wtorek, 27 sierpnia 2013

Rower a bushcraft

Kiedyś traperzy i pionierzy poruszali się konno a dziś w dobie wielkich miast  został nam tylko rower. Chyba,że ktoś ma takie szczęście i może sobie pozwolić na trzymanie konia. Ale wróćmy do sprawy roweru. Kiedyś byłem wielkim zwolennikiem jazdy w długich trasach razem z całym sprzętem biwakowym, planowałem wyprawy rowerowe na nord-kap i gdzie się tylko da. Jednak dziś  nieco zmieniły się moje priorytety. Niestety rower nie koń i przez las na przełaj nie pojedzie a koń tak. Więc wybierając rower musimy poruszać się głównie po drogach. Niema problemu gdy jedziemy sobie leśnymi duktami  najgorsza jest jazda szosą gdzie mamy do czynienia z kierowcami nie zawsze szanującymi rowerzystów.
To co najbardziej dominie nie przemawia w rowerze  uzależnienie w pewnym sensie od cywilizacji.  Jest jedna zdecydowana przewaga roweru nad pieszą wędrówką-dzienny dystans. Pieszo gdy pokonamy 30km to już dobrze, a na rowerze bez większych problemów można machnąć 100km a ja osobiście w jeden dzień na obładowanym rowerze przejechałem 160km. Jednak ta największa zaleta jest też dużą wadą. Bo gdy tak napieramy przed siebie to nie możemy podziwiać pięknych widoków tylko cały czas pedałujemy i pedałujemy. A tak duży dystans to tylko na szosach (więc o dziczy raczej mowy niema) natomiast w terenie mobilność roweru drastycznie spada. A idąc pieszo niezależnie od terenu można przemieszczać się  w stałym tępię.

Na pewno jeśli chce się zwiedzić konkretny region to rower jest świetnym wyjściem natomiast w przypadku gdy chcemy zaszyć się w głuszy to raczej nie na rowerze.  Jednak każdy powinien sam wybrać odpowiedni dla siebie środek transportu a można też różne łączyć ze sobą np. dość popularne jest branie składanego roweru na kanu. Dzięki czemu po spłynięciu składa się rower kanu na specjalną przyczepkę i w drogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz