niedziela, 20 września 2020

Walka o Daniela

 Sobota 6 rano, połowa września czyli idealne warunki na rykowisko. Może godzina nieco późna, ale wcześniej i tak zdjęcia nie zrobię bo za ciemno. Więc stawiłem się rano na polu gdzie liczyłem, że coś będzie i było, gdzieś daleko słyszałem porykiwania. Idę w ich kierunku, przez trawy i szron (nareszcie przymrozki :D ) po chwili milkną, czekam, nasłuchuję i nic, odbijam w innym kierunku, gdzie prawie zawsze jakieś zwierzęta udaje mi się ustrzelić.



Jednak po chwili znów słyszę ryczenie, więc odbijam  z powrotem w jego kierunku i po kilkunastu metrach tuż przede mną zrywa się daniel. Cały szczęśliwy chwytam za aparat i robię zdjęcia, seria leci, lustro pracuje, ale coś mi nie gra. On nie ucieka, on wierzga i skacze jak opętany ale nie biegnie w żadnym kierunku.

Przyglądam się zdjęciom i mam rozwiązanie zagadki. On jest uwięziony w siatce leśnej, ma ją zaplataną na łopacie. Wyrywa się ale nic nie może zrobić. Kminię jak mu pomóc nie mam kombinerek więc nie przetnę drutu, dzwonie do leśniczego. On odbiera i mówi, że jest na urlopie. Fajnie, podobno zawód z misją ale sru, nadleśnictwo nie odbiera, na szczęście udało się dodzwonić do Ligi Ochrony Przyrody, tu szybka rozmowa, podanie lokalizacji i po kilku godzinach daniel był wolny. Mnie już przy akcji ratunkowej nie było, ale dostałem telefon z informacją, że się udało. I tu morał, że zawsze trzeba mieć toola w kieszeni, bo nie wiadomo kiedy i w jakiej sytuacji może się przydać.













niedziela, 13 września 2020

Blahol BIG ONE nerka idealna?

 Dziś mała recenzja, a może i bardziej opis produktu polskiej manufaktury kurierskiej, bo chyba tak można mówić o firmie BLAHOL. Nerka Big One to najlepsza tego typu torba do jazdy rowerem, której używałem. Służy mi w mieście, na wycieczkach i służyła w trakcie pracy, gdy jeszcze jeździłem jako kurier rowerowy.

Warto wspomnieć, że nie jest to zwykła mała nerka na EDC itd. To nerka olbrzymia, można rzec, że wątroba. Długo szukałem czegoś na tyle dużego, by zmieścić: książkę, dokumenty, pompkę, jakieś klucze/narzędzia, coś do jedzenia i doczepić hamak podczas krótkich wycieczek rowerowych, opcjonalnie miała też służyć do przewożenia aparatu razem z obiektywem 70-200! Szukałem, szukałem i znalazłem w ofercie firmy BLAHOL. Nerka BIG ONE daje radę w każdej powierzonej jej misji. Można wygodnie przewieźć cały podręczny majdan czy to nad tyłkiem, czy przekątnie na klacie niczym kołczan prawilności. 

Napisałem do Blahola z kilkoma pytaniami - super kontakt, rozwiane wszelkie wątpliwości i szybka realizacja spersonalizowanego produktu. Samemu można dobrać kolory każdego elementu itd. No po prostu bajka, do tego dobra cena i jeszcze lepsza jakość. Ze swojej strony polecam wnętrze zrobić z jaskrawego koloru, dzięki temu łatwiej znaleźć coś w środku :)


Do środka upchniecie butelkę wina, czteropak piwa itd. Naprawdę sporo. Nominalnie BIG ONE ma 3 L! Dużą zaletą są paski kompresyjne, które umożliwiają kompresję, gdy nerka nie jest wyładowana lub ustabilizowanie towaru. Troczkami możemy zamontować na zewnątrz mały hamak, lekką kurtkę czy U-locka. Gdyby brakło miejsca, to na froncie naszyta jest listwa - dwa troki i kurtkę, bluzę czy coś innego można doczepić. Należy jednak pamiętać, że im więcej dotroczymy i doczepimy tym będzie mniej wygodnie. 

Nerka jest też prosta, bez udziwnień, dzięki czemu przypadnie do gustu każdemu, kto lubi klasyczny wygląd. Dwie kieszenie, jedna mniejsza w miarę płaska na froncie i główna duża. Obie zapinane na zamek, w większej do dyspozycji siatkowa kieszeń na pierdółki + troczek z haczykiem na klucze.

Komfort noszenia zapewnia szeroki pas (5 cm) i spora klamra. Wygodnie jeździłem z nią na pasie, na ramieniu, chodziłem w każdej konfiguracji i zawsze było spoko. Mam zrobione łącznie wiele kilometrów w różnych warunkach i jestem mega zadowolony. Dzięki wykonaniu z mocnej cordury nerka całkiem długo stawia czoła przemoczeniu na deszczu, jednak trzeba pamiętać, że nie jest ona wodoodporna.

Jeśli szukacie sporej nerki, która zmieści wszystko, czy to na lajtowy wypad rowerem z hamakiem, a nawet jeśli codziennie wozicie więcej gratów to BIG ONE od BLAHOLa jest idealnym wyborem.





wtorek, 11 sierpnia 2020

Survivalowy wieczór kawalerski

 Czasem już tak jest, że jak ktoś mnie poprosi o szkolenie, wypad, warsztaty itd to zorganizuję coś. No i tak też zorganizowałem mały wieczór kawalerski z klimatem survivalowo outdoorowym. Było ognisko, jedzenie, noże, hamaki itd. :)


Wiec łapcie trochę fotek :)

















Podlaskie wakacje - cz.1 Białowieża i okolice

 Od naszego wyjazdu na Podlasie minęło już trochę czasu, ale jak to zwykle bywa po powrocie z urlopu doba staje się krótsza, a godziny przelatują jak minuty. Ale jak to mówią, lepiej późno jak wcale więc ruszamy z relacją ze wschodu.

