środa, 31 lipca 2013

Nie rób tego w lesie.

  Wprawie każdym lesie można znaleźć wyrzucone śmieci.  O tych co robią z lasu dzikie wysypiska nie da się mówić bez używania wulgaryzmów więc oszczędzę sobie ich opisywanie. W 2012r w polskich lasach wyrzucono blisko 3tyś. ton śmieci.
Jeśli zobaczycie kogoś kto wyrzuca śmieci, zapiszcie jego numery rejestracyjne i powiadomcie o tym służby leśne lub policję. Niektórzy myślą, że gdy nie zostaną przyłapani na gorącym uczynku to nic im nie grozi ale w tych śmieciach wyszukiwane są np. listy dzięki którym  łatwo odnaleźć świ..ie która zostawia po sobie  chlew.Tak swoją drogą ciekawe czy  w domu też mają syf.

wtorek, 30 lipca 2013

Najgorętsza niedziela w roku

Temperatura grubo powyżej 30C wilgotność bliska 100% .Nie, nie to nie tropiki tylko zwykła niedziela w lesie. Przyznam, że lubię skrajne warunki ale zdecydowanie wolę niższe temperatury, ale co mnie nie zabje to mnie wzmocni.Na szczęście podczas wędrówki  można było odczuć lekki chłodny i  wilgotny wiaterek który dawał wytchnienie od tropikalnego skwaru.  Jak  można było się spodziewać nawet dla zwierząt te warunki niebyły najlepsze i wszystkie gdzieś się pochowały.  Jednak małe stadko danieli udało nam się wypatrzyć, ale były nie co za daleko i w dość gęstych zaroślach.  Jeszcze pod koniec wędrówki natknęliśmy się na całkiem dorodny okaz padalca-beznogiej jaszczurki.

 Wędrówka nawet w takich warunkach jest przyjemna ale tylko w lesie bo gdy przyszło przejść przez pole w pełnym skwarze to już był pełen extrem.
Gdy wędrujemy w tak ciężkich warunkach musimy pamiętać o odpowiednim nawodnieniu. trzeba mieć ze sobą min.2L ale lepiej wziąć nieco więcej tak na wszelki wypadek. Bo jak to się mówi przezorny zawsze ubezpieczony.
Przy okazji tej niedzieli miałem okazję przetestować nowy plecak który dostałem na reklamacje. Poprzedni zaczął się pruć w pierwszy dzień projektu Into the wild Polska.  Dokładnie dwa dni po termin ie w którym  powinienem już mieć plecak dostałem telefon ze reklamacja pozytywnie rozpatrzona i mogę wziąć plecak albo kasę.  Stwierdziłem plecak fajny to dam mu jeszcze jedną szansę i muszę przyznać, że ten jest nie  dość, że lepiej zrobiony to ma nieco większe klamry. Ogółem plecak jest z 2011r. a poprzedni na metce miał 2012r. czyli te starsze były lepiej robione. No ale cóż plecak wygodny wytrzymalszy od poprzednika.
Pod spodem zamontowałem namiot o wadze 2,7kg i nic się nie odpruło a w poprzednim wystarczył kilogram aby całe troki się odpruły.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Opinel

Noży Opinel chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.  Klasyczny składany kozik pięknie wykonany i niezwykle przydatny podczas każdej działalności outdoorowej. W swoim asortymencie firma Opinel ma wiele noży w których każdy znajdzie coś dla siebie. Można wybierać między stalą węglową a zwykłą, rękojeści są wykonane z różnych gatunków drewna, buk,dąb, orzech  zdarzają się również inne gatunki. Są również modele z wyrzeźbionymi rękojeściami na których są motywy polowań, maszerów i wiele innych.

Historia:
Pierwszy nóż Opinel powstał w 1890r. w miejscowości Saint-Jean-de-Maurienne w Rhône-Alpes regionie departamencie Sabaudia , Francji. Przez Józefa Opinel jaka producent narzędzi postanowił wytworzyć nóż. Od razu noże Opinela zyskały wielu zwolenników wśród okolicznych chłopów i pasterzy. 
W 1897r. Opinel rozwinął  serie noży z numerami do 12.
W 1901r. Józef Opinel  założył pierwszą fabrykę w której zaczął produkować swoje noże na skalę masowa.
Opinel aby zwiększyć sprzedaż swoich noży  otwożył mały sklepik w
pobliżu Chambéry węzła kolejowego, gdzie noże stał się popularne wśród kolejarzy, dzięki czemu szybko rozjechały się po całej Francji.
W 1909r. opinel zarejestrował swój znak firmowy.Wybierając koronowaną rękę.
W 1911r. Opinel otrzymuje złoty medal na wystawie narzędzi. 
Wciągu kilku lat sprzedaż osiągnęła pułap setek tysięcy noży rocznie. A do drugiej wojny światowej sprzedał już  20.000.000.
Dopiero w 1955r. wprowadzono Virobloc. czyli blokadę zabezpieczającą ostrze przed niekontrolowanym złożeniem ostrza, co zdecydowanie zwiększyło bezpieczeństwo.
Opinel  w 1985r.  został uznany za jeden ze stu  najlepszych wzorów użytkowych, dzięki czemu znalazł swoje miejsce w Muzem Victorii obok Porsche 911 i zegarka Rolex.
W 2000r. polepszono blokadę która teraz umożliwia zabezpieczenie ostrza zarówno w postaci ze schowanym ostrzem jak i otwartego.
Dziś firma dalej prowadzona jest przez rodzinę Opinel i sprzedają rocznie ok. 15mln. noży. Muzeum poświęcone nożem Opinel (Le Musée de l'Opinel) znajduje się w Saint-Jean-de-Maurienne.
Materiały:
 Tradycyjny nóż Opinel jest wykonany z drewna bukowego a  ostrze ze stali węglowej (XC90)  jest to bardzo dobra stal która łatwo poddaje się ostrzeniu jednaj jest nieco delikatniejsza od stali nierdzewnej przez co przy ciężkiej pracy istnieje ryzyko  złamania ostrza. Większość modeli Opinela jest wykonywana ze stali węglowej jak i z Sandvik 12C27M acier stali nierdzewnej.



 

piątek, 26 lipca 2013

Jak radzić sobie z upałem

Od  początku tygodnia Polskę nękają falę upałów przekraczających grubo 30C.  A wędrowanie czy zwykłe życie w  mieście nie jest ani miłe ani wesołe a ryzyko odwodnienia czy udaru cieplnego jest bardzo wysokie. Oto kilka prostych rad do zastosowana podczas upałów.

Jak wiadomo woda to życie więc najważniejsze to otrzymać odpowiedni poziom wody w organizmie. Aby zapobiec odwodnieniu powinno się pić przynajmniej  2L wody dziennie lecz gdy temperatura przekracza 30C powinno się pić nawet  powyżej 4L. Jednak aby się odpowiednio nawodnić nie wystarczy wyżłopać wszystkiego naraz ale powinno się pić często małymi porcjami. Ponieważ ludzki organizm nie jest w stanie przyswoić więcej jak 1L wody na godzinę.
Na zdjęciu powyżej widać arafatkę  która swobodnie zwisa na szyi. Jest to bardzo dobry sposób na schłodzenie tętnic krwi tyle, że arafatka czy jakaś inna chusta musi być zmoczona. Niestety ten sposób może doprowadzić do przeziębienia gardła jednak lepsze to niż  udar cieplny. Przy temperaturach powyżej 30C już po krótkiej chwili odczuwa się ulgę. Niestety  moja zielona arafatka po zamoczeniu  zaczęła farbować i w efekcie cały kołnierz i ramiona w koszuli mam zielone.
Aby lepiej przetrwać  upał można również zmienić dietę. Posiłki które spożywamy powinny być nietłuste, lekkostrawne z dużą ilością świeżych owoców i jarzyn. Gdy już zjemy warto zastosować poobiednią sjestę.

