poniedziałek, 22 maja 2017

Torba Bushcraft Satchel od Predathor.pl

Człowiek nie wielbłąd, pić musi, tak samo musi mieć gdzie wsadzić zapasowy ciuch, jakieś jedzenie czy sprzęt podczas wycieczki. Klasyka plecak, ale często jest za duży, utrudnia nieco funkcjonowanie czy też jest z nim po prostu za gorąco. I wtedy z pomocą przychodzi torba bushcraftowa Helikon-Tex Satchel. Kompaktowa, pakowna, lekka, przemyślana, umożliwiająca nam spakowanie się nie tylko na niedzielny spacer czy wypad w las, ale i na weekendowy wypad, czy nawet jako torba podróżna.



Torbę od predathora poddałem długim i ciężkim testom, nie miała łatwo. Codzienne używana w mieście i jako torba w las, w podróży, na rowerze, a nawet jako torba na sprzęt fotograficzny, i ani razu mnie nie zawiodła. Oczywiście ma pewne wady, ale są na tyle małe, że nie wpływają jakkolwiek na użyteczność. Ale o nich na końcu.
Najpierw nieco suchych faktów. Satchel jest wykonana z cordury 500D, dzięki czemu materiał nie jest podatny na przetarcia, niestraszne mu krzaki, piach, kamienie itd. Wszystkie zamki są renomowanej firmy YKK, dzięki czemu możemy płynnie nimi operować jedną ręką. Pojemność sakwy jest imponująca, bo ma aż 17 litrów!!! Naprawdę sporo jak na torbę, i bezproblemowo spakujecie się w nią na cały dzień czy nawet na survivalowy biwak. 
Taka pojemność zazwyczaj idzie w parze z wagą, tu na szczęście sakwa mimo jakości wykonania i sporych wymiarów waży zaledwie 430 gram. Czyli naprawdę nieźle.
Co ciekawe sakwa jest zaprojektowana nie tylko przez Helikona, ale i przez chłopaków z Survivaltechu, można o nich myśleć co się chce, ale pomysły mają fajne. I ta torba im wyszła. Sporo typowo leśnych przemyśleń i bajerów sprawia, że jest niezastąpiona w lesie, ale i w mieście. A jakie bajery? Pomijając kieszenie we wnętrzu na butelki (można tam zmieścić np. małe bivi, hamak, poncho, tarp lub kuchnie itd.).


Mamy jeszcze siatkową kieszonkę zamykaną na zamek - wygodna i bardzo przydatna na drobiazgi typu portfel, telefon, latarka itd. Wydaje się być delikatna, ale mimo to nigdzie się nie rozdarła, a łatwo nie miała. Dodatkowo mamy jedną kieszeń na froncie torby zapinaną na zamek - pojemna kieszeń, idealna na mapę, gazetę, książkę, jakieś pierdoły leśne itd. To może nie były jakieś super bajery do bushcraftu, ale zwykłe rozwiązania, natomiast te leśne bajery to między innymi możliwość troczenia od spodu, panel molle na bokach - można zamontować ładownicę lub organizer. Na bokach umieszczone są troki kompresyjne, takie ściśnięcie doceni każdy kto jeździ sporo na rowerze. Poza tymi rozwiązaniami mamy jeszcze po dwa bajery. Kieszonkę na nóż lub piłę czy też pojemniczek Mugii w warunkach leśnych, a w mieście idealnie mieszczą się tam okulary czy telefon. A podczas kręcenia filmów świetnie tam wchodzi rejestrator dźwięku. Oraz jedną przegródkę, która umożliwia nam przenoszenie siekiery, statywu czy większego noża. Do samej sakwy zmieścimy mini szpej biwakowy, bluzę, apteczkę, wodę i co tam trzeba na jednodniowy wypad, a w warunkach miejskich zmieścimy tablet czy notebooka, aparat, bluzę, jedzenie i co kto chce, w końcu 17 litrów to niemało ;)
























Niby nic takiego, kilka pasków, jakieś kieszonki, ale znacznie ułatwiają życie na szlaku i co ważne umilają wędrowanie i znacząco wpływają na komfort użytkowania. No właśnie, jeśli już wiemy, że materiał oraz wykonanie  Satchela są na najwyższym poziomie, rozwiązania znacznie umilają życie w dziczy to jak wygląda sprawa komfortu?


