środa, 12 grudnia 2018

Helikon-tex EDC Insert Large

W życiu czasem przydaje się ład i skład, zwłaszcza przy szpeju noszonym na co dzień docenia się uporządkowanie go. Gdy potrzebujemy czegoś nagle, to nie ma czasu szukać w przepastnym plecaku czy torbie.

Z pomocą przychodzi nam EDC Insert od Helikona. Organizer, który pomieści wszystko, co nam w codziennym życiu potrzebne, latarkę, multitoolla, małą apteczkę, jakieś źródło ognia i co tam jeszcze mamy w EDC.
Tak samo świetnie się sprawdza jako organizer survivalowo-bushcraftowy. Zmieścimy w nim nóż, ostrzałkę, składany kubek, latarkę, jakiś notes, kuchenkę survivalową, krzesiwo, zapalniczkę itd., nawet krytyczną rację żywnościową, czyli mały zestaw survivalowy, w którym wszystko jest poukładane i na miejscu, dzięki czemu wszystko w krytycznej sytuacji mamy od razu pod ręką.




W zabezpieczeniu, zestawie EDC czy survivalowym musi być porządek, bo tu nie ma przelewek. W  EDC Insert dzięki wewnętrznym gumkom oraz kieszonce wszystko pięknie siedzi na miejscu.

Organizer jest zamykany na zamek YKK, dzięki czemu nawet luźno wrzucone przedmioty są zabezpieczone przed zgubieniem. Ja osobiście inserta używam na kilka sposobów. W plecakach trekkingowych, jak np. mój ukochany OSPREY AETHER czy Helikon SUMMIT, wrzucam go luzem do kieszeni w kapturze lub przy plecach, nie muszę szukać latarki pośród innych rzeczy tylko szybko otwieram organizer i wyjmuję latarkę czy co tam mi potrzebne. Fakt, podnosi to wagę, ale za komfort i zysk czasowy jestem w stanie te kilkadziesiąt dodatkowych gram przeżyć.


Natomiast w plecakach fotograficznych, w torbach, np. courier bag czy plecaku reinder montuję go za pomocą rzepa do panelu, zyskuję dodatkową kieszeń z organizerem. Panel w organizerze INSERT jest zabezpieczany patką z materiałem, gdy go oderwiemy czy wrzucamy do zwykłego plecaka, nigdzie nam się nie czepia, a po odchyleniu tego zabezpieczenia w moment możemy przyczepić go do  plecaków czy toreb wyposażonych w system Versatile Insert Systen.




Jakiś czas temu opisywałem nerkę FISH DRY PACK, która jest wodoodporna, ale we wnętrzu nie ma żadnych przegródek do organizacji naszych rzeczy, w niej też idealnie mieści się organizer w wersji large. Razem tworzą świetną parę na przygody nad jeziorem czy w dziczy ;)



Co do jakości wykonania, to jak to przy Helikonie zazwyczaj jest ona naprawdę świetna, dobrze zszyte mocne materiały, nie ma się co bać, że coś się rozwali. Wady żadnej nie zauważyłem, wszystko działa jak należy, nigdzie się nie zużył nadmiernie.
Warto się zaopatrzyć kiedy mamy problem z organizacją naszych bambetli w plecaku czy torbie, za nieco wygórowaną cenę otrzymujemy kawał przemyślanego i świetnie wykonanego produktu.






poniedziałek, 26 listopada 2018

Mora Eldris

Nóż, jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze narzędzie w survivalu. Bez niego trudno zbudować szałas, pułapkę,  przygotować ognisko, strawę itd. O ile w survivalu, prawdziwym survivalu bez tony sprzętu biwakowego warto mieć zapas mocy w postaci sporego noża, o tyle przy bushcrafcie, survivalu w wykonaniu rekreacyjnym czy właśnie podczas turystyki w zupełności wystarczy nam mały nożyk, którym praktycznie zrobimy to samo, co dużym i ciężkim tasakiem, no może poza budowaniem domu z bali :P Pamiętajmy też, że w 99% prawdziwych sytuacji survivalowych najprawdopodobniej znajdziemy się w terenie bez jakiegokolwiek ostrza.

Mam dość sporą kolekcję noży, część to małe noże o ostrzach poniżej 10 cm, co więcej znajdzie się kilka necków, których ostrze to dosłownie kilka centymetrów. I szczerze mówiąc, te pikutki wystarczą w 99% sytuacji. Zastrugam patyki na ognisko, zrobię pukle, przygotuję jedzenie, nawet zbatonuję mniejsze gałęzie. Ostatnio w moje ręce wpadła mora eldris. Zawsze mi się podobała, ale mówiłem kurde 100 zł za morę, do tego taką małą to przeginka, tak uważałem dopóki nie zacząłem jej używać, cena jest adekwatna do jakości i przyjemności z jaką się pracuje.



