piątek, 28 czerwca 2013

INTO THE WILD- Polska-przed wyjazdem

Ostatni dzień przed rozpoczęciem projektu INTO THE WILD- Polska.  Zostało kilka godzin na ostatnie sprawdzenie ekwipunku i na ewentualne uzupełnienie jakiś braków w sprzęcie.  Jeszcze  tylko wrzucić do plecaka i w drogę. By choć przez krótki moment wieść życie eremity. A by ograniczyć korzystanie z takich instytucji jak schroniska całe pożywienie na wyprawę zabieram ze sobą. Jedyną możliwością skorzystania z udogodnień jakie płyną z cywilizacji będzie ewentualne podładowanie baterii w komórce czy w aparacie.
Wszystkich zainteresowanych projektem zapraszam do śledzenia moich postępów z każdego dnia na oficjalnej stronie projektu:
http://intothewild-polska.blogspot.com/


środa, 26 czerwca 2013

Przetrwać na Alasce- nowy program na NG

Już od jakiegoś czasu na antenie National Geographic był pokazywany zwiastun nowego programu. I już 2 lipca o 21 będzie wyemitowany pierwszy odcinek Przetrwać na Alasce.
Koncepcja programu ma pokazać, że człowiek jest w stanie dać sobie rade w każdych warunkach. Jak i uczcić pamięć tych którzy żyli na dzikiej Alasce.W programie będziemy mieli możliwość obserwowania ośmiu śmiałków którzy będą zmagali się z trudami epickiej wędrówki. Ekipa pozbawiona jest namiotów, GPS, telefonów. A by przetrwać będą musieli wykorzystywać metody na przetrwanie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Niewątpliwie jest to prawdziwa męska przygoda dlatego warto go obejrzeć.
Ze zwiastun wynika, że może to być jeden z ciekawszych programów pokazujących zmagania człowieka z nieprzebytą dziczą. Niestety nie mogłem znaleźć  go w polskiej wersji językowej ale tu macie w originale.

wtorek, 25 czerwca 2013

Dwa oblicza survivalu

Dwa oblicza survivalu to jeden z najlepszych programów o tematyce survivalowej. W każdym odcinku dwóch ekspertów od sztuki przetrwania Dave Canterbury i Cody Lundin pokazują skrajnie różne sposoby na przetrwanie w każdych warunkach, niezależnie czy to dżungla pustynia czy ośnieżone szczyty gór skalistych. 
Dave Canterbury to były komandos USA oraz traper. Bardzo ceni sobie dobre jedzenie i ubranie a Cody lubi jeść najdziwniejsze i najpaskudniejsze rzeczy. a od ponad 20 lat chodzi boso. Co do jego ubrania to starczą mu krótkie spodenki i koszula a gdy jest chłodniej to jeszcze wełniany sweter. Dave wykorzystuje typowo wojskowe techniki przetrwania. Które nieraz są dość ryzykowne jak i wymagają dużych nakładów energetycznych. Natomiast Cody wykorzystuje prymitywne sposoby przetrwania zaczerpnięte od  ludów pierwotnych.  Dzięki tym całkowicie odmiennym sposobom na przetrwanie w programie nie brakuje zabawnych scen czy sytuacji.
W różnych odcinkach pokazują jak dać sobie rade w sytuacji w której może się znaleźć każdy z nas, np.zepsuty samochód na pustyni czy w lesie, rozbitkowie na tratwie ratunkowej czy zagubieni myśliwi. 
Podczas wszystkich przygód towarzyszy im ekipa filmowa. Więc nie są całkowicie zdani na siebie  tak jak Les Stroud.
Obecnie w USA jest już któraś z kolei seria ale ze zmieniona obsadą. Wprawdzie został Cody
Lundin ale Dave został zastąpiony innym byłym komandosem. 

Sam program zawiera mnóstwo łatwych do przyswojenia i ciekawych survivalowych patentów. Dlatego warto zapoznać się z Dwa oblicza survivalu.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Jak zabezpieczyć nocleg przed owadami

Niedawno pewna osoba podsunęła mi pomysł na posta o zabezpieczeniu naszego obozowiska czy noclegu przed niepożądanymi gośćmi. Chyba niema nic bardziej uporczywego niż brzęczące i kąsające komary czy jakieś inne cholerstwo.

Nie wszystkie owady są brzydkie
Na pewno najpewniejszym rozwiązaniem które umożliwi nam spanie bez obaw o owady jest zwykły namiot. Oczywiście te które wlecą będzie trzeba wygonić lub je zmasakrować. Niestety  namiot ogranicza nasz kontakt z otaczająca przyrodą.  A wielu survivalowców czy innych sympatyków biwaków preferuje płachty biwakowe czy takie namioty jak ja używam(bez podłogi) i wtedy nawet jeśli uda nam się wybić większą część robactwa to i tek zaraz nadlecą następne. Dlatego trzeba zastosować proste metody naturalne lub dodatkowy sprzęt.
Najpierw opiszę sprzęt który może ułatwić nam sen
 Jeśli sypiamy pod trapem czy pod gołym niebem najlepszym wyjściem będzie moskitiera brytyjskiej armii lub namiot moskitiera. Sama moskitiera rozpięta nad posłaniem skutecznie nas zabezpieczy od robactwa. Oczywiście nie możemy nigdzie jej dotykać bo wtedy komary będą wstanie nas dopaść. To rozwiązanie zabezpiecza nas głównie przed latającymi owadami a co z tymi pełzającymi. W tedy najlepszy jest namiot moskitiera lub sama sypialnia od zwykłego namiotu. Używając tego wariantu jesteśmy w 100%zabezpieczeni przed robactwem a ewentualne które zdążyły wlecieć możemy z łatwością wyeliminować. Jest to dobry wariant ale dość drogi bo namiot moskitiera kosztuje od 100zł z demobilu do nawet kilkuset w przypadku turystycznego. Sama moskitiera nad posłanie to koszt rzędu 40zł(demobil) aż do kilkuset(turystyczna).
Namiot zapewnia najlepszą ochronę.

Bardzo dobrym rozwiązaniem które zabezpieczy nas przed pełzającym robactwem jak i latającym jest hamak. Już z racji że nie leżymy na ziemi nie mamy co się martwić o robactwo naziemne a co z latającym. Mamy trzy wyjścia. Po pierwsze nie przejmować się nimi(ja tak robię). Możemy kupić hamak z zintegrowaną moskitierą. Jest to najwygodniejsze ale i najdroższe wyjście. Bo cena dobrego hamaku z moskitiera waha się w  granicach 200zł i wyżej. Można też  kupić zwykły hamak za 50zł i zamontować osobną moskitierę która będzie zwisać na nasze łoże i pozwoli nam spokojnie spać.  Są też śpiwory z moskitierą, jednak ten patent do mnie nie przemawia z kilku powodów. Po pierwsze moskitiera leżąca na twarzy nie zapewnia zbyt wiele komforty. Gdy tak szczelnie się po opinamy to w śpiworze zacznie się robić duszno. A komary jeśli będą chciały nas pogryźć to i tak nas dopadną.
Można również używać lampy która przyciąga owady. No ale trudno aby nasze obozowisko świeciło się jak latarnia morska.
Z mojego doświadczenia wynika, że nieraz wystarczy wyłączyć latarkę, a komary nagle znikają.
  Jest jeszcze możliwość wykorzystania rożnych preparatów. Osobiście żadnych nie używam ale w przypadku niektórych się sprawdzają. Przy wyborze należy się mocno zastanowić  który wybrać bo ich skuteczność jest rożna. Poza najpopularniejszymi preparatami w postaci aerozolu są jeszcze inne. Nie wiem dokładnie jak taki preparat wygląda ale słyszałem kiedyś o wędkarzach którzy użyli w niewłaściwy sposób takiego środka. Na samym początku robili wszystko zgodnie z instrukcją, wymieszali co trzeba z wodą i na tym skończyło się właściwe postępowanie. I ku ich zdziwieniu komary zamiast zniknąć zleciały się. Dlatego że nie był to środek odstraszający a przyciągający robactwo.Najprawdopodobniej nie doczytali do końca instrukcji i zamiast odstawić wiadro z tym czymś 100m od łowiska to postawili go obok siebie.
Hamak świetnie zabezpiecza przed pełzającym robactwem