 Gdy mamy taką możliwość warto brać chłodną kąpiel czy prysznic lub po prostu zraszać się wodą. Napełnij miskę lub jakieś inne naczynie chłodną wodą i włóż do niej nogi i zastosuj metodę z mokrą chustą a od razu będzie ci lepiej. Oczywiście z miską w terenie możemy mieć problem ale można wejść do jeziora czy strumienia.
 Najgorętszą porę dnia należy spędzać w cieniu lub w jakimś pomieszczeniu. W budynku  należy zamontować w oknach ciemne zasłony lub rolety aby zablokować promienie słoneczne  które nagrzewa pomieszczenie. Aby ograniczyć ilość energii która ogrzewa mieszkanie powinno się odłączyć  wszystkie nieużywane urządzenia. Każdy sprzęt elektryczny wytwarza energię czyli ciepło.

Wczasię wędrówki powinno się  szczególnie zatroszczyć o odpowiednią odzież która ochroni nas przed upałem i szkodliwym promieniowaniem UV. Dlatego  powinniśmy zawsze mieć coś na głowię(najlepiej sprawdza się kapelusz) a pozostałe nasze ubrania powinny być z lekkiej i przewiewnej tkaniny. Najlepiej nosić koszulę z długim rękawem- dzięki temu traci się mniej wilgoci.
Podczas upałów należy całkowicie zrezygnować z alkoholu, kawy i wszelkich innych używek. Jedynym odstępstwem od tego możne być jedno ale tylko jedno piwo. A to dlatego, że zawiera ono wiele minerałów i soli które tracimy wraz z poceniem.
Dobrym sposobem na gaszenie pragnienia jest berberyjska herbata. W naszych warunkach najlepiej  wziąć zwykłą herbatę i bardzo mocna ją ocukrzyć.
I na koniec należy unikać forsownych ćwiczeń fizycznych. A w razie możliwości unikać wędrówki w czasie największych upałów.
I tu jeszcze tak na ochłodę






czwartek, 25 lipca 2013

Namiot Coleman Bedrock pierwsze wrażenie

Jak już wcześniej pisałem postanowiłem zamienić namiot bez podłogi na taki co zapewni nieco więcej komfortu a jednocześnie nie będzie bardzo ciężki. Wybór padł na  namiot Coleman Bedrock 2. Wybrałem go głównie ze względu na cenę(290zł)  i dość dobre parametry.

Namiot jest  konstrukcji tunelowej  chociaż bardziej przypomina trumnę. Ale mniejsza oto najważniejsze, że dzięki  takiemu kształtowi jest odporny na silny wiatr.
Na pewno jeśli ktoś ma klaustrofobie to nie będzie wstanie w nim spać. Wysokość w nogach to ok.20cm a nad głową 100cm. Szerokość w najwęższym miejscu to 58cm, przez co w czasie noclegu w dwie osoby karimaty będą na siebie nachodzić, w najszerszym ma 135cm. Ogółem  w środku bez większych problemów zmieszczą się dwie osoby  wraz ze szpejem. Przy głowie z każdej strony  jest obszerna kieszeń w którą można w nocy schować czołówkę itp.

Do dyspozycji mamy dwa przedsionki i dwa wejścia. Niestety tylko w jednym jest moskitiera. W przedsionku  w "drzwiach" jest folia która ma pełnić funkcję okna. Według mnie to zbędny gadżet który niepotrzebnie podniósł wagę.  A co do wagi producent podaje  2,5kg jednak faktyczna waga to 2,7kg. Najcięższe są szpilki których jest aż 18! Szpilki wykonane są ze stali, więc bez większych problemów  można wagę zbić poniożej2,5kg wymieniając je na aluminiowe. Stelaż jest wykonany z włókna szklanego i jest tylko jeden pałąk w górnej części namiotu. Stelaż jest wewnętrzny przez co w czasie ulewy przy rozbijaniu  i zwijaniu namiotu trochę nam napada do środka. Niestety niema żadnego w nogach przez co w nocy na pewno będzie się ocierało nogami o tropik. Sam tropik ma 3000mm wodoodporności i jest pokryta lub uszyta z jakiegoś materiału który podobno w momencie gdy się zapali  po usunięciu źródła ognia sam gaśnie. Jednak nie mam zamiaru tego sprawdzać.
Jeszcze nie spałem w nim ale powinno być wygodnie i nie powinno być problemu z wentylacją dzięki obszernemu panelowi wentylacyjnemu  z przodu namiotu. Po spakowaniu jest wielkości namiotu ANDY3 który użytkuje w warunkach zimowych. Ale niema żadnego problemu żeby się  zmieścił w pokrowcu obojętnie czy bardzo dobrze zwiniemy namiot czy  trochę na od piernicz.
Co do jakości wykonania to niema ani zachwytu ani strachu. Chociaż nie powinno to dziwić przy cenie 290zł.
waga: 2,5 kg faktyczna 2,7kg
konstrukcja: tunelowa
wymiary po spakowaniu w cm: 14 x 14 x 54
wymiary sypialni w cm (szer x dł x wys): (58-135) x 260 x 100
ilość wejść: 2
otwory wentylacyjne: panel wentylacyjny
szwy klejone: tak
materiał i wodoodporność tropiku: poliester, pokryty PU, 3000mm
materiał i wodoodporność podłogi: poliester, wodoodporność nieznana, ale bez wątpienia minimum 3000 mm
materiał stelaża: włókno szklane 
 
 
 
 
 

środa, 24 lipca 2013

Drwale i sekwoja

 Sekwoje to jedne z największych jeśli nie największe drzewa na świecie. A jeszcze 100lat temu ludzie ścinali te olbrzymy. To niebyli zwykli ludzie  oni byli ze stali.

wtorek, 23 lipca 2013

Babka zwyczajna

Coraz więcej czasu spędzamy w terenie więc warto zapoznać się z jadalnymi dziko rosnącymi roślinami. Tm razem opiszę Babkę zwyczajną(plantago major).

Monografia:
Roślina wieloletnia, wysokości od 10 do 40cm; wszystkie liście odziomkowe w rozecie, bardzo odpornej na rozdeptanie. Liście szerokie o jajowatym kształcie szerokości od 5 do 9cm i długości 10-15cm. Na liściach widoczne są od 3 do 9 wyraźnie widocznych nerwów. Nerwy się zwężają tworząc bardzo mocny ogonek. Kwiaty niepozorne zielonkawe, liczne w gęstym wysmukłym kłosie długości do 15cm.
Okres zbioru:
 czerwiec-październik.
Występowanie:

Drogi, place, śmietniska. W całej europie bardzo częsta.
Zastosowanie:
Zebrane w kwietniu liście, zdecydowanie gorzkie, drobno pokrojone stają się smaczną sałatką. Można je również udusić albo dodać do twarożku.
Ja osobiście wolę po prostu oberwać liść i go zjeść(można umyć)
Pomyłki:
Babka jest bardzo charakterystyczna i nie do pomylenia z niczym.
Warto wiedzieć:
 Tę samą wartość kulinarną ma babka lancetowata. Liście również odziomkowe, tylko wąsko-lancetowate z pojedynczymi włoskami, szerokości 2-4 cm i długości 13-30cm. kwiaty brązowawe, liczne w cylindrycznych kłosach na 5-kątnej szypułce. Oba gatunki można łączyć ze sobą w różnych sałatkach czy innych potrawach. można również dodawać inne rośliny które złagodzą zdecydowanie gorzki smak  babki.

poniedziałek, 22 lipca 2013

tatonka kettle 1,6L

 Kiedy wędrujemy przez dłuższy czas  musimy w czymś móc coś ugotować.  Świetnym wyjściem jest tatonka kettle  jest to sprytne połączenie garnka o pojemności 1,6L i patelni. Największą zaletą którą doceni każdy gotujący na ognisku to mocny i wygodny uchwyt do podwieszenia nad ogniem.
Garnek wykonany ze stali zapewnia bardzo dużą odporność na ewentualne uszkodzenia. Bez większego problemu gdyby ktoś się uparł mógłby nim kapać okopy.
Jedyną wadą tego zestawu jest rączka od patelni która nie jest składana przez co do transportu musimy ją zdemontować i gdzieś schować.  Bo gdyby ją wrzucić do garnka to hałas byłby straszny, a wszystkie zwierzaki w lesie by pouciekały.

