piątek, 31 stycznia 2014

Magia cebuli

Jak wiadomo podczas wędrówki musimy zadbać o odpowiednie pożywienie. Czyli musimy dostosować odpowiednią ilość kalorii do wysiłku ale musimy również zadbać o uzupełnienie minerałów. A niema chyba nic lepszego od Cebuli.

Swego czasu podchodziłem dość sceptycznie do jedzenia cebuli jak jabłka. Ale moje podejście zmieniło się pewnego ranka w Izerach przy chatce Tomaszka gdzie Zbyszek(przyjaciel i prawdziwy człowiek lasu) zaproponował na śniadanie cebule z oliwą.
Niezbyt chętnie ale jak spróbowałem to chciałem więcej.
Cały fenomen polegał na tym,że cebula pokrojona w kostkę i zalana oliwą mięknie i staje się naprawdę smaczna a co najważniejsze bardzo pożywna.
Świetnym potwierdzeniem tej tezy jest fakt,że Zbyszek żywi się cebulą przez dłuższy czas i ona wystarcza mu do zregenerowania sił. A praca w lesie do łatwych nie należy.
Jedną średniej wielkości cebulą może się najeść jedna osoba. Oczywiście nie będzie to zaspokojenie głodu ale z pewnością dostarczy mnóstwa pożytecznych i niezbędnych substancji odżywczych. Nie bez powodu wiele wypraw w dawnych czasach używało cebuli jako podstawy w diecie.
Poniżej  wypis  składników jakie ma cebula.

Cebula zwyczajna
Wartości odżywcze na 100 g produktu
Składniki pokarmowe Witaminy Składniki mineralne
woda 89,11 g witamina A b.d. magnez 0,129 mg
energia 40 kcal witamina B1 0,046 mg fosfor 29 mg
błonnik 1,7 g witamina B2 0,027 mg żelazo 0,21 mg
białko 1,1 g witamina B6 0,12 mg sód 4 mg
tłuszcze 0,1 g witamina C 7,4 mg wapń 23 mg
węglowodany 4,24 g witamina PP 0,116 mg potas 146 mg

 Jak widać warto pomyśleć o takim elemencie leśnej diety. Jest tylko jedna wada oddech który może być zabójczy dla niektórych.  Ale przynajmniej czasem odstrasza owady.

czwartek, 30 stycznia 2014

Bear Grylls -Wilczy Szlak.

Bear Grylls  znany survivalowiec i showman. Ale i od jakiegoś czasu zacięty pisarz. Najpopularniejsze są książki o tematyce typowo survivalowej a są też książki przygodowe.  Seria misja przetrwanie to 4 książki o przygodach młodego survivalowca. Jest tu duży nacisk na przekazanie mądrości życiowych którymi warto się kierować. Dziś opisze jedna z części tej serii a mianowicie Wilczy Szlak.  Jest to moja ulubiona część bo dzieje się na dalekiej północy. A konkretnie na Alasce gdzie podczas katastrofy lotniczej w głębi alaskańskiej głuszy. Ginie pilot,samolot doszczętnie rozbity, wuj głównego bohatera jest poważnie ranny. To czy przeżyją zależy od Beck`a i jego przyjaciela Tikaanima który jest rodowitym mieszkańcem Alaski. Aby wuj przeżył muszą jak najszybciej sprowadzić pomoc. Ale nie jest to łatwe zadanie bo czeka ich mnóstwo przeszkód  i długa wędrówka przez dzikie pierwotne lasy,mroźne pustkowia i zasypane śniegiem góry. To tak w skrócie fabuła. A czy im się uda musicie sprawdzić sami.

 Książka Wilczy Szlak to naprawdę przyjemny kawał lektury o tematyce survivalowej. Lekkość i przyjemność z jaką się ją czyta jest zachwycająca. Bardzo przejrzyście napisana no i jest idealna dla najmłodszych survivalowców jak i dla tych nieco podstarzałych:)
Z taj książki dowiemy się jak przetrwać w lasach borealnych,jak przejść skute lodem jeziora, jak zbudować schron śnieżny i jak odeprzeć atak niedźwiedzia. Czyli w skrócie dowiemy się jak przetrwać.
Poza informacjami dotyczącymi sztuki przetrwania jest tu tez nieco o ekologi i niszczycielskiej eksploatacji zasobów naturalnych na dalekiej północy.
Ale największa zaletą Wilczego Szlaku jest fakt,że jest to świetna książka przygodowa którą naprawdę warto przeczytać.

środa, 29 stycznia 2014

Dave Canterbury

Znany głównie z programu Dwa oblicza survivalu gdzie razem z Codim Lundinem, Dave Canterbury pokazywał jak przetrwać. 
Jego cechą charakterystyczną w survivalu jest typowo wojskowe podejście. Czyli duży nóż i ryzykowanie dla zdobycia mięsa.
Swoją karierę powiązaną ze sztuką przetrwania zaczął w wojsku jako snajper. Co podobno okazało się nieprawdą. Pracował również na farmie gadów,jako nurek i rybak. Był również traperem. Obecnie Dave wykorzystuje swoje wieloletnie doświadczenie survivalowe jako instruktor przetrwania w jego własnej szkole survivalu(LLC Pathfinde). Szkoła ta mieści się w Ohio. Głównym jej celem  jest szkolenie w zakresie przetrwania w każdym terenie i o każdej porze roku. Na YouTube ma własny kanał gdzie pokazuje mnóstwo bardzo praktycznych porad dotyczących technik przetrwania  jak i ekwipunku.
Podsumowując Dave Canterbury to naprawdę niezły survivalowiec który w bardzo przyjemny i profesjonalny sposób przekazuje informacje niezbędne do przetrwania. 
Prowadzi on również sklep gdzie można znaleźć ciekawe produkty z branży survivalowej.


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Kurz,pot i łzy- Bear Grylls

Bear Grylls znany i lubiany jak i mający wielu przeciwników showman survivalu. Znany przede wszystkim z programu gdzie wykazuje się nadmierna brawurą i robi rzeczy które w większości przypadków sytuacji survivalowych są nie do wykonania. A książki jego autorstwa to już zupełnie inna sprawa. Pokazują zupełnie inne podejście do wędrówki czy survivalu. No i przede wszystkim  wizerunek Gryllsa jest dużo bardziej spokojny i stonowany. Kurz,pot i łzy to autobiografia która powinna być obowiązkowa lektura zarówno fanów jak i przeciwników Miska.
 W tej książce Bear opisuje swoje życie już od najmłodszych lat po dziś dzień. Nie szczędzi sobie krytyki, wtyka swoje błędy które popełnił w przeszłości. Opisuje swoje bardzo ciekawe życie w sposób zabawny i przyjemny. Z książki dowiemy się jak wyglądała nauka, sprzeczki z rówieśnikami, przebieg kariery w wojsku i wiele innych. Choćby pechowy skok ze spadochronem nad Afryką który przerwał jego karierę w SAS-czyli jednych z najlepszych jednostek specjalnych na świecie. Po tym zdarzeniu omal nie zawalił mu się świat ale po rehabilitacji gdzie też nie próżnował i łamał zalecenia lekarza zdobył Everest a nieco później stał się prezenterem najpopularniejszego programu survivalowego na świecie.
Z kart tej książki dowiadujemy się również,że Bear Grylls jest społecznikiem, udziela się w wielu akcjach charytatywnych, organizował wiele wypraw które miały zebrać pieniądze dla potrzebujących.
 Dowiemy się również o działalności Beara w skautingu.  Na łamach tej książki Grylls wiele razy powtarza jak ważna dla niego jest rodzina. Wiele razy przywołuje swojego ojca który zaszczepił mu wiele pozytywnych cech jak i miłość do przyrody i przygód w dziczy.
Podsumowując Kurz,pot i łzy to książka godna polecenia. Jej lektura niesie ze sobą wiele walorów dydaktycznych jak i wychowawczych. I to nie tylko dla dzieci z podstawówki czy gimnazjum ale i dla dorosłych.Prawi on tu morały ale nie kują one zbytnio w oczy,po prostu przekazuje rady które wynikły z jego doświadczeń życiowych. Wbrew obiegowej opinii Bear Grylls jest  wartościowym człowiekiem który wykorzystuje w 100% szanse jakie faje mu los.

sobota, 25 stycznia 2014

Jak radzić sobie z mrozem.