Teraz słów kilka o naturalnych metodach walki z insektami.
Jak mówi stare porzekadło lepiej zapobiegać niż leczyć dlatego należy uważnie wybierać miejsce na nocleg. Jeśli mamy taką możliwość unikajmy terenów podmokłych. Ponieważ komary i wszystkie inne gryzące cholery lubią takie środowisko.
Miejsca w których lekko wieje, takie jak brzeg rzeki czy jeziora i wzniesienia są z reguły wolne od komarów. A to dlatego, że nie lubią one  wietrznych miejsc(rada do zastosowania w mieszkaniu jeśli zamontujemy nawet mały wiatrak to znacznie zmniejszymy ilość owadów w domu). Jeśli chodzi o chodzące po ziemi to nie mamy wiele do powiedzenia w ich przypadku. Jedyne co możemy zrobić to usunąć ściółkę(tylko jeżeli są to liście) w okolicy naszego posłania. To powinno zapewnić nam spokój. warto też unikać miejsc gdzie jest mnóstwo suchych liści.  Uwierzcie niema nic bardziej denerwującego niż robactwo łażące przez całą noc po suchych liściach.

Dobrym sposobem który niweluje ilość owadów jest tlący się ogień.  Można również dorzucić jakieś mokre drewno aby się dymiło-tego owady naprawdę nie znoszą.  Palenie to zły nałóg jednak w niektórych sytuacjach może uratować przed pokąsaniem.
Kiedyś słyszałem o ciekawym patencie wywodzącym się z Legi Cudzoziemskiej. Mianowicie chodzi o wykorzystanie pianki do golenia w celu zabezpieczenia noclegu.  Żołnierze głównie używają tego patentu  w tropikach w następujący sposób jeśli śpią na ziemi to dookoła posłania rozpylają piankę a w przypadku spaniu w hamaku smarują nią linki. Dokładnie nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale według mnie owady boją się po takiej barierze przejść i dają nam spokój.
http://img5.imageshack.us/img5/4852/39032281.jpg
Moskitiera brytyjskiej armii. Nigdy nie miałem do czynienia ale słyszałem, że się sprawdza.

Butelka Camelbak


Jak wiadomo woda to życie. Ale to życie w czymś trzeba przenosić. Dlatego tym razem opiszę butelkę Camelbak. Którą używam już jakiś czas niezależnie od pory roku.
Jest to przezroczysta butelka wykonana z Polikarbonu.  Materiał ten  jest zdrowy ponieważ nie zawiera szkodliwego  BPA. Sam  Polikarbon jest bardzo odporny na najróżniejsze uszkodzenie, dzięki czemu butelka może służyć nam przez wiele lat.  Na internecie można znaleźć wiele filmików które poddają tego typu butelki ekstremalnym testom.

Pojemność tej butelki to 750ml. Dzięki temu, że jest ona przezroczysta możemy kontrolować  ilość płynów które nam zostały, a podziałka na boku pozwoli nam dokładnie odmierzyć potrzebną wodę. Jest to bardzo przydatne przy używaniu żywności liofilizowanej. Dużym atutem tej butelki jest fakt że możemy do niej nalewać wrzątku.
Do picia służy nam ustnik Big Bite. Znacznie to ułatwia picie jednak nie jest jakoś super szczelny. Co jakiś czas zdarza się, że butelka będzie ciekła. Nie jest to bardzo duży przeciek ale zawsze.  Niestety ustnik wraz z rurką bardzo szybko wchłania smak. Dlatego gdy np. piliśmy sok a potem zastąpiliśmy go wodą będziemy mieli  "soczysty" posmak. Na szczęście cały ustnik Big Bite jest rozbieralny przez co możemy każdy element przepłukać gorąca wodą i zniwelować w ten sposób posmak. 
Dzięki sporemu otworowi bardzo łatwo jest uzupełnić wodę jak i potem wyczyścić butelkę.
Butelka ma 7,5cm średnicy i 25cm. wysokości. Niestety jest ona nieco za wysoka by można ją było wsadzić w zwykła ładownice na manierkę. Główną przyczyną jej wysokości jest nakrętka z uszkiem , który umożliwia nam zaczepienie karabinka i zamontowaniem butelki gdzieś przy oporządzeniu.
Butelka  Camelbak to bardzo wytrzymały produkt  do którego można kupić wiele gadżetów. Nie wiem czy to cieknięcie zdarza się tylko w niewielu egzemplarzach a może one tak już mają.

sobota, 22 czerwca 2013

Plecak VIGDIS 45 L Fjord Nansen

Plecak to zaraz po butach najważniejsza rzecz. Niestety nie każdy plecak na rynku  jest dobry i wygodny.
Przez wiele lat użytkowałem najróżniejsze plecaki od wojskowych które zazwyczaj są mocne i nie do zdarcia ale za to niewygodne, poprzez  typowo turystyczne czy wspinaczkowe. Te ostatnie nigdy mnie nie zawiodły. Jednak jeden z nich był nieco za mały a drugi za duży na cieplejsze pory roku.
Dlatego już od jakiegoś czasu szukałem plecaka który nie będzie ani za duży ani za mały i wybór padł na plecak firmy Fjord Nansen VIGDIS 45 L. 

Jest to bardzo zaawansowany plecak o charakterze ściśle technicznym.  Jego pojemności według producenta to 45L, jednak z mojego doświadczenia z plecakiem 40L i porównaniu go z tym to bez bicia mogę powiedzieć, że ma on 50L. Jeśli i to będzie dla nas za mało można zamontować dwie kieszenie  Fjorda Nansena o pojemności 5L każda.  Kieszenie montuje się do pasków kompresyjnych  które umożliwiają nam zmniejszenie pojemności plecaka i przytroczenie np. nart czy rakiet. W plecaku do dyspozycji mamy dwie kieszenie skrzelowe w które zmieści się butelka czy termos. Mimo zamontowanych dodatkowych kieszeni  niema problemu z dostępem do nich a to za sprawą że górny pas kompresyjny zapinany jest na klipsa. Więc gdy chcemy wyjąć coś z kieszeni nie trzeba popuszczać pasków starczy odpiąć górny i już.




System nośny WINGS zapewnia idealne przenoszenie ciężaru i w miarę swobodny przepływ powietrza. Elementy stykające się z plecami zrobione są z miękkiej wyprofilowanej  i oddychających pianki.
Pasy nośne wykonane są z  miękkiego i przyjemnego w  dotyku materiału typu stretch.