Mora Eldris to najmniejszy nóż tego szwedzkiego producenta. Ostrze o długości zaledwie 5,9 cm wykonane jest ze świetnej stali Sandvik 12C27 obrabianej w unikalny sposób, jaki to unikalny nie wiem, ale wiem, że ostrze jest naprawdę mocne, dość dobrze trzyma ostrość i łatwo poddaje się ponownemu ostrzeniu. W przypadku eldrisa praktycznie przez całą rękojeść przechodzi metal, dzięki czemu mamy naprawdę mocną konstrukcję, odporną na ciężką pracę i różne uderzenia i naprężenia.
Rękojeść jest natomiast wykonana z bardzo wytrzymałego tworzywa, dzięki czemu uderzenia, upadki, pogryzienie przez psa, niskie temperatury itd. nie powodują większych zniszczeń. No jedynie pies może troszku poodgryzać kawałków plastiku, ale i tak nie zniszczy w 100%. Specjalna karbowana faktura sprawia, że nóż leży mocno i pewnie w dłoni.

Użytkowanie i praca to czysta przyjemność.




Mora eldris nie miała u mnie łatwo, używałem i używam jej jako noża codziennego użytku, w kuchni, jako podstawowego noża na biwaku, na budowie itd. Mogłem poznać jego wszelkie + i -. Od początku mnie zaskakiwał. Podczas wszelkich prac świetnie siedzi w dłoni. Mimo małych rozmiarów ma odpowiednią grubość, dzięki czemu pewnie się trzyma i bardzo ładnie możemy przełożyć naszą siłę na ostrze bez obaw, że nam nóż z ręki wypadnie itd. Specjalnie wyprofilowana krawędź tnąca sprawia, że nożyk wchodzi naprawdę świetnie i w drewno, i mięso, i plastik, nawet świetnie gips tnie.
Grzbiet głowni jest specjalnie zaprojektowany do użycia z krzesiwem, mamy idealny iskrownik do krzesiwa, świetnie sprawdza się z krzesiwem helikona.
Pochwa jest symetryczna, dzięki czemu nie musimy się zastanowić którą stroną wkładamy nóż, bo zawsze zaskoczy i będzie mocno w niej siedział. Co przy necku jest cholernie ważne, bo nikt by nie chciał, by nóż wypadł i ładnie nam brzuch naciął :P



Eldris dzięki swoim naprawdę sporym możliwościom zasługuje na miano mały, ale wariat. Zrobimy nim praktycznie wszystko, a przy niskiej wadze zaledwie 80 g nie odczujemy go w plecaku czy też na szyi. Do wyboru mamy kilka wariantów kolorystycznych, dzięki czemu każdy dopasuje eldrisa do siebie ;) Ponadto mamy dwie wersje. Podstawowa za +/- 100 zł i wersję nazwijmy to pro, która ma dodatkowo specjalną pętelkę zabezpieczającą nóż w pochwie, mamy sznurek na szyje i małe krzesiwko, ale za taki zestaw musimy już zapłacić 150 zł. O ile 100 zł to całkiem spoko cena, mogłoby tak być bardziej 80 zł, ale no 100 jeszcze zrozumiem, to 150 za wersję niby lepszą... sznurek sami sobie zrobimy, pętla zabezpieczająca jest zbędna, a krzesiwko lepiej mieć normalne oddzielnie.

Część może pomyśleć: ten znowu tylko zachwala, nie ma wad ten nóż? Otóż cholera jasna nie, tyrałem mocno, robiłem to, czego się nim nie powinno, ciąłem kable, metal, otwierałem puszki, dłubałem w betonie, batonowałem itd. A morka poza zadrapaniami nie wykazała żadnych uszkodzeń. Jest to naprawdę kawał(ek) solidnego narzędzia. Zresztą jak każda inna mora, z którą miałem do czynienia, a mam ich kilka. Co więcej, mam kilka necków i to nawet customów droższych i niby lepszych od eldrisano właśnie niby, bo przy morze te customy wymiękają.