Zima nadeszła. Temperatury spadły grubo poniżej zera a większość ludzi nie wie jak sobie z tym radzić. Więc dziś nieco o tym jak radzić sobie z mrozem.
Głównymi ofiarami mrozów są bezdomni, ludzie chorzy, starsi jak i turyści nie przygotowani odpowiednio do warunków w jakich będą wędrowali.
Temperatury znacznie przekraczające -20*C nie są niczym niebezpiecznym jeśli jesteśmy na to odpowiednio przygotowani.

Podstawą jest to aby zdać sobie sprawa jak człowiek się wychładza. Najczęstszym powodem wychłodzenia jest połączenie niskich temperatur,niezbyt ciepłej odzieży,chorobą lub podeszłym wiekiem jak i upojeniem alkoholowym. Również bardzo niebezpieczne jest przepocenie się. Gdy w czasie intensywnego wysiłku fizycznego dopuścimy do zbytniego przemoczenia odzieży będziemy mieli wielki problem. Dlatego idąc czy pracując należy zdjąć jak najwięcej warstw tak aby całe ciepło i wilgoć mogła szybko odparować. Oczywiście niemożna z tym przesadzić aby nie przewiać sobie pleców czy coś podobnego.
Przy temperaturze ciała równej 34*C ogarnia człowieka otępienie i dezorientacja,do tego dochodzi zaburzenie pamięci. Przy 32*C zwalnia akcja serca, a przy 30*C  traci się przytomność,mięśnie sztywnieją. A przy 24*C dochodzi do zgonu. Oczywiście zdarzają się wyjątki.
Najważniejsze w  walce z zimnem jest ubranie.  Aby nam nie było zimno powinniśmy ubierać się na cebulkę.
Pierwszą warstwę powinna stanowić odzież termoaktywna. Dzięki niej cała wilgoć jest odparowywana od ciała co zmniejsza ryzyko wychłodzenia. Kolejna warstwę powinna stanowić ciepła odzież docieplająca. Czyli sweter wełniany,polar lub mój faworyt czyli kurtka z ociepliną syntetyczną.Ja używam Softie, kurtki z demobilu armii brytyjskiej wypełnionej czymś w rodzaju primaloftu. Dzięki temu jest znacznie lżejsza,mniejsza i cieplejsza od polaru. Można to porównać do puchu z ta różnicą,że syntetyczna ocieplina nawet mokra będzie nas ogrzewać. Kolejna warstwa to tzw.Hardshell. Czyli wszelkie kurtki membranowe które zapewnią nam ochronę przed wiatrem oraz wodą.
Warto dodatkowo doposażyć się w odzież puchową. Na postojach czy w czasie naprawdę wielkich mrozów przy niskiej aktywności fizycznej kurtka puchowa jest bardzo przydatna.
 Poniżej pasa powinniśmy stosować tą samą zasadę co w górnej części ciała. Czyli kalesonki spodnie polarowe lub softie a na to wiatro i wodoszczelne spodnie. Polecam Spodnie Helikon-Tex ECWCS Pants Gen I. 
 
Należy się bezwzględnie wyzbyć wszelkiej odzieży bawełnianej a to dlatego,że bawełna zabija. I to nie w przenośni ale w rzeczywistości. Mokra bawełna bardzo ale to bardzo szybko zwiększa tempo wychłodzenia.
Również bardzo ważne jest to aby odpowiednio zabezpieczyć wszystkie kończyny. Czyli należy zaopatrzyć się  w ciepłe buty najlepiej z wyjmowanymi wkładkami do tego grube skarpety. Na dłonie warto zakładać kilka par rękawic. Pierwszą warstwę powinny stanowić cienkie w których będziemy mogli wyko0nywac precyzyjne prace. Kolejne to grube polarowe lub wełniane. Ja polecam zostać przy starej dobrej wełnie gdyż jest ona dużo cieplejsza niż polarowa. Na to najlepiej założyć rękawice membranowe które zabezpieczą pozostałe przed przemoczeniem jaki i przewianiem dłoni.
Bardzo ważne aby nosić czapkę. Bo przez głowę traci się nawet ponad 50%ciepła. Najlepiej wybierając się w teren mieć dwie ze sobą. Jedna cienką  a drugą nieco cieplejszą.
 Kolejną rzeczą jaka może nas ochronić przed mrozem jest schronienie. Jeśli planujemy biwak zimowy to jesteśmy przygotowani na noc w niskich temperaturach a  co jeśli nie planujemy noclegu. Wtedy warto zawsze ale to zawsze zabierać ze sobą folie NRC-koc termiczny.
Poza tym przed zgubnym działaniem zimna może nas uchronić ruch. Ale jak już pisałem nie możemy doprowadzić do zbytniego przepocenia/przemoczenia odzieży.

 A jak się reanimuje osobę która jest przechłodzona. Poszkodowanemu należy zapewnić ciepłe schronienie,okrycie, należy jej podać osłodzone płyny jak i wysokokaloryczne posiłki. Można również spróbować ogrzać poszkodowanego własnym ciałem.

piątek, 24 stycznia 2014

Jeśli ktoś ma informacje dotyczące warunków śniegowych w Bieszczadach i wie gdzie można zostawić bezpiecznie samochód(Ustrzyki Górne). 
Proszę o kontakt
konradbusza@gmail.com
Z góry dzięki za pomoc

Ray Mears na dalekiej północy

Ray Mears to mistrz bushcraftu i to chyba wie każdy bushcraftowiec na świecie. N a swoimi koncie ma wiele programów poświęconych sztuce przetrwania. Jednym z nich jest Ray Mears na dalekiej północy, jednak nie jest to zwykły program o survivalu gdzie informacje jak przetrwać są podawane na talerzu. Tu Ray opowiada o niezwykłych ludziach którzy żyli i wędrowali po dzikiej północnej części kanady.  Byli to niezwykli ludzie którzy przecierali szlaki i odkrywali niezbadane dotąd tereny. Nie mieli ze sobą sprzętu jakim dysponują dzisiejsze wyprawy. Nieraz mieli tylko nóż,krzesiwo i niewiele więcej. Dziś najprawdopodobniej nawet nie 10% ludzi żyjących obecnie na świecie dokonała by tego co Oni. Wśród nich był  Samuel Hearne,Jon Rea.
 Ray Mears w bardzo ciekawy sposób opowiada historie właśnie takich wielkich ludzi . Mówi wiele na temat historii miejsca i odkryć, przekazuje prawdę o odkryciach geograficznych które bywały zakłamywane. W każdym odcinku programu opisuje inną osobę,opowiada o jej życiorysie i o tym co zrobiła dla Kanady jak i świata.
Jak już pisałem niema tu w jasny sposób pokazywanych informacji dotyczących survivalu,ale jest tu mnóstwo patentów bushcraftowych ale i w trakcie gdy Ray opowiada można dopatrzyć się wielu patentów survivalowych.
Dla mnie poza informacjami o bushcrafcie wielkim atutem tego programu jest to,że opowiada on o ludziach o których większość ludzi nie słyszała.
 Ray Mears na dalekiej północy to program który warto obejrzeć, nie tylko z powodu ciekawie przekazanej historii Kanady ale dla samego klimatu tego programu.
Każdy kto widział choć jeden program Raya Mearsa wie co mam namyśli:)

