piątek, 23 września 2016

Na tropie misia - relacja

No i przyszedł czas na relację z tropienia w TATRACH. Sam pomysł na wyjazd w te prawdziwe góry narodził się już jakieś pół  roku temu i co ważne nie był to wyjazd kierowany chęcią zdobycia jakiegoś szczytu, jak to w większość wypadów w tatry, ale głównym celem wyjazdu było zrobienie zdjęć niedźwiedzia. Tak tak pojechaliśmy w góry specjalnie po zwierzaka a nie by se po prostu połazić. Bo łazić to każdy by łaził, a zdjęć robić to nie ma komu





No i tyle by było wstępu, w miniony weekend a właściwie już w piątek rano zameldowaliśmy się w Zakopcu na polu campingowym. Tam rozbicie namiotu, chwila odpoczynku po całej nocy w drodze i szybko na busa i dalej już z buta szlakiem. Z prognoz pogody wynikało, że najprawdopodobniej tylko piątek będzie ładny a sobota upłynie pod znakiem ulew i burz. Mało optymistycznie się zapowiada to trza działaś póki mamy okno. To też stwierdziliśmy, że cały plan na złapanie w kadr misia i nakręcenie materiału do buszmen na tropie musimy zrealizować w jeden dzień!! Czy się udało? przekonacie się niedługo.

  Na sam początek podejście pod Murowaniec, zbierając mozolnie wysokość dostaliśmy info, że pod Kasprowym są świstaki. No to już pierwsza dobra informacja, a dosłownie chwilę później postój w super miejscu z widokiem na Giewont a tam w dole istny koncert, który zafundowały nam zakochane jelenie - no nie mogło być lepszego znaku zwiastującego dobry dzień dla fotografa na tropie.





Dalej mijamy stację meteorologiczną i udajemy się prosto na Czarny staw Gąsienicowy.  Tam dłuższy postój, kręcenie porad outdoorowych i foto jak i zrobienie sobie czegoś do jedzonka (klasyka na szlaku zupka chińska z kabanosem)  po solidnym odpoczynku, uderzamy dalej czarnym szlakiem. Prawie, że w pionie wspinamy się, łykamy kolejne metry aż tu gdy jesteśmy w połowie podejścia słyszymy nadlatujące śmigło. No to dzięki akcji ratunkowej TOPR-u  mamy chwilę na odpoczynek i obserwacje jak to chłopaki ściągają kogoś z ORLEJ. Chwile popatrzyliśmy,pokręciliśmy i pofociliśmy no ale ile można, więc znów mozolnie pod górkę zaczęliśmy się wspinać.








 Po chwili dochodzimy pod rozgałęzienie szlaku przy głównym podejściu na Kościelec. Tu chwila odsapnięcia i schodzimy nad międzyinnymi Zielony Staw. I gdy tak sobie wędrujemy, obserwujemy i mijamy kolejnych turystów, aż tu nagle ktoś mówi do nas- tam na dole są dwa niedźwiadki.(stawiam,że wielkie aparaty w dłoniach robią swoje i dlatego zagaili, że są misie) My tu z perspektywą, że już nic nie będzie i dupa z niedźwiedzi  dostajemy takie info i  od razu pełne doładowanie i rura na dół ku przygodzie!!

Mijamy kolejnych turystów i pytamy:
-Widzieliście miśki?
-Taa!! Tam za stawem, dwa małe się bawiły.
- A ile temu?
-Jakąś godzinę.
My na to oki dzięki i troszku osowiali, że pewno już sobie poszły ruszamy dalej cały czas rozglądając się i lustrując otoczenie czy jednak gdzieś może jeszcze jakiś misiek siedzi.







I tak idziemy i idziemy coraz ciemniej się robi, miśków jak nie było tak nie ma. Dochodzimy do końca doliny i dupa, no nie ma ani odrobiny niedźwiedzia!! I z nastawieniem, że się nie uda zrealizować planu. W zasadzie pogodzeni z porażką coś tam do siebie mówimy a ja tak od niechcenia rzuciłem ostatni raz wzrokiem po otaczających polankach i bum!! Coś widzę!!! Jakieś 200/300metórw od nas jest coś brązowego jest!!!!!! Oko do aparatu, zoom na ful i nic innego jak miś skubiący jagódki mi się objawia w kadrze!!! Co tam miś prawdziwy sukinkot, potężny niedźwiad a nie jakiś miś. Szybkie rozstawienie statywu oraz innego majdanu. I niezwłocznie przystępujemy do pracy, strzelamy zdjęcie za zdjęciem, kręcimy kadr za kadrem. Po jakiś 40 min obserwacji i focenia stwierdzamy oki można iść już dalej. To co chcieliśmy mamy a i  chłodno zaczęło się robić no i późno już to trza iść dalej.  A zanim pójdziemy dalej łapcie trochę fotek niedźwiedzia.













No i ruszyliśmy na Kasprowy, po iluś dłużących się w nieskończoność minutach, już w szarówce przy coraz silniejszym wietrze zdobyliśmy stacje meteorologiczną. Ale gdyby atrakcji było mało jeszcze kozice nam się napatoczyły przed obiektyw!!! Obowiązkowe zdjęcia i dalej ku naszemu schronieniu, teoretycznie 2 godziny powinno nam zająć zejście do zakopanego, a jak możecie się spodziewać zajęło nam to trochę więcej a dokładnie jeszcze raz tyle. I idąc już po ciemku, zataczając się momentami i mając różne dziwne omamy (np. gadałem z psem narzeczonej, który okazał się korzeniem) doszliśmy krótko przed 24 do namiotu. Tego dnia zrobiliśmy 24km po górach, mega dużo w pionie a cała trasa zajęła nam +/- 15 godzin intensywnego marszu. Gdy dodamy do tego całą noc w aucie to nie ma co się dziwić, że byliśmy wykończeni i wręcz martwi.  Stawiam, że jak już doszliśmy do namiotu to wyglądaliśmy jak  zombie z buszu a nie ludzie :P  Wejście, które bardziej wpełźnięcie przypominało- do śpiworów i sen zabrał nas szybciej niż się spodziewaliśmy. Ale co najważniejsze szczęśliwi z pełnego sukcesu tego dnia nastawiliśmy się, że w sobotę śpimy ile się da. A jak pogoda pozwoli to jeszcze gdzieś skoczymy. Ale bez spiny bo plan zrealizowany w 100% albo i w 102 ;)





I tak też wyspani wstajemy rano, dobra nie takie rano jak na biwak bo po 9 i oczywiście jaka pogoda? Leje,pada i powódź istna się zapowiada, a gdyby tego było mało to jeszcze przez lekko uchylone wejście naciekło mi wody na śpiwór, a tyle napadało, że pod namiotem mieliśmy potok, no dosłownie górski strumień.(więcej zobaczycie w najbliższym BUSZMEN NA TROPIE)  Tak też cały ale to dosłownie cały dzień przesiedzieliśmy przy namiocie. Więc tu nic ciekawego do opisywania nie ma. Kolejna nocka minęła całkiem przyjemnie, wczesna pobudka by jeszcze przed 8 wyjechać do domu.

I tak też się skończyło to tropienie. Pełen sukces,super przygoda i kolejne góry które zajęły miejsce w moim sercu ;) A już za kilka dni filmik ;)







środa, 21 września 2016

Kurtka WINDRUNER helikon-tex od E-MILITARIA

Jak wiadomo by móc o czymś powiedzieć czy jest dobre czy też nie trzeba trochę to potyrać. I tak też od dłuższego czasu tyram mega hiper fajną kurteczkę o wdzięcznej nazwie WINDRUNNER od E-militaria.pl 
Jest to bardzo cienka i lekka kurtka typu kangurka, która ma chronić nas głównie przed wiatrem i co ważne być mega lekka i mała po spakowaniu.


I jak się okazuje sprawdza się wyśmienicie w dosłownie każdej aktywności outdoorowej. Fakt,że do miasta nie za bardzo bo to typowo terenowy ciuch,no i kurtka naciągana przez głowę nie do końca jest wygodna do cywilizowanego użytku. Ale i w mieście można ją nosić ale będziemy rzucać się w oczy.
Natomiast przy wszelkich aktywnościach turystycznych świetnie się sprawdza, począwszy do spacerów po lesie, trekkingu, fotografii, jeździe na rowerze czy pływaniu kajakiem - robi naprawdę kawał dobrej roboty.


