sobota, 30 listopada 2013

Co zrobić gdy walniemy się siekierą w palec.

Pamiętam i chyba nigdy nie zapomnę tego jak podczas jednego z wyjazdów w góry prawie odrąbałem sobie palec.  Jedno jest pewne nie jest to miłe ale na pewno pouczające doświadczenie. Pierwszy morał z tej przygody jest taki,że kłoda którą rąbiemy powinna mieć min 10cm średnicy(albo i więcej). Drugi morał z tego jest taki,że fiskars X7 jest pieruńsko ostry i wchodzi w "mięcho" jak w masło.Nie wiem czy ro dobrze czy nie. Możliwe,że tępa siekiera mogła by bardziej zmasakrować palec. Najważniejszy morał jest taki,że w takiej sytuacji trzeba zachować zimna krew i warto mieć ze sobą apteczkę.

W momencie gdy uderzymy się siekierą lub jakimkolwiek innym ostrym narzędziem musimy zachować zimna krew i nie panikować. Ja uchroniłem się przed zemdleniem chodząc w kółko,podskakując i śpiewając wszystkie piosenki jakie przyszły mi do głowy,czyli kolędy,dżem itp. Mi to z pewnością pomogło bo dzięki temu podniosłem sobie ciśnienie i nie myślałem o urazie. A nie było to jakieś tam lekkie nacięcie ale ostrze weszło aż do kości. I co najdziwniejsze powodem lekkich zawrotów głowy i przytłumionego słuchu nie był ani bul ani widok dość dużej ilości krwi tylko widok mojej kości-NIE POLECAM!
Ale przejdźmy do pomocy medycznej.  Podstawą w takiej sytuacji jest szybkie założenie opatrunku i zatamowanie krwawienia. Najlepiej do tego użyć gazy i owinąć miejsce urazu bandażem. Jeśli nie mamy ze sobą ani bandaża ani opatrunku możemy wykorzystać kawałek koszuli lub jakiś inny materiał-byle był czysty. Jeśli jesteśmy w miejscu gdzie rośnie dużo mchu można go przyłożyć do rany. Mech ma właściwości antyseptyczne dzięki czemu świetnie zaopiekuje się raną.

Warto też po zatrzymaniu krwawienia oczyścić to miejsce za pomocą wody utlenionej. A co jeśli jej nie mamy ze sobą? Można nasikać. Wiem nie brzmi to przyjemnie ale działa. Opatrunek powinniśmy zmieniać tak często jak to tylko możliwe. Najlepiej raz dziennie. Ja zaraz po zatrzymaniu krwawienia nie zmieniłem opatrunku ani nie odkaziłem rany moczem czy wodą utlenioną po prostu poszedłem spać.
Następnego dnia zagotowałem sobie wodę poczekałem aż ostygnie i włożyłem łapsko do wody aby opatrunek się odmoczył i po kilkunastu minutach moczenia opatrunek odpadł. Widok był mało przyjemny ale rana już zaczęła się zasklepiać.  Na wszelki wypadek polałem ją wódką. No i znów opatrunek i tak codziennie.
Fakt,że ja nie poszedłem po powrocie do lekarza może nie był najlepszym wyjściem ale uznałem,że samo się zagoi i też po 14dniach już  wszystko się ładnie zagoiło. Ale warto pomyśleć o wizycie w niektórych przypadkach.
Jeśli zdarzy się wam kiedykolwiek podobna sytuacja i będziecie robić to co ja. Nic wam się niestanie. Ale najlepiej uważać!

piątek, 29 listopada 2013

Wełna Merino

http://www.scarfguy.com/ram.jpg
Nie dość,że sympatyczna to jaka użyteczna.
Jak wiadomo niema nic gorszego od nieoddychającej bielizny. Dlatego prawie każdy współczesny wędrowiec korzysta z dobrodziejstwa koszulek czy innych części bielizny wykonanej z materiałów oddychających. Dzięki takiemu wynalazkowi  wilgoć w błyskawicznym tempie jest oddalana od skóry. Niestety większość tych materiałów jest sztuczna ale  i na to jest remedium w postaci wełny Merino.  Jest to wełna z owiec żyjących na nowej Zelandii w alpach południowych.  Gatunek ten jest wystawiany na skrajnie nieprzyjazne warunki atmosferyczne. Od upałów po mrozy i śnieżyce. Ewolucja sprawiła,że runo tych owiec jest w stanie ochronić je przed tak skrajnymi warunkami. Włókna są delikatne i zdecydowanie cieńsze niż owiec żyjących w łagodniejszych warunkach dodatkowo ich sierść jest bardzo gęsta. Najwyższej jakości wełna pochodzi z hodowli w Australii i na Nowej Zelandii. jak już pisałem włókna tej wełny są zdecydowanie delikatniejsze od zwykłej wełny dzięki czemu nie drapie użytkownika. Wielka zaletą Wełny Merino jest fakt,że jest ona odporna na zapach. Po prostu nie nasiąka zapachem potu dzięki czemu nie czujemy dyskomfortu po kilku dniach użytkowania i nasi towarzysze też mogą spokojnie oddychać. Świetnym dowodem na to jest rekord w noszeniu odzieży wykonanej z tej wełny czyli 196dni-to ponad pół roku. I nie było to noszenie jej w mieście ale podczas ekstremalnych warunków. Jak wiadomo wełna grzeje jak jest mokra przez co jest jednym z najlepszych materiałów"survivalowych" z wełna Merino jest tak samo tyle,że jest ona lżejsza.
Tkanina ta jest przewiewna dzięki czemu cechuje się świetnymi właściwościami oddychającymi.  Dzięki temu,że procesy oddychania przebiegają przez pory włókien dzięki czemu odzież z wełny może być bardziej zbita niż w przypadku włókien syntetycznych. Co w efekcie daje większy komfort cieplny.  Duża zaletą jest fakt,że wełna Merino jak i zwykła jest ognioodporna. Czym już syntetyczne materiały nas nie uraczą.
Rzeczą którą z pewnością docenia ekolodzy jest fakt,że wełna jest biodegradowalna oraz przyjazna ludzkiemu organizmowi. Nie powoduje alergii chroni przed promieniami UV. Również dużą zaleta jest to,że pochodzi z natury. A jak wiadomo Matka Natura jest najlepszym wynalazcą.
 Wełna z tych owieczek ma wiele zalet a właściwie ma tylko zalety ale ma jedną wadę cenę. Koszulka kosztuje powyżej 200zł a inne części odzieży  są w podobnych cenach.
Ale jedno jest pewne odzież z wełny Merino to zakup na lata z którego będzie zadowolony każdy. A na ekstremalne wyprawy niema nic lepszego.
 Czasem idzie trafić na okazję i dostać taką bieliznę z demobilu. Mi się  udało kupić komplet(koszulka,kalesony) za 70zł z niemieckich oddziałów KKS.
Bielizna z wełny Merino od KKS