Pas biodrowy  również jest wykonany z tego  materiału a na dodatek jest bardzo miękki i świetnie przenosi obciążenie. Co jest problemem w wielu innych plecakach dostępnych  na naszym rynku. Dzięki paskom do regulacji pasa biodrowego mamy możliwość zamontowania na nich np. butelki czy aparatu.
Cały system nośny możemy dopasować do naszego wzrostu.

W plecaku mamy dwie komory. Dolna przeznaczona do przenoszenia śpiwora oddzielona jest od głównej przegrodą zapinaną na zamek. Można ją odpiąć tworząc jedną dużą przegrodę. Wewnątrz plecaka znajduje się  kieszeń na jakieś miękkie i płaskie przedmioty. Niestety jest za wąska na karimatę BW.  Dla tych co używają systemów hydracyjnych powstało miejsce na bukłak.
Główna komora została zaopatrzona o wyciągany komin który powiększa pojemność plecaka o 10L. Pod klapą główną mamy trok do zamontowania  liny.

W klapie górnej mamy dwie kieszenie. Jedna obszerna na zewnątrz gdzie zmieszczą się najważniejsze przedmioty które trzeba mieć pod ręka. Pod tą kieszenią jest wmontowany pokrowiec przeciwdeszczowy. Który można wyjąć i mieć do dyspozycji jeszcze jedną kieszeń. Na zewnątrz kaptura mamy 4 plastikowe uszka przez które można przeciągnąć troki i przyczepić na zewnątrz np. kurtkę.
W wewnętrznej części klapy jest kieszeń o dość sporej ładowności. zmieści się tam książka czy coś o podobnych gabarytach. 

Na całej długości głównej komory mamy do dyspozycji dwie szpejarki do których można zamontować jakiś dodatkowy szpej.  Pod spodem plecaka i na dolnej komorze mamy niezależne paski które umożliwią nam zamontować namiot karimatę czy coś innego. Na środku plecaka znajduje się mocowanie do kijków trekkingowych lub czekana.
Cały plecak wykonany jest bardzo starannie. Klamry DURAFLEX  zostały wykonane z najwyższej jakości materiałów odpornych na niskie jak i wysokie temperatury. Materiał (HoneyRipstop) który został zastosowany w tym plecaku  przypomina plaster miodu. Dziki takiemu rozwiązania plecak jest bardzo wytrzymały na jakieś uszkodzenia mechaniczne.
System mocowania liny

Co do wygody plecaka to nigdy nie nosiłem tak dobrze dopasowanego plecaka. Pasy  nośne nigdzie nie uciskają i świetnie przenoszą obciążenie.  Dzięki swojemu dość kompaktowemu rozmiarowi
(70 x 29/32 x 22cm) i przemyślanej konstrukcji  niema  ryzyka że plecak zamieni się w wahadło. Nawet kiedy mamy zamontowane kieszenie.
Plecak nie należy do najlżejszych w swoim przedziale pojemnościowym bo waży 2250 g. Jednak nie jest to  zbyt dużo patrząc na jego wytrzymałość.

























piątek, 21 czerwca 2013

Pałatka US-ARMY


W dzisiejszych czasach na skutek zmian klimatu nigdy nie możemy być pewni czy zaraz nie zacznie padać. Dlatego w ekwipunku każdego wędrowca powinno się znaleźć coś wodoodpornego. Najlepszym wyjściem na cieplejsze pory roku jest pałatka, która jest znacznie mniejsza od większości kurtek membranowych. Jeśli przyjdzie nam wędrować w dość upalny dzień i nagle zacznie padać a temperatura niespadanie, to w kurtce się zapocimy a pałatka odpowiednio założona( nie pod plecak a na niego) będzie zdecydowanie lepiej odprowadzać ciepło.
Jeśli pogoda jest straszna  i mamy do czynienia z bardzo ulewną pogodą to nawet kurtka z membraną Gore-Tex w końcu zacznie puszczać wodę a pałatka która jest wykonana z jakiejś gumy  wytrzyma praktycznie każdą pogodę. Jedyny problem z pałatką w czasie deszczu jest fakt, że nasze ręce są wystawione na warunki atmosferyczne. chyba,że schowamy ręce pod pałatkę. Kolejnym problemem jest fakt, że pałatka działa jak rynna i cała woda spływa nam na spodnie a po nich do butów.

Dużą zaletą pałatki nad kurtka jest możliwość zrobienia z niej schronienia lub nawet śpiwora. Bardzo fajną opcją jest  podpinka do pałatki przypominająca kształtem i materiałem stare śpiwory typu kołdra. dzięki takiemu rozwiązaniu można używać pałatki nawet w chłodną pogodę, a podpinki jako śpiwora czy koca.

Jedynym środowiskiem gdzie lepiej nie używać pałatki są góry. Ale nie chodzi  tu o Bieszczady czy Izery a raczej o góry wysokie takie jak Tatry czy Alpy. A to za sprawą ze w czasie silnego wiatru pałatka zaczyna działać jak żagiel i może ściągnąć nas w dół.  Pałatka również znacznie ogranicza naszą mobilność  przez swoje rozmiary.
Pałatkę warto zabierać zawsze ze sobą nawet gdy nie planujemy noclegu w terenie. Bo gdy nawet  zastanie nas noc czy zła aura będziemy mogli zbudować prowizoryczne schronienie które umożliwi nam przetrwanie.

czwartek, 20 czerwca 2013

INTO THE WILD-Polska

Pomysł na zorganizowanie takiego przedsięwzięcia narodził się w mojej głowie podczas ostatniego wyjazdu. Jednak poszczególne elementy projektu już kiełkowały wcześniej.
Sama idea  INTO THE WILD-Polska  ma pokazać wszystkim, że każdy możne spełniać marzenia  i oczywiście świetnie się przy tym bawić. Ale najważniejszy cel to pokazanie, że w Polsce są wspaniałe i dzikie miejsca niczym z powieści Jacka Londona.

Całe przedsięwzięcie składa się z 4 etapów. Każdy będzie się charakteryzował się odmiennym środowiskiem czy charakterem.
Pierwszy etap rusza już niebawem bo na samym początku lipca. Zakłada on  swobodne wędrowanie po górach Izerskich w stylu traperskim. Z minimalnym wyposażeniem i niekoniecznie po szlaku, przez 9 dni. W trakcie tego etapu będzie mi towarzyszyć mój najlepszy kumpel.

Drugi etap przypadnie na zimę. Porę w której  najtrudniej przetrwać i trzeba się nieco więcej namęczyć.
W trakcie tej części przedsięwzięcia  będę wędrował również po górach izerskich przez 10dni. Oczywiście podobnie jak w pierwszym etapie styl ma byś traperski, więc zabieram tylko niezbędny i minimalny sprzęt. Ale zimą niemożna przesadzić z odchudzaniem ekwipunku bo to może się źle skończyć.Jeszcze nie jest pewne czy ktoś będzie mi towarzyszyć  przez cały etap.

Trzeci etap to spłynięcie Wisłą na canoe. Będzie to również etap wykonany w stylu traperskim. Wybrałem Wisłę ze względu, że jest to królowa polskich rzek, potężna,dzika i piękna. Ten etap zamierzam pokonać w całkowitej samotności. to znaczy bez udziału osób trzecich. Jedyny problem z tym  etapem jest taki, że nie mam najważniejszej rzeczy-canoe. Fakt, że mam jeszcze sporo czasu do tego etapu istnieje duża szansa, że znajdą się fundusze na zakupienie Canoe i zorganizowanie wyprawy.