A tu jeden z odcinków  Ray Mears na dalekiej północy

czwartek, 23 stycznia 2014

Szaleństwo marszu-Jacques Lanzmann

Jest wielu ludzi którzy mają świra na punkcie wędrówki i z pewnością jestem jednym z nich. Ale Jacques Lanzmann był  najbardziej szalonym wędrowcem pod słońcem. Szaleństwo marszu to książka jego autorstwa opowiadająca o najróżniejszych pieszych wyczynach tego mistrza trekkingu. Jest tu wiele filozoficznych przemyśleń dotyczących życia i samej wędrówki ale i wiele zabawnych komentarzy do najróżniejszych przygód jakie Lanzmann przeżył podczas swoich wędrówek po całym świecie. Z tej książki możemy się dowiedzieć o tym,że  można przejść Francję wzdłuż i wszerz idąc cały czas różnymi  szlakami.. Co ciekawe autor nawet w podeszłym wieku dokonywał naprawdę wielkich wyczynów i to nie tylko turystycznych. Bo w wieku gdy większość ludzi mówi,że jestem stary chory i siedzą przed telewizorem, to on brał udział w zawodach: marszu na 100 i więcej kilometrów non-stop i zajmował wysokie pozycje w klasyfikacji a niektóre z wyścigów wygrywał.  Nie znajdziemy  tu prawie żadnych  informacji o survivalu ale znaleźć można kilka związanych z turystyką.
 Szaleństwo marszu to książka którą powinien przeczytać każdy fan pieszych wędrówek jak i każdy interesujący się ciekawymi podróżami  i fantastycznymi ludźmi.
Co ciekawe Jacques Lanzmann przeszedł Amerykę Południową i przemierzył tysiące kilometrów na wszystkich kontynentach.

środa, 22 stycznia 2014

Kieszeń do plecaka

Nieraz braknie nam kilku litrów w plecaku lub potrzebujemy miejsca gdzie włożymy coś do czego chcemy mieć łatwy dostęp.  Wtedy z pomocą przychodzi nam coś takiego jak kieszeń dopinana. Różne firmy maja takowe w swojej ofercie. Większość kieszeni dostępnych na rynku ma 5L pojemności, można też użyć kieszeni z demobilu do plecaka BERGEN które mają 10L każda ale nie układają się tak ładnie na plecaku turystycznym,a poza tym mocno poszerzają plecak. Ja używam jednych z najtańszych (ok.30zł) firmy Fjord Nansen. Ich pojemność to 5L a mocujemy je do plecaka za pomocą troków kompresyjnych w plecaku przeciągniętych przez szpejarkę w kieszeni. Kieszenie zapinane są na zamek renomowanej firmy YKK. Niestety mam starą kieszeń(ma ze 3L) i nową(ok. roku) i niestety ta nowa jest dużo gorsza. Zamek się zacina i same materiały są gorsze. A ta stara jest jakby z mocniejszych materiałów a zamek mimo intensywnego i brutalnego traktowania działa jak brzytwa. jedyne co pojawiło się na starej kieszenie, to lekkie nadprucie szpejarki ale jest to nic jak na to co ona przeszła.
Funkcjonalność jaką zapewniają jest nie do przecenienia w niektórych sytuacjach. Gdy w plecaku nie mamy kieszeni po bokach nawet najmniejszych skrzelowych to warto się zaopatrzyć w doczepiane kieszenie. Ale tu ujawnia się jedna wada. Jeśli plecak niema pasków kompresyjnych po bokach automatycznie nie zamontujemy tu kieszeni. Można je mocować do innych pasków w plecaku ale to już nie to samo. Jest taki problem,że jeśli nie mamy ładnie wypchanego plecaka i/lub nie dociągniemy dobrze troków kieszeń będzie latać i obijać się o nasze plecy czy ręce.
 Podsumowując kieszenie opcjonalne to fajny i nie najdroższy sposób na powiększenie pojemności naszego plecaka o 10L.
A TU BERGEN Z KIESZENIAMI(PO 10L) I Z BUKŁAKIEM 3L 

wtorek, 21 stycznia 2014

Saperka składana Mil-Tec

Nieraz podczas wyjazdów stacjonarnych czy wtedy kiedy nie musimy nic taszczyć na plecach jak np. samochodem możemy sobie pozwolić na wzięcie cięższego sprzętu który nie jest niezbędny ale ułatwia i umila prace obozowe. Jednym z takich cięższych narzędzi jest saperka. Wykopiemy,lodówkę,odkopiemy auto czy zrobimy wychodek:) Można wybrać demobil i moim zdaniem jest to bardzo dobra opcja lub wybrać saperkę turystyczną. Ja jeszcze jak zaczynałem się bawić w leśnego ludka i nie znałem się na rzeczy kupiłem saperkę firmy Mil-Tec stylizowaną na saperce US ARMY. Tak jak nie jestem fanem tejże firmy to muszę przyznać,że saperka im się udała. Jest ciężka,ale daje rade w obozie.  Oczywiście już dawno się zgięła i zardzewiała ale dalej można nią kopać i bez problemu ją złożyć. Cała saperka jest wykonana z jakiegoś"mocnego" metalu. Nie wiem co to za metal ale na pewno są mocniejsze. Saperka została pokryta czarną farbą aby nie puszczać zajączków podczas pracy ale i  jako zabezpieczenie przed korozją. Na części kopiącej jest piłka którą rzekoma ma się dać coś przepiłować-nie działa. Ale gdy napotka się na korzeń to nieco nam ta piłka pomaga. Z pewnością warto naostrzyć ja aby lepiej się nam nią pracowało.Fajne jest jeszcze to,że można użyć jej jak motyki co w niektórych sytuacjach jest przydatne. Po złożeniu mieści się w gumowym pokrowcu który można zamontować do oporządzenia w standardzie  ALICE.
 Dzięki wygodnemu chwytowi możemy z łatwością operować w każdym terenie i mamy mnóstwo możliwości mocnego chwytu. Podsumowując nie najgorsza saperka za nie największe pieniądze(ok.50zł). Jednak gdy ta się skończy sprawie sobie demobil.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pieszo do Chin Konstanty Rengarten

Pójść pieszo do Chin dziś z wykorzystaniem najnowszego sprzętu wydaje się niemożliwe a taka wyprawa pod koniec XIX wieku to naprawdę wielki wyczyn Dokonał go niejaki Konstanty Rengarten. Była to tylko część z wyprawy jaką odbył.Bo w latach 1894-1898 przemierzył świat dookoła. Podczas całej podróży przesyłał do wielu wydawnictw teksty ze swojej wielkiej przygody. Po zakończeniu wyprawy została wydana książka z całej podróży dookoła świata. A odcinek z Rygi do chin można prześledzić w książce Pieszo do Chin. Jest to naprawdę perełka bo przez wiele lat książka ta niebyła dostępna a dziś o nią nieco łatwiej ale i tak nie w każdej księgarni maja tą pozycje. Piesze co zaskakuje w książce Pieszo do Chin to język. Niby książka z początku XX wieku  a czyta się jak napisaną współcześnie.  A opisy przygód, widoków, czy najróżniejszych zjawisk pogodowych pozwalają nam się przenieść do tamtych czasów i wędrować razem z Rengartem. Podczas tak długiej wędrówki Konstanty przeżywał różne przygody i nabywał wiele praktycznych umiejętności. A większość z nich to umiejętności przetrwania.  Jest tu dużo o ubiorze,głodzie,cieple i wiele innych przydatnych patentów. Co ciekawe na taką wyprawę wybrał się z plecakiem,bielizną wełnianą,płaszcz z wielbłąda, strzelbę,rewolwerem,mocnym kijem sękatym i wielkim nożem myśliwskim do tego kociołek i skromny zapas jedzenia. Czyli była to wyprawa typowo Pieszo do Chin to z pewnością świetna książka na długie zimowe wieczory i nie tylko. Bo dzięki swoim dość małym gabarytom idealnie nadaje się do tego by zabrać ją w teren.