środa, 27 listopada 2013

Przetrwać z Bearem Gryllsem

http://hostmat.eu/images/42792663942616387362.jpgPrzetrwać z Bearem Gryllsem to najnowszy program z mistrzem sztuki przetrwania i kontrowersji.
Głównym założeniem programu jest sprawdzenie 10 zespołów po dwie osoby ze znajomości technik przetrwania. Drużyna która zostanie do końca może wygrać 500 tys.$. W każdym odcinku Bear ocenia zachowania wszystkich osób biorących udział w tym programie i gdy uzna,że ktoś by nie przetrwał wyklucza go z dalszej gry. Oczywiście każdy ma szansę zdobyć immunitet wygrywając jakieś zadanie.
Ciekawym pomysłem jest to,że każdy zespół przed na początku odcinka musi wylosować nóż na którym napisane jest ich zadanie.A są nimi:zdobycie jedzenia,nawigacja, schronienie,ogień.
Szczerze powiedziawszy gdy obejrzałem pierwszy odcinek to się załamałem. jedno wielkie show bez ładu i składu. Przypomniał mi  się wtedy  program wyspa czy robinsonowie-a może jakoś inaczej.Gdzie aby wygrać trzeba było robić skrajnie głupie rzeczy.   Tu jest podobnie w pierwszym odcinku zadaniem było wypicie moczu wymieszanego z błotem,po wcześniejszym przegotowaniu takiej mikstury. No jak dla mnie nie jest to jakieś super sprawdzenie umiejętności przetrwania tylko raczej próba złamania uczestników programu.
Po obejrzeniu kolejnych odcinków nieco zmieniłem zdanie bo  zadania czy różne przeszkody na które trafiają zespoły miały już większy sens. Nie jest to może jakiś najlepszy program ale i nie jest też najgorszym programem o tematyce survivalu. Ale ja bym go raczej zaliczył do kategorii komedia survivalowa.
Oczywiście można tam znaleźć fajne patenty survivalowe jednak większość sytuacji przedstawionych w tym programie może doprowadzić do łez. I nie tylko z powodu   komedii która tam się nieraz rozgrywa ale z ignorancji zespołów wobec natury i zagrożenia.

poniedziałek, 25 listopada 2013

NAVAL Przetrwać Belize

Dżungla to jedno z najtrudniejszych i największych wyzwań dla człowieka. I jest to chyba opinia większości ludzi. Książka NAVAL Przetrwać Belize to opowieść GROM-owca i szkoleniu z zakresu sztuki przetrwania jak i prowadzenia działań w dżungli. Książka nie jest ani poradnikiem przetrwania ani typową książka podróżniczą. Jest to opis dżungli oczami  komandosa.
Można znaleźć tu mnóstwo porad do zastosowania również w naszym klimacie. Jak sztuka doboru ekwipunku czy pakowanie się do plecaka.
Książka jest napisana bardzo przyjemnym i soczystym językiem. Autor nazywa rzeczy po imieniu i nieraz nie oszczędzając przy tym słów.

Opisanych jest tu wiele fascynujących i zaskakujących przygód które NAVAL przeżył w Belize,gdzie granica miedzy życiem a śmiercią jest mniejsza niż kilka centymetrów. Czyhają tam  na każdego wędrowca jadowite pająki,węże,robactwo i wredne rośliny które tylko czekają aby kogoś ukuć czy błoto które potrafi pochłonąć człowieka żywcem a co gorsza On jest komandosem i musi przemieszczać się cicho i skrycie a nie jak podróżnik którego głównym celem jest przetrwać przebyć daną trasę i osiągnąć cel.
 Przetrwać Belize to z pewnością jedna z tych książek która może zmotywować największego lenia do ruszenia swoich 4 liter ku przygodzie.
Książka ta kończy się bardzo fajnym stwierdzeniem ale to musicie sprawdzić sami!

sobota, 23 listopada 2013

200km, przez góry. Słowacja &Polska- lesnydziad.pl

Wędrówka na dystansie 200km po górach brzmi fajnie. Jeszcze fajniej brzmi jeden człowiek z psem pieszo przez góry Polski i Słowacji.  Niedługo rusza właśnie taka wyprawa  w której będzie brał udział Leśny Dziad i jego dzielna suczka Aza.
Cały prowiant zabierają ze sobą, a sprzęt jest ograniczony. Jeśli się wam podoba  taki projekt zapraszam na zaprzyjaźnionego bloga:
lesnydziad.pl

piątek, 22 listopada 2013

Ed Stafford

http://images.nationalgeographic.com/wpf/media-live/photos/000/246/cache/ed-stafford-amazon-river_24624_600x450.jpgJak można nazwać kogoś kto pokonał pieszo trasę wzdłuż Amazonki, a jego wędrówka trwała 2lata. Jak nazwać kogoś kto spędził samotnie na bezludnej wyspie 60 dni bez jakiegokolwiek wyposażenia ułatwiającego przetrwanie. No właśnie jak?  Kimś takim  jest Ed Stafford, były kapitan brytyjskiej armii a obecnie ekstremalny podróżnik. Za przejście wzdłuż Amazonki otrzymał rekord Guinnessa.