Ale zacznijmy od materiału -WINDRUNNER helikona od e-militaria wykonany jest z cieniutkiego nylonu o bardzo gęstym splocie, dzięki czemu przy naprawdę niskiej wadze (ok.150g roz. L) mamy praktycznie 100% ochronę przed wiatrem, a przy zadbaniu o powłokę DWR otrzymujemy ochronę przed lekkim deszczem. Gdyby tego było mało to jeszcze po zwinięciu  windrunner mieści się w kieszeni spodni, każdym plecaku,torbie itd. czyli dosłownie zawsze możemy mieć go przy sobie. Nie podam wam dokładnych wymiarów po zwinięciu ale mogę powiedzieć,że mieści się w dłoni, co jest naprawdę niezłym wynikiem  jak na kurtkę!!!


Inną wielką zaletą wynikającą z zastosowanych materiałów jest szybkość schnięcia. Fakt,że przemaka dość szybko, zwłaszcza przy większym deszczu (jakiś 15min. ulewy)  to równie szybko schnie.  Po całkowitym przemoczeniu max godzina i znów mamy suchą kurtałkę.


Czyli jeśli chodzi o sam materiał to ma on same zalety: lekki,wiatroszczelny i szybkoschnący.
Oczywiście nie jest to pancerna tkanina, wydaje się wręcz mega delikatna,zwłaszcza, że jak się jej dobrze przyjrzeć to prześwituje!!! Ale mimo przedzierania się przez krzaki nie rozdarła się ani nie powstała żadna dziurka czy naderwanie materiału.


I ostatnią kwestią która zależy od materiału jest oddychalność oraz termika. Jeśli chodzi o tą drugą to szału nie ma,bo windrunner nie ma grzać, on ma chronić przed wiatrem i to też robi świetnie, by nie zamarznąć  musimy mieć pod nim jakąś termo bieliznę czy jakiś polar,puchówkę  (dostosować do panującej temperatry) i mamy naprawdę przyjemny zestaw do wędrówki. Dzięki temu, że sam z siebie nie grzeje nadaje się świetnie na każdą temperaturę, w wielkie upały można dosłownie tylko jego założyć zamiast koszuli. Natomiast na chłody zastosować metodę na cebulkę i już mamy zawsze ciepło. Natomiast co do oddychalności jest świetna, w temperaturach od kilku powyżej zera do +/- 20*C  i dużym wysiłku nie ma problemów z odprowadzaniem nadmiaru wilgoci jak i ciepła(w niższych nie chodziłem a w wyższych było samo z siebie za ciepło). Dzięki czemu zmniejszamy szanse na przechłodzenie jak i przeziębienie. Czyli termicznie jest oki a jeśli oddychanie to wręcz bajka, serio nie spodziewałem się aż takich wyników- tak więc co do materiału nie mam żadnych zastrzeżeń.


To teraz czas na użyteczność.
Tak jak już pisałem windrunner od e-militaria świetnie się sprawdza we wszelkich aktywnościach outdoorowych, wiadomą sprawą, jest to że w dużej mierze kwestia zastosowanego materiału ale i samych rozwiązań które kurtka posiada.

Obszerny kaptur pod który bezproblemowo zmieści się kask rowerowy czy wspinaczkowy jak i kapelusz oraz inne nakrycia głowy. A dzięki ściągaczom mamy możliwość dokładnego dopasowania go tak by nie spadał podczas silnego wiatru i nie przysłaniał widoku.
Dosłownie pełna regulacja - ściągacze z przodu jak i tyłu. I to w ultralekkiej kurtce co nie jest częste.
Natomiast gdy nie ma potrzeby używania kaptura i zwisa on nam na plecach nie uwiera i nie przeszkadza przy noszeniu plecaka,torby itd, dosłownie nie odczuwamy,że go mamy.
Następną zaletą jest spora garda, która umożliwia nam dokładne zamknięcie się we wnętrzu kurtki i ochronieniu przed wiatrem.
Jedyną wadą  przy kapturze to antenki które powstają po zaciągnięciu ściągaczy i bujają się nam przed oczyma - troch to wkurzające ale coś za coś.