Jedyne co jest pewne na 100% to etap pierwszy, pozostałe dwa są pewne na 90%, jedyny duży problem może zaistnieć z etapem Wisła.
http://intothewild-polska.blogspot.com/

Cody Lundin

Znany przede wszystkim z programu Dwa oblicza survivalu, Cody Lundin jest ekspertem w dziedzinie survivalu. Jego podejście do walki o przetrwanie jest bardzo ciekawe:
http://static.ddmcdn.com/gif/dual-survival-cody-300x300.jpgPo pierwsze chodzi boso od przeszło 20 lat niezależnie od  pogody i warunków terenowych. Jedynym drobnym ustępstwem co dochodzenia boso jest zima gdy zakłada 2 pary skarpet i nic więcej. Jednak chodzenie boso nie jest jego jedynym  dziwactwem zawsze nosi krótkie spodenki niezależnie czy mamy +50C czy -20C. 
Cody jest niekwestionowanym mistrzem w dziedzinie rozpalania ognia prymitywnymi technikami takimi jak świder czy łuk ogniowy. Jego specjalnością co do kulinariów są robaki, co nie zawsze i nie dla każdego jest odpowiednim wyjściem.
Jest założycielem  Aboriginal Living Skills School, w Prescott w Arizonie. szkoła zajmuje się szkoleniem ludzi w survivalu wykorzystując prymitywne techniki przetrwania. Jego szkoła ma  ponad 20letnie doświadczenie w szkoleniach dzięki czemu wszystkie są na bardzo wysokim poziomie.
Co ciekawe Cody jest zwolennikiem skandynawskich ostrzy. Przez wiele odcinków używał Mory Classic którą nosił na szyi.

Obecnie mieszka w domu, który sam zaprojektował. Jest to tzw. off-the-grid czyli dom obsypany ziemią, dzięki takiemu rozwiązaniu dom nie potrzebuje dodatkowego ogrzewania. Całe ciepło potrzebne do ogrzania pomieszczeń pochodzi ze słońca a pozostała energia, do zasilania jakiś urządzeń również jest z niego.
Wcześniej mieszkał w jurcie i różnych szałasach z dala od cywilizacji.
Cody Lundin dzięki swoim dziwactwom w, których jest logika i swoim doświadczeniom jest bardzo ciekawą postacią, którą warto lepiej poznać.

środa, 19 czerwca 2013

Zapalarka POWER LIGHTER

Jak wiadomo zwykłe zapalniczki nie są ani trwałe ani niezawodne. Gdy wpadnie nam do wody to z reguły nie działa, lub płomień nie jest zbyt intensywny i nie idzie rozpalić ogniska.  Dlatego świetnym wyjściem które jest alternatywą dla zapalniczek benzynowych a tym bardziej dla zwykłych gazowych jest  Zapalarka POWER LIGHTER firmy PRIMUS. Największą jej zaletą jest temperatura płomienia  która wynosi aż 1300C! Więc gdy przyjdzie nam walczyć z niesprzyjającą aurą która nie pozwala na rozpalenie ognia nasze szanse na zwycięstwo diametralnie rosną.  Kilka razy gdy nie miałem nic suchego pod ręką to za pomocą  zapalarki wysuszyłem podpałkę i potem już jakoś poszło. Płomień jest bardzo skupiony i przypomina ten ze spawarki. Dzięki temu jest bardzo odporny na podmuchy wiatru czy deszcz i śnieg. Niestety po dłuższym użytkowaniu lub nieco intensywniejszym szybko się zużywa. Moja po niecałych  2 latach zaczęła mieć problem z paleniem aż przestała palić prawie całkowicie. Jeśli ktoś pali papierosy i będzie chciał jej używać jak zwykłej zapalniczki to bardzo szybko mu wysiądzie, nawet po kilku miesiącach.
Jedna jej wada (wynikająca z faktu, że jest ona na gaz) ujawnia się w czasie mroźnych dni gdy gaz się rozprężna  przez co płomień jest zdecydowanie słabszy.
Dużą zaletą zapalarki jest palnik ustawiony pod kątem, który bardzo ułatwia rozpalenie ognia. Sam palnik zasłonięty jest klapką, dzięki czemu jeśli wpadnie nam do wody istnieją bardzo duże szanse, że będzie dalej działać. Sama zapalarka jest bardzo wytrzymała dzięki zastosowanym materiałom:tytan, metal, aluminium, tworzywo ABS.

Podsumowując jest to bardzo fajna alternatywa dla zwykłych zapalniczek jednak gdybym miał wybierać między zapalarką a Zippo to wybrałbym tą drugą opcje. Dlatego, że Zippo jest zdecydowanie bardziej niezawodna i prostsza. Bo jak wiadomo im coś bardziej skomplikowanego tym prędzej się zepsuje w najmniej odpowiednim momencie.

Kamerka kodak ZM1 mini

Chyba każdy robi zdjęcia czy filmy ze swoich włóczęg. Jednak nie zawsze pogoda jest odpowiednia(pada) czy po prostu zamierzamy  nakręcić bardziej ekstremalne ujęcia z podwody.
Świetnym wyjściem jest kamera kodaka  ZM1 mini.  Największą zaletą jej jest cena wahająca się w granicach 60zł do nawet 200zł. Na pewno nie jest ona warta aż 200zł ale 100zł warto wydać na taki gadżet.
Niestety jakość nie idzie w parze z ceną. Jeśli ktoś chciał by ograniczyć swój sprzęt foto-wideo tylko do niej to będzie tego żałował.  Obraz z kamery jest wystarczający jedynie na internet lub jako kamera do zadań specjalnych.  Jeśli używamy jej jedynie do nagrywania ujęć podwodą czy w jakimś innym środowisku które może zaszkodzić zwykłemu aparatowi czy kamerze, a całą resztę ujęć będziemy nagrywać i fotografować innym sprzętem to świetnie się ona sprawdzi.

Rozmiar tej kamerki jest bardzo kompaktowy, ma kształt i wielkość karty kredytowej a gruba jest na jakieś 0,5cm.  Dzięki temu  można ją mieć zawsze ze sobą. Kamerka nie dość, że jest wodoodporna to jeszcze przetrwa mniej poważne upadki.
Jeśli ktoś używa panelu słonecznego to nie będzie miał problemu z naładowaniem tego kodaka, a to za sprawą wbudowanego akumulatora który ładowany jest przez port USB. W pełni naładowana bateria wystarczy według producenta na 45minut pracy.  Ja ze swojego doświadczenia wydłużyłbym ten czas do 1godz.

Oczywiście na rynku są zdecydowanie lepsze kamery do zadań specjalnych na przykład GoProHERO3. Można powiedzieć, że jest lepsza pod każdym względem i jest to fakt, jedynym jej minusem jest cena która przekracza 1000zł. Ale kamerka kodaka ZM1 do zastosowań stricte amatorskich powinna wystarczyć szczególnie jeśli jest 10razy tańsza.
Dane techniczne:
Typ matrycy 1/5 cala, VGA, CMOS
Obiektyw
3,1 mm (odpowiednik dla formatu 35 mm: 40 mm), przesłona: f/2,4
Zoom 3-krotny, cyfrowy
Przekątna wyświetlacza 46 mm
Miejsce przechowywania
128 MB pamięci wewnętrznej[1], gniazdo rozszerzeń dla kart pamięci MICROSD/MICROSDHC (do 16 GB)
Tryby ustawiania ostrości stały
Zakres ustawiania ostrości od 50 cm do nieskończoności
Balans bieli automatyczny
Formaty plików wideo: MJPEG zdjęcia: JPEG

Tryby rejestracji obrazu
wideo: VGA (640 × 480) z szybkością 30 klatek/s, QVGA (320 × 240) z szybkością 30 klatek/s,
QVGA (320 × 240) z szybkością 60 klatek/s
zdjęcia: VGA (640 × 480)

Mikrofon tak — monofoniczny
Głośnik tak
Złącza wejścia/wyjścia USB 2.0 (High Speed)
Mocowanie statywu brak
Zasilanie Zintegrowany akumulator litowo-polimerowy
Wymiary

wtorek, 18 czerwca 2013

Kontakt

Jeśli macie jakieś pytania czy cokolwiek innego piszcie na:
konradbusza@gmail.com


Gdzie moje złoto?!

Znaczenie wody

Idzie lato a z nim upały,które mogą okazać się zabójcze dla wielu wędrowców i nie tylko.
Jak wiadomo woda to życie. Gdyby nie ona to człowiek umrze już po 3 dniach. Faktem przesądzającym wyższość wody nad jedzeniem czy czymś innym jest to, że organizm człowieka składa się z 65%. Taki poziom jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Braki w wodzie odczuwa się nie tylko zmniejszeniem zdolności motorycznych ale i mózg zaczyna gorzej funkcjonować, mamy problemy z kojarzeniem faktów, popadamy w apatie a co najgorsze mamy problem z podejmowaniem racjonalnych decyzji.
Aby nie martwić się o odwodnienie należy wypijać dziennie od 2L do nawet 13L, w przypadku gdy przyjdzie nam wędrować po pustyni. Człowiek odwadnia się równie mocno latem co zimą. Widać to szczególnie wraz ze wzrostem wysokości jak i aktywności fizycznej. Przy uzupełnianiu płynów trzeba się rozsądnie zastanowić czy mamy wystarczające zapasy wody. Jeśli doskwiera nam brak m trzeba zacząć racjonować ją i zająć się poszukiwaniem źródła pitnej wody. Kiedy nasze zapasy są na wyczerpaniu są dwa wyjścia:
Pierwsze którego nie polecam to wypicie całego zapasu. Nie jest to dobry pomysł z racji, że organizm człowieka jest wstanie przyswoić 1L wody na godzinę jak i nawet dawkując sobie niewystarczające ilości wody jesteśmy wstanie przetrwać dużej.
Drugie wyjście to zmniejszenie dziennej dawki wody. Rozsądnie racjonując zapasy możemy diametralnie  zwiększyć nasze szanse na przetrwanie.

Aby ograniczyć utratę wody należy zarzucić ciężką prace w ogóle, a jeśli to niemożliwe to przenieść ją na godziny wieczorne lub na samą noc. Jeśli podjęliśmy decyzje marszu, najlepiej wstawać wcześnie rano i już  o wschodzie maszerować i zatrzymywać się w zacienionym miejscu w czasie największych upałów i kontynuować wędrówkę pod wieczór. Można też maszerować nocą, jednak jest to dość niebezpieczne wyjście szczególnie gdy przyjdzie nam walczyć o przetrwanie w górzystym terenie gdzie istnieje relatywnie duże ryzyko doznania urazu kończyn dolnych lub wpadniecie w szczelinę. Nocny marsz to najlepsze wyjście gdy jesteśmy na pustyni, natomiast gdybyśmy mieli wędrować w ciemnościach przez sawannę gdzie w nocy najbardziej aktywne są drapieżniki to podejmujemy bardzo duże ryzyko, które możne doprowadzić do naszej śmierci. Jeśli ktoś pali a niema wystarczających ilości wody powinien zarzucić nałóg, ponieważ palenie znacznie odwadnia nasz organizm.
Jeśli ktoś myśli, że wodę można zastąpić alkoholem to jest w potężnym błędzie. Gdy do organizmu trafiają procenty musi on stoczyć znacznie większą walkę z ich neutralizacją. Przez co jest znacznie bardziej obciążony i zużywa więcej wody niż powinien. W czasie upałów można sobie pozwolić na wypicie jednego piwa, ale nie więcej. Piwo zawiera dużo soli mineralnych które tracimy pocąc się dlatego można nim je uzupełnić. Jednak najlepszym płynem nawadniającym jest zwykła woda. Napoje izotoniczne też nie są złe,ale tylko gdy wykonujemy bardzo ciężką prace.

Jak mówi stare powiedzenie: lepiej zapobiegać niż leczyć. dlatego gdy wybieramy się w teren należy zatroszczyć się o odpowiedni zapas wody. Ja zabieram zawsze  od 1,5L gdy niema problemu z wodą(np. góry) do nawet 4L gdy przyjdzie mi wędrować w terenie ubogim w wodę.
Pamiętam jak wędrowałem przez Puszczę Notecką w dość upalną pogodę. Zapasy wody bardzo szybko topniały aż do tego stopnia, że na cały ostatni dzień mieliśmy 0,5L wody na osobę a temperatura była grubo powyżej 20C. Puszcza Notecka jest bardzo wymagająca dla wędrowca właśnie z powodu  braku wody. Oczywiście są jeziora ale nie wszędzie a nasza trasa wiodła akurat w takim terenie gdzie jej nie było.

Należy pamiętać, że każda woda może być skażona i niebezpieczna dla naszego zdrowia. Dlatego należy założyć, że woda jest skażona i należy ją odkazić. Różne metody odkażania wody opiszę w innych postach.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Koniczyna łąkowa

Koniczyna łąkowa to jedna z łatwiejszych i smaczniejszych roślin rosnących w Polsce.
Monografia:
Wieloletnia roślina o zmiennej budowie z kanciastymi , lekko owłosionymi wzniosłymi łodyżkami(wys. 15-45cm). Liście długoogonkowe, trójklapowe,klapy owalne, całobrzegie(dł. 1-3cm.), krótkoogonkowe. Na listkach występują jaśniejszy lub purpurowy rysunek  w kształcie litery V. Przylistki szpiczaste, owalne, kwiaty purpurowe, czerwone lub różowe, białe(koniczyna Szwedzka), występują w kulistych główkach (śred. 2-3cm), o bardzo przyjemnym zapachu, kielich 10-nerwowy,owłosiony.
Występowanie:
Pastwiska, nawożone łąki, przydroża. Występuje powszechnie na terenie całej Europy. W górach występuje do wysokości 2000m.n.p.m. Różne gatunki uprawiane były jako pasza a później zdziczały.

Zastosowanie:
Młode liście, łagodne w smaku i aromatyczne, oraz lekko słodkawe kwiaty są bardzo dobrym dodatkiem do sałatek. Nadają się również jako dzika jarzyna lub jako dodatek wizualny.
Z suszonych kwiatów można przygotować smaczną i zdrową herbatkę. Okres zbioru przypada na Maj-Sierpień.
Nie istnieje możliwość pomylenia z żadną rośliną, ze względu na swój dość charakterystyczny wygląd.
Ciekawostki:
Koniczyna pospolita jest dość bogata w proteiny przez co świetnie się nadaje na roślinę paszową. Jej korzenie współżyją z wiążącymi azot bakteriami brodawkowymi. 