Pojemność 1,6L  jest idealna dla samotnego wędrowca jak i dla dwójki. Przy większej ilości osób można zaopatrzyć się w taki sam garnek ale o pojemności  2,5L lub nawet 4L.
Na  wewnętrznej ściance  jest podziałka która  ułatwia nam dobranie odpowiedniej ilości wody do posiłku. Bardzo wygodne przy używaniu liofilizatów jak i chińskich zupek.
Jak wiadomo jeśli używamy  garnka na ognisku  okopci się nam jednak niema tu większych problemów z wyczyszczeniem go.
Dzięki swojej rączce może również posłużyć jako koszyk do zbierania runa leśnego czy czegokolwiek innego.
 Dokładne wymiary i waga:

-tatonka kettle 1,6 l: 17.5 x 11.5 cm – 445 g (całość), 17.5 x 4 cm – 165 g (patelnia), 16.5 x 9 cm – 280 g (garnek) 
 

sobota, 20 lipca 2013

CO JEŚĆ ?

Na to pytanie od wieków musieli i muszą odpowiadać sobie podróżnicy czy wędrowcy.  Ludzki organizm jest jak maszyna czyli bez paliwa nie pociągnie za długo. Wprawdzie człowiek jest w stanie wytrzymać bez jedzenia do 3 tygodni. Tylko, że już po kilku dniach głodówki nasze zdolności motoryczne zdecydowanie słabną. Dlatego trzeba chociaż minimalną ilość jedzenia wziąć ze sobą. Niestety albo stety w Polsce możliwość uzupełniania prowiantu w terenie jest mocno ograniczona. Jedyne źródła jakiś minerałów i kalorii jakie można pozyskać  to rośliny, robaki i ryby. Więc trzeba co nieco nosić ze sobą.

Wybierając się na wyprawę należy prowiant dostosować do warunków ilości potrzebnych kalorii. Jeśli wybieramy się na biegun będziemy spalali  ok. 8000kcl jak nie więcej. A pożywienie jakie spożywamy powinno mieć co najmniej 10000kcl. 
Oczywiście wybierając się na niezbyt trudny teren ilość potrzebnych kalorii jest zdecydowanie niższa.
 Fakt, że wędrując nawet po 25km dziennie będziemy spalali wiele kalorii( dziennie na poziomie 6000kcl) rzeczą oczywistą jest, że spożywając zwykłe jedzenia mamy małe szanse na uzupełnienie wydatku kalorycznego. Jeśli nasza podróż nie trwa zbyt długo to nie trzeba  uzupełniać wszystkich spalonych kalorii. Dlatego jeśli ustalimy sobie 2000kcl na dzień to ze spokojem damy sobie rade.
 Jednak gdy przyjdzie nam wędrować w zimnym klimacie czy po prostu w dość trudnych warunkach powinniśmy pomyśleć o zwiększeniu spożywanych kalorii. Zimą organizm potrzebuje dużo więcej energii ponieważ musi się rozgrzewać, a sama wędrówka w zimowej scenerii jest zdecydowanie trudniejsza przez co dużo więcej spalamy kalorii.
Przy okazji ostatniego wyjazdu stosowałem dwie metody żywienia. Pierwsza była ciężka i od razu wam powiem, że niezwarto z niej korzystać. A właściwie to tylko z dwóch elementów. Chodzi o konserwy które są ciężkie i jedna osoba nie jest w stanie zjeść jej w pojedynkę. A jak już to się uda, to i tak ma się dość konserw na całą podróż jak nie dłużej. Kolejną rzeczą z jakiej a ja rezygnuje głównie przez objętość to chleb. Można się bez niego obejść lub go zastąpić np. sucharami, lub wziąć ze sobą mąkę i upiec chleb w terenie.W pierwszym wariancie na obiadokolacje jadłem żywność liofilizowaną. A w trakcie wędrówki 3 batony + jedna czekolada na dzień. Ogólnie zestaw był całkiem dobry tyle, że nieco przyciężkawy.
Drugi wariant jest zdecydowanie lżejszy i sprawdził się w 100% przez ostatnie 4 dni pobytu w górach.
Przy wykorzystaniu tego sposobu prowiant na 9 dni powinien ważyć ok. 3kg. Wynik jest naprawdę satysfakcjonujący lekko, zdrowo i pożywnie.
Na śniadanie  zakłada on kaszkę NESTLE dla małych dzieci. Paczka waży 230g i starczy dla jednej osoby na 3 do 4 dni. Duża zaletą jej jest to, że potrzebujemy tylko wody i możemy się cieszyć świetnym smakiem owocowej kaszki.  Wartość odżywcza może nie jest najlepsza  bo na 100g jest 427 kalorii. Jednak jak na śniadanie powinno starczyć. Kaszka ma również wiele ważnych dla organizmu  witamin i innych potrzebnych składników.
W ciągu dnia 2 batony(dowolne) + jedna czekolada. Jest to dość lekkie i zawiera dużo cukrów prostych dzięki czemu po zjedzeniu batonika  czy czegoś słodkiego dostajemy potężny zastrzyk energii.
Na kolacje jakaś potrawa liofilizowana. Nie jest to może najtańsze wyjście ale 1 paczka ma po 1000kcl dzięki czemu jest to bardzo duży zastrzyk energii.

Oczywiście nie trzeba  od razu wpadać w  panikę kiedy skończą nam się zapasy. Zdrowa i silna osoba bez większych problemów da sobie radę. Oczywiście najważniejsze jest w takiej sytuacji wykazać się zimną oceną sytuacji i wolą przetrwania. Jednak w trakcie wędrówek po polskich lasach nie grozi nam śmierć głodowa. Więc nie musimy polować a jedzenie możemy kupić sobie w schronisku czy w jakimś sklepie. A jeśli już chcemy stosować  dziką kuchnię to ograniczmy się do roślin i robactwa czy ryb(potrzebna karta wędkarska).

środa, 17 lipca 2013

Kubek Tatonka Handle Mug

Kubek niemieckiej firmy Tatonka to bardzo uniwersalny sprzęt na każde warunki.  Nieraz wybierając się w teren samemu czy nawet z kimś nie możemy czy zwyczajnie nam się nie chce nosić ze sobą garnek. Dlatego  kubek Tatonka Handle Mug  to świetne wyjście. Największą zaletą jest fakt, że idealnie pasuje do butelki Nalgene.  Dzięki temu można zrobić sobie łatwy w przenoszeniu zestaw składający się z butelki i kubka dzięki czemu nie będzie większych problemów z odkażeniem wody.

