poniedziałek, 13 stycznia 2014

Trening przed III etapem projektu INTO THE WILD-POLSKA


Zimy nie widać więc można na kanu pływać!   I właśnie w ten sposób minęła mi niedziela. Z racji,że kanu na którym odbędzie się spływ Wisłą jest w trakcie tworzenia. A będzie to istny ścigacz czy jak kto woli canoe do zadań specjalnych, na razie trenowaliśmy na kanu treningowym dla jednaj osoby.Co wymusza znacznie zwiększ wysiłek i zupełnie inną technikę wiosłowania. Czyli to co tygryski lobią najbardziej.
 Warunki niebyły może złe ale też niebyły wspaniałe. Wiatr który tworzył spore fale i przez ponad połowę drogi wiał w dziób.  A słaby nie był bo wiał z prędkością 10m/s. Do tego temperatura kilka stopni powyżej zera(odczuwalna poniżej). Czyli jak sami widzicie trening był hardcorowy. Parę razy fale były tak duże i tak częste,że kanadyjka podskakiwała-coś nie dla ludzi z chorobą morską.
Ale żeby nie było,że tylko narzekam to w drodze powrotnej też wiał ale już w plecy czyli zamiast utrudniać to nieco pomagał. Raz nawet udało mi się iść lekkim ślizgiem ale to tylko kawałeczek:(
 Dzięki tym warunkom(duże zafalowanie i silny wiatr) mogliśmy oswoić się z cięższymi warunkami jakie mogą nas spotkać podczas spływu. W końcu w niektórych miejscach Wisła ma nawet 2km szerokości czyli tam będziemy mieli najprawdopodobniej niezłe zafalowanie. A nie jest to rzeka z którą można się bawić. Bez odpowiedniego przygotowania sprzętowego ale przede wszystkim kondycyjnego  spływ Wisłą może się źle skończyć. A szczególnie jeśli  natura zechce utrudnić zadanie. Ale jak to się mówi kto nie ryzykuje nie wygrywa.
Jedno jest pewne samemu i po jeziorze pływa się zupełnie inaczej niż rzeką i w tandemie. Gdy wiosłujemy w dwójkę mamy niezły motor i do tego łatwiej się manewruje. No i sama technika wiosłowania jest nieco inna. Samemu  jesteśmy zdani wyłącznie na siebie-taki trening na pewno zwiększa odporność fizyczną ale i psychiczną która w niektórych sytuacjach jest błogosławieństwem.
 

Po jakimś czasie przyszedł zmierzch a trening trzeba skończyć.Więc czas założyć czołówkę i dalej napierać. W końcu kto nie napiera nic nie dostaje w zamian. Już wcześniej myśleliśmy o oświetleniu na dziobie ale po tym opływaniu okazało się,że jest to prawie,że niezbędne. Czołówka na głowie to nie do końca to. Mimo,że używaliśmy czołówek o niezwykle dużym zasięgu!
Głowa nie idzie równo z dziobem tylko na boki przez co przed dziobem tworzy się martwa strefa gdzie nic nie widać. Dlatego canoe na którym będziemy płynąć Wisłą będzie miało zamontowane oświetlenie na dziobie co znacznie poprawi bezpieczeństwo i komfort spływu.  Raczej nie zamierzamy płynąc w nocy zwłaszcza,że latem dzień jest dość długi ale przezorny zawsze ubezpieczony. A oświetlenie na dziobie sprawi również,że kanadyjka będzie dużo bardziej widoczna w złych warunkach atmosferycznych. Jak już pisałem z Wisłą niema przelewek więc do takiego przedsięwzięcia trzeba się niezwykle staranie i profesjonalnie przygotować. Przemyśleć,co zmienić,co przerobić,wyrzucić ale przede wszystkim nabrać kondycji i zapoznać się z technikami wiosłowania w każdych warunkach.
Przygotowania idą pełna parą do etapu Wisła a już  2 lutego rusza etap Bieszczady-oby spadł śnieg :)



1 komentarz:

  1. Podziwiam i życzę powodzenia w realizacji projektu.

    OdpowiedzUsuń