Program opowiadający tą niezwykłą podróż składa się z dwóch części i przekazuje w naprawdę fajny sposób
mnóstwo praktycznych porad ułatwiających życie na szlaku w dżungli.
Fakt,że nie dokonał on jeszcze zbyt wielu rzeczy sprawia,że nie jest on jakoś bardzo znany. Ale rzeczy których dokonał są naprawdę niezwykłe i z pewnością zapiszą się w historii wielkich wypraw. Takich jak zdobycie bieguna czy odkrycie źródła Amazonki.
Ed Stafford to z pewnością wyjątkowy typ podróżnika,który nie podejmuje się rzeczy łatwych.

czwartek, 21 listopada 2013

Suchy tyłek to podstawa

Pogoda coraz bardziej mokra i niesprzyjająca.  Zawsze podczas wędrówki przez las czy jakikolwiek teren przychodzi czas na postój. A nieraz niema gdzie usiąść bo mokro czy błoto. I wtedy jest spory problem czy usiąść na mokrym i przemoczyć tyłek a może nie usiąść. W takiej sytuacji z pomocą przychodzi genialne i proste rozwiązanie jakim jest siedzisko. Jest to kawałek specjalnie wyprofilowanej
maty składanej lub nie. Można kupić gotowca lub zrobić coś takiego samemu z kawałka karimaty. Oczywiście można wykorzystać folie lub usiąść na rękawicach ale jednak siedzisko to świetny patent. 
Największa zaleta siedziska ujawnia się zimą gdy gdziekolwiek byśmy nie usiedli to  możemy sobie odmrozić tyłek albo przymarznąć do lodu czy czegoś podobnego. Ja najbardziej lubię siedzisko wykonane z jakiejś pianki przypominającej neopren o grubości 1cm produkowanego przez FN. Niestety  kilka już zgubiłem a FN obecnie robi je z czegoś innego-nie izoluje już tak dobrze. Siedzisko to pozwala siedzieć na tafli jeziora przy -10*C nie odczuwając dyskomfortu.  Używam również wersji składanej(relags) która niestety jest dużo cieńsza i mniejsza ale za to jest składana co ułatwia jej transport. Nie izoluje tak dobrze jak FN ale na sezon letni w zupełności starcza.
Również bardzo fajnym patentem który kiedyś znalazłem w jakiejś książce. Polegał on na doszyciu kawałka karimaty do plecaka pod pasem biodrowym dzięki czemu nie było trzeba się obawiać na czym się siada.Był on wykorzystywany w dżungli  gdzie ryzyko ukąszenia przez skorpiona lub jakiegoś innego przyjemniaczka w dupsko jest dość duże.
W jednym odcinku człowiek który przetrwa wszystko Les Stroud pokazuje swój patent na zabezpieczenie siedzenia przed wilgocią i zimnem. Używał on kawałka  jakiegoś materiału(chyba skóra) który miał przyczepiony do paska dzięki czemu mógł siadać gdzie tylko zechciał bez ryzyka przemoczenia spodni.
Jak widzicie siedzisko to podstawa w wędrówkach,szczególnie w okresie jesienno-zimowym

niedziela, 17 listopada 2013

Spodnie Helikon-Tex ECWCS Pants Gen II

Jakiś czas temu doszła do mnie paczka od kolejnego sponsora projektu Into The Wild-Polska a mianowicie od Helikon-Tex a w niej spodnie ECWCS Pants Gen II.  Oczywiście za wcześnie aby opisywać ich test. Dlatego dziś suche fakty na ich temat. 

Spodnie te są robione zgodnie z amerykańskim standardem Extended Cold Weather Clothing System, czyli jest to jedna z warstw odzieży która pozwala przetrwać największe mrozy. Do tworzenia tych spodni została wykorzystana membrana Helikon-Tex® Comfort H2O Proof zapewniająca ochronę przed deszczem wiatrem zachowując świetne właściwości oddychania.
pojemna kieszeń kargo
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jakość wykonania i materiałów. W skrócie  można by powiedzieć perfekcja. Wszystkie szwy ładnie zakończone i podklejone. Zamki renomowanej firmy YKK a sam materiał spodni wydaje się być bardzo odporny na urazy mechaniczne.  Bardzo fajnym rozwiązaniem jest pętla przy rozporku umożliwiająca otwarcie go nawet w grubych rękawicach. Kolejną sprawą jest  szeroka listwa przy zamku w nogawce chroniąca przed przewiewaniem czy wodą. Co do tego zamka to sięga on do kolana dzięki czemu możemy założyć te spodnie nie zdejmując botów. Można go również wykorzystać do poprawienia
rozpinane nogawki
wentylacji. Rzep przy nogawce umożliwia dokładne dopasowanie szerokości nogawki do naszych potrzeb-jest wyjątkowo mocny(nie zrywa się). Również fajna sprawą jest kieszeń która nie jest kieszenią. Już wyjaśniam. Na biodrach mamy dwie kieszenie bez dna które umożliwiają nam  dostęp do spodni podstawowych.  Mamy jeszcze dwie kieszenie kargo zapinane na guzik.
 W pasie możemy je wyregulować za pomocą gumek i/lub paska.
kieszeń "bez dna"
Ogólnie rzecz biorąc jak na pierwsze wrażenie Spodnie Helikon-Tex ECWCS Pants Gen II to fajne spodnie na deszcz lub na siarczysty mrozy. Więcej konkretnych informacji i testów po zimowym wyjeździe w Bieszczady.
PS. Dotarły do mnie słuchy,że nie wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem. Więc pod membranę trzeba włożyć jakieś spodnie polarowe lub softie.-myślałem,że to oczywiste.