Kubek jest wykonany ze stali nierdzewnej o grubości 1,5mm. Dzięki czemu jest on niezwykle wytrzymały i  nie rozleci się po kilku użyciach jak chińska tandeta.  Nie musimy się obawiać, że przepali się nam po pierwszym gotowaniu. Jego wytrzymałość sprawia, że jest on świetnym wyposażeniem survivalowym, Można nie tylko w nim gotować wodę ze spokojem, herbatę czy chińską zupkę możemy też nim kopać co może okazać się przydatne w niektórych warunkach.
Jego pojemność to 500ml. a na ściance wytłoczona została podziałka z pojemnością, pozwoli nam to kontrolować ilość wody dodawanej do posiłku(przydatne przy liofilizowanej żywności).
Kubek wyposażony jest w składany uchwyt który zapewnia łatwość manipulowania przy gotowaniu na ognisku a przy okazji nie nagrzewają się.
Można go również używać do gotowania na kuchence ekspedycyjnej. Idealnie do niej pasuje.
SPECYFIKA:
stal nierdzewna
pojemność 500 ml
wysokość 85mm
średnica wewnętrzna 93 mm
średnica zewnętrzna 100 mm
grubość ścianek 1,5 mm
waga 120 g

wtorek, 16 lipca 2013

100 POCZTÓWEK Z SYBERII

100 Pocztówek z Syberii to jedna z ciekawszych książek o mroźnej i dzikiej krainie we wschodniej Rosji jaką ostatnio czytałem. Sama książka ma dość nietypowy charakter bo składa się ze 100 poetyckich miniatur z różnych miejsc.  W tych pocztówkach wiele jest opisów wspaniałej przyrody jak i historii.
Obraz przedstawionej Syberii w książce Richarda Wiricka jest nieraz baśniowy czy poetycki a momentami opisane zdarzenia są z fotograficzną dokładnością.

Wprawdzie książka niema wiele wspólnego ani z bushcraftem ani turystyką ale jednak opisuje prawdziwe oblicze Syberii. Gościnnych i prostych ludi, dzikiej i nieujarzmionej natury jak i historii nieraz brutalnej. Właśnie taka jest syberyjska tajga opisana w tej książce. Dlatego warto zapoznać się z nią.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Co zrobić gdy ugryzie nas żmija.

Ostatni przeglądając polskie strony o survivalu natknąłem się na nieprawdziwe informacje o postępowaniu w razie ukąszenia przez żmije.  Fakt, że mamy lato i coraz więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu sprzyja spotkaniu jedynego jadowitego ale jakiego pięknego węża w Polsce. Dlatego warto wiedzieć jak powinniśmy postępować gdy nas ukąsi lub kogoś innego.

Jak wiadomo lepiej zapobiegać niż leczyć dlatego wybierając się na wycieczkę gdzie  jest duże nagromadzenie węży.  Powinniśmy zaopatrzyć się w mocne buty za kostkę.  Żmija zygzakowata  nie jest wężem nadrzewnym tylko lądowym dlatego największe prawdopodobieństwo ukąszenia to ugryzienie w nogę.
Następnym sposobem na zapobiegnięcie ukąszenia to patrzenie pod nogi aby nie nadepnąć jakiegoś osobnika. Jeśli będziemy pewnie(mocno) stawiać nasze kroki odstraszymy węża. Dlatego, że węże nie mają uszu ale są bardzo wyczulone na ewentualne drgania.

Należy również pamiętać, że ukąszenie przez żmije dla dorosłego i zdrowego człowieka jest raczej niezbyt niebezpieczne. Natomiast w przypadku gdy człowiek jest chory, uczulony czy osłabiony to istnieje już o duże zagrożenie życia,  podobnie gdy ukąszona zostanie osoba starsza lub małe dziecko. Dlatego należy zapoznać się z następującymi zasadami:

1.  Zaraz po ukąszeniu powinniśmy oddalić się od miejsca zdarzenia, aby uniknąć ponownego ukąszenia.
2.  Najważniejsze to zachować spokój!!! Jeśli zaczniemy panikować to jad szybciej rozejdzie się po naszym organizmie.  Dlatego jeśli  zachowamy spokój  mamy więcej czasu na reakcję. Należy również pamiętać, że większość ugryzień nie kończy się śmiercią. A samo ukąszenie niekoniecznie musi być  wypuszczeniem jadu- tzw. ukąszenie suche.
3. Bardzo ważne aby nie wykonywać zbędnych ruchów- NIE BIEGAJ, NIE SKACZ. Dlatego, że takie czynności podnoszą ciśnienie krwi i automatycznie zwiększają tempo rozprzestrzeniania się jadu. 
4.  Usiądź i obejrzyj dokładnie kończynę w która zostałeś ukąszony. Obejrzyj dokładnie ranę i nie panikuj. oraz nie manipuluj przy niej( nie rozcinaj nie wysysaj po prostu zostaw) można ją przemyć.
5. Jeśli zostaliście ukąszeni w kończynę zdejmijcie pierścionki, zegarek i jakąkolwiek inną biżuterię.  Dlatego, że  kończyna będzie puchnąć a biżuteria może doprowadzić do niedokrwienia i przykrych konsekwencji.
6. Ugryzioną kończynę należy unieruchomić, Miejsce ukąszenia umieść poniżej serca.- JAD WOLNIEJ BĘDZIE WCHŁANIANY DO UKŁADU KRWIONOŚNEGO.
7. Można zastosować opaskę uciskową. Ale w przypadku niewłaściwego jej użycia istnieje możliwość niedokrwienia. Dlatego bezpieczniej będzie owinąć całą kończynę bandażem(tak jak w przypadku skręcenia) Zmniejszy to tępo rozprzestrzeniania się jadu ale pozwoli krwi w miarę swobodnie krążyć.
8.  Jeśli zabezpieczyliście  już miejsce ukąszenia tak jak podałem wyżej to nie pozostało już nic innego jak udanie się do lekarza.  Nigdy nie lekceważ ukąszeń bo efekty mogą wyjść dopiero następnego dnia. Jeśli dysponujesz antytoksyną (co jest mało prawdopodobne) sprawdź najpierw reakcję alergiczną wstrzykując  trochę antytoksyny pod skórę poszkodowanego  lub wstrzyknij najpierw anty-histaminę.
9. W przypadku kiedy to nie ciebie ukąsił ale ty prowadzisz akcje ratunkową (do przybycia karetki) pamiętaj, że w przypadku kiedy poszkodowany zaczyna tracić czynności życiowe, to najważniejsze jest podtrzymanie życia a neutralizacje ukąszenia możesz zostawić na później.

W przypadku ukąszenia unikaj:
Podawania alkoholu i innych środków oddłużając jak i leków uspokajających lub pobudzających.
Nacinania- otwarcie rany nie usunie jadu ale zwiększy krwawienie( może pomóc). Rana podatna jest na infekcje.