Oczywiście nie zrobimy tym pikutkiem wszystkiego, są prace, w których mały gabaryt może go zdyskwalifikować, dlatego w moim zestawie jego kompanem jest victorinox rengergrip 78. Takim setem jestem w stanie zrobić dosłownie wszystko :D




Według mnie eldris to najfajniejsza mora, wygodna, lekka, mocna, nadaje się dla każdego: dla tych, co pierwszy raz nóż w dłoni mają i dla tych, co już na nich zjedli zęby. Świetnie nadaje się jako główny nóż do lasu, do edc, jako zapas, dla turystów i wielu innych ludzi, którzy używają noży w swoich działaniach.





wtorek, 20 listopada 2018

W końcu mrozem powiało.

Lato było niezwykle upalne, jesień też do zimnych nie należała, ale nareszcie przyszły ujemne temperatury, a wraz z nimi fantastyczny spektakl, jakim jest szron. Chyba każdy z Was, a z pewnością większość, tak jak ja uwielbia patrzeć jak natura maluje krajobrazy na biało, tworząc finezyjne i fantastyczne kształty.
A zastanawialiście się kiedyś jak on powstaje?




Szron się z dupska nie bierze by powstał potrzebne są specyficzne warunki. Mianowicie potrzebna jest niska temperatura, ale nie za niska, taka w sam raz, najlepiej oscylująca w okolicach 0*C. Ponadto potrzebne jest wilgotne powietrze, nawet bardzo wilgotne. Do tego potrzebne jest jeszcze podłoże hydrofilowe (materiały, rzeczy lubiące się z wodą), np. szkło, metal, drewno, rośliny itd.  Gdy już mamy te kilka elementów niezbędnych do powstania pozostaje nam obserwować piękny spektakl kontaktu wilgotnego powietrza z podłożem, materiałem o temperaturze nieco poniżej 0*C.  W tym momencie dochodzi do tzw resublimacji, czyli zmiany stanu skupienia wody w stały. 

Tak więc łapcie kilka kadrów z poprzedniego weekendu ;) 



czwartek, 15 listopada 2018

Szorty helikon BDU

 Wprawdzie lato się skończyło i raczej panują wszechobecne chłody jesienne, warto jednak pomyśleć o dobrych krótkich spodenkach na kolejny sezon ;) Osobiście nie wyobrażam sobie lata w długich porach, jak jest od 18 stopni wzwyż to niezbędne są krótkie spodenki, niezależnie czy las, czy góry, czy miasto, szorty muszą być. Ale nie byle jakie, bo muszą spełniać kilka kryteriów.
Mianowicie muszą być mocne, wygodne, mieć sporo pojemnych kieszeni i nie być modnym wąskim czy wymyślnym dziadostwem. Zazwyczaj stawiam na militarne rozwiązania, tak też tym razem padło na szorty Helikona, model BDU - cotton ripstop. 



Co do rozwiązań, to wielkich filozofii tu nie ma co szukać. Typowy krój bojówek. Ot cała charakterystyka szortów BDU ;)

Ale zacznijmy od tego, co najważniejsze, od komfortu. Wpływa na niego swobodny i szeroki krój, charakterystyczny dla tego typu spodni. Nigdzie nic nas nie uciska, nie uwiera i nie obciera. Do tego szerokie nogawki usprawniają uchodzenie ciepła, co w upały jest zbawienne. Duże kargo kieszenie są naprawdę pojemne, ze spokojem pomieszczą mały aparat lub kamerę czy nawet hamak flyhamak forest. Oczywiście inne pierdoły też zmieścimy ;) Kieszenie zapinane na guziki, pewnie zabezpieczają przenoszone w nich przedmioty. Dodatkowo mamy na nich z każdej strony małą płaską kieszonkę, idealną na morę eldris, telefon czy magazynek do pistoletu. Poza tym klasyczne dwie kieszenie, które są naprawdę głębokie. Mamy jeszcze dwie na dupsku, ale to już standard, więc nie ma co tu się rozpisywać.  Warto dodać, że na tyłku mamy wzmocniony materiał, dzięki czemu szorty BDU świetnie znoszą siadanie na wszystkim ;)


Krój i rozwiązania sprawiają, że są naprawdę wygodne i praktyczne. Kolejną sprawą, która wpływa na komfort są zastosowane materiały. Można powiedzieć, że wadą jest, że spodnie są w 100% wykonane z bawełny, ale przy letnich spodniach to nie problem, a wręcz fajnie nawet oddycha ta bawełna.