                                                                                     SPECYFIKA:
wygodna pętla przy rozporku
  • Wodoodporność: 10000 mmOddychalność: 8000g/m2/24h
  • Regulowana talia
  • Rozpięcia na wysokości bioder (ocieplenie dłoni)
  • Dwie kieszenie udowe cargo
  • Wzmocnienia na siedzeniu i kolanach
  • Zamki boczne YKK®
  • Rozpinane, regulowane nogawki
  • Podklejane szwy
  • Rozporek zamkowy YKK®
  •  





 


wszystkie szwy podklejone


 

sobota, 16 listopada 2013

Bezkrwawe polowania

Myślistwo to dość kontrowersyjny temat. Wielu myśli ach ci brutalni i nieczuli mordercy sarenek. Właśnie takie opinie krążą o tym wspaniałym hobby które dla wielu jest  stylem życia. Ale nie będę pisał o strzelaniu z broni ale o strzelaniu aparatem.  Na pewno jest to dużo mniej kontrowersyjny typ polowań a co najważniejsze  z takich łowów jest  wilk syty i owca cała
Podejście do jakiegoś dziko żyjącego zwierza jest wyjątkowo trudne zważywszy,że aby zrobić zdjęcie trzeba podejść wyjątkowo blisko góra 30metrów i to już jest dość daleko. A w przypadku polowania tradycyjnego można strzelać nawet z kilkuset metrów.  Wracając do bezkrwawego polowania obserwacja i uwiecznienie  jelenia czy jakiegoś innego przedstawiciela fauny jest wyjątkowym mistycznym przeżyciem które na zawsze zapisze się w naszej pamięci. A satysfakcja z takiego spotkania  jest tym większa,że mamy szanse spotkać jeszcze raz tego samego osobnika gdy będzie jeszcze bardziej okazały.
Najczęściej na foto-łowy udaje się do puszczy zielonki koło Poznania gdzie  jest dość dużo przedstawicieli dużych roślinożerców takich jak:jelenie,sarny,daniele. Raz nawet migną mi Łoś chyba że był to gigantyczny jeleń(widziałem tylko dupsko) .
A tu kilka zdjęć z bezkrwawych polowań:

To zdjęcie wygrało jeden konkurs fotograficzny.


















PS. jeśli ktoś chciałby poznać fajne miejsca do podglądania zwierząt to niech pisze.
zakaz kopiowania zdjęć!

piątek, 15 listopada 2013

Alfabet- Marek Kamiński

Książki zawsze  mi towarzyszyły w wyjazdach.  Nie tylko w terenie bo już w zaciszu domowego fotela były moim źródłem inspiracji,pomysłów i z  pewnością ukierunkowały mój światopogląd oraz cel do jakiego zmierzam. Czytając pogłębiamy swoją wiedzę o świecie jak i o samym sobie i można powiedzieć tworzymy własny świat. Jednak warto wyjść ze swojej przestrzeni i poznać inne światy równie ciekawe i pouczające. Każdy świat składa się z tych samych słów które mogą znaczyć zupełnie co innego.

Właśnie o tym jest książka Marka Kamińskiego pt. "Alfabet". Jest to przekrój najważniejszych i najbardziej istotnych rzeczy dla autora. To co pomogło mu  dojść na biegun i osiągnąć wile sukcesów w życiu osobistym, zawodowym jak i w podróżach.
"Alfabet" to nie jest zwykła książka, to coś więcej. Skłania do refleksji i pozwala zagłębić się w rzeczy które pozornie wydaja się łatwe i błahe ale wcale takie nie są.   Też nie czyta się jej jak normalnej książki bardziej jak swoistą encyklopedie która przekazuje informacje w miły i filozoficzny sposób.  Można by ją porównać z książką jaką niedawno opisywałem autorstwa Beara Gryllsa "Poradnik przetrwania w życiu"    Jednak jest ona nieco inna i dotyka trochę innych płaszczyzn. Oczywiście  gdzie-nie-gdzie się zazębiają.
Alfabet pozwoli zrozumieć nieco lepiej świat jak i może dać motywację do walki o spełnienie swoich a wszystkie słowa są jak drogowskazy na własne bieguny.

czwartek, 14 listopada 2013

Patroni projektu Into The Wild-Polska

Drugi etap projektu Into The Wild-Polska zbliża się wielkimi krokami a przygotowania do niego idą wielką parą. Przybywa coraz więcej sponsorów i patronów.  Oto oni:

Magazyn sezon 
To  jedna z najlepszych (moim zdaniem) gazet myśliwskich ale nie tylko. Jest tam mnóstwo porad myśliwskich ale i survivalowych czy typowo turystycznych. W jednym z kolejnych numerów ma się znaleźć krótka informacja o projekcie a po powrocie będzie obszerniejsza relacja wraz z fotoreportażem.

etraveler.pl
 To portal dla miłośników wypraw wszelkiego typu. Od typowych wypraw z plecakiem po ekstremalne projekty takie jak mój.
Na tym portalu  niedługo znajdzie się artykuł z przygotowań do wyjazdu a po zakończeniu wyprawy relacja z niej.







passion4travel.pl   
,To portal  o wyprawach 4x4 i motorów enduro.  Jednym słowem mnóstwo informacji dla fanów terenówek i przygód w dziczy.

środa, 13 listopada 2013

Pierwszy śnieg i pierwszy jeleń

Ostatni wyjazd w góry owocował w wiele nowych doświadczeń i przygód. Na sam początek dwa zdjęcia z pierwszego i ostatniego dnia wyjazdu.