Pamiętaj nigdy nie zabijaj JAKIEGOKOLWIEK  węża  one są bardzo pożyteczne a zabicie go i tak ci  nie pomoże. Do tego żmija zygzakowata jest pod ochroną.


sobota, 13 lipca 2013

Ratujmy Arktykę

Jak powszechnie wiadomo koncerny paliwowe nie liczą się ze środowiskiem naturalnym. Na dalekiej północy istnieją wielkie pokłady złóż paliw. Tym  razem koncern Shell i Gazprom chcą  zrobić odwierty w Arktyce niedaleko rosyjskiego wybrzeża. 
Zapraszam do obejrzenia filmu greenpeace opowiadającego  o tym:
http://www.youtube.com/watch?v=p3e0sTdtOCQ&feature=youtu.be
 Jeśli dalej tak będzie to nasza planeta zginie a takie zwierzaki i my też.
http://bi.gazeta.pl/im/3/11672/z11672953Q,Foka-grenlandzka.jpg

Zdjęcia

Nieraz trudno coś opisać, a zdjęcia lepiej oddają daną sytuację.
Dlatego macie tu więcej zdjęć:

https://plus.google.com/photos/100320200907137124188/albums?banner=pwa


piątek, 12 lipca 2013

Współczesny człowiek lasu

Przy okazji ostatniego  wyjazdu miałem trochę czasu  na rozważania na temat  współczesnego człowieka lasu. I próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie czy traperzy z dawnych czasów gdyby żyli dziś to czy by używali nowoczesnego sprzętu turystycznego czy może jednak zostaliby przy starym sprzęcie.
Gdy tak rozmyślałem doszedłem do wniosku, że gdyby ich było stać na nowoczesny sprzęt to by na pewno z niego korzystali.

Jakiś czas temu usłyszałem, że nocleg pod plandeką i bez wyposażenia to nawet jak na Alaskańskie warunki pełen hardcorowy biwak.
I coś jest narzeczy, bo współcześni traperzy korzystają z odzieży puchowej czy różnego rodzaju sprzętu ułatwiającego i już tak trudne życie w dzikich ostępach.

Oczywiście mimo, że korzystają z kurtek z membraną goretex czy z innych nowoczesnych wynalazków nie zapominają o starych technikach na przetrwanie. Nieraz te stare patenty są dużo lepsze niż dzisiejsze ale mimo to prawdziwi leśni ludzie coraz częściej korzystają ze zdobyczy technologi. Według mnie głównym  tego powodem jest waga. Bo kurtka membranowa a skórzana znacznie się różnią wagą.

Niektórzy ortodoksyjni bushcraftowcy  nie dopuszczają możliwości korzystania ze sprzętu turystycznego, takiego jak namioty, goretexy czy kuchenki benzynowe lub gazowe.
Więc czemu my współcześni ludzie lasu nie mieli byśmy korzystać właśnie z takich udogodnień. Przecież gdy śpimy w namiocie nie musimy się obawiać złej pogody czy jesteśmy zabezpieczeni przed robactwem.

Bo kim jest współczesny człowiek lasu. Kimś kto jest w stanie podjąć długoterminowe podróże w dzikich ostępach. A co bierze ze sobą tylko to co jest wstanie unieść. Zabiera to co uzna za niezbędne.Cały sprzęt i wiedzę jaką przyjdzie mu nieść dostosowuje do środowiska bez ograniczeń idących z historii. Każda najdrobniejsza rzecz musi być praktyczna i niezawodna.
Trzeba pamiętać, że gdy wędrujemy więcej niż kilka dni to musimy pomyśleć o zapewnieniu sobie choć odrobiny komfortu i wytchnienia od trudów wędrówki.
http://bi.gazeta.pl/im/3/340/z340283Q,Grenlandia.jpg
współczesna wioska Innuitów

Świetnym przykładem na współczesnych ludzi żyjących w zgodzie z naturą i w jej sercu są Innuici. Ci niezwykle wytrwali łowcy północy przenieśli się z lodowych domów do drewnianych. W czasie polowań korzystają z namiotów a ubierają się różnie od tradycyjnych strojów ze skóry karibu i fok po nowoczesne membrany. Do polowania używają już nie tylko włóczni ale i sztucerów. Ale mimo to nie zapominają tradycyjnych sposobów na przetrwanie.

Oczywiście gdy czytamy opowieści o traperach czy oglądamy programy o tamtych czasach. To my też chcemy tacy być ale trzeba rozsądnie pomyśleć czy my jesteśmy tacy jak tamci ludzie. Kiedyś usłyszałem świetne porównanie współczesnego człowieka z tymi żyjącymi 100 czi kilkaset lat temu: Kiedyś statki były z drewna a ludzie ze stali, dziś statki budujemy ze stali, a my jesteśmy z drewna. 
Jeśli ktoś chce całkowicie zamienić się w trapera to niech to dobrze przemyśli. Bo przenosić 30kg w plecaku turystycznym z nowoczesnym systemem nośnym a te same 30kg w plecaku zbitym z kilku listewek to zupełnie inna bajka. A sama waga sprzętu z tamtych lat to też inna bajka.

Dziś można korzystać z turystyki ultra-light. Czyli cały sprzęt minimalizujemy do maksimum a jak już coś bierzemy to jest to bardzo lekkie.  Dziś namiot może ważyć już 1kg więc czemu nie mamy z niego korzystać? Przecież jest lekki, mały i świetnie zabezpiecza przed warunkami atmosferycznymi czy przed ludźmi.
 I właśnie ludzie. Niestety w Polsce największym zagrożeniem  dla wędrowca jest drugi człowiek.
Kiedyś usłyszałem dlaczego namiot a nie pod chmurką.
...Słuchaj jeśli nocleg jest blisko ludzi to nie dziw się jak przyjdą w nocy napakowane podpite misiaczki i będą próbowały cię opędzlować. A w namiocie jesteś jednak lepiej zabezpieczony niż pod plandeką a utrata aparatu to duża strata. 
I ja całkowicie się z tym zgadzam. Fakt, że jeszcze nigdy nie miałem takiego spotkania z Misiaczkami ale wszystko możne się zdarzyć.

Oczywiście nie chodzi  oto aby używać tylko nowoczesnego sprzętu. Przecież  można by brać piłę łańcuchową która jest bardziej wydajna. No ale ciężka i zabija smak prawdziwej przygody z rąbaniem drewna siekierą.
Natomiast świetnym przykładem nowoczesnego wyposażenia które warto mieć to GPS. Oczywiście lepiej nie polegać na nim przy nawigacji ale np. do zapisywania trasy jaką przebyliśmy. Jednak jest duża wada GPS a mianowicie chodzi o baterie którą trzeba jakoś ładować.  Sam nie używam GPS-a ale jak słyszałem to w dobrym urządzeniu bateria wystarcza na 2 dni pracy. A co zrobić gdy jedziemy na więcej niż 2 dni. Mamy 2 wyjścia albo się z tym pogodzić i przestać korzystać z odbiornika lub go naładować np. panelem słonecznym lub jak to możliwe wejść do schroniska i tam podładować baterie.
Kolejnym dobrym przykładem który znacznie ułatwia życie jest kuchenka. Sam używam jej głównie zimą gdy niema czasu do marnowania. Faktem jest, że do kuchenek gazowych czy opalanych jakimś innym paliwem trzeba zabierać kartusze. Ale mimo to w niektórych specyficznych warunkach może się to opłacić.
A w cieplejsze pory roku, jak już sami mogliście zauważyliście, używam kuchenki ekspedycyjnej lub Kelly Kettle.  Wielką zaleta tych dwóch ostatnich jest to że są one opalane patykami a właściwie wszystkim co jest suche i łatwopalne.  Gdy już skończymy gotować to zostawiamy znacznie mniej śladów  czyli automatycznie mniej ingerujemy w środowisko niż przy gotowaniu na ognisku.
Jeszcze jednym udogodnieniem które warto mieć ze sobą, szczególnie w górach są kijki trekkingowe. Sam ich zamysł znali już traperzy. Tyle, że oni to nazywali laską wędrowną.