Podsumowując  Pieszo do Chin to książka która jest  wspaniałym źródłem informacji dla każdego kto zamierza wybrać się na dłuższą lub krótszą pieszą wędrówkę, a może i wyprawę do Chin.

sobota, 18 stycznia 2014

Bushcraft a ekologia

Chyba nie trzeba nikogo przekonywać,że nasza planeta jest dość mocno wyniszczona przez ludzkość a większość przeciętnych mieszkańców ziemi ma gdzieś ekologie. A co ze środowiskiem survivalowym czy turystycznym. Tu jest różnie. Widziałem wielu palantów którzy wchodzili do lasu z siekierą i ścinali żywe drzewa na ognisko, albo z maczetą przedzierali się przez krzaki. No i na koniec klasyka czyli wyrzucanie papierków gdzie popadnie.  Oczywiście tacy  śmieciarze czy półgłówki maja się za ekspertów  survivalu czy chociażby prawdziwych turystów. Ale na szczęście są też tacy  którzy dbają o środowisko i chcą propagować odpowiedzialną turystykę. Ale co z bushcraftem. Przecież jego podstawa  to bytowanie w lesie,palenie ognisk itp. Ale aby odbyło się to z najmniejszym skutkiem dla przyrody starczy używać namiotu,czy plandeki. A ogniska palić w miejscu takim aby nie niszczyć ściółki czyli np. na łasze piasku czy kamieniach. A jeśli to niemożliwe to odgarnąć wierzchnią warstwę ściółki  i tam rozniecić ogień.  No i najważniejsze aby wszelkie odpadki jakie naprodukowaliśmy musimy wziąć ze sobą. Ewentualne papierki itp można spalić w ogniu.

 A w czasie marszu też możemy ograniczyć wpływ na środowisko.  Czyli jak wędrujemy szlakiem poruszać się nim nawet gdy jest mocno zabłocony czy mamy kałuże. A nie próbować obejść go bokiem przez co wydeptuje się ściółkę i w efekcie czego niszczymy naturę. A co gdy przemieszczamy się przez dzicz, gdzie niema szlaków,wtedy najlepiej poruszać się po ścieżkach zwierząt. Oczywiście nie znaczy to,że nie możemy iść na przełaj ale tak będziemy mniej ingerowali w środowisko. No  jeśli jednak idziemy na przełaj jakaś grupą najlepiej abyśmy nie szli gęsiego tylko rozproszeni przez co nie wydepczemy szlaku. Również starajmy się nie iść w miejscach porośniętych delikatną roślinnością aby jej nie niszczyć.
Jest jedna rzecz na którą trzeba uważać wędrując po lasach a szczególnie ścieżkami zwierząt a mianowicie na wnyki,z których najgorszy jest tzw.samopał. Jest to rura z jakimiś drutami,kolcami itp +ładunek miotający. Odpalana najczęściej za pomocą potykacza. Osobiście nigdy się z takowa nie spotkałem ale słyszałem o nich w Polskich lasach.  Ale zwykłe pętle bardzo często napotykałem i w takim momencie musimy je zlikwidować i najlepiej poinformować o tym leśniczego czy inne służby. Czyli jak widać możemy w łatwy sposób chronić to co kochamy najbardziej-czyli dzikie zakątki.

piątek, 17 stycznia 2014

Zestaw nawigacyjny

Jak wiadomo nawigacja to chyba najważniejsza umiejętność którą powinien posiąść każdy. Niezależnie czy jest zwykłym turystą niedzielnym czy bushcraftowcem  a tym bardziej wybierając się na wyprawę ekstremalną. Dziś do naszej dyspozycji są najróżniejsze gadżety ułatwiające nawigacje.  Jednak nic nie jest tak dobre jak zwykły kompas i mapa. Jeśli nie wiemy jak się posłużyć kompasem i mapą to nie powinniśmy bawić się GPS-em. A dlaczego? Ano przez to,że jest to elektronika która najczęściej w najmniej odpowiednim momencie potrafi nas zawieść. Dziś chciałbym opisać mój zestaw nawigacyjny w którego skład wchodzą:
 Te trzy rzeczy znacznie ułatwiają nam nawigacje w każdym terenie i w każdych warunkach pogodowych. Oczywiście można  nawigować w inny sposób-gwiazdy,słonce itp. Ale nie oto chodzi. Dzięki kompasowi i mapie możemy bez problemu nawigować nawet na końcu  świata i po jego końcu.(chyba,że dojdzie do przebiegunowania). Fajnym  kompasem jest tzw.kompas do odwróconego namiaru. Czyli zwykły kompas  tyle,że ma jeszcze lusterko które umożliwia odwrócony namiar ale i może zastąpić zwykłe lusterko czy heliograf. Poza tym jest to zwykły kompas. Natomiast GPS to świetna szansa na poznanie swojego tempa,wysokości itp. Ale najważniejsze to to,że można  określić bardzo ale to bardzo dokładnie naszej pozycji. Co w niektórych sytuacjach jest wręcz niezbędne. Ale aby ta pozycja nam coś dała musimy mieć mapę zgodną z GPS. To co najbardziej przemawia do mnie w GPS-sie to to,że znam dokładnie trasę jaką pokonałem i nikt mi nie może potem nic zarzucić,że czegoś nie zrobiłem.
Co do mapy to bardzo ważne jest aby miała jak najwięcej szczegółów(najlepsze są wojskowe) i była w odpowiedniej skali. Moimi ulubionymi są 1:25 000 i 1:50 000. Są to najbardziej szczegółowe mapy.

Podsumowując kompas razem z mapą to podstawa a GPS to bardziej gadżet ale warto go mieć przy sobie. Bo znacznie podnosi bezpieczeństwo, jednocześnie nie możemy skrajnie na nim polegać bo może nas wpuścić w niezły bigos. A wtedy zaczyna się prawdziwy survival. Aby dobrze wykorzystać możliwości takiego zestawu musimy ćwiczyć i ćwiczyć.

czwartek, 16 stycznia 2014

Łopata SNOWCLAW

Zimy na razie nie widać ale może niedługo nas zaskoczy(przynajmniej mam taką nadzieje) a wtedy możemy utknąć w śniegu samochodem czy potrzebowali coś lub kogoś odkopać czy usiąść na czymś. W większości przypadków starczy zwykła łopata lawinowa ale jest pewien patent mający wady ale i zalety.Największą z nich jest wielofunkcyjność.Właśnie takim urządzeniem jest łopata snowclaw. Jest wielkości  siedziska a ma 1000 i 1 zastosowanie. Poza jej podstawowym zadaniem czyli kopaniem w śniegu można jej użyć jako siedziska, osłony przeciwwietrznej do kuchenki, sanek czy usztywnienia złamanej kończyny.  Zastosowań jest tyle ile ludzi używających snowclaw.  Wbrew pozorom jest to bardzo wydajna łopata można w dość krótkim czasie wykopać dużą dziurę a  jedyna wada w tym momencie to to,że namokną nam rękawice. Dlatego tu świetnie sprawdzą się nakładki gore.  Poza-tym niema żadnej wady. Oczywiście nie jest to tak wydajne urządzenie do kopania w śniegu jak łopata lawinowa. Ale za to ma więcej zastosowań. SNOWCLAW dzięki swojej niskiej wadze 173g stanowi on świetną alternatywę dla łopaty.  Co ciekawe wytrzymałość tej łopatki jest naprawdę zaskakująca mimo,że jest to tylko jakieś tworzywo to nie można go tak łatwo zniszczyć. Można nim kopać w bardzo zmrożonym śniegu lub nawet w lodzie i nie widać żadnych poważnych uszkodzeń. Poza jakimiś drobnymi rysami.  Na uwagę zasługuje fakt,że niezależnie od temperatury  snowclaw nie traci swojej elastyczności. Z pewnością docenią to również wszyscy minimaliści bo nie dość,że mniejsze i lżejsze od łopaty to mamy coś w rodzaju multitoola. Snowclaw to coś co powinno się znaleźć w każdym samochodzie czy innym pojeździe który rusza w długa drogę jak i w każdym zestawie przetrwania na zimę bo jak wiadomo nie wiemy co nas czeka. Mała niepozorna łopatka może komuś uratować życie  podczas akcji w lawinisku. Nie jest to jakoś bardzo droga opcja bo ja kilka lat temu kupiłem ją za coś koło 50zł. A mimo upływu czasu i dość brutalnemu traktowaniu jest prawie jak nowa.
Z czystym sumieniem mogę polecić Snowclaw każdemu turyście czy survivalowcowi wybierającemu się na zimową wyrypę. Na koniec jeszcze filmik pokazujący możliwości tej łopatki.