Tu jest naprawdę nieźle, wiadomo, gdy niesiemy cały ciężar na jednym ramieniu to w przypadku sporego obciążenia jest średnio, ale taka waga do 6 kg jest naprawdę nieodczuwalna. Torba układa się na tyłku i nie ciąży, a dzięki szerokiemu w pełni demontowalnemu paskowi nie mamy problemu z wżynaniem się czegoś w bark. Więc jeśli chodzi o noszenie jest naprawdę oki, jedynie podczas jazdy na rowerze i biegu torba ma tendencję do przesuwania się na boki, ale nie jest to jakoś bardzo uciążliwe.


Komfort noszenia jest naprawdę wysoki pod warunkiem, że nie wypełnimy jej bardzo ciężkimi przedmiotami oraz zbyt twardymi i kanciastymi, bo wbijanie się w plecy, bok i dupę twardych kanciastych przedmiotów to nic przyjemnego, no ale to nie jest kwestia torby, a bardziej pakowania. Można ją wygodnie przenosić zarówno na prawym jak i lewym boku, zamki w każdej z tych pozycji wygodnie możemy otwierać, a sama sakwa dobrze się układa. Warto zwrócić uwagę na to, że Satchel od predathora można zwinąć i wrzucić do większego plecaka i korzystać z niej na biwaku do wyjść w teren czy na zakupy, czy też jako torba do zamaskowania szpeju foto - w środek wchodzi kabura z ładownicą na dodatkowy obiektyw, i jeszcze mamy nieco miejsca.
Czyli funkcjonalność i komfort są naprawdę niezłe. Ale nie obędzie się bez wad. Pomijając cenę sakwy (+/- 200 zł), która jest powalająca to mamy niewielkie, ale zawsze jakieś wady. W momencie, gdy jest wyładowana na full korzystanie z kieszeni frontowej jest utrudnione, a z tych bocznych jest wręcz niemożliwe, gdyż jak już coś wsadzimy to ciężko wyjąć i odwrotnie. Gdy dotroczymy ładownicę po bokach, fakt podnosimy pojemność, ale zaburzamy stabilność co wpływa negatywnie na komfort noszenia.



Mimo tych kilku wad torba bushcraftowa SATCHEL jest naprawdę fajnym rozwiązaniem na niedzielne wypady w teren czy do codziennego użytku. Może niektóre rzeczy bym rozwiązał w niej inaczej coś dodał coś odjął, ale według mnie to najlepsza torba, którą można obecnie znaleźć na rynku. Nic nie skrzypi jak w Wombacie, dobre wykonanie, fajne pomysły, jest pojemna, tylko troszkę za droga, no ale za szpan w lesie trza zapłacić, bo taka torba to +10 do szpanu :V 


środa, 17 maja 2017

Mój idealny foto zestaw w teren.

Powszechnie wiadomo, że fotografia to niezwykle zajmujące i ciekawe zajęcie. Zwłaszcza podczas wędrówki, zwiedzania, spływów, wypraw itd., aparat pozwala nam zatrzymać moment i uwiecznić niezapomniane przygody dla potomności. Ale zdjęcie nie ogranicza się do samego naciśnięcia guzika spustu migawki. Bo wszystko jest zależne od tego czym focimy oraz od tego jak i co chcemy osiągnąć. Dziś odrzucimy aparaty typu małpka, wszystkoodporne, małe kompakty itd., skupimy się na lustrzankach i bezlusterkowcach, a bardziej na optyce. Jak każdy fotograf wie, obiektywów nigdy dość. Niestety, gdy trzeba je nieść, wieźć itd., to często trzeba się ograniczyć do minimum, a odpowiednie dobranie szkieł umożliwi nam zrobienie zdjęć w każdych warunkach i osiągnięcie praktycznie każdego zamierzonego efektu. I co teraz? Z jednej strony ograniczenia w ładowności, a z drugiej chęć zabrania obiektywu na każdą okazję. Jak zawsze musi wziąć górę zdrowy rozsądek. Ja osobiście w większości wyjazdów decyduję się na jeden zestaw, który sprawdza się w 99% moich potrzeb - mówiłem o nim już w jednym z odcinków Buszmen na Tropie, mianowicie zawsze zabieram ze sobą dwa obiektywy tzw. długi oraz szeroki kąt + korpus.

Taki zestaw pozwala na zrealizowanie większości planów fotograficznych, jest kompaktowy, mieści się w kaburze z dodatkową ładownicą na obiektyw i co istotne nie waży tony.
Długi obiektyw jest największym i najcięższym elementem szkieł. W zależności od planu wypadu, czy jest bardziej turystyczny, czy też bardziej przyrodniczy wybieram między dwoma. W przypadku bardziej turystycznych zastosowań lub gdy waga i rozmiar wiodą prym biorę: 55-250 f3,5-5,6 IS. Kompaktowy rozmiar pozwala zawsze mieć go przy sobie, przyczepiony do body mieści się w standardowej kaburze, a pozwala zrobić zdjęcia różnych detali czy też zwierząt. Do tego stabilizacja znacznie ułatwia fotografowanie po dłuższym wysiłku. Tu macie zdjęcie z tego obiektywu.