Tak jeszcze na koniec. Wykorzystując współczesną technologie zdecydowanie mniej ingerujemy w środowisko naturalne. Które tak kochamy. Bo pomyślcie gdyby wszyscy polowali aby zdobyć prowiant, łowili by ryby dynamitem czy wysadzali ścieżki w lesie dla swojej wygody lub ścinali drzewa by robić szałasy. To czy dalej byście chcieli chodzić do tego lasu.

środa, 10 lipca 2013

Butelka Nalgene (1L)

Przy okazji ostatniego pobytu w górach korzystałem z butelki Nalgene o pojemności 1L. Jak wiadomo idąc w teren trzeba mieć ze sobą chociaż odrobinę wody. A ja wziąłem ze sobą 2 butelki o łącznej pojemności 1,75L.  

Butelki Nalgene charakteryzują się niezwykłą wytrzymałością i praktycznością. Dzięki dużemu wlewowi(5,5cm) niema problemu z uzupełnianiem wody z jakiegokolwiek źródła, czy z wyczyszczeniem jej.  Sam wlew umożliwia montowanie większości dostępnych na rynku filtrów.  Nakrętka została połączona z butelką specjalną pętlą która podobno umożliwia troczenie. Ja jednak wolałbym  nie ryzykować ewentualnego urwania się tego zaczepu i utraty drogocennych płynów.
Swoją wytrzymałość zawdzięcza materiałowi z której została zrobiona a mianowicie z tworzywa o tajemniczej nazwie Tritan. Nie wiem jak wam ale ta nazwa kojarzy mi się z tytanem. I coś jest narzeczy bo jest lekki i bardzo odporny na brutalne traktowanie. Największą zaletą tego tworzywa poza  odpornością jest fakt że jest wolny od szkodliwego BPA, jest to szkodliwa dla zdrowia substancja wytwarzając się na skutek tarcia. Większość manierek wojskowych nie jest wolnych od BPA dlatego lepiej z nich nie korzystać.
Mimo że butelka nie jest całkowicie przezroczysta ( moja ma specyficzny kolor), to niema problemu z  kontrolą płynów jakie nam zostały. Jest to duża zaleta której niema manierka typu US. Dzięki podziałce możemy dokładnie odmierzyć potrzebną nam ilość wody. Jest to bardzo przydatne przy używaniu żywności liofilizowanej.
Bardzo dużą zaletą  Nalgene jest możliwość nalania do niej wrzątku. Bez obawy o jakieś powyginanie tworzywa czy nieprzyjemny smak.  Dzięki temu i szczelnemu zamknięciu możemy w zimną noc zrobić sobie przy jej pomocy termofor i nieco się ogrzać.
Obawiałem się, że przez dość duży otwór będzie łatwo się oblać jednak niema takiej obawy.  Sama butelka nie łapie smaku więc nawet jeśli zrobimy w środku jakąś zupę a potem ją wypłuczemy i nalejemy sok. To niema pomieszanego smaku.
Kiedy używałem tabletek do odkażania wody(na bazie chloru) musiałem kilka razy wypłukać aby pozbyć się posmaku basenu. Ale tak czy inaczej posmak niezostanie na długo.
Nalgene idealnie pasuje do kubka Tatonka o pojemności 0,5L przez co mamy ten sam efekt co przy zwykłej  manierce typu US z kubkiem. Ja swoją butelkę przenoszę w ładownicy na manierkę brytyjskiej armii. Idealnie mieści się tam Nalgene z kubkiem wraz ze sporkiem i kuchenka ekspedycyjna. I w ten sposób tworzy się świetny zestaw kuchenny. Możemy go mieć zawsze przy sobie i kiedy przyjdzie taka potrzeba szybko i skrycie przygotujemy sobie jakiś posiłek czy zagotujemy wodę.

Na rynku jest wiele najróżniejszych gadgetów do tych butelek od nakrętek z mniejszymi nakrętkami a skończywszy na filtrach. Samych rodzai butelek też jest co niemiara możemy wybierać od różnych kolorów i pojemności a skończywszy na butelce świecącej w ciemności. Więc jak sami widzicie jest to świetna alternatywa dla manierek. Fakt, że nieco droższa (moja kosztowała 44zł) ale nie zawiera BPA-zdrowie jest bezcenne.

wtorek, 9 lipca 2013

Into the wild-Polska etap 1 dzień po dniu

Wakacje się zaczęły a z nimi pierwszy etap projektu Into the wild-Polska. Pewnie cześć z was jest ciekawa moich przygód w dziczy. Dlatego opiszę dokładnie dzień po dniu  z mojej eremickiej przygody.



DZIEŃ 1
Aby dojechać w Izery wybrałem kolej. I jak można było  się spodziewać PKP i tym razem nie spisało się najlepiej. Fakt że pociąg przyjechał do poznania punktualnie był co najmniej dziwny, ale do Jeleniej Góry  dojechał już z 1,5 godzinnym opóźnieniem.  W Jeleniej Górze zamiast pociągu miał być podstawiony autobus. I był ale najciekawsze było to, że nie potrzebowałem biletu. Kierowca powiedział jak mu pokazywałem bilet " to  nie na mój ale właź"  (gdybym wiedział, że tak będzie to bym go w ogóle nie kupował) nie byłem jedyną osobą która w ten sposób pojechała. Najlepiej wyszli na tym ci co  zamierzali kupić bilet u kierowcy. A co do kierowcy to naprawdę wielki podziw dla jego umiejętności siedzenia za kołkiem. Wszystkie zakręty pokonywał bardzo sprawnie(szybko i ostro) gdybym miał opisać jego styl jazdy to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jeździ jak rajdowiec- starym zardzewiałym  Jelczem.
 
Wysoki kamień

W Szklarskiej Porębie przepakowałem się ostatecznie i ruszyłem czerwonym szlakiem w stronę Wysokiego Kamienia. Już na podejściu coś musiało zacząć się dziać z plecakiem. ponieważ system nośny zaczął gorzej działać ale nie przejąłem się tym.  Na tym podejściu zrobiłem sobie tylko jeden postój. Myślę ze nie jest to zły wynik z racji że mój plecak ważył prawie  30kg. Na samym szczycie wysokiego kamienia jest wspaniały punkt widokowy z którego rozpościera się piękna panorama na całe Karkonosze. Następnie z wysokiego kamienia ruszyłem w stronę kopalni kwarcu, czerwonym szlakiem  Po drodze mijałem wspaniałe skałki które prosiły się o wspinaczkę po nich.Ale ja nie miałem ani sprzętu wspinaczkowego ani nie mam za dużego doświadczenia we wspinaczce skałkowej. Dochodząc do kopalni ma się przed oczami marny widok na to co jeszcze kilka lat temu było wspaniałym opuszczonym wyrobiskiem pełnym budynków z blachy czy maszyn. Teraz ostały się tylko nieliczne budynki  murowane a wszystkie elementy metalowe zostały usunięte. Mimo to z kopalni również jest wspaniały widok na Karkonosze.

Z kopalni obrałem niebieski szlak i już cały czas nim do miejsca noclegu. A nocleg spędziłem w chatce Tomaszka. Jest to bardzo urokliwe miejsce przy samym szlaku gdzie rozpościera się wspaniały widok na skałki w Czechach.  Kolacja była bardzo smaczna, liofood i tym razem nie zawiódł.  Jak zawsze smaczne i pożywne.