środa, 15 stycznia 2014

Kapelusz JACARU

zimą to świetna opcja.
Dostałem maila z zapytaniem o mój kapelusz. Stwierdziłem,że może to zainteresować część z Was i oto jego opis. Moim zdaniem kapelusz to najlepsza opcja na cały rok na pewno na większość warunków pogodowych. Sprawdzi się również w najróżniejszych formach aktywnego spędzania czasu no może na rower nie jest najlepszy. Ale przejdźmy do rzeczy.
Mój kapelusz to w 100% australijska robota wykonana przez firm JACARU.  Co ciekawe jest on wykonany ze skóry kangura.Tak kangura który w Australii uznawany jest za szkodnika a jego skóra jest bardzo miła w dotyku i odporna na wszelkie uszkodzenia. Co bardzo do mnie przemawia w tym kapeluszu to to,że jest wykonany ręcznie. Czyli tak jak za dawnych czasów.   Nie jest to jakaś tania opcja nakrycia głowy bo kosztuje nawet 360zł ale mi udało się kupić go za 170zł w promocji. Al warto wydać nieco więcej i mieć coś co ładnie wygląda,posłuży nam lata i jest praktyczne. No właśnie co do praktyczności na dużą pochwałę zasługuje możliwość ściskania,rolowania itp. bez odkształcenia kapelusza-przynajmniej wróci do kształtu prawie pierwotnego. Poza tym jest on wodoodporny w 100% gdy jest nowy,woda spływa po nim jak po gore czy czymś takim. A po pewnym czasie dalej nie przecieka ale namaka i staje się bardzo ciężki no i zanim wyschnie tez trochę czasu mija. Jedyne miejsce gdzie dochodzi do przeciekania to miejsce gdzie doszyto rondo do pozostałej części kapelusza. Gdy naprawdę leje i skóra już namokła wtedy woda zaczyna  ściekać nam po czole ale aby tak się stało to musi naprawdę lać.
Dla lepszego odprowadzenia wilgoci i ciepła na każdym boku są po trzy otworki wentylacyjne które spełniaj swoje zadanie. Co do wytrzymałości nie mogę mieć zarzutów bo pomimo intensywnego użytkowania w terenie i mieście przez cały rok nie widać na nim żadnych uszkodzeń. Jedyna rzecz jaka się pojawiła to pot na rondzie ale to naturalna kolej rzeczy a przy okazji poprawia wygląd kapelusza. Dla polepszenia wyglądu w tym kapeluszu umieszczono otok z plecionej skóry za który możemy zatknąć piórko czy coś innego.

Co ciekawe  mimo,że kapelusz niezasłania uszu to nawet przy -20*C nie marzną nam. To potwierdza fakt,że kapelusz idealnie nadaje się na cały rok. Jedyna rzecz która może drażnić ludzi przyzwyczajonych do zwykłych czapek czy kapeluszy wojskowych to duże rondo które nieraz przysłania nam widok do góry ale dzięki temu słonce nas nie razi. Podsumowując nie zamienił bym go na nic innego a pyzatym wygląda trochę jak ten Krokodyla Dundiego tyle,że bez zębów-ale i takie modele są.

wtorek, 14 stycznia 2014

Czapka MONT BLANC

Głowa to ta część ciała przez którą tracimy najwięcej ciepła bo ponad 50%. Czyli co najmniej połowa ciepła jakie wytwarzamy do ogrzania ciała w sytuacji survivalowej jeśli nie mamy jakiegokolwiek nakrycia głowy idzie w powietrze. Dlatego czapka to z pewnością jedna z ważniejszych rzeczy jakie należy ze sobą brać niezależnie od pory roku. A zimą powinniśmy zaopatrzyć się w czapkę nieco cieplejszą ale dobrze oddychającą.  Fajną opcją jest czapka firmy fjordnansen model MONT BLANC.  Jest wykonana z polaru a opaska wykonana została z materiału X-BLOCK co chroni nasze skronie i uszy przed wiatrem. Ale co do uszu to również mocno tłumi dźwięki(mimo małych dziurek przy uszach) czyli w niektórych sytuacjach może to być niebezpieczne. Ale z pewnością  nie przewieje nam uszu.
Co ważniejsze górna część czapki została wykonana z POLARTCU thermal pro. który świetnie zatrzymuje ciepło gdy jest taka potrzeba a gdy wydzielamy nadmiar ciepła a przede wszystkim wilgoci ona ładnie odparowuje od powierzchni głowy. Wszystkie szwy zostały ładnie zakończone a materiały z których jest wykonana są bardzo wytrzymałe-odporne na przedzieranie się przez krzaki.
No i jest jedna duża wada strasznie głupio się w niej wygląda-przynajmniej ja tak mam. Ale najważniejsze,że działa.
Ale ogólnie rzecz biorąc jest to produkt godny polecenia-lekka,ciepła i świetnie oddycha.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Trening przed III etapem projektu INTO THE WILD-POLSKA


Zimy nie widać więc można na kanu pływać!   I właśnie w ten sposób minęła mi niedziela. Z racji,że kanu na którym odbędzie się spływ Wisłą jest w trakcie tworzenia. A będzie to istny ścigacz czy jak kto woli canoe do zadań specjalnych, na razie trenowaliśmy na kanu treningowym dla jednaj osoby.Co wymusza znacznie zwiększ wysiłek i zupełnie inną technikę wiosłowania. Czyli to co tygryski lobią najbardziej.
 Warunki niebyły może złe ale też niebyły wspaniałe. Wiatr który tworzył spore fale i przez ponad połowę drogi wiał w dziób.  A słaby nie był bo wiał z prędkością 10m/s. Do tego temperatura kilka stopni powyżej zera(odczuwalna poniżej). Czyli jak sami widzicie trening był hardcorowy. Parę razy fale były tak duże i tak częste,że kanadyjka podskakiwała-coś nie dla ludzi z chorobą morską.
Ale żeby nie było,że tylko narzekam to w drodze powrotnej też wiał ale już w plecy czyli zamiast utrudniać to nieco pomagał. Raz nawet udało mi się iść lekkim ślizgiem ale to tylko kawałeczek:(
 Dzięki tym warunkom(duże zafalowanie i silny wiatr) mogliśmy oswoić się z cięższymi warunkami jakie mogą nas spotkać podczas spływu. W końcu w niektórych miejscach Wisła ma nawet 2km szerokości czyli tam będziemy mieli najprawdopodobniej niezłe zafalowanie. A nie jest to rzeka z którą można się bawić. Bez odpowiedniego przygotowania sprzętowego ale przede wszystkim kondycyjnego  spływ Wisłą może się źle skończyć. A szczególnie jeśli  natura zechce utrudnić zadanie. Ale jak to się mówi kto nie ryzykuje nie wygrywa.
Jedno jest pewne samemu i po jeziorze pływa się zupełnie inaczej niż rzeką i w tandemie. Gdy wiosłujemy w dwójkę mamy niezły motor i do tego łatwiej się manewruje. No i sama technika wiosłowania jest nieco inna. Samemu  jesteśmy zdani wyłącznie na siebie-taki trening na pewno zwiększa odporność fizyczną ale i psychiczną która w niektórych sytuacjach jest błogosławieństwem.
 