Jak widzicie jest mała różnica. Ale zacznijmy od początku. Długi weekend to świetna okazja na wyjazd a gdzie?Oczywiście w góry izerskie. Pierwszy dzień to mozolne zdobywanie wysokości. Gdy już zdobyliśmy odpowiednią wysokość po kilku godzinnej wspinaczce. Teren łagodnieje i możemy odetchnąć oraz cieszyć się wędrówką. Na szczęście na tej wysokości pogoda się poprawiła i mogliśmy wyjąć aparaty i zacząć fotorelacje. Bo jak wiadomo tekst bez zdjęć nie odda wszystkiego.  Po krótkim postoju w zielonej budce na  niebieskim szlaku ruszamy dalej.  Po kilku kilometrach dochodzimy do Chatki Tomaszka  gdzie robimy dłuższy popas  dzwonimy do Zbyszka( opiekun i od czasu do czasu mieszkaniec tej chatki)powiedzieć mu,że wszystko ok chatka stoi.Po  tej przerwie ruszamy dalej już nie szlakiem ale drogą do kolejnej chatki zwanej chatkę pary mieszanej(lokalne żulki), a stamtąd kierujemy się niezbyt widoczną ścieżką w stronę kobyłki gdzie zamierzaliśmy spędzić pierwszą noc. Z początku ścieżka była dość szeroka ale zarośnięta lecz po kilkuset metrach  znikła. Ale znaliśmy kierunek i dalej poszliśmy na przełaj. Po krótkiej chwili doszliśmy do jeleniej ścieżki i już nią dalej wędrowaliśmy. Ścieżka wyszła z lasu na łąkę porośnięta gdzieniegdzie kosodrzewiną ale już po chwili zamieniła się w zdradzieckie torfowisko. Zważywszy,że kilka dni przed naszym przyjazdem było deszczowe podłoże po którym wędrowaliśmy było dość grząskie.  Nie poddając się ruszamy tropem jakiegoś zwierza gdzie  grunt był najstabilniejszy. Po  przekroczeniu jednego strumyczka dotarliśmy do Kobyłki. Fakt,że wyszliśmy nieco dalej niż planowaliśmy umożliwił nam podziwianie naprawdę dzikiego zakątka. 


Dalej poszliśmy już brzegiem rzeczki pod jej prąd. Po kilkudziesięciu minutach do mojego nosa dociera mało przyjemny zapaszek. Po wyjściu za krzaków zauważam padłego Jelenia. Piękne zwierze leży jakieś 1,5m od wody na małej półce i jest pożarte do połowy. Ale głowa i co najważniejsze poroże jest  w dość dobrym stanie. Po szybkiej obserwacji otoczenia okazuje się,że jesteśmy jakieś 100m od miejsca gdzie byliśmy rozbici tydzień wcześniej. Więc przenosimy plecaki w miejsce planowanego obozu i wracamy do jelenia. Po porożu można stwierdzić,że miał 4 góra 5lat.
Oczywiście jak zobaczyłem tak okazałe regularne rogi chciałem zrobić wszystko aby je zdobyć. Z początku spróbowałem je odłamać ale nic się nie stało. Potem z kopa ale to też na nic. Stwierdzam czas odpocząć i przemyśleć jak to ugryźć. Rozbiliśmy obóz, rozpaliliśmy ognisko i zjedliśmy kaszankę. Jednak poroże nie dawało mi spokoju i postanowiłem spróbować odłupać je kamieniem. Wziąłem największy jaki byłem wstanie podnieść i rzuciłem jednak nie trafiłem tam gdzie chciałem. No dobra może teraz mi się uda i wziąłem nieco mniejszy on też nic nie zrobił.  Jak to się mówi do 3razy sztuka i rzucam kolejnym tym razem pękł ale nie róg a kamień.
Stwierdzam na dziś koniec. Więc wracam do obozu i donoszę opału. Tak siedzimy sobie przy ognisku i rozmyślmy jak to cholerne poroże zdobyć. Jednak na dziś koniec walki i już po zapanowaniu egipskich ciemności wchodzimy do śpiworów i czytamy. Ap-ropo czytania. Zawsze zabieram ze sobą książkę ale rzadko ją czytam jednak o tej porze roku gdy dzień jest pieruńsko krótki i niema nic do roboty książka to najlepsze co można wtedy robić. Wracając do wyjazdu. Rano wstajemy a pogoda nas nie rozpieszcza pada.  I tu ujawnia się wielka zaleta  korzystania z trapu a nie z namiotu czy jakiegoś innego rodzaju schronienia. Pod trapem jest tyle miejsca,że ze spokojem możemy się spakować nie moknąc i przeczekać deszcz. I tak też zrobiliśmy czekaliśmy dość długo bo ze dobre dwie godziny. No ale gdy deszcz przestał padać. Poszedłem ostatni raz zmierzyć się z jeleniem.
 Nie miałem innego pomysłu wiec postanowiłem je odciąć tylko czym piłą do drewna a może multitoolem. Ale postanowiłem użyć piły fiskarsa i o dziwo weszła ona w poroże jak w masło. Już po kilkunastu minutach miałem ucięte oba rogi. No ale niestety niecałe. Jeleń był w dość kiepskim stanie i podczas piłowania z oczodołu wysypały się larwy a sama czaszka niebyła w najlepszym stanie, dlatego uciąłem je powyżej oczniaków. Jak dobrze pójdzie to co zostało uda się odciąć na wiosnę gdy już tylko zostaną  kości. Wracam do obozu zadowolony z wyniku walki. Rogi powędrowały do wody aby je odkazić. Dopakowaliśmy wszystko do końca  zamaskowaliśmy ślady naszej obecności i ruszyliśmy w dalszą drogę, w górę kobyłki.  Po niedługiej wędrówce i kilku przeprawach przez rzekę docieramy do drogi biegnącej na Jelenią Łąkę.
Gdy już tam dotarliśmy zrobiliśmy krótki postój i ruszyliśmy dalej w kierunku schroniska Orle.  Tam postój i odpoczynek(dość długi-za długi!!) I stamtąd ostrym marszem(dochodzącym do 10km/h) idziemy wzdłuż Izery a następnie do Chatki Tomaszka. Tam dosłownie kilkuminutowy postój i ruszamy dalej. Niestety pogoda stawała się coraz gorsza i coraz mocniej pada. Nie zważamy na to i idziemy w idealne miejsce na biwak nieopodal Chatki Górzystów. Tam rozwieszamy trap już po ciemku i chowamy się przed deszczem. Po chwili przerwy czas zająć się rozpaleniem ogniska i przyrządzeniem czegoś do jedzenia. Po chwili już mieliśmy ogień a niedługo potem jedliśmy ciepły rosołek z makaronem i kiełbaską. W tym czasie deszcz przeszedł w deszcz ze śniegiem a potem już tylko śnieg leciał z nieba. No ale po  pewnym czasie dopadło nas zmęczenie więc czas spać.