Czekając na apokalipsę

Ataki terrorystyczne, krach gospodarczy, katastrofa ekologiczna to tylko kilka powodów dla których wielu ludzi zaczęło zbierać zapasy i przygotowywać się na gorsze czasy.
Program "Czekając na apokalipsę" opowiada o ludziach zwanych preppersami, którzy są świadomi zagrożeń(chociaż czasami przesadzają) jak i o ich przygotowaniach do życia w post-apokaliptycznym świecie.
http://kunder.frank.no/wp_site/wp-content/uploads/Featured_Doomsday_Preppers.jpgW każdym odcinku mamy odczynienia z różnymi spojrzeniami na przetrwanie. Od ludzi zbierających gigantyczne ilości jedzenia i wody, przez takich co mają tyle broni co małe państwo a skończywszy na ludziach, którzy założyli,że najlepiej będzie walczyć o przetrwanie w ruchu. Ci ostatni mają bardzo wiele wspólnego z bushcraftem.
Obecnie na National Geographic Channel leci drugi sezon tego programu, w którym każdy z preppersów zostaje poddany rygorystycznej ocenie specjalistów. Zostaje oceniony za wszystkie najważniejsze czynniki decydujące o przetrwaniu, począwszy od  zmagazynowania wody i jedzenia poprzez bezpieczeństwo i schronienie.  Jest jeszcze czynnik X który z reguły wynika z położenia schronu czy domu czekających na apokalipsę. Sztab ekspertów wydaje werdykt odnośnie tego jak długo dana osoba czy grupa jest wstanie przetrwać.  Eksperci  oceniają również jakie są szanse na wystąpienie danego kataklizmu czy wydarzenia, w najbliższej przyszłości.

W syberyjskich lasach-Sylvain Tesson

Wiele ludzi marzy o wejściu w nieprzebytą  tajgę i zapuszczeniu tam korzeni. Jednak niewielu się to udało.
Jednym z nich jest na pewno francuski podróżnik Sylvain Tesson, któremu udało się zamieszkać przez 6 miesięcy  w drewnianej chatce nad  brzegiem Bajkału. Wszystkie swoje przygody i przemyślenia opisuje we wspaniałej książce pt."W syberyjskich lasach". Nie jest to zwykła książka a właściwie to same notatki z dziennika który prowadził przez te 6 miesięcy.
Jeśli ktoś myśli, że znajdzie tam elementy przewodnika o rejonie nad bajkalskim to się myli. Zdecydowana większość zapisków to stricte filozoficzne przemyślenia. jedno z fajniejszych: „Recepta na szczęście: okno na Bajkał i przy tym oknie stół”.
Czytając tą książkę można odczuć prawdziwą bliskość tych dzikich ostępów.
W czasie pobytu  nad Bajkałem nakręcił film dokumentalny, w którym fragmenty tekstu  pochodziły z książki.
  Sylvain Tesson  sam siebie jak i innych ludzi wiodących prosty leśny tryb życia nazywa eremitą. To określenie idealnie do niego pasuje zwłaszcza, że przy większości swoich podroży stronił od zdobyczy cywilizacji, będąc całkowicie niezależnym i wolnym.
Oto fragment książki współczesnego eremity:
"Dość wcześnie zrozumiałem, że nie uda mi się zrobić czegoś wielkiego, żeby zmienić świat. Przyrzekłem więc sobie, że na jakiś czas zamieszkam gdzieś w syberyjskich lasach. Wynająłem drewnianą chatę, z dala od wszystkiego, nad brzegiem Bajkału. Tam, podczas sześciu miesięcy, mając pięć dni drogi do najbliższej wsi, zagubiony wśród zagarniającej wszystko natury próbowałem być szczęśliwy. Wierzę, że mi się to udało. Dwa psy, piec na drewno, okno wychodzące na jezioro wystarczają do życia. A jeżeli wolność oznacza posiadanie czasu? A jeżeli szczęście przychodzi, gdy mamy samotność, przestrzeń i ciszę – wszystkie te rzeczy, których zabraknie przyszłym pokoleniom?
Dopóki będą istniały drewniane chaty w głębi lasu, nic jeszcze nie jest stracone."

 Myślę, że ten fragment świetnie oddaje charakter książki jak i potwierdza to co już wiem od dawna, gdyby nie drewniane chatki w górach, to świat stałby się ponury i nieszczęśliwy.
No ale" Dopóki będą istniały drewniane chaty w głębi lasu, nic jeszcze nie jest stracone."
Każdy kto choć przez krótki moment marzył o zaszyciu się w głębi lasu powinien zapoznać  się z tą książką.

sobota, 15 czerwca 2013

Zapalniczka Zippo

Zapalniczek Zippo nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich jakość wykonania i niezawodność zapewniły im rozpoznawalność w każdym zakątku świata.
Zippo to benzynowe zapalniczki wykonane przez amerykańską firmę Zippo Manufacturing Company, produkującą głównie zapalniczki napełniane ciekłym paliwem. Dzięki swojej prostocie można ją napełnić prawie każdą substancją ciekłą która paruje i się pali. Wzorów w których można przebierać są tysiące, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Każda zapalniczka objęta jest dożywotnią gwarancją, co oznacza, że jeśli się nam uszkodzi to można ją wysłać do producenta gdzie zostanie naprawiona za darmo.  Dużą zaletą która ma znaczenie w trakcie walki o przetrwanie czy działanie w trudnych pogodowych warunkach system windproof dzięki któremu nawet w silnym wietrze- płomień nie gaśnie. W trakcie moich wojaży miałem do czynienia z najróżniejszymi zapalniczkami jak i zapalarkami które nie zawsze się sprawdzały. Jednak Zippo nigdy mnie nie zawiodło. Dzięki swojej konstrukcji istnieje możliwość odpalenia jej i wsunięcie pod stos patyczków które bezproblemowo się zajmą. Płomień z tych zapalniczek jest bardzo intensywny i mocny, który nie gaśnie nawet w trakcie deszczu.
Często gdy zimą przyjdzie nam używać zwykłej zapalniczki to płomień jest bardzo słaby(to wina gazu który pod wpływem temperatur zmienia swoją objętość), w Zippo niema takiego problemu i nawet kiedy benzyna nie chce odparować to wystarczy trochę nią pomachać i już.
Gdy skończy się benzyna i nie mamy czym ją zastąpić to jeszcze możemy zakrzesać iskrę za pomocą kamyszka tak jak zwykłym krzesiwem. Aby nie zabrakło nam kamyszków można je włożyć pod watę w zbiorniczku z paliwem.
Podsumowując:
Zapalniczki Zippo to świetne wyposażenie dla każdego bushcraftowca czy survivalowca. Które sprawdzi się w każdych warunkach.