Po jakimś czasie przyszedł zmierzch a trening trzeba skończyć.Więc czas założyć czołówkę i dalej napierać. W końcu kto nie napiera nic nie dostaje w zamian. Już wcześniej myśleliśmy o oświetleniu na dziobie ale po tym opływaniu okazało się,że jest to prawie,że niezbędne. Czołówka na głowie to nie do końca to. Mimo,że używaliśmy czołówek o niezwykle dużym zasięgu!
Głowa nie idzie równo z dziobem tylko na boki przez co przed dziobem tworzy się martwa strefa gdzie nic nie widać. Dlatego canoe na którym będziemy płynąć Wisłą będzie miało zamontowane oświetlenie na dziobie co znacznie poprawi bezpieczeństwo i komfort spływu.  Raczej nie zamierzamy płynąc w nocy zwłaszcza,że latem dzień jest dość długi ale przezorny zawsze ubezpieczony. A oświetlenie na dziobie sprawi również,że kanadyjka będzie dużo bardziej widoczna w złych warunkach atmosferycznych. Jak już pisałem z Wisłą niema przelewek więc do takiego przedsięwzięcia trzeba się niezwykle staranie i profesjonalnie przygotować. Przemyśleć,co zmienić,co przerobić,wyrzucić ale przede wszystkim nabrać kondycji i zapoznać się z technikami wiosłowania w każdych warunkach.
Przygotowania idą pełna parą do etapu Wisła a już  2 lutego rusza etap Bieszczady-oby spadł śnieg :)



niedziela, 12 stycznia 2014

Leatherman Wave.

Nieraz czy to w terenie czy w codziennym życiu potrzebne są nam jakieś narzędzia które zazwyczaj mamy w skrzynce z narzędziami. A co jak nie mamy takowej przy  sobie. Wtedy z pomocą przychodzi multitool. Ja zawsze mam ze sobą Leathermana Wave który moim zdaniem jest najlepszą opcją wśród dostępnych na rynku modelach. Ma wszystko co może nam się przydać w terenie i w mieście a do tego jest perfekcyjnie wykonany. Mamy w nim 18 narzędzi:
• kombinerki wydłużone płaskie
• kombinerki uniwersalne
• przecinacz do kabli
• przecinacz do drutu
• proste ostrze nożowe (otwierane jedną ręką)
• ząbkowane ostrze nożowe (otwierane jedną ręką)
• pilnik diamentowy
• pilnik do metalu i drewna
• piła do drewna
• nożyczki
• duży śrubokręt  płaski
•  duże gniazdo końcówek (wkrętak)
•  małe gniazdo końcówek (wkrętak)               
•  2 dwustronne końcówki (mikro i duża)
• otwieracz do puszek
• otwieracz do kapsli
• ściągacz izolacji
• ucho do paska 


Czyli jak widzicie  Leatherman Wave to mała skrzynka z narzędziami która nigdy nas nie zawiedzie. Dwa ostrza które on ma są tak ostre,że można się nimi golić. Tyle,że jedno z nich jest ząbkowane dzięki czemu świetnie nadaje się do  krojenia chleba czy cięcia liny. Natomiast drugie to klasyczne ostrze jak w większości noży. Piła do drewna jest świetna jak na coś w takim urządzeniu. Nie umywa się do piły fiskarsa ale do mniejszych prac w zupełności wystarczy. Natomiast pilnik ma więcej zastosowań niż się spodziewałem.  Poza standardowym podpiłowaniem jakiejś ostrej krawędzi. Czy wygładzenie drewniej łyżki. Dodatkowo ze spokojem podostrzymy haczyk wędkarski czy nawet inny nóż. Pilnik diamentowy  świetnie się do tego nadaje ale tu jeszcze jedno zastosowanie głównie dla pań można go użyć jak zwykły pilnik do paznokci!
Jak przystało na multitoola najważniejsze w nim są kombinerki. W tym Leathermanie są naprawdę mocne kombinerki którymi dosłownie wszystko zrobimy-wyrwiemy gwoździe,wygniemy coś itp itd.
Poza tym przydatny jest śrubokręt. Mamy tu w sumie 4 śrubokręty w 2 miejscach. Po prostu przekładamy końcówki. Mamy duży płaski i krzyżakowy jak i bardzo mały(płaski i krzyżak) dobry dla modelarzy RC czy zegarmistrzów.

Poza tym wszystkie inne narzędzia są również świetnie wykonane i niezawodne. Blokada głównych narzędzi jest wystarczająco mocna aby nieco ostrzej potraktować tego toola.
Natomiast ma on jedną wadę  a jednocześnie zaletę. Jest wykonany z metali dzięki czemu jest on bardzo mocny ale gdy jest zimno a my nie mamy rękawiczek to pieruńsko wyziębia nam dłonie. Ale to można pominąć bo jest to naprawdę dobre narzędzie.
W zestawie dostajemy pokrowiec do paska który mógł by być lepiej wykonany bo wydaje mi się trochę słaby. Na multitoola dostajemy 25 lat gwarancji producenta.
Podsumowując jest to narzędzie które z pewnością powinno znaleźć się w wyposażeniu każdego survivalowca czy turysty.  Niestety ta jakość kosztuje bo Leatherman Wave to wydatek rzędu 400zł-ale naprawdę warto. W końcu Les Stroud takiego używa.

sobota, 11 stycznia 2014

Człowiek z buszu ma roczek!

Dziś o 19.47 mija rok odkąd prowadzę bloga. Na początku chciałem mieć 10 000 wejść w ciągu roku a tu ponad 29 000. Cały pierwszy roczek człowieka z buszu przyniósł wiele. Dlatego dziś podsumowanie roku.

  1.  Prawie  30 000 wejść z całego świata.
  2. Nawiązanie współpracy z wieloma firmami.
  3. Nawiązanie  stałej współpracy z firmą SOFTSHELL.PL
  4. Zrealizowanie pierwszego etapu projektu INTO THE WILD-POLSKA
  5. Założenie fanpage na FB.
  6. Nawiązanie współpracy z innymi blogami
  7. Wiele wyjazdów w teren.
  8. Poznanie wielu wspaniałych ludzi
  9. Odpowiedź na dziesiątki maili z najróżniejszymi pytaniami.
  10. Zrobienie setek wspaniałych zdjęć 
Na koniec chciałbym bardzo Wam wszystkim podziękować,za to,że Jesteście zemną. Bo bez was ten blog nie osiągnął by takiego sukcesu.
Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania piszcie(konradbusza@gmail.com). W drugim roku mam nadzieje,że blog się będzie jeszcze bardziej rozwijał a Wy będziecie dalej zemną