Wielką zaletą windrunnera  jak i innych tego typu kurtek jest kieszeń która pomieści nam naprawdę sporo tego co trza mieć pod ręką -czapka,rękawice telefon(jest nawet specjalna mała kieszonka na niego), nóż itd. Oczywiście jak się obładujemy to komfortu nie będziemy mieli za grosz, no ale najważniejsze sprawki pomieścimy i dość wygodnie przeniesiemy. Zaletą takiej kieszeni jest fakt, że bardzo łatwo o rozgrzanie zgrabiałych dłoni, dzięki ogrzaniu ich własnym ciepłem + ciepło generowane przez bojler (dla nie wtajemniczonych brzuch ;)


Inną sprawą wpływającą na zwiększenie komfortu użytkowania jest wydłużony tył, dzięki czemu mimo nachylania, kucania itd. plecy cały czas mamy zakryte i nie wystawiamy ich na złe warunki atmosferyczne. Jest to bardzo istotne,gdyż nie polecam przewiać sobie pleców,bo to cholerstwo wraca i meczy wędrowca zawsze w najmniej odpowiednim momencie.




Gdyby tego było mało to jeszcze w windrannerze zastosowano bardzo fajny patent zwiększający oddychalność i transpiracje ciepła poprzez zamontowanie siatki w newralgicznym miejscu jakim są pachy. W ten sposób znacznie usprawniła się oddychalność i nawet przy sporym wysiłku nie jest źle - oczywiście i tak się pocimy jednak osuszanie i wydalanie ciepła jest znacznie szybsze. (Gdy w kieszeni nic ni mamy i ją otworzymy też zwiększymy odparowywanie wilgoci i ciepła.)


Kolejną zaletą zwiększającą użyteczność jest zastosowanie dodatkowej warstwy materiału na łokciach w celu zwiększenia wytrzymałości. Istotna sprawa gdy przedzieramy się przez krzaki czy narażeni jesteśmy na kontakt ze skałami czy innymi elementami otoczenia które mogą nam rozedrzeć ubranie. Wbrew pozorom jest to miejsce narażone na wycieranie poprzez zwykłe siedzenie przy stole gdzie łokciami trzemy o blat.



Jak widzicie kurtka windrunner helikona wydaje się być idealna i można powiedzieć,że taka właśnie jest. Waga, komfort, właściwości itd sprawiają, że jest idealną opcją na coś co chroni nas przed wiatrem a nic nie waży przez co zawsze możemy mieć to przy sobie. Gdy dodamy do tego cenę ok. 190zł  to już pełna bajka. Kurtki tego typu wiodących marek outdoorowych kosztują sporo więcej.


Oczywiście jest kilka wad, jak praktycznie we wszystkim co byśmy do ręki wzięli. W końcu nie znalazł się taki co by we wszystkim dogodził ;) Na szczęście są to lekkie wady które nie wpływają w żaden rażący sposób na użytkowanie.
Pomijając kilka nitek które wyszły (zdarza się to w prawie każdym ciuchu) są to następujące wady - ściągacze w mankietach to zwykłe gumy, wszystko ładnie pięknie póki się nie rozciągną, fakt wydają się mocne ale kto wie co przyniesie czas, lepiej by było jakby zastosować jakiś regulowany ściągacz lub rzep - dzięki czemu byłyby praktycznie wieczne oraz byłaby możliwość płynnej regulacji.

Kolejną wadą jest przycinający się zamek. Nie jest to wina samego zamka (zastosowano YKK) ale materiału,jest on tak miękki ze jedną ręka nie jesteśmy wstanie płynnie nim operować,bo się przycina i kołtuni. By ten problem rozwiązać starczy zastosować klasyczną metodę świeczki, czyli przejechać nią   po zamku i w ten sposób problem przycinania znika.


Przechodząc do podsumowania, mimo kilku wad, które naprawdę są mało istotne przy zaletach windrunnera jest to jedna z lepszych kurtek jakie przyszło mi używać, zwłaszcza dzięki niskiej wadze i dobrej cenie.
 Jest to produkt  godny uwagi, zwłaszcza jeśli liczy się dla nas waga i objętość bagażu jak i cenimy sobie jakość wykonania. 
 Windrunnera mogę polecić z czystym sumieniem każdemu kto szuka przygód w różnych warunkach i potrzebuję sprzętu który go nie zawiedzie.