Komfort noszenia i użytkowania jest naprawdę spory. Jedynym mankamentem, przynajmniej dla mnie jest rozporek na guziki. No nienawidzę tego sposobu zapinania, wolę zamek albo rzep. Ale fakt, że guziki są bardziej wytrzymałe, bo jak się urwie, to doszyjemy, a jak się zamek zepsuje to dupa. Więc nie klasyfikujmy tego jako wady ;)


Wytrzymałość też jest zadowalająca, codzienne noszenie w mieście, w terenie, siadanie na różnych powierzchniach, przedzieranie przez krzaki itd. i nigdzie nic się nie wytarło. Nawet na kieszeniach, mimo folderów i innych klipsów bądź karabinków nie zaobserwowałem uszkodzeń materiału. Mocna piątka za wytrzymałość.
Jedynie kolor moich lubi szybko łapać wszelkie brudy, no ale to już specyfika wariantu, który wybrałem.

Według mnie trudno o lepsze szorty w cenie około 100 zł. Wygodne, mocne, pojemne. Miałem i mam styczność z wieloma modelami i firmami, te najbardziej do mnie mówią w takim przedziale cenowym ;)


piątek, 9 listopada 2018

Izery z Po prostu outdoor

Jedni idą na groby, inni zbierają cukierki, jeszcze inni odprawiają dziady, a ja razem z Czarkiem z Po Prostu Outdoor ruszyliśmy na szlak. Korzystając z możliwości 3-dniowej łazęgi wybraliśmy się w Izery.
Wyjazd w nocy pkp i już z rana meldujemy się w Szklarskiej Porębie. Szybkie ogarniecie się i ruszamy. Piękna jesienna pogoda, słońce, nie za ciepło ani nie za zimno, idealne warunki do wędrówki. Do tego dziesiątki barw umilają nam mozolne podejście pod Wysoki Kamień. Tam mały odpoczynek na podziwianie widoków i nieco zdjęć.


Ruszamy dalej i pokonujemy kolejne kilometry, na szlaku dość sporo poprzewracanych drzew, więc Czarek przechodził na kuckach, a ja z racji wielkiego i sztywnego plecaka na ramie szedłem na czterech, a momentami to nawet bardziej się czołgałem czy pełzałem. Docieramy do kopalni Stanisław, którą szybko przechodzimy i wędrujemy dalej niebieskim szlakiem, a po kilku dobrych kilometrach docieramy do naszego ulubionego miejsca na biwak. Niestety pokazaliśmy to miejsce kilku osobom, te powiedziały kilku kolejnym i zamiast jednego czy 2 miejsc po ogniskach jest tego coraz więcej, do tego śmieci, papierki, wykarczowana polanka, zdegradowana ściółka, przykry widok. Nie każdy wyznaje zasadę, by nie było widać śladów po naszej bytności. Rozbijamy obozowisko, Czarek w namiocie, ja pod bashą i przystępujemy do gotowania i innych czynności obozowych.




Nocka minęła przyjemnie, lekki chłodny wiaterek, piękne niebo - chociaż jak na Izery, to i tak słabe.  Pierwsze co robimy, to rozpalamy ognisko, robimy śniadanie, zwijamy obóz, ruszamy wzdłuż rzeki i docieramy do szlaku.


Nasz kolejny cel to schronisko Chatka Górzystów i naleśniki słynne na całą Polskę. Niestety kuchnia ich nie serwowała tego dnia, więc zadowoliłem się jabłecznikiem i piwem, Czarek podobnie, ale zamiast piwa wybrał herbatkę ;)
Po odpoczynku powędrowaliśmy żółtym szlakiem przez liczne piękne miejsca by zlądować w lesie nieopodal Wysokiego Kamienia na drugą noc.

 

Zrezygnowaliśmy z ogniska, by nie niszczyć ściółki i ograniczyliśmy się do kuchenki gazowej. Na kolację mieliśmy barszcz ukraiński serwowany przez szefa kuchni Po prostu outdoor. Do tego herbata z masłem i mogliśmy śmiało iść spać.


Od 22 do 8 rano padało cały czas, pogoda z pięknej jesieni zrobiła się typową polską jesienią. Mokro, ponuro, chłodno. Noc minęła i tak dość dobrze, chociaż mi było zdecydowanie za ciepło. Poranne śniadanko pod tarpem i ruszamy do cywilizacji na pociąg. Mgły nie dały nam podziwiać widoków, ale stwarzały piękną aurę. Wszystko ma swoje plusy i minusy, trzeba dostrzegać te pozytywy i cieszyć się z tego, co mamy, a nie moglibyśmy mieć ;)


Po kilku godzinach zeszliśmy do Szklarskiej Poręby. Wizyta w sklepie po prowiant na drogę powrotną, kupujemy bilety i czekamy na pociąg, dyndając w Foreście do FLYHAMAK ;)



PS
Polecam zajrzeć na profil Czarka ;)
PO PROSTU OUTDOOR