Rano wstajemy a z wieczornego opadu niewiele zostało.Śnieg leżał tylko gdzie nie gdzie. No Ale szybkie śniadanie zwijamy obóz i w drogę. Do Świeradowa chcemy dojść o 12 aby do poznania dojechać ok.17/18. Więc ruszamy dość ostrym tempem i po chwili zaczyna się ochładzać i coś lecieć z nieba  a po kilku kolejnych minutach zaczęło się robić biało i gdzie nie gdzie leżało już dość sporo śniegu bo aż 2cm!
Oczywiście było to małe ale jakie fajne zaskoczenie. Pierwszy postój robimy przy zielonej budce tam po batoniku i po kilkunastu minutach dalej w drogę. Dalej w zimowej aurze idziemy już w stronę Świeradowa i po jakimś kilometrze góra dwóch śnieg się kończy i otoczenie jest typowo jesienne. Kolejny postój przy źródełko Adamsa i  po chwili dalej lecimy na dół. I już o 12,5 jesteśmy przy aucie i w drogę do domu.

Podsumowując wyjazd był on pełen fajnych przygód tylko szkoda,że śnieg spadł dopiero ostatniego dnia i,że były to tylko trzy dni.
Więcej zdjęć.
























wtorek, 12 listopada 2013

Jak zachować się podczas zamieszek

Po wczorajszych zamieszkach w warszawie doszedłem do wniosku,że czas coś napisać o survivalu miejskim. Gdy na ulicy dzieją się takie rzeczy jak na poniższym filmie trzeba wiedzieć jak się zachować.
Niestety nie jest to sytuacja rzadka coraz częściej dochodzi do podobnych  na całym świecie. A co zrobić gdy my znajdziemy się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Oto kilka podstawowych zasad bezpieczeństwa w takich sytuacjach:
  1.  Bądź czujny. Obserwuj otoczenie w jakim się znalazłeś.
  2. Bądź na bieżąco.  Oglądaj wiadomości,słuchaj radia szukaj informacji w internecie aby sprawdzić czy niema rozruchów w twojej okolicy.
  3. Jeśli gdzieś w twojej bliskiej okolicy doszło do zamieszek unikaj tego miejsca aż sytuacja się uspokoi.
  4. Unikaj rejonów działań osób biorących udział w zamieszkach. Szczególnie trasy przemarszu jak i odwrotu. 
  5. Stań się niewidoczny. Uciekając tłumem korzystaj ze wszystkich osłon jakie napotkasz(auta, murki.itp.)
  6. Jeśli natkniesz się na zamieszki natychmiast poszukaj innej drogi.
  7. Jeśli znajdziesz się w centrum zamieszek  postaraj się jak najszybciej udać się w bezpieczne miejsce. Przedrzyj się z tłumu pod ściany a następnie jak najdalej od niego.
  8. Obserwuj teren i spróbuj przewidzieć ruchy napastników.
  9. Nie panikuj. To naczelna zasada która umożliwi ci wyjście z każdej sytuacji. Zawsze miej przy sobie dokumenty, komórkę i swój adres.
  10. Będąc w domu zamknij drzwi i okna. Nie wpuszczaj nikogo aż do ustania zamieszek.
  11. Bądź gotowy do  zapobiegania efektom działań bandytów. Przygotuj wodę do gaszenia ewentualnego pożaru, miej pod ręka apteczkę.
  12. Bądź gotów do walki. Walka to zawsze ostateczne wyjście  ale trzeba być na nie gotowym. Gdy już dojdzie do tego zapomnij o zasadach to ty i twoi bliscy są najważniejsi. Wykorzystaj wszystko co może ci pomóc w starciu(klucze, lizak,młotek itp.)
  13. Nie ufaj nikomu. Każdy może chcieć cię okraść lub po prostu napaść.
  14. Nie prowokuj napastników.
  15. Gdy zobaczysz jakieś oznaki zbliżających się rozruchów poinformuj o tym odpowiednie służby.
Jak widzicie zaledwie 15 prostych zasad może uratować wam życie i wasz dobytek.
TAK SIĘ KOŃCZY ŁAMANIE PRAWA.

piątek, 8 listopada 2013

Bear Grylls ucieczka z piekła.

http://www.beargryllsvswild.fr/wp-content/uploads/2013/09/1262853_10151860463866520_1003706980_o.jpgNajnowszy program najbardziej kontrowersyjnego eksperta survivalu. Nie będę owijał w bawełnę i powiem,że naprawdę lubię tego gościa.Jednak  spodziewałem się,że jego nowy program   Bear Grylls ucieczka z piekła będzie kolejnym show. Jednak ku mojemu miłemu zdziwieniu niema tu aż takiej dawki show jak w przypadku innych jego programów. 
Głównym założeniem programu jest pokazanie niezwykłych historii o przetrwaniu przeciętnych ludzi.
Poza przedstawieniem sytuacji z których większość ludzi by nie wyszła cało jest tu mnóstwo praktycznych porad. Każda z osób przedstawionych w programie opowiada o tym co jej pomogło przetrwać,jednocześnie Bear odtwarza wszystkie sytuacje.  Pokazuje również jak powinni się zachować w danej sytuacji i  gdzie popełnili błąd.
Jeden z odcinków opowiada o parze polskich kajakarzy, którzy otarli się o śmierć podczas spływu w Ameryce Południowej. Niestety ich przyjaźń niewytrzymała próby jakiej zostali poddani.
W ostatnim odcinku pokazane są fragmenty wszystkich epizodów  a Bear prezentuje wartość małego i lekkiego zestawu survivalowego który w każdej z tych sytuacji zdecydowanie polepszył by komfort i zwiększyły szanse na przetrwanie bez urazów.
 Jaki z tego morał? Że zawsze warto mieć ze sobą mały surviva-kit. 
Ale i tak wszystko zależy od siły woli.
Podsumowując jest to całkiem niezły program opowiadający o niezwykłych historiach ludzi którzy otarli się o śmierć i przetrwali. Bez zbędnego show.