W czasie przygotowywania posiłku meszki urządziły istny nalot ale jak wiadomo ogień jest wspaniałym  remedium na owady. I od razu się wyniosły. Do rozpalania każdego ogniska używałem zakupionego krótko przed wyprawą krzesiwa prymusa. Jest ono bardzo dziwne ale się sprawdza. Nocleg minął bardzo spokojnie jednak w nocy przeszła dość potężna ulewa. Gdyby nie możliwość spędzenia noclegu w chatce to na pewno cały sprzęt  by mi zamókł a to za sprawą namiotu który nie mając podłogi nie jest najlepszym wyjściem na deszczową aurę.

DZIEŃ 2
Pobudka krótko przed 8 żeby odespać całonocną podróż koleją. Nad ranem było zaledwie +5 stopni. Z chatki powędrowałem do W kierunku Izery niebieskim szlakiem a potem do mostu granicznego na Izerze. Gdzie płukałem złoto. I niestety nie wypłukałem za dużo( tylko 1 płatek złotego pyłu) ale zabawy była co niemiara.W trakcie płukania podszedł do mnie pewien miły starszy Niemiec który pytał mi się czy znalazłem jakieś samorodki. Gdy mu pokazałem ten mój okruch powiedział  jeden milion dolarów i zaczęliśmy się śmiać. Podziwiał  to co robię a gdy powiedział o tym wnukowi, młody od razu zaczął płukać złoto ręką.
 Od mostu przez schronisko Orle i potem trochę na przełaj przeszedłem na pelikana.  Przy schronisku zobaczyłem, że plecak zaczął się pruć. Trok przy komorze na śpiwór po prostu się odpruł. Nie będąc wcale przeciążonym. Pelikan to wspaniała formacja skalna przy której rozstawiłem obóz. Niestety  nie wybrałem najlepszego miejsca pod namiot. Przez większą część nocy wyjeżdżałem z namiotu. A w efekcie tego  przez całą noc przespałem tylko 4 godz. Na kolacje i tym razem było jedzenie liofilizowane. Schab w sosie koperkowym nie wyglądał zbyt apetycznie ale w smaku był całkiem przyjemny.  Zagotowanie wody poszło bardzo sprawnie a to dzięki kuchence ekspedycyjnej. I tym razem ujawniły się jej wielkie zalety: niewielka lekka a przede wszystkim umożliwia dość szybkie i
skryte(nie dymi się) gotowanie.
 Z dziennika:
.....niebo jest niezwykle piękne, przepełnione milionami barw.


DZIEŃ 3 
Wczesna pobudka bo już o 4 rano. A o 5 już byłem w drodze. Takie wczesne marsze pozwalają odetchnąć od nieraz zatłoczonych szlaków. Tego dnia plan był następujący zdobyć skałki w Czechach.

Fakt, projekt jest Into the wild-Polska. Ale Izery leżą zarówno po polskiej jak i czeskiej stronie. Dlatego szkoda było by się ograniczać tylko do polskiej strony. Największą wadą szlaków w Czechach jest fakt wyasfaltowania większej części szlaków. Z samego rana przejście przez senną górską wioskę w Czechach jest wspaniałe. Naczeszcie nie całość trasy zaplanowanej na ten dzień była wyasfaltowana a pod same skałki prowadzi już ścieżka. Nieraz trzeba tam było się zdrowo wysilić aby pokonać chwilami dość ciężki odcinek. Który wiódł po potężnych głazach. Gdy już ujrzałem skałki miałem dość ale ciekawość wciągnęła mnie na jedną ze potężnych formacji skalnych.  Jednak wejście nie było takie proste zwłaszcza z ciężkim plecakiem ale zejście dopiero dało mi w kość. Ale jak to się mówi co mnie nie zabije to mnie wzmocni. A widok który się z tamtą rozpościera jest fantastyczny i  rekompensuje trudy wspinaczki.
Tego dnia aby nie palić ogniska  po stronie czeskiej użyłem do odkażenia wody tabletek. I muszę przyznać że chyba działają bo puki co nic mnie nie ruszyło. Jedyny mankament to smak i zapach wody. Gdy otworzyłem butelkę buchną mi w twarz smród basenu. Po prostu chlor. Smak  tęż jest zbliżony do tej w basenie. Jednak lepsza taka woda niż późniejsze problemy żołądkowe.

Ciekawym zjawiskiem jest fakt że na samym szczycie skałek jest maksymalny zasięg Plusa a nieraz po polskiej stronie jest problem z zasięgiem.  
Z Czech  do Polski wróciłem ta samą drogą. A nocleg znów wypadł przy chatce Tomaszka a to nie z powodu niepewnej pogody a  z faktu, że w nocy miał przyjść gospodarz tej chatki. A mianowicie mój znajomy i przyjaciel  Zbyszek, który jest człowiekiem lasu. Dlatego nocleg spędziłem w namiocie
Z dziennika:
góry wyglądają wspaniale . Dają prawdziwe poczucie wolności.....
Góry i morze mają wiele wspólnego. Dają wolność i są dzikie i niebezpieczne.  
Piękno dostępne tylko dla serca prawdziwego eremity.


DZIEŃ4

Rano była bardzo optymistycznie nastrajająca aura. I zaraz po wyjściu z namiotu słyszałem, że Zbyszek przyszedł. Dzięki temu, że nie było obawy o ekwipunek i można było go zostawić pod opieką Zbyszka. Miałem okazję do przeprowadzenia prawdziwej traperskiej przeprawy. A mianowicie trasa wzdłuż Jagnięcego potoku aż do jego ujścia do Izery.  Trasa niebyła łatwa ale bardzo ciekawa i pełna wspaniałych widoków.  Nie obyło się bez przeprawy z jednego brzegu na drugi. po drodze natknąłem się na złotonośny piach. Pech chciał, że nie wziąłem ze sobą miski do płukania. Ale jedno jest pewne, że następnym razem gdy tam będę nie zapomnę jej. Niestety nie obyło się bez zamoczenia butów. Ale nie było zimno, więc nie musiałem się martwic mokrymi stopami. A fakt, że gdy już woda się dostała do butów przestałem się przejmować czy idę po kamieniach czy brodzę w wodzie.  Dzięki temu, że mogłem iść samym korytem dostałem zaszczyt wejścia w inny magiczny świat dzikich ostępów. Taka perspektywa dała mi możliwość zobaczenia lasu z zupełnie innej perspektywy. Było to na pewno niezapomniane przeżycie. 

 Nad ujściem był nieco dłuższy popas, w miejscu w którym można było poczuć się całkowicie odosobnionym od cywilizacji. Powrót nie przysporzył żadnych trudności. Droga powrotna wiodła od ujścia Jagnięcego do Izery potem do chatki górzystszy potem żółtym szlakiem w kierunku chatki Tomaszka aż do mostku  na Wrześnicy,który jest w fatalnym stanie. Przy mostku wyprawa odbiła w prawo i już tym strumyczkiem do jagnięcego a potem pod prąd do chatki Tomaszka.   
I ten nocleg spędziłem w namiocie przy chatce Tomaszka. Piątego dnia chciałem sobie zrobić pełen luz i nigdzie się nie ruszać. Buty schły ale niewyschły a ja byłem zmuszony chodzić boso.



DZIEŃ5
Jak już pisałem zamierzałem zrobić sobie dzień odpoczynku i tak tez zrobiłem. Zwinąłem namiot i  zostałem cały dzień przy chatce. Zbyszek poszedł do Jakuszyc uzupełnić swoje zapasy. Wiele tego dnia nie robiłem ale wiele myślałem. Dlatego ten dzień opiszę notatkami z dziennika:
Padało ale się wypogodziło. Jestem sam przy chatce i mogę kontemplować piękno otaczającej mnie przyrody. 
Buty schną ale wyschnąć nie mogą. Dlatego chodzę boso. Gdy stopy dotykają ziemi czuje oddech i bicie serca natury.....
Po obmyciu się czuję się naprawdę lepiej. I odnoszę wrażenie, że ptaki zaczęły weselej śpiewać. One tez chyba cieszą się, że się wyczyściłem.....
To wspaniałe, że człowiek może się cieszyć najdrobniejszymi przyjemnościami.Jeszcze pierwszy etap się nie skończył a ja już wiem co jest niezbędne a co można zmienić, bo wędrującemu eremicie niewiele potrzeba do szczęścia. Tylko dzicz, wolność i wiedza....