piątek, 14 czerwca 2013

Mechanix - Original® Glove - Woodland

  Kiedy wykonujemy ciężką prace w terenie. Niezależnie od tego czy kopiemy w ziemi czy budujemy schronienie lub zbieramy drewno na opał przydadzą się rękawice które zabezpieczą nasze dłonie przed rozcięciem czy ubrudzeniem żywicą. Jednak zwykłe robocze rękawice nie należą do najwygodniejszych i jakoś specjalnie trwałych a ich największym mankamentem jest niemożliwość wykonywania precyzyjnych prac.
Ja używam rękawic firmy Mechanix która zasłynęła z niezwykle trwałych rękawic. Dzięki jakości wykonania oraz wygodzie jaką zapewniają zyskały wielu zwolenników w najlepszych jednostkach specjalnych:Navy Seals, Delta Forcei wieli innych jednostek.
Rękawice zostały stworzone z myślą o zawodowych żołnierzach. dzięki czemu zostały przemyślane pod każdym względem i sprawdzą się prawie wszystkich warunkach. Jest to idealna opcja dla każdego kto ceni sobie jakość, wykonanie, lekkość a przede wszystkim wygodę.
Seria z której wywodzi się model który ja użytkuje jest stosunkowo tania(ok.100zł). jednak nie gorzej wykonana od swoich droższych odpowiedników. Po 2 latach użytkowania niezależnie od pogody nie widać jakiś poważnych uszkodzeń, jedynie drobne otarcia i jedno przypalenie od miski z kelly kettle. Mimo, że dość szybko namakają a wręcz wyłapują wilgoć z powietrza równie szybko schną (oczywiście gdy jest sucho i ciepło). Nawet mokre zapewniają pewny chwyt, wiec niema możliwości aby nam wypadł nóż czy jakieś inne narzędzie. Kiedy temperatura przekracza 20C to nadal ma się komfort termiczny, po prostu dłonie się nie przegrzewają, natomiast gdy temperatura spada poniżej 0 odczuwa się, że rękawice zaczynają chłodzić co wyklucza użytkować ich w bardzo niskich temperaturach.
Wewnętrzna część dłoni wykonana została z wytrzymałej, syntetycznej skóry Clarino która jest nie do zdarcia.
Wierzchnia część dłoni została wykonana ze specjalnej tkaniny Spandex, która  dzięki swojej elastyczności umożliwia idealne dopasowanie rękawicy do kształtu dłoni oraz zapewnia dobrą oddychalność. Między palcami zastosowano wstawki z Lycry co zapewnia lepsze oddawanie wilgoci na zewnątrz. Na kciuku jest wstawka z materiału przypominającego frote który umożliwia otarcie potu z czoła czy nosa. Rękawice zapinane są na rzep, który nie wyrabia się z czasem.
Rękawice są naprawdę godne polecenia dla każdego kto chce chronić swoje dłonie podczas ciężkiej pracy w terenie. Dodatkowym potwierdzeniem ich przydatności w survivalu jest fakt, że używa ich Dave Canterbury.

wtorek, 11 czerwca 2013

Dzikie rośliny jadalne i trujące-Kremer Bruno

Na rynku jest wiele różnych publikacji na temat jadalnych roślin. Niestety większość z nich nie jest zbyt dobra żeby nie powiedzieć, że kiepska.  Ale niema co się martwić bo jest i wiele dobrych książek.  Na przykład:  Dzikie rośliny jadalne i trujące autorstwa Kremera Bruno. Który podjął się  trudnego zadania stworzenia treściwej książki o roślinach jadalnych i trujących. Niewątpliwie to mu się udało.
 Co najważniejsze wszystkie rośliny są tak opisane, że niema obawy z pomyleniem danego gatunku, oczywiście jeśli będzie się  dokładnie sprawdzało każdą roślinę. Każda z roślin jest pokazana na zdjęciu przez co znacznie łatwiej rozpoznać dany gatunek. W przypadku kiedy istnieje możliwość pomylenia konkretnej rośliny z jakąś inną niekoniecznie trująca ale inną  to jest to dokładnie opisane. Przy opisie roślin znajduje się dokładna charakterystyka w jakim rejonie czy środowisku występuje oraz przepisy jak daną roślinkę  można wykorzystać. Dzięki swojemu niewielkiemu rozmiarowi można ją zawsze mieć ze sobą. Na wewnętrznej stronie okładki znajduje się kalendarium zbiorów.
Myślę, że każdy kto chcę żyć w zgodzie z naturą czy po prostu w trakcie wypadu w teren uzupełnić zapasy dziko rosnącymi roślinami powinien zaopatrzyć się w tą książkę.

piątek, 7 czerwca 2013

Zatopieni- najbardziej mokry bushcraftowy wypad

Boże ciało, za którym idzie długi weekend to świetna okazja na wyjazd w teren. Mimo prognoz które nie były zbyt optymistyczne pojechaliśmy jak prawie zawsze nigdzie indziej jak w góry Izerskie.
W Świeradowie byliśmy ok.godziny 6 rano. I już na parkingu zaczęło coś mżyć, a może była to nachodząca mgła.  Pierwszy dzień jak za każdym razem wymaga najwięcej wysiłku a to przez zdobywanie wysokości. Właśnie wtedy zrozumiałem że plecak który miał być taki fajny i bushcratowy okazuje się że jednak może i taki jest ale za to niewygodny. Ale nie o plecaku to mowa a wyjeździe więc wróćmy do prawidłowego wątku. Po wejściu na górę mogliśmy trochę odsapnąć ale na piękne widoki nie było co liczyć przez strasznie gęstą mgłę. Wędrówkę zakończyliśmy w chatce Tomaszka ok godz.13. Krótko po tym jak zdążyliśmy się jako tako urządzić i zrobić coś ciepłego do picia zaczęło padać. Gdyby nie przestało padać, a właściwie to lać jedynym trochę większym posiłkiem na ten dzień były by żeberka z kapustą z puszki(naprawdę smaczne, ale ciężkie bo ważą aż 400g).
Z dziennika:
godz:17,29
Pada już 5 godzin. Gdyby nie chatka bylibyśmy pewnie przemoczeni i wku....ni na tę pieprzoną pogodę. Chatka jest swoistym jajem które ochrania nas przed złem tego świata i pogodą(chodzi o ten świat na dole czyli tylko konsumpcja i hajs).
Pierwszego dnia po raz pierwszy wżyciu używałem rękawiczek wełnianych w maju prawie w czerwcu. A to za sprawą temperatury która oscylowała wod +5 do 10 stopni.
Dopiero grubo po 20 zrobiło się krótkie okno pogodowe które umożliwiło nam zrobić sobie coś porządnego i ciepłego do jedzenia. I teraz się zdziwicie jakie delikatesy mieliśmy ze sobą, mianowicie GOLONKI. Tak tak  golonki. tyle że przez 4 dni jedliśmy głównie golonki. Tak dobrze to nawet w domu niema. No ale wracając do głównego wątku. ok23 poszliśmy spać.