środa, 6 listopada 2013

Piła FISKARS Xtract™

Jakiś czas temu przyszła do mnie paczka od firmy Fiskars  a w niej piła FISKARS  Xtract™.

 Swego czasu opisywałem siekierę fiskars X7  i sprawdzała się ona wyśmienicie. I w wielkim skrócie można tak powiedzieć o tej pile.  Używałem naprawdę dużo najróżniejszych typów pił i różnych marek ale żadne mnie niczym specjalnym nie zaskakiwały. Cięły lepiej lub gorzej ale wszystkie były podobnej jakości. I gdy już myślałem,że nic lepszego na rynku niema zacząłem testować Piła FISKARS  Xtract™ i tu ku mojemu zdziwieniu jest gigantyczna przepaść między tą piłą i innymi. Pierwszą najważniejszą jak dla mnie jest to,że czas w jakim ona przecina belkę.  Czas ten jest o co najmniej 50% krótszy niż w innych piłach. Jest to naprawdę zaskakujący wynik, tym bardziej,że nie jest to męczące.Ręka podczas piłowania wcale nie jest jakoś nadmiernie nadwyrężana, a jeszcze dzięki dość dużym rozmiarom rękojeści 330 mm możemy obsługiwać tą piłę oburącz i swobodnie zmieniać chwyt. Rękojeść pokryta jest  tworzywem SoftGrip™, oraz ma  osłoną na palce. SoftGrip™ zapewnia pewny chwyt nawet  mokrymi czy zgrabiałymi rękami.
Nieraz w przypadku tradycyjnych pił jest problem z zabezpieczeniem ostrza tak aby podczas transportu nie zniszczyło nam szpeju. W tej pile niema takiego problemu bo ostrze jest chowane w rękojeści co świetnie zabezpiecza nasz ekwipunek jak i je same. Gdy piła jest złożona  możemy ją sobie przyczepić do szlufki za pomocą karabińczyka. Jest to bardzo fajne rozwiązanie które umożliwia nam trzymanie jej cały czas pod ręką. W przypadku przenoszenia przy plecaku karabińczyk  umożliwia nam łatwe  i pewne zabezpieczenie piły przed zgubieniem.
Specjalne uzębienie  piły ułatwia nam cięcie. Podczas piłowania  nie klinuje się a między zębami nie zbierają się trociny dzięki czemu praca nią jest dużo bardziej efektywna .  Niektóre piły mają tendencje do hałasowania podczas cięcia, natomiast  Piła FISKARS  Xtract   jest wyjątkowo cicha. Precyzja ciecia jest tak duża, że drewno po cięciu jest idealnie gładkie.
Ostrze ma długość 225mm i umożliwia cięcie belek o średnicy do 15cm(takie jak piłowałem)
Blokada ostrza jest tak mocna,że gdy pierwszy raz ją zablokowałem nie mogłem jej złożyć. Po kilkunastu minutach męczenia się z blokadą złożyłem piłę. Dzięki tak mocnej blokadzie mamy gwarancję bezpieczeństwa.
Wszystkie materiały użyte do produkcji  tej piły  są z najwyższej półki dzięki czemu posłuży ona nam przez wiele lat. FISKARS  Xtract  tworzy świetny zestaw z siekierą fiskars X7 .  
Jest tylko jedna,rzecz wspólna dla wszystkich pił tego typu. A mianowicie chodzi oto,że podczas ostrej pracy możemy wygiąć ostrze. Kilka razy mocno się wygięło, ale natychmiast wróciło do swojego  pierwotnego stanu. Co w przypadku innych pił nie jest już standardem.

SPECYFIKA:
  • Specjalne uzębienie zapewnia skuteczne cięcie gałęzi
  • Nowy, wygodny zaczep do paska
  • Pewny chwyt dzięki rączce pokrytej tworzywem SoftGrip™
  • Ergonomiczna rękojeść z osłoną na palce
  • Długość ostrza 255 mm
  • Średnica cięcia do 120 mm
  • Cięcie w jednym kierunku - do siebie

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pierwszy wyjazd Ryśka -IZERY




Na samym początku wyjaśnię o co chodzi z tym Ryśkiem. Część z was pewnie widziała reklamę herbaty z małymi miśkami. I właśnie z tej że herbaty w moje ręce trafił mały miś o imieniu Rysiek(tak pisało na opakowaniu). Widziałem jak wielu podróżników czy wspinaczy zabiera ze sobą jakiegoś pluszaka. Motywy są różne, dla niektórych to talizman, inni zabierają  coś takiego dla towarzystwa inni dla śmiechu. Mną kierował ten ostatni powód.
 Wróćmy jednak do wyjazdu. Wtedy gdy większość ludzi szykowała się do pójścia na groby my zaczęliśmy szykować się do wyjazdu w góry,oczywiście Izerskie.  Na miejscu byliśmy nieco później niż zakładaliśmy a to dlatego,że drzemka która miała trwać max godzinę trwała aż 2godziny. Fakt faktem wyspaliśmy się i w góry ruszyliśmy już o 7,30.
Ruszyliśmy ostrym podejściem w kierunku niebieskiego szlaku  i już po chwili  zeszliśmy z cholernego asfaltu na kamienista drogę,po której wiedzie niebieski szlak. Pierwszy postój  przypadł na wite przy źródle Adamsa.  Po kilkunastu minutach ruszyliśmy dalej. Po kilkuset metrach znów wyszliśmy na asfalt-tak swoją drogą nie wiem jaki inteligent wpadł na pomysł wyasfaltowanie gór.  Kolejny postój w tzw. zielonej budzie  po jakimś kilometrze. A  dalej już bez postojów do chatki Tomaszka. Tam dość długi postój bo ponad 2 godziny. Przy chatce odbył się test kuchenki spirytusowej która okazała się kompletna porażką.
 Po 2godzinach nie zagotowała kubka wody. No ale cóż zrobić  gdy już byliśmy gotowi do dalszej wędrówki zobaczyliśmy mysz. Która była naprawdę przyjazna i ładna w porównaniu do tych miejskich. Po obowiązkowej sesji fotograficznej ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem do nieoznaczonej drogi i dalej nią do kobyłki. Kobyłka to mała rzeczka ale za to bardzo malownicza. Gdy do niej doszliśmy poszliśmy jej brzegiem  do miejsca w którym zamierzaliśmy rozbić obóz.  Po drodze w kilku miejscach musieliśmy się nieźle nagimnastykować  by przedrzeć się przez gęsty las. Utrudnieniem wędrówki w tym miejscu jest fakt,że zbytnie odejście od rzeczki możne się dla nas skończyć kąpiel w torfowisku. Ale nie w takim płytkim gdzie najwyżej wlecimy po kolana ale w takim po szyje albo głębiej. No ale jak to się mówi co nas nie zabije to nas wzmocni to po kilkudziesięciu minutach i kilkunastu przeprawach z jednego brzegu na drugi docieramy do urokliwego miejsca idealnego na nocleg.  Tym razem nie użyliśmy typowego schronienia jakim jest namiot czy trap. Ale połączenie tych dwóch typów schronień. Trap FN ork rozwiesiliśmy między drzewami  użyliśmy jeszcze trzech kijków trekkingowych dla zwiększenia komfortu. Pod trapem zrobiliśmy sama sypialnie od  namiotu Coleman Bedrock .  Patent zapewnia bardzo duży komfort.