Natomiast, gdy w grę wchodzi bardziej przyrodniczy wypad i naszym celem jest jakiś zwierz, a waga nie ma takiego znaczenia zabieram duże, ciężkie, ale i niezwykle dobre szkło jakim jest USM 70-200 L f4. Klasyka obiektywów, biała armatka, jak ja to mówię. Do standardowej kabury wprawdzie nie wejdzie, tak samo do zwykłej ładownicy na obiektyw się nie mieści. Dlatego najczęściej wędruje w plecaku fotograficznym lub w specjalnym pokrowcu lub na pasie/pasku. W przypadku trekkingu ma to duże ograniczenie, ale już przy wyjeździe typowo na zwierza rozmiar i waga nie są najważniejsze. Ten obiektyw wprawdzie ma minimalnie mniejsze powiększenie niż ten wyżej opisywany (55-250), ale zapewnia wyższą jakość zdjęć przez co możemy więcej z nich wyciągnąć. Dodatkowo jest uszczelniony, dzięki czemu nie musimy aż tak się przejmować złą pogodą - o zabezpieczeniu przed deszczem innym razem. Cenną rzeczą jaką nam oferuje ten kawałek bieli jest możliwość przeostrzenia w trakcie fotografowania, nic nie trzeba wyłączać ani przełączać, możemy płynnie przesuwać ostrość według naszych potrzeb. Bardzo wygodne przy fotografii makro, ale i każdej innej, gdyż możemy szybko wydobyć praktycznie wszystko co byśmy chcieli mieć na zdjęciu. Dla porównania poniżej zdjęcia z USM 70-200.












Dobra, to już mamy dwa długie obiektywy, które ze mną często buszują i pozwalają zapolować na zwierza czy uwiecznić jakiś fragment większej kompozycji. Ale wędruje ze mną zawsze jeszcze jedno szkło szerokokątne, a dokładniej 10-18 f4,5 -5,6. Świetny, mały i lekki obiektyw do szerokich kadrów, do fotografii w pomieszczeniach, na ulicy, podczas imprez czy przede wszystkim widoków i życia obozowego. Dzięki niemu możemy na luzie w kadrze zmieścić całe życie toczące się wokół namiotu czy zmieścić jakieś ciekawe drzewo, czy inny obiekt. Nawet da się selfie lustrzanką zrobić. Kompaktowy rozmiar i niska waga sprawiają, że nam nie ciąży w bagażu, a zapewnia sporo zabawy i możliwości.

Oczywiście jak każdy obiektyw tak i ten ma ograniczenia. Średnio nada się do fotografii obiektów nieco oddalonych, a już praktycznie nie nadaje się do fotografii portretowej. Tak samo wyżej wypisane zoomy nie nadają się zbyt do fotografii z bliska, ale obiekty oddalone czy portrety to już zupełnie inna sprawa. Jak to mówią nie ma czegoś co jest dobre i do wszystkiego, bo jak coś jest niby do wszystkiego, to tak naprawdę to kawał gówna - jak np. bagnet do AK :P



Czyli idealny zestaw w busz to długi zoom do polowania i ściągania detali, i szeroki kąt do fotografii ogólnej, widoczków, jakichś obiektów czy też życia obozowego. Długi obiektyw + szeroki kąt i możemy robić wszystko na co mamy ochotę, a jeśli chcecie, to za jakiś czas pojawią się recenzje obiektywów oraz post o sprzęcie jakim fotografujemy i kręcimy filmy.





niedziela, 14 maja 2017

Milczenie Buszmenów: Wiosna

Nowy cykl na kanale!!! Milczenie Buszmenów ograniczamy nasz komentarz do minimum a głos oddajemy naturze.
W pierwszej odsłonie tego programu wiosna, jak to wszystko budzi się do życia po zimowym śnie i mikro komentarz busz foki ;)

sobota, 13 maja 2017

Gra Terenowa "Sprawdź czy przetrwasz" dla UP Poznań

Wczoraj mieliśmy okazję zorganizować i przeprowadzić grę terenową "Sprawdź czy przetrwasz" dla Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Było intensywnie, pogoda dopisała, uczestnicy zadowoleni, wszyscy przetrwali i nagrody odebrali.


