piątek, 10 stycznia 2014

Rękawice GORE-TEX DPM

Jak wiadomo zima nieraz wystawia nas na ciężką próbę. A nasze kończyny są najbardziej narażone na jakieś urazy spowodowane działalnością w terenie a największe z nich to odmrożenie. Na nogi starczy założyć dobre buty a na ręce rękawice. Najlepiej jest mieć bardzo cienki rękawiczki polarowe/wełniane lub termo-aktywne,na to grube  rękawice z wełny/polaru lub takie które są ocieplone i są wodoodporne  a na koniec łapawice z gore-texu. Oczywiście ilość i rodzaje kombinacji jest zależna od warunków jak jest bardzo zimno to wszystkie rękawice zakładamy ale gdy jest cieplej to cienkie. Ale moim zdaniem najbardziej uniwersalne są rękawice a właściwie nakładki z membraną gore. Niby to sama cienka "folia" ale najważniejsze jest to,że osłaniają nasze ręce przed wodą,wiatrem,śniegiem itp. Umożliwiają nam kopanie w śniegu bez ryzyka przemoczenia dłoni. A gdy jest zimno można do nich wrzucić trochę trawy i w ten sposób stworzyć ocieplenie. Ale większość rękawic z membraną gore-tex jest naprawdę droga bo ceny to 300 czy więcej złoty!A świetną alternatywa są rękawice  Brytyjskiej Armii. Ich cena to 20-40zł a zapewniają nam to samo co rękawice ze sklepu turystycznego ale za ułamek ceny. Jedyną wadą ich-przynajmniej dla mnie to to,że są w kamuflażu DPM.po prostu wolę  rzeczy w jednym kolorze. A co do wykonania to jest bardzo ładne. Wszystkie szwy podklejone. Wszystkie przeszycia starannie zakończone co ostatnio bywa rzadkością w wielu produktach renomowanych firm.  Rękawice te występują w 3 rozmiarach-small,medium i large. Ja używam Large i jest on idealny. Umożliwia wciśnięcie grubej rękawicy BW do środka i jeszcze cienkiej, jednocześnie nie utrudniając przepływu krwi.  Aby dobrze dopasować rękawice mamy dwa ściągacze. Jeden w nadgarstku w postaci troczka którym ładnie możemy spiąć rękawice w nadgarstku. Drugi znajduje się na końcu rękawa który sięga do łokcia. Tam do naszej dyspozycji jest ściągacz którym zaciśniemy rękawice tak aby nam tam śnieg nie leciał.

Jak przystało na łapawice z membraną gore nie musimy się przejmować pracą w śniegu bo nie grozi nam przemoczenie. Woda swobodnie po nich spływa a mokry śnieg im niestraszny. Dlatego myślę,że te rękawice to świetna opcja do noszenia ze sobą w teren w chłodniejsze pory roku.
Dodatkowo od wewnętrznej strony rękawice mają  małe wypustki poprawiające chwytność.
Mimo,że rękawice są z demobilu to moje są nowe. Nawet miały naklejki w środku a z zewnątrz wyglądają jak dopiero co wyjęte z foli.
W jednym zdaniu można opisać te rękawice tak: Świetne łapawice w świetnej cenie. A jednym słowem genialne.

czwartek, 9 stycznia 2014

DROGA-film

Wczoraj obejrzałem film droga i muszę przyznać,że jest naprawdę niezły. Opowiada o  drodze jaką przebył ojciec z synem do lepszego i bezpieczniejszego świata. Bo ten w którym  dotychczas żyli został zniszczony przez kataklizm. Wszelkie oznaki życia zamarły,ludzie tworzą bezwzględne bandy i zabijają się nawzajem i jedzą. Kanibalizm doszedł do tego poziomu,że ci którzy nie chcą się mu poddać i stać się bestią zmuszeni są do ciągłej ucieczki i ukrywania się. Świetna obsada Viggo Mortensen i Robert Duvall i kilku innych. 
 W samym filmie  jest dość sporo patentów survivalowych.   Najwięcej jest tu psychologi przetrwania czyli tego co najważniejsze w sztuce przetrwania. Jest tez co nieco o improwizowanej broni. A konkretnie ojciec wykorzystał rakietnice jak zwykły pistolet i przysmażył nieco jednego gościa.Można tu znaleźć jeszcze mnóstwo patentów do wykorzystania w survivalu zielonym czy miejskim. A z pewnością znaczna część przyda się w post-apokaliptycznym świecie.
Film nie dość,że ma świetną obsadę i fabułę to jeszcze jest bardzo dobra ścieżka dźwiękową.Droga jest adaptacja powieści Cormaca McCarthy'ego.
Ale czy uda im się odnaleźć lepszy świat i czy to przeżyją,sprawdźcie sami  bo naprawdę warto.

środa, 8 stycznia 2014

Farba znaczy krew

Jak wiadomo przyjemnie jest się wybrać do lasu i potropić zwierzaki. Najczęściej tropimy po śladach odciśniętych na ziemi,złamanych gałązkach,przygiętej trawie czy wielu innych oznakach. Ale czasem zwłaszcza dzień po polowaniu można znaleźć ślady farby czyli ślady krwi postrzelonego zwierza który nie padł od razu i uciekł myśliwemu. Wtedy łatwo jest wytropić uciekiniera. Jednak gdy niema śniegu to często krew szybko wsiąka w ściółkę i nie pójdziemy już tak łatwo po farbie. Ale na śniegu to inna sprawa krew jest widoczna jak plama atramentu na kartce i wtedy tropienie postrzałki to prosta sprawa. Nieraz dzień czy kilka dni po polowaniu  można wyśledzić po takim śladzie miejsce gdzie zwierz padł i został oprawiony czy nawet sztukę której myśliwym nie udało się wytropić. Niestety mi się nigdy nie udało znaleźć takiego znaleziska. Po tym czy krew jest zmarznięta możemy się dowiedzieć jak dawno szedł tędy nasz cel tropienia. Pamiętam jak zeszłej zimy dzień po polowaniu natknąłem się na ewidentną ścieżkę przedartą przez dzika w krzakach a na śniegu była farba. Szedłem tak z kilkaset metrów a śladów krwi było coraz więcej,  gałązki były złamane ale po jeszcze kilkudziesięciu metrach farba znikła tropy też. Dzik rozpłynął się w powietrzu. Zaczęło zmierzchać wiec czas był zawrócić i tak się skończyło się tropienie.
Tak na wypadek apokalipsy człowiek też będzie zostawiał ślady farby i można go wytropić jak zwierze. Podobnie może być  z autem które możemy znaleźć po śladach oleju. Oczywiście jest też wiele innych technik tropienia jak i technik aby utrudnić tropiącemu znalezienie nas samych. Będę się starał co jakiś czas wrzucać jakieś patenty z dziedziny tropienia.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Historia pewnego Kormorana.

Pewnego letniego dnia, Płynąłem kanu Brdą i widzę ładnego Kormorana a może to  gałąź. Im bliżej się zbliżałem tym bardziej myślałem,że to gałąź. No bo przecież ptaka wyjątkowo trudno jest podejść na tak małą odległość. Ale gdy już byłem dosłownie kilka metrów(może 5m) byłem już pewny co widzę pięknego majestatycznego ptaka jakim jest Kormoran.  Byłem pewny,że zaraz odleci ale on najwyraźniej nie miał takiego zamiaru i jakby nigdy nic siedział na powalonym drzewie i patrzył raz na mnie raz w dół rzeki. Dał sobie zrobić kilka zdjęć. Po sesji postanowiłem,że trzeba spróbować podpłynąć bliżej i jeszcze, może metr się udało ale po chwili ptaszek odleciał.  Właśnie dla takich chwil warto żyć,spotkanie z dzikim zwierzakiem na wolności niezależnie czy to sak czy ptak to doświadczenie które zapadnie nam w pamięć na całe życie. A zrobienie mu zdjęcia to już pełnia szczęścia.


niedziela, 5 stycznia 2014

Into the wild-Polska etap WISŁA




Już niedługo rusza drugi etap Into the wild-Polska. Będzie to wędrówka po Bieszczadach na nartach no chyba,że śniegu nie będzie;) Wtedy pójdzie się pieszo. Natomiast latem będzie III i zarazem ostatni etap projektu  czyli spłyniecie Wisłą na canoe. 
Spływ ma pokazać piękno i dzikość królowej polskich rzek a zarazem naszego pięknego kraju. Z racji,że wyjazd ma być w stylu traperskim canoe na którym będziemy płynąć to najbardziej klasyczny typ kanu. Czyli model Prospector. Ale nie będzie to seryjniak ale profesjonalna łódź której kadłub wykonała firma KOGA aktualnie jest on wzmacniany w firmie zajmującej się budową szybowców.  Na razie na treningi mamy prostszy model canoe ale już niedługo będziecie mogli zobaczyć istne cudo wśród wyprawowych kanadyjek.
Sponsorem łodzi na tą wyprawę jest firma SOFTSHELL.PL.