Małe i gęste świerki tworzą mur trudny do przebycia ale gdy już to się uda, to wszystkie trudy zostaną wynagrodzone, pięknym dzikim zakątkiem gdzie być może jeszcze nikt nie postawił stopy....
Gdy tak siedzę przy chatce i nikt nie przechodzi czuję prawdziwą wolność która idzie w parze z samotnością.....
Czy wszyscy ludzie muszą tak pędzić za tym zepsutym nowoczesnym światem? 
Wolność i natura to wszystko czego pragnę!!! 
Potężne świerki wyglądają jak mędrcy , którzy uczą człowieka spokoju i cieszenia się z najdrobniejszych przyjemności....
Człowiek w obliczu tych majestatycznych tworów natury przemienia się z wędrowca wciąż szukającego nowych wyzwań w spokojnego lecz wciąż aktywnego eremitę którego życie jest zbliżone do życia niedźwiedzia.



Jak widzicie człowiek siedzący w samotności pośród dzikich i majestatycznych ostępów natury dostaje wiele filozoficznych myśli. Szóstego dnia  ma przyjechać ojciec i miał to być dzień w ruchy ale nie do końca.
DZIEŃ6
 Przy śniadaniu ok. 9 godz. doszedł do mnie ojciec  wraz z nowymi zapasami. Przez ostatnie 4 dni testowałem system żywieniowy który opracowałem aby maksymalnie zminimalizować wagę prowiantu.
Po śniadaniu myśleliśmy żeby gdzieś pójść ale niepewna pogoda uziemiła nas. Czyli miałem już 2 dni luzu.

Nad Czechami tworzył się potężny front burzowy dlatego postanowiliśmy spędzić nocleg w innej drewnianej chatce oddalonej od Zbyszka o jakieś 20minut drogi. Niestety w zeszłym roku tzw. para mieszana( pijaki) w czasie sezonu jagodowego urządziła sobie tam mieszkanie a dosłownie mówiąc melinę. Więc jak się możecie domyślić gdy otwarliśmy drzwi buchnął  stamtąd mało przyjemny odór,żeby nie powiedzieć smród. No i zarządziliśmy odwrót a nocleg ostatecznie spędziliśmy w namiocie przy chatce Tomaszka. 


DZIEŃ7
To już był marsz z pełnym obciążeniem. Trasa niezbyt długa ale ciekawa widokowa.  Poszliśmy od chatki w kierunku kopalni. Potem żółtym szlakiem  wróciliśmy z powrotem do chatki, gdzie rozbiliśmy namiot. W kopalni zeszliśmy na sam duł wyrobiska, gdzie widoki były wspaniałe. Patrząc na te potężne skały można było odczuć wrażenie rodem z dzikiego zachodu. Kanion z dołu był bardzo podobny do kanionu kolorado. Brakowało tylko kowbojów albo Indian.  Na dnie kanionu znalazłem tarczę strzelniczą. Odgłos strzałów w tym magicznym miejscu musiał robić wrażenie.  Na dole utworzyło się płytkie jeziorko tak do kolan.

Niestety deszcz nas zmusił do przyśpieszenia kroku i uniemożliwił zrobienie większej ilości zdjęć.  A było co fotografować. Ruszyliśmy więc na górę kanionu. A potem żółtym szlakiem. Na szczęście w niedalekiej odległości od kopalni znajduje się dość odporna na warunki pogodowe wiata(mimo to cieknie). Ale dzięki niej mogliśmy się schować od potężnej ulewy która unieruchomiła nas na co najmniej 1godz. 
Potem ruszyliśmy w drogę powrotną do chatki gdzie zamierzaliśmy spędzić nocleg. Pogoda cały dzień niebyła zbyt pewna. Dlatego nocleg przy chatce był najlepszym wyjściem.
Tego dnia bardzo intensywnie zacząłem myśleć o zakupie lekkiego namiotu w którym nie będę musiał się martwić czy pada czy nie.









DZIEŃ8
Tego dnia była piękna pogoda idealna na przeprawę wzdłuż rzeki. I tak też zrobiliśmy Zbyszek razem z nami poszedł wzdłuż kobyłki aż do Izery. Sama rzeczka nie jest jakaś specjalnie głęboka czy szeroka ale położona w bardzo malowniczej scenerii.  Sama przeprawa niebyła zbytnio trudna nawet z dużymi plecakami.

 Fakt, że w niedalekiej odległości od koryta(ok.100-200m) były torfowiska dodawał tylko uroku wędrówce.  Po drodze mijaliśmy wspaniałe miejsca pod namiot. Można by codziennie pokonywać dystanse rzędu kilkuset metrów i rozbijać nowy obóz. Kobyłka ma wiele wspaniałych plaż i piaszczystych i kamienistych. Gdzie można było spokojnie płukać złoto czy się poopalać i kąpać jak nad jeziorem. W czasie wędrówki wiele razy musieliśmy przekraczać rzekę. 
Nieraz a wiele razy musieliśmy robić sobie przeprawy z kamieni które wrzucaliśmy do wody. Aby potem po nich przejść.  Idąc tą trasą można było odczuć pełną izolacje od świata zepsutego cywilizacyjnym pędem. Po drodze mijaliśmy jedną z najlepszych ambon jakie w życiu widziałem. Można by na niej bez żadnego problemu spędzić noc a nawet kilka nocy, niestety jakaś fleja zostawiła w niej syf.


 Gdy już naszym oczom ukazał się szlak idący do schroniska Orle mnóstwo turystów którzy nas zobaczyli, patrzyli się jak by ufo zawitało. Od ujścia Kobyły do Izery poszliśmy kawałek wzdłuż Izery. Następnie szlakiem niebieskim do chatki, gdzie zrobiliśmy nieco dłuższy postój i następnie do żółtego szlaku i potem nim do mostku na Wrześnicy i kawałek  w dół rzeczki gdzie rozbiliśmy ostatni nocleg. 

Było to bardzo urokliwe i dzikie miejsce na samym cypelku rzeczki gdzie nie było widać śladu obecności człowieka. Wieczorem przy pomocy kuchenki ekspedycyjnej zrobiliśmy sobie gulasz  lyofood. Był smaczny i pożywny.

DZIEŃ9
Dziewiąty dzień i zarazem ostatni dzień przygody w dzikich ostępach był bardzo ładny i nieco za ciepło. Zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy w drogę powrotną. Szybko dotarliśmy do asfaltu który jest pierwszą oznaką cywilizacji i już tylko kilka godzin dzieliło mnie od cywilizacji i smrodu jaki z nią idzie.
Cześć z was która również była odizolowana od cywilizacji  przez 9 dni wiedzą czym jest zejście z gór czy wyjście z lasu. Wszędobylski smród i pęd nie sprzyja organizmowi eremity.
Etap pierwszy się skończył ale przygotowania do drugiego już ruszyły. 


Przez pierwsze 4 dni wędrował zemną Jakub Mańczak. Ale pogoda jak i warunki zastane na miejscu wygoniły go do domu.