Hollidaya (dentysty,rewolwerowca i hazardzisty) przeciw braciom  Clanton (Ike i Billy) i McLaury (Tom i Frank). Głównym powodem potyczki był  działania bandy tzw. THE COWBOYS  w skald której wchodzili bracia Clanton. Strzelanina trwała jedynie 30sekund a mimo to jest najsłynniejsza. Podczas tych 30 sekund oddano 30 strzałów. 3 z nich trafiły Billy`ego Clantona i braci McLaury. Virgil i Morgan Earp oraz Doc Holliday zostali rani a Wyatt nie odniósł żadnej rany. Podobno jeden pocisk przeszedł przez jego płaszcz! Ike McLaury również wyszedł bez szwanku z tej strzelaniny i reprezentował The Cowboys w sądzie podczas sprawy przeciw Braciom Earp i Docka. Na szczęście zostali oni uniewinnieni.
Po tym zdarzeniu Wyatt razem ze swoją ukochaną wyjechał na Alaskę w poszukiwania złota. W czasie gorączki złota w Nome, był właścicielem salonu. O swoim życiu opowiedział dopiero w wieku 80lat pisarzowi Stuartowi N. Lake który napisał książkę "Wyatt Earp, Frontier-Marshal" dzięki której Wyatt stał się legendą dzikiego zachodu.
Zmarł  13 stycznia 1929 w Los Angeles dożywając 81 lat czyi dość nieźle jak na tamte czasy. Jego  ukochana do końca była przy nim i dożyła prawie 100lat.!!


 Nakręcono o nim również mnóstwo filmów:

Wyatt Earp w wieku około 33 lat
  • 1946 Miasto bezprawia (John Ford);
  • 1955 Wichita (Jacques Tourneur)
  • 1957 Pojedynek w Corralu O.K. (John Sturges)
  • 1963 The Life and the Legend of Wyatt Earp
  • 1967 Godzina ognia (John Sturges)
  • 1971 Doc (Frank Perry)
  • 1987 Sunset (Blake Edwards)
  • 1992 Cztery oczy (Piers Haggard)
  • 1993 Tombstone (George Pan Cosmatos)
  • 1994 Wyatt Earp (Lawrence Kasdan)
  • 2000 Kowboj z Szanghaju (Tom Dey)
  • 2003 Rycerze z Szanghaju (David Dobkin)
  •                                       2012 Wyatt Earp: Zemsta (Michael Feifer)