Niedługo wrzucę jakieś zdjęcia z treningów a na razie kilka z letniej wycieczki:)


sobota, 4 stycznia 2014

Kalosze Szwedzkiej Armii

Jak wiadomo zima to wyjątkowo wymagający pora roku zarówno dla człowieka jak i sprzętu. A nogi to najważniejsza część ciała,bez której daleko nie zajdziemy. Dlatego na zimową wędrówkę warto wyposażyć się w specjalne obuwie, które zabezpieczy nasze stopy przed zimnem,śniegiem i wodą. Idealna opcja która nie jest droga a wygodna i dobrze wykonana to Kalosze Szwedzkiej Armii.  Koszt to 65zł but +wkładka 25zł. Taki zestaw rzekomo ma pozwolić na siedzenie przy -40*C na razie nie sprawdzałem i szczerze w to wątpię. Ale już -20 czy 30 powinno się dać wytrzymać.
Co do spraw typowo konstrukcyjnych to jest kalosz a jaki kalosz każdy widzi. Jednak jest on wykonany z wyjątkowo grubej gumy która już na pierwszy rzut  oka daje się poznać jako wyjątkowo mocna. Wnętrze tu jakiś materiał. Dzięki czemu wilgoć nie zostaje przy nodze ale wsiąka w wyściółkę. Największa zaleta tych kaloszy to ich podeszwa która nie dość,że jest wyjątkowo gruba dzięki czemu świetnie izoluje od podłoża, jest,też kwaso i olejoodporna ale dzięki niej możemy buty wpiąć do nart. Dzięki czemu mamy buty do zwykłego marszu jak i buty do nart biegowych.  Te kalosze i narty ze szwedzkiego demobilu będą mi towarzyszyć podczas wędrówki po Bieszczadach.  Zaskakujące w tych butach jest to,że wyjątkowo dobrze trzymają się nogi w porównaniu z innymi kaloszami. Można je przyrównać do luźno zawiązanych butów trekkingowych. Co ciekawe kalosz jest ze Szwedzkiej Armii ale wyprodukowano go w Finlandii a wkładki w Kanadzie. Przejdźmy teraz właśnie do niej. Jest ona dość cienka  a w jej skład wchodzi
47%bawełna,21%poliester, 32% polipropylen. Fajne w tych wkładkach jest to,że całą wilgoć którą normalnie by przejęła skarpeta tu przejmuje wkładka dzięki czemu stopa jest sucha.  Ale jest też jeden minus tego. Na noc trzeba wkładki wkładać do śpiwora aby wyschły ale to jest normalne w obuwiu typu kalosz.

Buty świetnie sprawdzają się zarówno w temperaturach poniżej zera jak i nieco powyżej tej temperatury. Również świetnie się sprawdzają w śniegu,lodzie,wodzie jak i na piasku, w błocie czy na zwykłej ściółce w lesie. Na razie z racji dość skąpych warunków śnieżnych na nartach przejechałem może z  1km i niewiele mogę powiedzieć jak się buty sprawują z nimi. Ale jak na razie SUPER.

piątek, 3 stycznia 2014

Kurtka Fjord Nansen NORDKAPP

PEŁNA SWOBODA RUCHÓW.
Jak wiadomo Natura nieraz potrafi utrudnić wędrówkę czy to śnieg,wiatr lub deszcz musimy się na to przygotować. Bo jak mówi stare porzekadło Niema złej pogody jest tylko zły obiór.  Idealnie do tego nadaje się tak zwany HARDSHELL czyli odzież zapewniającą dużą ochronę przed wiatrem. Opisywałem już dolną części garderoby mianowicie spodnie Helikon-Tex. A dziś przyszedł czas na górę czyli kurtkę. Od  Miałem już wiele kurtek mniej lub bardziej wodoodpornych ale Fjord Nansen NORDKAPP to moja ulubiona kurtka na złą pogodę.  Używam jej intensywnie  wczesna wiosną,zima, czy jesienią.  Jest wyjątkowo dobrze przemyślana jak i świetnie wykonana.  Przeznaczona jest głównie do użytku zimowego a to dlatego,że posiada fartuch śnieżny który świetnie chroni przed  przedostaniem się śniegu pod kurtkę ale i świetnie zabezpiecza przed podwiewaniem. Wysoki kołnierz od środka wyścielany miłym materiałem welurowym,daje możliwość osłonięcia się przed złymi warunkami a kaptur chowany w nim jest Genialny. Jest on regulowany dwukierunkowo ze ściągaczem oraz usztywnionym daszkiem ale co najważniejsze mamy do dyspozycji gardę chroniącą przed skrajnymi warunkami pogodowymi, zapinany na rzepy Velcro.   

NORDKPP TO ŚWIETNA OCHRONA PRZED SŁOTĄ
NORDKAPP wykonany jest z dwuwarstwowego laminatu XHYDRO zapewniającego wysoką oddychalność i wodoodporność. Producent podaje wodoodporność 10 000mm słupa wody i  oddychalność 10 000g/m2. Są to wystarczające parametry do uprawiania najróżniejszych aktywności fizycznych.  Dla zwiększenia wentylacji mamy do dyspozycji zamki pod pachami. Nie utrudniają ruchów a są niezbędne podczas intensywnego  Trekkingu.   Kurtka jest specjalnie przedłużona z tyłu aby zabezpieczyć plecy przed podwiewaniem. Wewnątrz kurtki jest siateczka która chroni przed ewentualną kondensacja pary wodnej. Mankiety są w pełni regulowane dzięki rzepom Velcro. A teraz to co w kurtce jest chyba najważniejsze duża liczba kieszeni. NORDKAPP ma ich aż 6. Dwie umieszczone powyżej talli tak aby nie kolidowały z Pasem biodrowym i tak aby mieć dostęp do nich przez cały czas. Kieszenie są zapinane na odwrócony zamek(łatwiej otworzyć w rękawicach) który jest kryty listwa przeciwdeszczową. Dodatkowa mamy dwie kieszenie napoleońskie. Które są naprawdę obszerne. Są nawet nieco większe od tych W smocku. Również zapinane na zamek odwrócony i kryte listwą. Od środka mamy jedna "skrytą" kieszeń. idealną na portfel, komórkę czy GPS-a. Na lewym ramieniu mamy małą kieszonkę na zamek bryzgoszczelny. Przeznaczona ona jest na karnet lub mały telefon komórkowy-raczej miniaturowy;)
GENIALNY KAPTUR
Dla lepszego dopasowania  w pasie(od środka koło fartucha śnieżnego)  i na dole kurtki znajduje się ściągacz. Dzięki niemu lepiej dopasujemy kurtkę do naszej sylwetki ale i lepiej ochronimy się przed wiatrem. Wszystkie szwy są podklejone a  zamki  YKK czyli materiały zastosowane do stworzenia Fjord Nansen NORDKAPP są najwyższej jakości. Główny zamek jest kryty  listwa wodoodporną a wszystkie suwaki zaopatrzone są w przywieszki które ułatwiają nam  operowanie zamkami w rękawicach lub gdy mamy zgrabiałe ręce.
Jednym słowem Świetna kurtka w przystępnej
FARTUCH ŚNIEŻNY
cenie(450zł-mi się udało kupić ja za 250zł n wyprzedaży). Jedyna wada to kolor. Dość szybko się brudzi i może niema zbyt leśnego charakteru, ale w górach zapewnia nam lepszą widoczność w kryzysowej sytuacji.