Drugiego dnia, gdy się obudziliśmy pogoda się poprawiła. Wprawdzie nie było widać słońca ale za to dało się zobaczyć góry w Czechach. No ale prognozy okazały się trafne i po śniadaniu znów zaczęło padać. Najgorsze było to, że deszcz zamiast słabnąć padał coraz mocniej.
Z dziennika:
Zaobserwowałem ciekawe zjawisko gdy mgła robi się coraz gęstsza to znak, że zaraz lunie. Natomiast gdy leje to zaczyna się rozrzedzać.
Z chatki wyszliśmy o 11, jeszcze w deszczu. Trasa na dziś Chatka-Rozdroże Izerskie-Orle-Most Graniczny-Chatka. Jeszcze zanim przyjechaliśmy planowaliśmy zrobić nocleg na pelikanie no ale pogoda nieco pokrzyżowała nam plany. Ok godziny 13 gdy siedzieliśmy w wiacie na Rozdrożu zaczęło się przejaśniać, a w efekcie końcowym to nawet wyszło słońce no i była piękna  typowo letnia pogoda.
Były to właściwie jedyne godziny kiedy mogliśmy swobodnie fotografować nie martwiąc się, że zamoknie nam sprzęt.
Idąc już nad Izerą mogliśmy obserwować wspaniały spektakl rozbryzgujących się fal o kamienie. Dawno a może i nawet nigdy nie miałem okazji oglądać tak wzburzonej i potężnej ale jakże pięknej górskiej rzeki.
Tego dnia mieliśmy jedyną okazje zjeść coś na zewnątrz. Planowaliśmy zrobić kuskus z mielonym inaczej ale trakcie przygotowania a może suszenia czy po prostu z jakiegoś innego powodu mielone zaczęło dziwnie pachnieć. Woleliśmy nie ryzykować i nakarmiliśmy nim rybki. Ale jak już wcześniej pisałem mieliśmy ze sobą golonki. I tym razem zrobiliśmy 2 golonki podgrzaliśmy na ogniu, zrobiliśmy sos myśliwski, kuskus i wszystko to wymieszaliśmy razem. Szczerze powiedziawszy było to dużo smaczniejsze niż mielone.
Tego dnia narodziło się kilka nowych pomysłów. Pierwszy z nich to postanowienie, że będę pakował się w 40L plecak. A drugi to pomysł zrobienia projektu INTO THE WILD-POLSKA. Będzie się on składał z 4 etapów. Ale to opiszę w osobnym poście.
Z dziennika:
Iskry tańczą w ognisku jak jak mrówki lub na jakiejś niezłej imprezce.

Jak widać trochę wody napadało:)

Dzień trzeci zapamiętam chyba do końca życia  od samego rana do następnego dnia non-stop lało, bo tego co tam przeżyliśmy niemożna nazwać deszczem, chociaż chyba ulewa to tez dość delikatne określenie.
 Z dziennika:
Ciągle pada. Tak jak wcześniej deszcz zacinał tak teraz pada pionowo. Widać góry w Czechach więc pogoda idzie ku dobremu.
Tu jeszcze miałem nadzieje na poprawę pogody która nie nadeszła. No ale jak leje i siedzi się w małej chatce i niema co robić to człowiek zaczyna rozmyślać. Oto to co zapisałem w dzienniku:
Kropla czym jest kropla. Pokonuje dystans wielu kilometrów i ginie rozbryzgując się na ziemi czy na drzewie.Po tym zdarzeniu już nikt o niej nie pamięta poza eremitą który pokonuje wielkie odległości aby zaginąć i wieść szczęśliwe życie pośród głuchych ostępów prawdziwej dziczy[...]
Deszcz to pogoda dla myślicieli. siedzi się w chatce czy w namiocie i kontempluje się świat oraz sens istnienia[..] Deszcz osłabł a ptaszki zaczęły śpiewać jak opera u Czajkowskiego. Ciekawe takie małe a jaki głos.
Deszcz nie przestawał padać ale słabł więc ok 12 ruszyliśmy w drogę.  Po przejściu góra jednego kilometra deszcz zamienił się w ulewę. No ale nie jesteśmy z cukru więc chyba się nie rozpuścimy i napieramy dalej. Celem dzisiejszej wędrówki był kanion w którym szliśmy w majówkę. Ale z powodu wysokiego stanu wody który wciąż się podnosił poszliśmy górą. Za daleko nie zaszliśmy bo deszcz lał coraz mocniej więc gdzieś po 2 km wędrówki górą kanionu zarządziliśmy odwrót. W trakcie schodzenia  minęły nas dwie terenówki.Najprawdopodobniej byli to myśliwi. Schodząc wprawdzie nie po szlaku ale duktem używanym przez tych co znają ten teren, szliśmy już nie po w miarę suchym gruncie(jeśli w ogóle można to było nazwać gruntem) a w strumieniu gdzie woda sięgała nawet do połowy łydki. Tego dnia a właściwie to już poprzedniego SMOCK zaczął poszczać wodę a właściwie to sam zamienił się w mokrą szmatę. No ale się nie dziwie bo w takich warunkach tylko guma nie puszcza wody.
Gdy wróciliśmy do chatki  zdjęliśmy przemoczone rzeczy i próbowaliśmy wyschnąć. Pod wieczór w chatce  użyliśmy kuchenki ekspedycyjnej oraz trójnogu, dzięki którym mogliśmy się chociaż troszkę osuszyć oraz zrobić rosołek.
Z dziennika:
Pada. Byłbym zdziwiony gdyby przestało padać.[..] Deszcz coraz mocniej pada a to już ostatni nasz  nocleg w Izerach w trakcie tego wyjazdu.
Na domiar złego wieczorem jak już się kładliśmy coś strzeliło mi w krzyżu że nie mogłem się ruszyć. Na szczęście do rana mi przeszło.
Czwartego dnia wstaliśmy wcześnie aby móc o dość rozsądnej godzinie wrócić do domu. Pogoda niebyła bardzo zła. A może to my już się przyzwyczailiśmy do nieustannego moknięcia. Można powiedzieć że  weszliśmy w pewnego rodzaju symbiozę z deszczem.
 Chcieliśmy wrócić żółtym szlakiem. Niestety okazało się, że niema opcji przejścia przez most po którym ktoś bardzo inteligenty przejechał i połamał belki. Wprawdzie dało by się przejść po metalowej podporze ale nie z tymi plecakami i nie przy tym poziomie wody. Gdyby się poślizgnąć i wpaść do rzeczki to nie dość, że sprzęt fotograficzny można by wyrzucić, to jeszcze by się miało niezły rafting. No i zostaliśmy zmuszeni do odwrotu. Gdy już doszliśmy do zejścia na żółty szlak okazało się, że przy wejściu była rozwieszona taśma zabraniająca wstępu. Tyle że ktoś musiał ją zerwać. Wracaliśmy ceglaną drogą i koło źródła Adamsa gdzie zrobiliśmy sobie dłuższy postój i o dziwo zaczęło się rozjaśniać a przynajmniej nie padało. Niestety nie na długo. W trakcie schodzenia na drodze spotkaliśmy dość sporego padalca. Nie mogłem się powstrzymać i złapałem go. Zrośliśmy kilka zdjęć niestety niewiele z nich wyszło. Oczywiście wypuściłem go w trawę.
Zamiast ryzykować zejście po dość nikłej jakości i wytrzymałości moście który z pewnością był by śliski w tej ulewie postanowiliśmy zejść asfaltem. Nie jest to zbyt wygodna opcja a to za sprawą nachylenia tejże drogi. Schodząc mijaliśmy kilka domów w idealnych dla każdego miłośnika dzikiego życia. Ale jedna z nich przykuła w szczególności moją uwagę i to nie za sprawą swojego wyglądu czy położenia a z powodu samochodu który tam stał i był podziurawiony od kul i owinięty taśmą z napisem policja. Brama wjazdowa na teren posesji też była owinięta taką taśmą. Ciekawe co tam się wydarzyło. Krótko po tym  odkryciu doszliśmy do auta i ruszyliśmy do domu. Chociaż zawsze jak  wracamy mam wrażenie, że opuszcza mój drugi dom.
A tu więcej zdjęć:
https://plus.google.com/photos/100320200907137124188/albums?banner=pwa&sort=7