Po rozbiciu obozu rozpaliłem ognisko i  zacząłem pichcić obiadek. No i to nie byle jaki ale 5 kaszanek z cebulką na dwie osoby. Jedyne czego brakowało to musztardy no ale liczy się każdy gram. Po bardzo sytym posiłku  mogliśmy się byczyć ale już o 6 leżeliśmy w śpiworach a niedługo potem poszliśmy spać. Cało nocna podróż dała nam w kość.
Rano wstaliśmy dopiero o 9. A krótko po przebudzeniu  zaczęło mżyć. Deszcz nie był mocny i nie stwarzał problemu z rozpaleniem ogniska. Więc po kliku minutach mieliśmy ciepłe śniadanie. Niestety deszcz przybierał na sile, dlatego zwinęliśmy sypialnię i na ceracie usiedliśmy pod trapem. Czekaliśmy aż deszcz się uspokoi dobre kilka godzin ale nic nie zapowiadało poprawy.  Dlatego spakowaliśmy wszystko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Początkowo szliśmy po swoich śladach, ale już  po kilkuset metrach doszliśmy do starej ścieżki. Dalej nią ruszyliśmy w kierunku bliżej nieznanym, jedyne co wiedzieliśmy to to,że powinna ona nas doprowadzić do jeleniej łąki. Droga była naprawdę błotnista w niektórych miejscach gdyby nie kępy trawy i jakieś belki czy kamienie brodziło by się w błocie po kolana. A zejście z niej mogło by się skończyć nawet utonięciem w torfowisku. Dodatkowo deszcz nie ułatwiał nam życia, w sumie to nie był deszcz a ulewa z silnym wiatrem i gęstą mgłą.  Musze przyznać,że droga ta jest wymagająca ale bardzo ciekawa. Nie dość,że  wszędzie błoto w mniejszych lub większych ilościach to musieliśmy jeszcze przekroczyć kilka małych strumyczków o szerokości góra 1,5m ale i dwie rzeczki o szerokości dobrych kilku metrów. Gdyby nie kamienie to bez brodzenia w wodzie by się nie obyło. Po dobrych kilku kilometrach droga się polepszyła i już nie było ryzyka brnięcia w błocie.
 Doszliśmy do  krzyżówki na której źle poszliśmy i wyszliśmy w zupełnie innym miejscu a nad Izerą.  Tam krótka ocena sytuacji czy idziemy do Jeleniej Łąki i stamtąd do Chatki Tomaszka gdzie zamierzaliśmy scedzić nocleg czy od razu skierować się do chatki najkrótszą drogą. Fakt,że pogoda  była straszna ciągle lało tak wybraliśmy dłuższą trasę i wzdłuż Izery doszliśmy do schroniska Orle.  Tam krótki postój i przeczekanie najgorszej ulewy. No i dalej w drogę na rozdroże pod cichą równią. Jest tam budowana nowa wiata na wzór Skandynawskich. Fakt zapowiada się naprawdę ciekawie,trawa na dachu wszystkie ściany obite belkami. Bardzo ładnie to może wyglądać. Na szczęście gdy tam doszliśmy deszcz ustał i mimo,że musieliśmy siedzieć na zewnątrz(przy wiacie coś robili robotnicy) Po chwili w dalszą drogę i już po kilku kilometrach byliśmy u celu naszej wędrówki. Niestety po drodze deszcz znów zaczęło padać.

Zrobiliśmy sobie tam obiad i niewiele więcej mogliśmy zrobić więc rozłożyliśmy co nieco do suszenia  i weszliśmy do śpiworów. Spałem w śpiworze o komforcie -11 miałem na sobie tylko koszulkę termoaktywną bluzę techniczną do tego spodnie softie. A o 3 w nocy obudziłem się z powodu gorąca i musiałem się rozebrać do samych gaci!
Jest jedna zaleta tej pobudki mogliśmy zobaczyć piękne rozgwieżdżone niebo. Napawało ono optymizmem,że  jutro nie będzie padać. Niestety padało cały ostatni dzień. Podczas drogi powrotnej udało nam się utrzymać niezłe  tępo i już o 12,20 byliśmy przy aucie.
Najgorsze,że deszcz uniemożliwiał robienie zdjęć,więc ten wyjazd był ubogi w relacje fotograficzną. Jednak już za 5dni kolejny wyjazd.
Mam nadzieje,że suchszy.
Więcej zdjęć tu