W tym roku planów na wakacje było sporo, miały być zagraniczne wojaże, ale przez koronaświrusa padło na wakacje w kraju, więc wybraliśmy ten egzotyczny obszar, dziki wschód. Początek  dziesięciodniowej podróży miał miejsce w Białowieży. 

Na pierwszy ogień poszła zagroda pokazowa żubrów. Miejsce naprawdę fajne, można tu z bliska zaobserwować różne zwierzęta, w tym królewską tróję puszczy: żubra, rysia i wilka. Oczywiście jak ma się szczęście. Nam dopisało, Widzieliśmy wszystkie zwierzęta, chociaż tylko żubr współpracował przy fotografowaniu, ryś i wilk skitrały się w trawie w oddali, ale nie dziwie im się. Też bym z tego upału uciekł.









Poza wspomnianymi gatunkami są też powszechniejsze w kraju łosie, sarny, dziki itd. Miejsce idealne na początek przygody w Białowieskim Parku Narodowym i całej puszczy. CAŁA PUSZCZA PARKIEM NARODOWYM!!!

Po obejściu wszystkich zagród pojechaliśmy na pole namiotowe, rozbiliśmy obozowisko, chwilę odpoczynku i w drogę. Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy spacer po Białowieży, miejscowość bardzo urodziwa i jak się okazało rozciągnięta. Począwszy od parku, przez różne uliczki, obeszliśmy całą dookoła, wyszło jakieś 16 km! Czyli idealnie z #walk16czallenge :)  Trasa jak na wędrówkę z buta po długiej trasie w samochodzie nieco męcząca ale warto, po drodze można obejrzeć piękną zabytkową zabudowę, w tym np. pałac gubernatora grodzieńskiego, który został wybudowany w XIX w. z polecenia Cara. W parku obecnie znajduje się muzeum przyrodnicze PN. A wcześniej był tu ogromny pałac w stylu rosyjsko - szwajcarskim, niestety do dziś przetrwała tylko brama. Inną ciekawostką w samym parku jest obelisk upamiętniający polowanie Augusta III Sasa.

Na trasie mieliśmy okazję podziwiać nie tylko piękną i klimatyczną zabudowę, ale i przyrodę, pętelka dookoła Białowieży jest naprawdę fajna i godna polecania, zarówno dla piechurów i rowerzystów.








Tak minął pierwszy dzień, kolejnego ruszyliśmy już w Puszcze.

Po lesie łącznie zrobiliśmy tego dnia koło 15/17 km, odwiedziliśmy, dawną trasę kolejki wąskotorowej, służącej do wywozu drewna z lasu, następnie udaliśmy się do miejsca mocy. Warto odwiedzić! Niektórzy tam czują dziwne wibracje. A każdy może zobaczyć piękne mchy porastające wszystko dookoła.







Po naładowaniu się mocą ruszyliśmy dalej, licząc, że spotkamy jakieś zwierzęta. Las jednak miał inne plany i z nami nie współpracował, na trasie jedynie pojedyncze ptaki i owady. Ale i tak było cudnie, potężny las, miejscami dziki i pierwotny, co ważne zdrowy i odradzający się po korniku. Puszcza z połaciami powalonych i wyschniętych świerków wygląda pięknie i co ważne naturalnie! Co wielu osobom się nie podoba.






Dotarliśmy na pole namiotowe i postanowiliśmy odpocząć i zrelaksować się błogo leniuchując i dając stopą odetchnąć. Następnego dnia ruszyliśmy dalej w trasę. Opłaciło się, pomijając obserwację bocianów z wieży widokowej, największą atrakcją tego dnia była obserwacja żubra z kilku metrów!! 





Następnie zagłębiliśmy się w Puszczę. Wędrówka szlakiem z początku szerokim i komfortowym doprowadziła nas do sporej wieży widokowej. Widok całkiem, całkiem chociaż po wysokości spodziewałem się czegoś lepszego. Schodzimy i dalej w trasę, szlak po chwili zmienia się z szerokiej drogi w wąską ścieżkę. Można na niej było odczuć prawdziwą puszczę, martwe powalone drzewa, mchy, grzyby, półmrok i wilgoć. Bajka!




Po drodze kładki i czatownia z której obserwowaliśmy poroża jeleni. Takie wysokie trawy, że tylko czubki głów było widać!


Zawracamy, tą samą drogą docieramy do auta i dalej w drogę. Tym razem robimy małą pętlę w okolicy Starego Masiewa. My wybraliśmy krótszą trasę, przez ostoje żubra i stary opuszczony cmentarz, ale jak ktoś ma więcej czasu lub jest rowerem, to warto zrobić dłuższy wariant - szlak czerwony.



Po spacerze ruszamy na miejsce noclegu, nad Zalew Siemianówka. Wielki zbiornik z masą kempingów, agroturystyk itd. My spaliśmy na darmowym campingu Bondary. Miejsce niestety dość brudne, tłoczne, ale jako miejsce na nockę w trasie polecamy. Dużym plusem tej miejscówki jest dostęp do plaży i pomostów wielkich pomostów! A z nich było widać Tęczę, ale teraz to podobno temat zakazany :p



Dalej ruszamy..... zobaczycie gdzie w kolejnej relacji ;)