wtorek, 9 maja 2017

Co z tą kondycją w buszu

Kondycja, nie każdy się nią przejmuje. Niby racja, podczas zwykłego wypadu na niedzielę do lasu kondycja nie jest potrzebna, nawet przy okazjonalnym wypadzie na weekend nad jeziorko, do lasu czy też w góry można się obyć bez jakiejś specjalnej formy. Najwyżej się człowiek pomęczy, postęka, będzie obolały, ale w gruncie rzeczy luzik. A co jeśli znajdziemy się w sytuacji survivalowej, gdzie kondycja będzie nam niezbędna do wyjścia cało z opresji? No właśnie, dlatego warto zadbać minimalnie o kondycję i to nie tylko tę fizyczną.


Kondycję można podzielić na 3 podkategorie:

Wspominaną już kondycję fizyczną, ogólny rozwój i sprawność organizmu, wytrzymałość na długotrwałe obciążenia, wysiłek trwający wiele godzin czy nawet dni. Mocne plecy pod plecak, krzepa do rąbania drewna itd. Taką podstawową kondycję można zdobyć bez jakichś specjalnych ćwiczeń, wystarczy odpowiedni tryb życia. Zamiast jechać windą - idź po schodach, zamiast jechać autobusem czy tramwajem -jedź rowerem lub idź z buta itd. Nic takiego, a regularna tego typu aktywność znacznie podnosi wydolność i sprawność organizmu, a gdy dodamy do tego większy marsz czy jazdę rowerem raz w tygodniu to naprawdę mamy szansę na niezłą kondycję, dzięki której lżej i przyjemniej będziemy pokonywać szlaki, a w razie co organizm nas nie zawiedzie w najmniej odpowiednim momencie.


Poza kondycją fizyczną, która jest bardzo istotna należy zadbać jeszcze bardziej o dobrą, wręcz idealną kondycję psychiczną. O tyle o ile niedostatki fizyczne można jakoś przebąknąć lub się bez nich obejść zagryzając zęby, o tyle słabość psychiczna w 99% przypadków doprowadza do klęski wyprawy lub nawet na tamten świat. By wzmocnić swoją psychikę należy sukcesywnie podnosić poprzeczkę wyzwań i przekraczać różne bariery. Łamać tabu i to co nas napawa strachem, lękiem itd. Zdobywać doświadczenie, dzięki któremu dużo łatwiej jest trzeźwo myśleć w sytuacjach stresowych. Zgodnie z zasadą piramidy przetrwania najważniejsze jest mieć mocną psychikę, reszta jest mniej istotna. I to prawda, wiele osób bez wysokiej sprawności fizycznej przetrwało, bo chciało walczyć i się nie poddać, a nie jeden koks czy napakowany typ, który powinien na luziku dać sobie radę, popłakał się i padł na amen. Gdy ciało nas boli, jesteśmy padnięci itd. możemy to wszystko pokonać siłą woli i dać sobie radę, bo psychika to prawdziwa siła jaką mamy przy sobie.





Człowiek wybierający się na szlak powinien cechować się dobrą kondycją fizyczną i nienaganną psychiczną, ale nie zapominajmy, że ruszając trzeba zadbać też o kondycję tego co zabieramy ze sobą. I nie chodzi tu bynajmniej o towarzyszy wędrówki, bo to logiczne, że też muszą być w formie, ale o szpej. O przedmioty, które zabieramy, gdyż nie ma nic gorszego na biwaku czy wycieczce jak niedziałający szpej. Oczywiście czasem się popsuje coś, bez możliwości zapobiegnięcia temu, jednak  mimo to częściej uszkodzenia i niedziałający ekwipunek jest wynikiem zaniedbania. Dlatego należy dbać o kondycję szpeju. Namiot po użyciu się suszy, czyści i sprawdza czy wsio z nim ok. Tak samo z tarpami i innymi systemami noclegowymi, czyścimy buty i odzież. Sprzęt kuchenny czyścimy, rozkręcamy, smarujemy itd. Regularna i skrupulatna kontrola oraz konserwacja ekwipunku pozwala go utrzymać w dobrej kondycji, co przekłada się na jego wieloletnie i bezproblemowe użytkowanie oraz na fakt, że sprzęt nie zawiedzie nas na szlaku. A często od niego może zależeć nasze życie. Więc jeśli dbamy o swoją kondycję, to nie zapominajmy o zadbaniu o sprzęt.

Za jakiś czas możecie spodziewać się posta o przykładowych ćwiczeniach na dobrą formę w busz ;)